Rafał Kosik's Blog, page 77

September 8, 2012

Ocalić od zapomnienia? Niech giną!

Nowa Fantastyka 09/2012 - okładka Gdyby światem rządzili technokraci, szybko by uznali, że istnienie np. trzech tak podobnych języków jak polski, czeski i słowacki jest niepotrzebnym tworzeniem barier i komplikowaniem sobie życia. Podobnie jak stosowanie różnych systemów znaków drogowych, protokołów transmisji danych, standardów telefonii komórkowej czy interfejsów komputerowych. (więcej we wrześniowym wydaniu Nowej Fantastyki…)

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 08, 2012 09:35

September 5, 2012

Jest trailer filmu

Na stronach Onetu pojawiła się ostateczna wersja trailera filmu Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa. Trailer można obejrzeć tutaj.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 05, 2012 08:51

September 3, 2012

Autografy…

Jakiś czas temu przestałem wysyłać autografy pocztą. Bardzo bym chciał to robić dalej, ale zjawisko osiągnęło skalę kilkunastu/kilkudziesięciu listów tygodniowo, w tym zagranicznych, a przy tym utrzymywała się tendencja wzrostowa. Sorry, ale czasowo i finansowo stało się to mało komfortowe. Jak już gdzieś pisałem, ja jestem sztuk jeden i zdecydowanie sensowniej jest poświęcić mój czas i moją energię na pisanie książek.


Obok tego minusa jest też plus. A nawet dwa plusy. Po pierwsze jest do zdobycia pewna liczba książek Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa z moim autografem na facebookowym fanpage’u filmu. Po drugie jeszcze we wrześniu przy okazji promocji filmu odwiedzę kilka miast w całej Polsce. Są wśród nich te, które najczęściej pojawiały się w Waszych pytaniach o spotkania. Szczegóły wkrótce.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 03, 2012 16:26

September 2, 2012

Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2 - fragment #3

Po kwadransie przedzierania się przed gwarny Bazar Różyckiego natknęli się na stragan i straganiarza, którzy z czymś im się skojarzyli. Niewielki blat był wsparty na dwukołowym wózeczku i czterech składanych nogach. Stało na nim kilka roślin doniczkowych. Sprzedawca był niskim mężczyzną przed pięćdziesiątką. Miał na sobie ciut za dużą i ciut zbyt brudną marynarkę z grubego zmechaconego materiału i ciut zbyt workowate spodnie, spod których wystawały ciut zbyt podniszczone brązowe buty. Buty były do tego ciut za duże, bo ich czubki podwijały się, ukazując odłażącą podeszwę. Długie, rzadkie, tłuste włosy i okulary z zatłuszczonymi szkłami dopełniały obrazu.

– Profesor Butler? – upewniła się Nika.

– Butler? – powtórzył biolog, nie rozumiejąc słowa.

– Profesor?! – parsknęła pulchna przekupka z lewej strony, przekładając barchanową bieliznę na straganie. – Łapserdak i wydrwigrosz, ot co.

Sam Butler, bo to na pewno był on, nie zwracał najmniejszej uwagi na sąsiadkę. Nagryzał pestki słonecznika i wypluwał łupiny wprost na chodnik. Spojrzał przelotnie na przyjaciół i mruknął pod nosem coś niezrozumiałego.

– Meganawóz jest tutaj mniej wydajny – zauważył Net. – Albo mniej go zjadła.

Wskazał brodą na wysoką na nie więcej niż pół metra roślinę o grubej łodydze i mięsistych liściach. Czerwony, przypominający skórzany tulipan kwiat miał wielkość małego bochenka chleba. Kwiat patrzył na przyjaciół i wydawał się uśmiechać.

– Rosiczka tygrysia – ucieszyła się Nika.

– Nie dotykaj! – ostrzegł Net. – To jest alterrosiczka. Ona cię nie zna. Zrobi ci manicure do łokcia.

Rosiczka jednak nadstawiała brodę do pieszczot, jakby była szczeniaczkiem. Jeden z liści tuż nad doniczką wykonywał nawet ruchy przypominające merdanie. Choć może był to tylko podmuch wiatru. Nika przykucnęła i podrapała roślinę pod brodą.

