What do you think?


The Chrysalids
A world paralysed by genetic mutation
John Wyndham takes the reader into the anguished heart of a community where the chances of breeding true are less than fifty per cent and where deviations are rooted out and destroyed as offences and abominations.
John Wyndham takes the reader into the anguished heart of a community where the chances of breeding true are less than fifty per cent and where deviations are rooted out and destroyed as offences and abominations.
200 pages, Mass Market Paperback
First published January 1, 1955
About the author
John Wyndham
364 books2,082 followersJohn Wyndham Parkes Lucas Beynon Harris was the son of a barrister. After trying a number of careers, including farming, law, commercial art and advertising, he started writing short stories in 1925. After serving in the civil Service and the Army during the war, he went back to writing. Adopting the name John Wyndham, he started writing a form of science fiction that he called 'logical fantasy'. As well as The Day of the Triffids, he wrote The Kraken Wakes, The Chrysalids, The Midwich Cuckoos (filmed as Village of the Damned) and The Seeds of Time.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 19 of 19 reviews
August 2, 2024
Historia o tym, do czego może prowadzić fanatyzm religijny i wiara w odgórnie narzucane prawdy. Co gdyby wierzenia decydowały o tym jak powinien wyglądać człowiek, rośliny przez niego uprawiane, zwierzęta przez niego hodowane i otoczenie, w którym żyje i każde odstępstwo było surowo karane, nawet jeśli taka decyzja może doprowadzić do samozagłady?
Czy sprawiedliwym jest decydować o tym, czy inny człowiek ma prawo do życia tylko na podstawie słów kaznodziei?
Ta książka awansuje u mnie na pierwsze miejsce spośród Wyndhamowych powieści. Dobra rzecz.
🦜 4.5/5
Czy sprawiedliwym jest decydować o tym, czy inny człowiek ma prawo do życia tylko na podstawie słów kaznodziei?
Ta książka awansuje u mnie na pierwsze miejsce spośród Wyndhamowych powieści. Dobra rzecz.
🦜 4.5/5
September 24, 2024
Zawsze znajdą się tacy co nigdy nie zmienią swojego postrzegania świata, a wystarczy się trochę otworzyć i zobaczyć że tak naprawdę niczym się nie różnimy.
September 2, 2024
Klasyka sci-fi i postapo w najlepszym wydaniu. Biorąc pod uwagę, że autor wydał tę książkę w 10 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, opowiedziana historia zyskuje dodatkową głębię przekazu.
January 20, 2025
Całkiem okej
January 6, 2025
John Wyndham podobnie jak w "Kukułczych jajach z Midwich" porusza problem odmienności. Jednak wg mnie w "Poczwarkach" mamy do czynienia z wizją tego jak ciemnota ludzka czy może głupota może być niebezpieczna dla ludzi, którzy naprawdę z bardzo błahych powodów nie mogą czuć się bezpiecznie. Podczas czytania nieraz łapałem się za głowę czytając brednie wypowiadane przez jednego z bohaterów, który miał już tak fanatyczne podejście do zasad jakie narzuca mu jego "religia", że nie cofnąłby się przed niczym, nawet najgorszą zbrodnią przeciw najbliższym.
Autor pokazuje świat po bliżej nieopisanej apokalipsie, która nie tylko cofnęła zaawansowanie technologiczne, ale co bardziej niepokojące cofnęła ludzkie umysły do czasów niemal średniowiecznych, gdzie inteligencja i myślenie oddaje pole głupim wierzeniom czy zabobonom.
Podobnie jak inne książki Wyndhama (przynajmniej te przeczytane przeze mnie) czyta się naprawdę błyskawicznie co w połączeniu, że całość liczy niespełna 250 stron to w zasadzie lektura na wieczór góra na dwa.
Autor pokazuje świat po bliżej nieopisanej apokalipsie, która nie tylko cofnęła zaawansowanie technologiczne, ale co bardziej niepokojące cofnęła ludzkie umysły do czasów niemal średniowiecznych, gdzie inteligencja i myślenie oddaje pole głupim wierzeniom czy zabobonom.
Podobnie jak inne książki Wyndhama (przynajmniej te przeczytane przeze mnie) czyta się naprawdę błyskawicznie co w połączeniu, że całość liczy niespełna 250 stron to w zasadzie lektura na wieczór góra na dwa.
August 15, 2025
„Oni są czujni, są zbiorowo świadomi niebezpieczeństwa zagrażającego ich rodzajowi. Wiedzą całkiem dokładnie, że jeśli mają przeżyć, muszą bronić tego rodzaju nie tylko przed pogorszeniem się, lecz także przed poważniejszą nawet groźbą wyższej jego odmiany”.
