Po lżejszych "Jaskiniach Kalte" znowu musimy stanąć na wysokości zadania - tym razem szukamy zaginionego oddziału kapitana D'Vala, którego król wysłał, by sprawdził, dlaczego ustał kontakt z kopalniami Ruanon. Niestety - jak to "zwykle bywa" - kapitan zaginął. My, jako Samotny Wilk, musimy odnaleźć D'Vala i przywrócić kontakt z prowincją - a przynajmniej dowiedzieć się dlaczego transport z cennymi surowcami nie dociera na miejsce.
Mam szczęście - to znaczy pecha. Znowu tracę towarzyszy zdecydowanie zbyt szybko. Początek wyprawy nie wygląda kusząco; im bliżej Ruanon, tym więcej strażników tracimy, ale przy okazji dowiadujemy się, kto stoi za zniknięciem kapitana. Przy okazji przyjdzie nam też ratować świat przez zagładą, bo dlaczego by nie? Samotny Wilk jest już na tyle doświadczony, że nie takie rzeczy się robiło.
Klimat tej części jest zdecydowanie rogrzewający. Skały, bandyci, przepowiednie i dama w opresji. W porównaniu z "Jaskiniami Kalte", gdzie mróz sączył się przez każdy por skóry, tutaj czuje się zeschłą trawę i niepodrabialną atmosferę kopalni. Nie jest ani zbyt trudno, ani zbyt łatwo - dużo ponownie zależy od umiejętnośći Kai i poziomu, na jaki wciągnęłiśmy Samotnego Wilka w poprzednich częściach. Dlatego też warto się postarać rozwijąjąc talenty naszego bohatera. Sporo walki - bandyci stoją na każdym kroku i ciężko im się wymigać - czasami możemy się jednakże posłużyć fortelem (jeśli znamy dostatecznie dużo umiejętności Kai, doh!) lub skorzystać z pomocy.
Grało się bardzo przyjemnie. Im dalej w las, tym ciekawiej - coraz bardziej podoba mi się świat tej paragrafówki, który wzbogaca się o coraz to kolejne krainy, legendy i postacie. Wilk zdecydowanie nie jest już żółtodziobem - mój Kai jest na poziomie dość wysokim i urozmaica to rozgrywkę, mimo, że często kusi, żeby pójść trudniejszą ścieżką, na przykład walki. Te ostatnie na początku sprawiały mi trudność, teraz walczę z zamkniętymi oczami.
Wilk jest już owianym sławą wojownikiem - wystarczy go zobaczyć, by nadzieją zalśniła w sercu. Jest to bardzo motywujące dla każdego gracza, jeśli kiedykolwiek marzył, by być herosem. Tutaj nie ma odcieni szarości - jest Zło i Dobro. I przyznaję, jest coś tolkienowskiego w tym i bardzo nostalgicznego.