– Głaszczcie, tak, głaszczcie. – Przekupka machnęła majtkami wielkimi jak kawiarniany obrus, odpędzając wróbla. – Łapserdak klientów mi odstrasza. Ciamka i pluje. Ptaszyska się zlatują do pestek.

– Nikt tu nie pluje – rzucił od niechcenia Butler, wypluwając łupinę.

– I pewnie kradnie, jak nikt nie patrzy. O, taki to dziad kościelny.

– Poznaje nas? – zastanowił się Felix, mając oczywiście na myśli roślinę. – To niemożliwe.

– Możliwe – odezwał się Butler. – Byliście tu trzy dni temu.

Felix przyłączył się do głaskania rosiczki, która teraz już wyraźnie merdała listkiem, aż doniczka się poruszała. Zrobiła tylko krótką przerwę, by z niesamowitą szybkością chwycić wróbla w locie. Przełknęła, a na jej łodydze pojawiło się niewielkie zgrubienie, które zaczęło się przesuwać w dół. Nika skrzywiła się lekko i wstała.

– Chyba musimy iść – stwierdziła, na co rosiczka zrobiła bardzo smutną minę.

– Zaraz – powstrzymał ją Felix, po czym zwrócił się do profesora – o czym rozmawialiśmy, jak tu byliśmy ostatnio?

– Pytaliście mnie – odparł Butler, patrząc gdzieś w niebo – o czym rozmawialiśmy, jak tu byliście ostatnio. Tak samo poprzednio i poprzednio…

– Hm… A za pierwszym razem?

– To nawet nie pamiętam.

Nika ogarnęła wzrokiem rośliny, wśród których dało się rozpoznać krzew parówkowy, bekonię, serowarańczę, pasztetowca, kiełbaśnicę oraz wyskubany do połowy karłowaty słonecznik, przy czym karłowata była jedynie łodyga, z trudem utrzymująca wielką głowę. Jedyną w miarę kumatą rośliną była jednak rosiczka. Profesor wyjadał pestki ze słonecznika, który robił nieskuteczne uniki.

– Obiecałem przecież, że ostatnie dziesięć zasadzę – skarcił go Butler, co w pewnym stopniu uspokoiło kwiat.

– Nawet z grubsza pan nie pamięta? – zapytała Nika.

– Z grubsza to ja ostatnio schudłem, he, he.

– Jak się kradnie, to się chudnie – dopowiedziała przekupka. – Bo każdy chudzielec to złodziej. – Spojrzała na Neta i dodała – każdy… dorosły chudzielec.

– Dzięki in advance – odparł Net.

– Pytaliście… – Butler poprawił okulary i dla odmiany zapatrzył się w ziemię – czy nie uczyłem was kiedyś biologii. – Wzruszył ramionami. – Jak miałem uczyć? Jestem prostym botanikiem bez wykształcenia. Nawet do cechu mnie nie przyjmą. Próbuję na boku hodować rośliny ozdobne – nachylił się nad swoim straganem – a wychodzą mi tylko takie dziwolągi, których nikt nie chce kupić. – Na te słowa rosiczka wyprężyła się i strzeliła go z liścia w twarz. – Oh… A one tak mi się właśnie odpłacają – dodał, masując policzek.

Rosiczka spuściła głowę i zaraz wyciągnęła listki, by go przytulić. Pochylił się i pozwolił na to. Polizała go w ucho.

– Spokojnie, Droserko – szepnął, głaszcząc ją po kwiatostanie. – Ciebie nie sprzedam.

Na te słowa słonecznik uniósł się gwałtownie, rozłożył liście i klepnął się jednym z nich w łodygę w geście „a ja?”. W odpowiedzi profesor wydłubał mu kolejną pestkę i włożył do ust. Słonecznik opuścił z rezygnacją głowę.

– O, idzie straż targowa – ucieszyła się przekupka. – Zaraz się skończy dziki handel dzikim zielskiem. Mandacik będzie.

W perspektywie alejki ponad głowami ciżby dały się dostrzec dwa pióropusze z pawich piór.

– Kupiłem bilet – mruknął w odpowiedzi Butler.