Ludzkość odbudowuje się po kataklizmie nasłanym przez Boga, który nazywają Cierpieniem. W ich przeświadczeniu zostali poddani próbie, a teraz za wszelką cenę muszą wrócić do stanu łaski. Jedynym sposobem, aby wrócić „na szczyt, z którego spadli” jest według nich natychmiastowe usuwanie wszelakich aberracji – zabijanie zmutowanych zwierząt, palenie zmutowanych roślin. Każdy noworodek musi przejść oficjalne badanie i otrzymać Certyfikat, a jeżeli inspektor stwierdzi nieprawidłowości…
Książka była męcząca, szczególnie przez całą tę wypaczona „etykę” i jej religijne korzenie. Jakaś grupa fanatyków ustaliła normę, według której należy oceniać wszystko wokół – pytanie tylko, skąd mogą wiedzieć, jaki jest ten mityczny „obraz i podobieństwo Boże”, skoro nikt go nie widział na oczy? Czy dodatkowy palec u stopy czyni istotę nieludzką?
Tak łatwo jest zacząć demonizować to, czego nie potrafimy zrozumieć.
6/10
Ludzkość odbudowuje się po kataklizmie nasłanym przez Boga, który nazywają Cierpieniem. W ich przeświadczeniu zostali poddani próbie, a teraz za wszelką cenę muszą wrócić do stanu łaski. Jedynym sposobem, aby wrócić „na szczyt, z którego spadli” jest według nich natychmiastowe usuwanie wszelakich aberracji – zabijanie zmutowanych zwierząt, palenie zmutowanych roślin. Każdy noworodek musi przejść oficjalne badanie i otrzymać Certyfikat, a jeżeli inspektor stwierdzi nieprawidłowości…
Książka była męcząca, szczególnie przez całą tę wypaczona „etykę” i jej religijne korzenie. Jakaś grupa fanatyków ustaliła normę, według której należy oceniać wszystko wokół – pytanie tylko, skąd mogą wiedzieć, jaki jest ten mityczny „obraz i podobieństwo Boże”, skoro nikt go nie widział na oczy? Czy dodatkowy palec u stopy czyni istotę nieludzką?
Tak łatwo jest zacząć demonizować to, czego nie potrafimy zrozumieć.
6/10
May 22, 2022
Mój pierwszy kontakt z twórczością Johna Wyndhama (1903-1969) miał miejsce niemal pół roku temu; była to lektura znanej, co najmniej trzykrotnie, na ogół ze słabym efektem, sfilmowanej powieści Dzień tryfidów. Książka wywarła na mnie wielkie wrażenie, tym bardziej, iż upływ czasu wcale nie uczynił jej mniej interesującą, a wręcz przeciwnie – przez dopełnienie powieściami takimi jak Blackout Elsberga, ukazujące zmiany zachodzące w naszym świecie w kwestii podatności na różne zagrożenia, nabiera coraz większej wartości. W efekcie było tylko kwestią czasu, bym pokusił się o następne dzieło Wyndhama. Padło na zachwalane mi już wcześniej przez znajomych Poczwarki. Nie dlatego, że czegoś bliższego się o nich naczytałem czy nasłuchałem, a po prostu one pierwsze wpadły mi w łapki. Do lektury, a dokładniej słuchania, przystąpiłem jak przysłowiowa tabula rasa – kompletnie nie wiedząc, czego się spodziewać.
Rzecz cała, jak się szybko orientujemy, dzieje się na naszej Ziemi, gdzieś w mniej lub bardziej odległej przyszłości. Przeszłość jest tylko zbiorem mitów i dogmatów, wśród których trudno odróżnić prawdę od przekłamań. Po kataklizmie, który zniszczył Starych Ludzi, nazywanym przez obecne pokolenia Cierpieniem, pozostały tylko dwie książki – jedna to Biblia, a druga, choć napisana przez zwykłego człowieka, też została podniesiona do rangi niemal Pisma Świętego. W tym momencie od razu przypomniał mi się znany cytat: Strzeż się tego, kto czytał tylko jedną książkę** i myślę, że był to celowy zabieg autora.
Labrador jest enklawą „normalnych” ludzi otoczoną przez dzikie Rubieże, a dalej przez jeszcze straszniejsze Dzikie Pustkowia przechodzące miejscami w pustynie popiołów i stopionych na szkło skał, w których musi zginąć wszystko co żywe, jeśli tam zawędruje. Mieszkańcy Labradoru toczą nieustanną walkę z co rusz pojawiającymi się mutacjami na własnym terenie, a pojawiają się one nie tylko wśród roślin i zwierząt, lecz również pośród ludzi. Jakby tego było mało, z Rubieży i dalej położonych terenów napierają na cywilizowaną okolicę zmutowane rośliny, zwierzęta i mniej lub bardziej plugawe, ludziom podobne istoty. W walce z dewiacjami, Plugastwem i Bluźnierstwami, bo tak nazywa się rzeczy urągające obrazowi tego, jakimi je stworzył Bóg, pomaga oczywiście Wiara.
