Diabelli Quotes
Diabelli
by
Hermann Burger36 ratings, 3.81 average rating, 4 reviews
Diabelli Quotes
Showing 1-1 of 1
“Tak, nadobna pani Muzyka posiada również łono nocne, które wydaje na świat idiotów, hotentotów muzycznych. Czy pan wie, Panie Dyrektorze, co to jest suterena symfonii? Pana ciśnienie polifoniczne nigdy jeszcze nie rozpłaszczyło na murze ogniochronnym, nigdy dzieło sztuki nie przemaszerowało przez Pana na wylot. Pan znajduje się zawsze na rzęsiście oświetlonym froncie, pośród taftowych kreacji i wypomadowanych koneserów. Żaden kompozytor nie wkomponował pomocnika orkiestry do swego dzieła. Cała muzyka europejska powstała z pominięciem nas, Schrammów. Teatr jest pod tym względem bardziej postępowy. Istnieją sztuki, w których pracownik techniczny, przebiega na ukos przez scenę z mundurem na ramieniu, zaplanowany przez reżysera, odfajkowany przez suflerkę, odprowadzony przez stożek reflektora, bywa, że nagrodzony oklaskami przy otwartej kurtynie. Ale co mnie obchodzą pomocnicy teatralni, czuję się z powołania pomocnikiem orkiestry, chcę aportować nie rekwizyty, lecz muzykalia. I to wyłącznie muzykalia, nigdy samą muzykę! Z chwilą, gdy gigantyczny akt społeczny kolektywnej produkcji i konsumpcji dźwięku dobiega końca, staję się ludzkim odpadkiem, pozostawionym na zapleczu jarmarcznej budy absolutnego beztalencia. Kiedy zapłodnienie ciała społecznego przez ciało muzyczne sfinalizuje się już w postaci zrazu orgiastycznego, a potem stopniowo cichnącego aplauzu, pozostaje mi zebrać siebie na szufelkę. Jest to najbardziej pomocniczo-orkiestralna z wszystkich czynności pomocnika orkiestry, Panie Dyrektorze. Dewiza Urfera brzmiała: dźwięczące muzykalia, dźwięczące krzesła, dźwięczący pulpit dyrygenta. Wszystko, co tylko wziął do ręki, stawało się samowyzwalaczem dźwięku. Ileż to razy, siedząc w jakimś ciemnym kącie podscenia, rzępolił na nodze krzesła, współwykonując całe ponad jego głową inscenizowane dzieło! Błąd, błąd i jeszcze raz błąd! Urfer dążył do kongenialności, ja dążę do kontragenialności. Kiedy aplauz szaleje po sali, w przepychu świeczników budzącej się stopniowo z oszołomienia doskonałością, kiedy Detmar von Hohenlohe miotany burzą oklasków wpada raz po raz w półkole swych filharmoników, kiedy kandelabrowe bywalczynie foyer przechylają się z samobójczą rozkoszą przez zamszowe balustrady, posyłają pocałunki i pobrzękują naszyjnikami, wówczas pomocnik orkiestry klęczy na ziemi swego królestwa i bije czołem w mur, jakby w ten sposób mogł przebić głową ścianę, która odgradza go od wszelkiej sztuki. To również jest występ, Panie Dyrektorze, on również wymaga ofiar. Mówi się, że każdy pomocnik orkiestry marzy o tym, aby raz w życiu, po szczególnie udanym popisie, po koncercie superlatywów, dyrygent kiwnięciem ręki wezwał go na scenę, oczywiście dopiero przy cichnących brawach, kiedy już otwarto drzwi sali, ale jednak do wnętrza muszli, i skomentował jego pojawienie się jałmużniczym gestem maestra: proszę, także ta beczka piwa z metrówką w kieszeni nogawki przyczyniła się na zapleczu do tego, że ten wieczór przerodził się w triumf. Ostrzegam komisję nominacyjną, żeby nigdy nie domagała się obecności pomocnika orkiestry na scenie, ponieważ podest nie wytrzymałby nacisku jego ciała. Od utoczonych z moich żył symfonii stałem się ciężki jak ołów, toteż niczym słoń rozdeptałbym kantówkę w drzazgi. Jakże to? Akurat pomocnika orkiestry miałaby nie unieść konstrukcja, za którą jest odpowiedzialny? A czy sześćdziesięciu wykonawców muzyki to żaden ciężar? Artysta nic nie waży, całego siebie przelewa w swój instrument. Członków zespołu nazywa się podług ich narzędzi muzycznych: fagot się spóźnił, harfa strajkuje, blacha się buntuje. Pomocnik orkiestry, gdyby potrafił się pozbierać, żeby podejść ku rampie, brnąłby przez trzeszczący stos drewna opałowego. […]”
― Diabelli i inne pisma do dyrekcji
― Diabelli i inne pisma do dyrekcji