Jego słowom zdecydowanie przeczył fakt, że w pośpiechu zaczął się pakować. To samo czyniło zresztą całkiem sporo handlarzy. Butler był przygotowany na podobną okoliczność - blat jego wózka-straganu w kilka sekund zamknął się w pudło wielkości lodówki turystycznej, a stłoczone rośliny posłusznie zmieściły się wewnątrz, pod ażurowym blatem. Jedynie rosiczka w ostatniej chwili zdecydowanie wyskoczyła na wierzch i złapała się dwoma listkami dyszla. Zdążyła jeszcze odwrócić się w stronę barchanowej przekupki i beknąć donośnie, przy czym z paszczy wyleciało jej kilka małych piórek. Nika z niesmakiem zmarszczyła nosek.

– Miesiąc temu, ale kupiłem – dodał jeszcze Butler i wyjął na wierzch również doniczkę ze słonecznikeim, by klapa się domknęła. – A że krwiopijce ustaliły, iż jest ważny jeden dzień, to nie moja wina…

Rosiczka wskazała wolnym liściem bramę bazaru i wyprężyła się jak Kate Winslet na dziobie Titanica. Słonecznik objął ją dla utrzymania równowagi i wózek, piszcząc kółkami, ruszył w stronę bramy.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 02, 2012 16:07

September 1, 2012

Cisza nocna i szarzy ludzie

Cisza nocna powinna obowiązywać w kamienicach i blokach mieszkalnych i dotyczyć wszelkich hałasów na czele z takimi atrakcjami akustycznymi jak wiercenie w ścianach czy zbijanie mebli z Ikei. Głośnej muzyki oczywiście też, choć ta przeszkadza w równym stopniu o 22:01, co o 13:48, bo gusta są przecież różne. Cisza nocna powinna też sięgać rano co najmniej do godziny 9:00, bo nie każdy zrywa się na pierwszą zmianę w Hucie Warszawa. Ale czy powinna być uniwersalnym prawem obowiązującym w całym mieście?


Trudno mieć pretensję do Straży Miejskiej, że wezwana przyjeżdża. Ale o nadgorliwość w wystawianiu mandatów klientom ogródków knajpianych już można. Jednak winni są tak naprawdę twórcy prawa, pozwalającego gnębić ludzi, którzy nie robią niczego złego. Mowa o przepisach dotyczących zakłócania porządku, ciszy nocnej i picia alkoholu w miejscach publicznych. Zupełnie kim innym jest osoba pijąca piwo kilka metrów od knajpy, a kim innym zalany w trupa koleś, przewracający się o własne nogi i zaczepiający przechodniów. Ten drugi powinien być odwieziony na izbę wytrzeźwień, a ten pierwszy… powinien mieć miejsce, gdzie może legalnie coś wypić. Nie mówię o piciu wódki z gwinta w wagonie metra, ale czemu miejscem do sączenia złocistego nektaru bogów nie miałby być murek przed knajpą?


Argument, że knajpy służą promocji alkoholizmu jest nieprawdziwy. Knajpy promują kulturę spożywania alkoholu. Wystarczy odwiedzić pierwszą lepszą wieś, w której nie ma nawet baru mlecznego, by się przekonać, że późnym popołudniem nawalony jest niewspółmiernie większy odsetek mieszkańców niż w tętniącym knajpianym życiem centrum metropolii. Zresztą problem nie ogranicza się do alkoholu. Ogródki knajpiane (a często również i same knajpy) przeszkadzają nawet, jeśli w grę wchodzi głośna rozmowa przy kawie.


Mieszkałem przez wiele lat w ścisłym centrum Warszawy, blisko sporego klubu tanecznego, czynnego długo po północy. Ani razu nie przeszło mi przez myśl, by z powodu hałasu wzywać Straż Miejską. Gdy życie w centrum zaczęło mi przeszkadzać, choć bardziej ze względu na ruch uliczny i ciasnotę, przeprowadziłem się do cichej dzielnicy. Jednakże większość szarych ludzi, głównie starej daty, rozumuje inaczej. Oni poświęcą raczej cały swój wolny czas i energię, by doprowadzić do zamknięcia tego klubu, a najlepiej jeszcze wszystkich lokali w promieniu kilometra. Bo skoro oni sami nie chodzą do klubów, to kluby są zbędne. Proste.