W tym niełatwym do życia świecie, na jednej z farm na obrzeżach „normalności”, w rodzinie bogatego gospodarza rodzi się nasz protagonista, chłopiec o imieniu David. W miarę jak dorasta, zaczyna rozumieć, że jest Odmieńcem. Najpierw są to sny o miastach, w których po ulicach poruszają się wozy bez koni, a na niebie można zobaczyć wielkie srebrne obiekty w kształcie ryb. Sny, które za radą matki musi zachować dla siebie, bo przecież nikt o takich miastach nie słyszał i opowiadanie o nich mogłoby sprowadzić kłopoty. Potem sprawa robi się poważniejsza - dzieciak zauważa, że z kuzynką Rozalindą może wymieniać na odległość obrazy myśli. Z czasem okazuje się, że osób o podobnych umiejętnościach jest w zasięgu ich komunikacji kilka. Co prawda nie jest to tak ewidentne i trudne do ukrycia Bluźnierstwo, jak obrażający obraz Boga dodatkowy palec czy, nie daj Boże, oko, ale ukrycie tej odmienności wymaga ciągłej samokontroli, myślenia przez całą dobę nad tym, by nie powiedzieć o jedno słowo za dużo... Czy da się tak żyć na dłuższą metę? A jeśli nie, to co? Ucieczka? Ale dokąd?
Dzisiaj mówi się audiobooki, ale kiedyś nazywało się to książką mówioną. I myślę, że to nie do końca to samo. Audiobook podkreśla techniczną stronę (audio) kusząc multimedialnością, może jakimiś efektami dźwiękowymi. Trochę mi to zalatuje telewizją, która z kolei pachnie tandetą i płytkością. Książka mówiona to nacisk na fakt, że mamy do czynienia z książką i podkreślenie, że ktoś będzie mówił – z jego głosu powstanie wszystko to, co w druku przekazują nam litery – od faktów aż po nastrój, tempo czy napięcie. Z reguły stare książki mówione są dla mnie przyjemniejszą wersją niż nowe audiobooki i Poczwarki czytane przez Piotra Gasparskiego nie są tutaj wyjątkiem. Jego głos, tembr, tempo, jest wprost wymarzony dla powieści Wyndhama. Od pierwszej chwili wprowadza nas w świat wyobrażony nie gorzej niż książka czytana. Od razu w wyobraźni stajemy się Davidem a jego problemy stają się naszymi. A ma ich sporo...
Jak się potoczą losy protagonisty nie będę zdradzał. Fabuła jest interesująca i choć niezbyt skomplikowana, to na pewno miejscami potrafi nieźle zaskoczyć. Poczwarki już od pierwszych chwil wciągają słuchacza podobnie jak najlepsze powieści przygodowe. Gdyby to była tylko książka w tym rozrywkowym kanonie, byłaby naprawdę niezła. To jednak nie zapewniłoby jej ponadczasowości. Wielkość tej powieści leży w obrazie świata przedstawionego, z jego dylematami, prawami i systemami wartości. Są one odbiciem największych problemów, nie tylko filozoficznych, które od zarania dziejów aż po dzień dzisiejszy są przekleństwem ludzkości.
Fantastyka to dział literatury o największej rozpiętości międzytematycznej, wewnątrzgatunkowej, w każdym chyba aspekcie. Ja bym podzielił ją na dwie części – tę, która po fantastykę sięga by dotknąć tematów, których nie da się poruszyć równie skutecznie w innej konwencji i tę, w której sięgnięcie po ten gatunek jest pójściem na łatwiznę, jak na przykład powieści, które równie dobrze mogłyby być marynistyczne, gdyby statki kosmiczne zamienić na parowce lub żaglowce, ale wówczas autor musiałby posiąść sporą wiedzę merytoryczną, by jako tako móc pisać, od czego w SF czuje się zwolniony.
Poczwarki są i świetną powieścią przygodową, i postapokaliptyczną, a ukazana przyszłość pozwala jednak w jednym dziele zawrzeć tyle przemyśleń, pytań, odpowiedzi i problemów, że poza fantastyką byłoby to niemożliwe.
Czy ludzkość jest skazana na popełnianie wciąż tych samych błędów? Czy pęd do zagłady jest zapisany w samej naturze homo sapiens? Czy możliwe jest stworzenie społeczeństwa, które harmonijnie połączy prawo jednostki do indywidualności z prawem społeczeństwa do pewnych wymagań co do tej jednostki? Jaka jest definicja człowieka, jaki jest sens wiary? Te i inne pytania wprost krzyczą z kart powieści. Odpowiedzi nie są podane wprost, ale nie sposób przejść nad nimi obojętnie. Cała ta wartość dodana, która odróżnia fantastykę ponadczasową najwyższych lotów od ubranych w sztafaż SF infantylnych, wykastrowanych przygodówek czy sensacji, może być problem dla odbiorców, których myślenie boli ze względu na to, że ich natura takimi stworzyła lub odwrotnie – z powodu przeciążenia procesora nadmiarem intelektualnych wyzwań. Ponieważ wagi zagadnień, które ukryte są w Poczwarkach nie da się pominąć, odradzam tę powieść szukającym tylko i wyłącznie rozrywki. Jeśli jednak macie ochotę również na poważne przemyślenia, to Wyndham zapewni Wam tego aż nadto.
Mogłoby się wydawać, że wydana tak dawno powieść będzie nieco archaiczna, ale wcale tak nie jest; zachowała świeżość i oryginalność. Choć pojawiło się wiele nowych książek, dla których była inspiracją, żadnemu autorowi nie udało się wykreować wizji podobnie spójnego i zarazem niedookreślonego postapokaliptycznego świata, którego obraz będzie współgrał z trapiącymi go problemami. Uważna lektura daje czytelnikowi wiele i prowadzi do wniosku, że nie tylko w czasie debiutu, czyli w roku 1955, powieść ta była objawieniem, ale jest nim nadal. Mimo, iż jak już wspomniałem, po niej pojawiło się wiele innych o podobnej tematyce, w tym wiele naprawdę udanych, żadna nie zagroziła Poczwarkom; trudno o dzieło równie spójnie, w którym scalono w nierozerwalną całość tyle różnorodnych elementów. Nie żebym wartościował porównawczo, czy nawet twierdził, że nie ma „lepszych”; po prostu ta książka na zawsze pozostanie taka, jaką jest i jaką była. Nie zmieni już tego ani postęp nauki, ani czas – tylko ludzie mogliby ją zdezaktualizować, gdyby się zmienili, ale na to bym niestety nie liczył. A nawet gdyby, to zgodnie w wydźwiękiem tej powieści należałoby wówczas zapytać, czy to nadal byliby to ludzie. To ostanie świetnie koresponduje z najnowszymi poważnymi trendami filozoficznymi, jak choćby tezami postawionymi w książce Slavoja Žižka Żądanie niemożliwego.
Choć pewne prawdy Wyndham musiał wykoncypować niczym starożytni filozofowie atom – bez dowodów naukowych, bo nauki społeczne nie były wtedy jeszcze tak rozwinięte jak dzisiaj, to niestety prawidła socjologiczne zostały przez autora zaimplementowane w powieść tak trafnie, iż nic się nie zdezaktualizowało. Fantastyka w wersji Wyndhama tak się różni od infantylności choćby Verne’a i jego kontynuatorów, jak mechanicystyczne widzenie procesów społecznych od dzisiejszego ich pojmowania. Właśnie dlatego Poczwarki wcale się nie starzeją, w przeciwieństwie do wielu innych klasycznych dzieł literatury, które dziś mają wartość tylko zabytkową, historyczną. Gdyby Poczwarki miały swój debiut dzisiaj, na pewno z czasem i tak by się przebiły. Autor ustrzegł się bowiem pułapki ukazywania rzeczy takimi, jakimi są, albo jakimi je widzi, co z czasem zaczęłoby trącić myszką, a ukazał je takimi, jakimi widzi je David, główny bohater powieści, i oddał to w manierze nieco podobnej do wspomnień.
Choć Dzień tryfidów też jest ponadczasową pozycją, to Poczwarki są zdecydowanie większym wyzwaniem intelektualnym. Nie, nie sprawiają trudności przy czytaniu, język jest prosty, bez wodotrysków literackich i onanizmów stylistycznych, liczba postaci też nie jest nadmierna. Nie ma żadnych trudności ze zrozumieniem czegokolwiek, ale ból głowy zaczyna się wtedy, gdy zauważamy, że Starzy Ludzie, to my, a świat Davida to naprawdę nasz świat, tylko po Cierpieniu...
Gdybym miał polecić tylko jedną powieść o największych problemach od których zależy przyszłość ludzkości, być może wskazałbym właśnie Poczwarki. Takie dzieła powinny być lekturami szkolnymi, ale nigdy się nimi nie staną, przynajmniej w katolickiej Polsce, z powodów, które stają się zrozumiałe po przeczytaniu książki.
Na zakończenie powtórzę za Juliuszem Kydryńskim, którego prześwietne posłowie kończy moją książkę mówioną, że Poczwarki to powieść dziwna i mądra, a przy tym jak najbardziej do czytania. Absolutnie i zdecydowanie polecam
recenzja pierwotnie opublikowana na blogu klub-aa.blogspot.com dokąd zapraszam na wymianę wrażeń z lektury i nie tylko
Rzecz cała, jak się szybko orientujemy, dzieje się na naszej Ziemi, gdzieś w mniej lub bardziej odległej przyszłości. Przeszłość jest tylko zbiorem mitów i dogmatów, wśród których trudno odróżnić prawdę od przekłamań. Po kataklizmie, który zniszczył Starych Ludzi, nazywanym przez obecne pokolenia Cierpieniem, pozostały tylko dwie książki – jedna to Biblia, a druga, choć napisana przez zwykłego człowieka, też została podniesiona do rangi niemal Pisma Świętego. W tym momencie od razu przypomniał mi się znany cytat: Strzeż się tego, kto czytał tylko jedną książkę** i myślę, że był to celowy zabieg autora.