W świetle obecnie obowiązujących przepisów jeden szary człowiek (w kilku aliasach donosowych) może zepsuć zabawę kilkuset osobom – gościom knajpek i zabić rodzący się klimat miasta, czyli to nieuchwytne coś, co odróżnia Wenecję od Bełchatowa. A dlaczego? A dlatego, że szary człowiek wegetuje w szarym mieszkanku i nie odczuwa potrzeby wyjścia na kawę czy piwo. Przecież jedno i drugie może wypić w szarym mieszkanku i to w najlepszym, czyli własnym, towarzystwie.


Jak pokazuje przykład warszawskiej kawiarni Powiśle, nawet jeśli w okolicy nie ma domów mieszkalnych, to i tak znajdą się niezadowoleni mieszkańcy. Będą narzekać, że głośno, choćby mieli w tym celu dojeżdżać z Ursynowa lub Bródna.


Pomysł obszarów miasta wolnych od ciszy nocnej byłby dobrym rozwiązaniem. Pozwalałby też ograniczyć hałas w rejonach, gdzie nikt sobie tego nie życzy. To funkcjonuje (formalnie lub nie) w wielu miastach na świecie. Obszary ciche i głośne w mieście tworzą się powoli, na przestrzeni lat. Nie dzieje się to bez zgrzytów, lecz w końcu w rejonach rozrywkowych zostają głównie ci, którzy akceptują istnienie knajpek, a nawet są ich bywalcami. Jednak statystycznie w okolicy knajpy zawsze znajdzie się ktoś, komu hałas będzie przeszkadzał. Istnieje więc konflikt pozornie nierozwiązywalny, bo bawić się po cichu nie da rady.


Obecne przepisy stawiają dobro tego jednego cicholubnego ktosia ponad wspólne dobro wielu osób: klientów i właścicieli knajp. Mowa oczywiście o Polsce, bo przecież nikomu nie przejdzie przez myśl wygaszenie nowojorskiego Times Square o 22:00 albo zamknięcie paryskiej dyskoteki po telefonie paryskiego emeryta. Trudno mieć pretensję do ludzi, że chcą mieszkać w ciszy. Oczywiście każdy ma prawo lubić ciszę, więc… Chcesz mieć ciszę? Przeprowadź się tam, gdzie jest cicho.


Trzeba też pamiętać o kulturotwórczej roli kawiarni i klubów, jako miejsc spotkań poetów, malarzy, muzyków; jako miejsc gdzie powstają nowe gatunki literackie, nowe trendy zmieniające bieg historii. Wielkie idee i projekty rodzą się w dyskusjach przy kawiarnianych stolikach. Jeśli knajp nie będzie, nie będzie też kultury. A raczej będzie, gdzie indziej: w Pradze, w Budapeszcie, w Berlinie. A Warszawa i inne polskie miasta wieczorami będą utrwalać w oczach obcokrajowców obraz Polski jako szarego i nudnego kraju gdzieś na peryferiach Europy.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 01, 2012 15:47

Recenzja Świata Zero na Welcome to Wonderland

Felix Net i Nika oraz Świat Zero - okładkaFelix, Net i Nika jest bardzo popularną serią książek młodzieżowych. Spotkałam się z samymi pochwałami tego cyklu. Pomyślałam więc, czemu nie spróbować na własnej skórze? Trafiła mi się dziewiąta część serii, lecz nieznajomość poprzednich tomów w żadnym razie mi nie przeszkadzała. Autor zgrabnie wprowadza czytelnika w świat tytułowych nastolatków i już od pierwszych stron zaczyna się szybki ciąg wydarzeń. Akcja mknie do przodu i nie pozostawia chwili na złapanie oddechu. (więcej na Welcome to Wonderland…)

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on September 01, 2012 06:43

August 30, 2012

Jak minirobot wygląda w środku



Być może, czytając książkę Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa, zastanawialiście się, jak właściwie wyglądają miniroboty tworzące chmarę. Już za miesiąc będziecie to mogli zobaczyć w filmie pod tym samym tytułem. A teraz dzięki przeciekowi z laboratoriów Instytutu Badań Nadzwyczajnych możecie się dowiedzieć, co jest w środku minirobota (zwanego też mikrobotem).