Labrador jest enklawą „normalnych” ludzi otoczoną przez dzikie Rubieże, a dalej przez jeszcze straszniejsze Dzikie Pustkowia przechodzące miejscami w pustynie popiołów i stopionych na szkło skał, w których musi zginąć wszystko co żywe, jeśli tam zawędruje. Mieszkańcy Labradoru toczą nieustanną walkę z co rusz pojawiającymi się mutacjami na własnym terenie, a pojawiają się one nie tylko wśród roślin i zwierząt, lecz również pośród ludzi. Jakby tego było mało, z Rubieży i dalej położonych terenów napierają na cywilizowaną okolicę zmutowane rośliny, zwierzęta i mniej lub bardziej plugawe, ludziom podobne istoty. W walce z dewiacjami, Plugastwem i Bluźnierstwami, bo tak nazywa się rzeczy urągające obrazowi tego, jakimi je stworzył Bóg, pomaga oczywiście Wiara.
W tym niełatwym do życia świecie, na jednej z farm na obrzeżach „normalności”, w rodzinie bogatego gospodarza rodzi się nasz protagonista, chłopiec o imieniu David. W miarę jak dorasta, zaczyna rozumieć, że jest Odmieńcem. Najpierw są to sny o miastach, w których po ulicach poruszają się wozy bez koni, a na niebie można zobaczyć wielkie srebrne obiekty w kształcie ryb. Sny, które za radą matki musi zachować dla siebie, bo przecież nikt o takich miastach nie słyszał i opowiadanie o nich mogłoby sprowadzić kłopoty. Potem sprawa robi się poważniejsza - dzieciak zauważa, że z kuzynką Rozalindą może wymieniać na odległość obrazy myśli. Z czasem okazuje się, że osób o podobnych umiejętnościach jest w zasięgu ich komunikacji kilka. Co prawda nie jest to tak ewidentne i trudne do ukrycia Bluźnierstwo, jak obrażający obraz Boga dodatkowy palec czy, nie daj Boże, oko, ale ukrycie tej odmienności wymaga ciągłej samokontroli, myślenia przez całą dobę nad tym, by nie powiedzieć o jedno słowo za dużo... Czy da się tak żyć na dłuższą metę? A jeśli nie, to co? Ucieczka? Ale dokąd?
Dzisiaj mówi się audiobooki, ale kiedyś nazywało się to książką mówioną. I myślę, że to nie do końca to samo. Audiobook podkreśla techniczną stronę (audio) kusząc multimedialnością, może jakimiś efektami dźwiękowymi. Trochę mi to zalatuje telewizją, która z kolei pachnie tandetą i płytkością. Książka mówiona to nacisk na fakt, że mamy do czynienia z książką i podkreślenie, że ktoś będzie mówił – z jego głosu powstanie wszystko to, co w druku przekazują nam litery – od faktów aż po nastrój, tempo czy napięcie. Z reguły stare książki mówione są dla mnie przyjemniejszą wersją niż nowe audiobooki i Poczwarki czytane przez Piotra Gasparskiego nie są tutaj wyjątkiem. Jego głos, tembr, tempo, jest wprost wymarzony dla powieści Wyndhama. Od pierwszej chwili wprowadza nas w świat wyobrażony nie gorzej niż książka czytana. Od razu w wyobraźni stajemy się Davidem a jego problemy stają się naszymi. A ma ich sporo...
Jak się potoczą losy protagonisty nie będę zdradzał. Fabuła jest interesująca i choć niezbyt skomplikowana, to na pewno miejscami potrafi nieźle zaskoczyć. Poczwarki już od pierwszych chwil wciągają słuchacza podobnie jak najlepsze powieści przygodowe. Gdyby to była tylko książka w tym rozrywkowym kanonie, byłaby naprawdę niezła. To jednak nie zapewniłoby jej ponadczasowości. Wielkość tej powieści leży w obrazie świata przedstawionego, z jego dylematami, prawami i systemami wartości. Są one odbiciem największych problemów, nie tylko filozoficznych, które od zarania dziejów aż po dzień dzisiejszy są przekleństwem ludzkości.
Fantastyka to dział literatury o największej rozpiętości międzytematycznej, wewnątrzgatunkowej, w każdym chyba aspekcie. Ja bym podzielił ją na dwie części – tę, która po fantastykę sięga by dotknąć tematów, których nie da się poruszyć równie skutecznie w innej konwencji i tę, w której sięgnięcie po ten gatunek jest pójściem na łatwiznę, jak na przykład powieści, które równie dobrze mogłyby być marynistyczne, gdyby statki kosmiczne zamienić na parowce lub żaglowce, ale wówczas autor musiałby posiąść sporą wiedzę merytoryczną, by jako tako móc pisać, od czego w SF czuje się zwolniony.
Poczwarki są i świetną powieścią przygodową, i postapokaliptyczną, a ukazana przyszłość pozwala jednak w jednym dziele zawrzeć tyle przemyśleń, pytań, odpowiedzi i problemów, że poza fantastyką byłoby to niemożliwe.
Czy ludzkość jest skazana na popełnianie wciąż tych samych błędów? Czy pęd do zagłady jest zapisany w samej naturze homo sapiens? Czy możliwe jest stworzenie społeczeństwa, które harmonijnie połączy prawo jednostki do indywidualności z prawem społeczeństwa do pewnych wymagań co do tej jednostki? Jaka jest definicja człowieka, jaki jest sens wiary? Te i inne pytania wprost krzyczą z kart powieści. Odpowiedzi nie są podane wprost, ale nie sposób przejść nad nimi obojętnie. Cała ta wartość dodana, która odróżnia fantastykę ponadczasową najwyższych lotów od ubranych w sztafaż SF infantylnych, wykastrowanych przygodówek czy sensacji, może być problem dla odbiorców, których myślenie boli ze względu na to, że ich natura takimi stworzyła lub odwrotnie – z powodu przeciążenia procesora nadmiarem intelektualnych wyzwań. Ponieważ wagi zagadnień, które ukryte są w Poczwarkach nie da się pominąć, odradzam tę powieść szukającym tylko i wyłącznie rozrywki. Jeśli jednak macie ochotę również na poważne przemyślenia, to Wyndham zapewni Wam tego aż nadto.
Mogłoby się wydawać, że wydana tak dawno powieść będzie nieco archaiczna, ale wcale tak nie jest; zachowała świeżość i oryginalność. Choć pojawiło się wiele nowych książek, dla których była inspiracją, żadnemu autorowi nie udało się wykreować wizji podobnie spójnego i zarazem niedookreślonego postapokaliptycznego świata, którego obraz będzie współgrał z trapiącymi go problemami. Uważna lektura daje czytelnikowi wiele i prowadzi do wniosku, że nie tylko w czasie debiutu, czyli w roku 1955, powieść ta była objawieniem, ale jest nim nadal. Mimo, iż jak już wspomniałem, po niej pojawiło się wiele innych o podobnej tematyce, w tym wiele naprawdę udanych, żadna nie zagroziła Poczwarkom; trudno o dzieło równie spójnie, w którym scalono w nierozerwalną całość tyle różnorodnych elementów. Nie żebym wartościował porównawczo, czy nawet twierdził, że nie ma „lepszych”; po prostu ta książka na zawsze pozostanie taka, jaką jest i jaką była. Nie zmieni już tego ani postęp nauki, ani czas – tylko ludzie mogliby ją zdezaktualizować, gdyby się zmienili, ale na to bym niestety nie liczył. A nawet gdyby, to zgodnie w wydźwiękiem tej powieści należałoby wówczas zapytać, czy to nadal byliby to ludzie. To ostanie świetnie koresponduje z najnowszymi poważnymi trendami filozoficznymi, jak choćby tezami postawionymi w książce Slavoja Žižka Żądanie niemożliwego.
Choć pewne prawdy Wyndham musiał wykoncypować niczym starożytni filozofowie atom – bez dowodów naukowych, bo nauki społeczne nie były wtedy jeszcze tak rozwinięte jak dzisiaj, to niestety prawidła socjologiczne zostały przez autora zaimplementowane w powieść tak trafnie, iż nic się nie zdezaktualizowało. Fantastyka w wersji Wyndhama tak się różni od infantylności choćby Verne’a i jego kontynuatorów, jak mechanicystyczne widzenie procesów społecznych od dzisiejszego ich pojmowania. Właśnie dlatego Poczwarki wcale się nie starzeją, w przeciwieństwie do wielu innych klasycznych dzieł literatury, które dziś mają wartość tylko zabytkową, historyczną. Gdyby Poczwarki miały swój debiut dzisiaj, na pewno z czasem i tak by się przebiły. Autor ustrzegł się bowiem pułapki ukazywania rzeczy takimi, jakimi są, albo jakimi je widzi, co z czasem zaczęłoby trącić myszką, a ukazał je takimi, jakimi widzi je David, główny bohater powieści, i oddał to w manierze nieco podobnej do wspomnień.
Choć Dzień tryfidów też jest ponadczasową pozycją, to Poczwarki są zdecydowanie większym wyzwaniem intelektualnym. Nie, nie sprawiają trudności przy czytaniu, język jest prosty, bez wodotrysków literackich i onanizmów stylistycznych, liczba postaci też nie jest nadmierna. Nie ma żadnych trudności ze zrozumieniem czegokolwiek, ale ból głowy zaczyna się wtedy, gdy zauważamy, że Starzy Ludzie, to my, a świat Davida to naprawdę nasz świat, tylko po Cierpieniu...
Gdybym miał polecić tylko jedną powieść o największych problemach od których zależy przyszłość ludzkości, być może wskazałbym właśnie Poczwarki. Takie dzieła powinny być lekturami szkolnymi, ale nigdy się nimi nie staną, przynajmniej w katolickiej Polsce, z powodów, które stają się zrozumiałe po przeczytaniu książki.