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on August 30, 2012 07:35

Jak mikrobot wygląda w środku



Być może, czytając książkę Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa, zastanawialiście się, jak właściwie wyglądają mikroboty tworzące chmarę. Już za miesiąc będziecie to mogli zobaczyć w filmie pod tym samym tytułem. A teraz dzięki przeciekowi z laboratoriów Instytutu Badań Nadzwyczajnych możecie się dowiedzieć, co jest w środku mikrobota (zwanego też minirobotem).

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on August 30, 2012 07:35

Premiera filmu 28 września

Felix, Net i Nika


Znamy już datę premiery filmu Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa. Odbędzie się ona 28 września 2012 r. Na potrzeby promocji filmu powstał również facebookowy fanpage, gdzie będziecie mogli przeczytać m.in. o konkursach związanych z premierą. Nadal niezmiennie istnieje fanpage ogólnofelixowy, łączący w sobie ruch fanowski z wiązany tak z filmem, jak i z książką.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on August 30, 2012 04:32

August 29, 2012

Poglądy alternatywne

Poglądy alternatywneMoja strategia podczas imprez rodzinnych od dawna już wygląda następująco: zjeść szybko zupę i pod byle pretekstem oddalić się od stołu, zanim rozmowa z chwalenia talentów kulinarnych pani domu przeniesie się na bieżącą politykę. Sprawdza się doskonale i słucham tylko z odległości odgłosów szermierki słownej zwolenników z przeciwnikami.


Jaki sens niesie ze sobą przekonywanie kuzyna lub znajomego, kogokolwiek zresztą, do swoich poglądów politycznych? Ktoś, kto prowokuje taką dyskusję, ma mocno wyrobione poglądy. Czyli jest okopany, zabetonowany, zabunkrowany. Czyli wojna pozycyjna, czyli brak szans na consensus. Po co więc w ogóle rozpoczynać spór? Nie lepiej porozmawiać o czymś ciekawszym? Na przykład o teorii wieloświata?


Próbowałem, ale chyba w nieodpowiednim towarzystwie, bo po trzech zdaniach rozmowa i tak zeszła na politykę. Będę się jednak upierał, że temat wieloświata jest ciekawy, lecz wymaga równie ciekawego towarzystwa do rozmowy. Szczerze powiedziawszy, fizycy nie są zgodni co do tego, czy teoria ta ma sens. Natomiast, by sens miał dalszy ciąg tego felietonu, załóżmy dla ułatwienia, że światy alternatywne istnieją. Tym bardziej że wynika to w prosty sposób z teorii kwantowej, co z pewnością zrozumie każdy, kto miał okazję habilitować się z pokrewnego tematu.


W uproszczeniu – teoria wieloświata, zwanego też multiverse, zakłada, że nasz (wszech)świat nie jest jedyny; że jest ich, mniej lub bardziej podobnych, tak wiele, że ich liczby nie sposób zapisać w systemie dziesiętnym, gdyż zer byłoby więcej niż atomów w obserwowanym wszechświecie. Według Hugh Everetta III wszystko co może się wydarzyć, wydarza się. Wyobraźmy sobie rzut kwantową monetą, którego rezultatem jest wyrzucenie i orła, i reszki. Tyle że jednocześnie świat rozgałęzia się na dwa, a w każdym z nich otrzymujemy inny wynik. A ponieważ dzieje się tak w każdej chwili, wieloświat jest stale rozgałęziającym się drzewem zrealizowanych możliwości.


To nie jedyna teoria, jednak ta właśnie najbardziej przyjęła się w kulturze masowej, gdyż w sumie, na chłopską logikę… czemu nie? Inna teoria mówi, że wszechświaty powstają ciągle, ale niezależnie od siebie. W wyniku Wielkich Wybuchów powstaje być może nieskończona liczba wszechświatów izolowanych od siebie w wyższym wymiarze, jak kolejne kartki w książce, bądź różnymi prawami fizyki. Teorii jest wiele, a praktyczne ich zastosowania mogą mieć całkiem ciekawe konsekwencje dla nas, zwykłych śmiertelników. Pod warunkiem że zdołamy dokonać wymiany informacji między tymi światami. To już czysta fantastyka, czyli robi się ciekawie.