Na zakończenie powtórzę za Juliuszem Kydryńskim, którego prześwietne posłowie kończy moją książkę mówioną, że Poczwarki to powieść dziwna i mądra, a przy tym jak najbardziej do czytania. Absolutnie i zdecydowanie polecam
recenzja pierwotnie opublikowana na blogu klub-aa.blogspot.com dokąd zapraszam na wymianę wrażeń z lektury i nie tylko
August 4, 2026
"Wuj Axel prychnął i skrzywił się.
— Słowa kaznodziei! — rzekł i zastanowił się chwilę. — Mówię ci — podjął — że nawet jeśli wielu ludzi coś twierdzi, to wcale nie dowodzi, że tak naprawdę jest. Mówię, że nikt, po prostu nikt, naprawdę nie wie, jaki jest prawdziwy obraz. Wszyscy oni tylko myślą, że wiedzą — tak jak my uważamy Dawnych Ludzi za prawdziwy obraz, ale nie możemy tego dowieść, więc równie dobrze mogli nim nie być."
"— Wiem z doświadczenia, że jeśli uciekasz od czegoś, co ci się nie podoba, to nie spodoba ci się także to, co znajdziesz. Wprawdzie ucieczka dokądś to co innego, ale dokąd chciałbyś uciec? Wierz mi, tu jest o wiele lepiej niż w większości miejsc. Nie, jestem temu przeciwny, Davie. Za kilka lat, kiedy staniesz się mężczyzną i będziesz samodzielny, może się to zmieni. Uważam, że do tego czasu powinieneś zostać tutaj; to lepsze, niż gdyby mieli cię złapać i sprowadzić z powrotem."
Poczwarki Johna Wyndhama.
Kończąc tę powieść, skończyłem wszystkie książki tegoż oto autora wydane w Wehikule Czasu. I powiedzieć, że jestem zadowolony z książek tego autora, to mało. Ponownie, jak w Dniu Tryfidów, zabiera on nas w postapokaliptyczny świat, tyle że nie po to, by obserwować jego początek i pierwsze tygodnie, lecz już jego późne stadium.
Ludzie to, co ich spotkało, nazywają Udręką zesłaną przez Boga na niewiernych. Żyją w pewnego rodzaju sekcie, która uznaje człowieka za istotę stworzoną na wzór Boski, a każdy odchył zostaje nazwany mutantem, wykastrowany i wysłany na obrzeża, by tam tułać się z innymi bluźniercami. Owa udręką, czyli występowanie pewnych odchyłów od normy, przynajmniej dla mnie nie jest niczym innym jak konsekwencja wybuchów bomb atomowych, które zniszczyły dawny świat.
Wyndham pokazuje nam, jak mocno można krzywdzić drugiego człowieka przez własne przekonania wpajane od dziecka przez wiarę. Każdy uznaje, że tylko ich ciała i wygląd są tymi prawidłowymi, że każdy z nich wygląda jak Dawni Ludzie. A tak naprawdę, jak sama nazwa mówi, są oni dawni, nie zostało po nich nic poza dwiema księgami, dobrze nam znaną Biblią oraz Pokutą Nicholsona.
W tej książce najmniej czuć niestety występujący seksizm w prozie lat 50 (Mówie o samym Wyndhamie). Kobiety są nakreślone dobrze i nawet jeżeli występowały takie elementy, to kompletnie nie zwróciłem na nie uwagi.
Końcowo uważam tę książkę za naprawdę solidną i chyba najlepszą, jaką przeczytałem tego autora. Z czystym sercem daję jej 8/10.
— Słowa kaznodziei! — rzekł i zastanowił się chwilę. — Mówię ci — podjął — że nawet jeśli wielu ludzi coś twierdzi, to wcale nie dowodzi, że tak naprawdę jest. Mówię, że nikt, po prostu nikt, naprawdę nie wie, jaki jest prawdziwy obraz. Wszyscy oni tylko myślą, że wiedzą — tak jak my uważamy Dawnych Ludzi za prawdziwy obraz, ale nie możemy tego dowieść, więc równie dobrze mogli nim nie być."
"— Wiem z doświadczenia, że jeśli uciekasz od czegoś, co ci się nie podoba, to nie spodoba ci się także to, co znajdziesz. Wprawdzie ucieczka dokądś to co innego, ale dokąd chciałbyś uciec? Wierz mi, tu jest o wiele lepiej niż w większości miejsc. Nie, jestem temu przeciwny, Davie. Za kilka lat, kiedy staniesz się mężczyzną i będziesz samodzielny, może się to zmieni. Uważam, że do tego czasu powinieneś zostać tutaj; to lepsze, niż gdyby mieli cię złapać i sprowadzić z powrotem."
Poczwarki Johna Wyndhama.