Weźmy pierwszą lepszą dziedzinę życia – niech będzie motoryzacja. Wyobraź sobie, że możesz porozmawiać ze swoim alterbliźniakiem, z którym rozgałęziłeś się, powiedzmy, miesiąc temu. Mam na myśli rodzaj rozmowy telefonicznej lub e-mailowej. Załóżmy, że w twoim samochodzie coś stuka w silniku i nie wiesz, czy to coś poważnego. Możesz zapytać swojego alterbliźniaka, czy zepsuł mu się ostatnio samochód. Jeżeli mu się zepsuł, to lepiej od razu jedź do warsztatu, zanim i twój rozkraczy się na środku ulicy. Pytanie skierowane do jednego alterbliźniaka to mało. Lepiej założyć rodzaj spółdzielni wieloświatowej i zadać to samo pytanie kilkudziesięciu alterbliźniakom. Wynikiem takiej, nieco schizofrenicznej, przyznam, rozmowy będzie określenie prawdopodobieństwa awarii twojego samochodu. Wynik okaże się prawdziwy dla wszystkich uczestników tej alterkonferencji, choć nieco mniej satysfakcjonujący dla tych, których samochód już się zepsuł.


Jeśli dopuszczamy wymianę informacji w tak banalnej sprawie, jak stan techniczny samochodu, to czemu nie dopuścić do altertelefonu lub altermaila wybitnych umysłów? Mogliby zmultiplikować swój geniusz, celem rozwiązania najtrudniejszych problemów współczesnej nauki. Zrobiliby to w miesiąc, zamiast głowić się samotnie lub z głupszymi od siebie przez dziesiątki lat.


A jeżeli tak, to nastąpiłaby również rewolucja w przeciwdziałaniu przestępczości. Oddziały prewencji jak w Raporcie mniejszości wpadałyby do domu nic niepodejrzewającego delikwenta i aresztowały go za teoretycznie możliwą malwersację, ponieważ malwersacji tej dokonał z prawdopodobieństwem 63,2%. Skoro bowiem w 63,2% przebadanych światów równoległych już to zrobił, po co czekać, aż dokona jej również tutaj. Przed oskarżeniem o przestępstwo superpozycji nie byłoby się nawet jak bronić. Cóż z tego, że konkretny-lokalny ty nie zrobiłeś niczego złego, skoro twój alterbliźniak, w nieco tylko odmiennych warunkach, to zrobił?


Oczywiście marketing nie śpi, więc szybko wieloświat zostałby zawłaszczony do testowania strategii reklamowych, badania wiarygodności kontrahentów, a wreszcie powstałyby alterświatowe korporacje, które handlowałyby jednynym możliwym w tych warunkach towarem – informacją.


Zasada jest prosta. Jeśli zastanawiasz się, czy coś kupić, to gdzieś już to kupujesz. Jeśli rozważasz popełnienie morderstwa, to już je popełniasz. Jeśli roztrząsasz, czy komuś o tym powiedzieć – już mówisz. Nie tu, to tam, gdzieś na pewno. Gdzieś popełnisz błąd, a tutaj wyląduje to w twojej kartotece policyjnej bądź bazie danych jednej z wielu korporacji informacyjnych.


Zanim następnym razem zaczniesz kogoś przekonywać przy piwie do swoich jedynych słusznych poglądów, pomyśl o tym, że w którymś równoległym świecie na 99,9(9)% Twój alterbliźniak przekonuje go do poglądów dokładnie odwrotnych.

 •  0 comments  •  flag
Share on Twitter
Published on August 29, 2012 15:25

Rafał Kosik's Blog

Rafał Kosik
Rafał Kosik isn't a Goodreads Author (yet), but they do have a blog, so here are some recent posts imported from their feed.
Follow Rafał Kosik's blog with rss.