Kończąc tę powieść, skończyłem wszystkie książki tegoż oto autora wydane w Wehikule Czasu. I powiedzieć, że jestem zadowolony z książek tego autora, to mało. Ponownie, jak w Dniu Tryfidów, zabiera on nas w postapokaliptyczny świat, tyle że nie po to, by obserwować jego początek i pierwsze tygodnie, lecz już jego późne stadium.
Ludzie to, co ich spotkało, nazywają Udręką zesłaną przez Boga na niewiernych. Żyją w pewnego rodzaju sekcie, która uznaje człowieka za istotę stworzoną na wzór Boski, a każdy odchył zostaje nazwany mutantem, wykastrowany i wysłany na obrzeża, by tam tułać się z innymi bluźniercami. Owa udręką, czyli występowanie pewnych odchyłów od normy, przynajmniej dla mnie nie jest niczym innym jak konsekwencja wybuchów bomb atomowych, które zniszczyły dawny świat.
Wyndham pokazuje nam, jak mocno można krzywdzić drugiego człowieka przez własne przekonania wpajane od dziecka przez wiarę. Każdy uznaje, że tylko ich ciała i wygląd są tymi prawidłowymi, że każdy z nich wygląda jak Dawni Ludzie. A tak naprawdę, jak sama nazwa mówi, są oni dawni, nie zostało po nich nic poza dwiema księgami, dobrze nam znaną Biblią oraz Pokutą Nicholsona.
W tej książce najmniej czuć niestety występujący seksizm w prozie lat 50 (Mówie o samym Wyndhamie). Kobiety są nakreślone dobrze i nawet jeżeli występowały takie elementy, to kompletnie nie zwróciłem na nie uwagi.
Końcowo uważam tę książkę za naprawdę solidną i chyba najlepszą, jaką przeczytałem tego autora. Z czystym sercem daję jej 8/10.
September 9, 2024
"Poczwarki" to powieść science fiction, która budzi duży dyskomfort i niepokój. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć czy mi się podobała, czy też nie.
Tematyka nie należy do moich ulubionych. Nie przepadam za fanatyzmem religijnym i kontrolowaniem poprzez "wiarę". Trudno czytało mi się o tym jakie prawa zostały narzucone, jak ludzie byli ślepi. Jak zawsze kiedy mowa o religii, mamy tutaj wielce bogobojnych ludzi, uważających się za prawych i próbujących tępić wszystko co uznają za złe. Oczywiste więc, że są zazwyczaj źli, nieetyczni i po prostu głupi oraz zaślepieni. Usprawiedliwiają swoje czyny religią. Bardzo nie lubię czegoś takiego, tym bardziej jest to przerażające, że na świecie i w historii i współczesności takie zjawiska miały i niestety będą mieć miejsce...
Czyta się ją szybko, jest ciekawa ale i niekiedy abstrakcyjna. Doskonale przedstawia obraz po katastrofie zwanej "Udręką". Pokazuje jak ludzie próbują przetrwać w innych warunkach życia, a także co się dzieje z tymi, którzy mają różne defekty czyli są zmutowani - nie przedstawiają obrazu boga. Uznawani są oni za istoty, które są złe, zdeprawowane, które nie są ludźmi. Sterylizuje się ich i skazuje na wygnanie. Żyją w biedzie i brudzie w lesie.
Główni bohaterowie mają mutację, której nie widać. Dlatego od urodzenia zostali uznani za "normalnych". Potrafią komunikować się w myślach. Z tego powodu muszą uciekać. W innym wypadku zostaną poddani torturą i zapewne umrą.
To książka niewygodna, skłaniająca do myślenia i przerażająca. Jak wspomniałam nie jest to moja tematyka. Mimo to dobrze czytało mi się ten tytuł. Był bardzo ciekawy i oryginalny. Myślę, że warto sięgnąć po tą lekturę i przekonać się co może się stać jeśli ludzie są niewykształceni i przyjmują wszystko bezkrytycznie oraz dokąd może zaprowadzić religia i jak łatwo przekształca się w fanatyzm. Oczywiście świetnie również obrazuje to jak ludzie boją się inności i wolą ją demonizować niż zbadać. Niekiedy wystarczy niewielki odchył od normy.
Tematyka nie należy do moich ulubionych. Nie przepadam za fanatyzmem religijnym i kontrolowaniem poprzez "wiarę". Trudno czytało mi się o tym jakie prawa zostały narzucone, jak ludzie byli ślepi. Jak zawsze kiedy mowa o religii, mamy tutaj wielce bogobojnych ludzi, uważających się za prawych i próbujących tępić wszystko co uznają za złe. Oczywiste więc, że są zazwyczaj źli, nieetyczni i po prostu głupi oraz zaślepieni. Usprawiedliwiają swoje czyny religią. Bardzo nie lubię czegoś takiego, tym bardziej jest to przerażające, że na świecie i w historii i współczesności takie zjawiska miały i niestety będą mieć miejsce...
Czyta się ją szybko, jest ciekawa ale i niekiedy abstrakcyjna. Doskonale przedstawia obraz po katastrofie zwanej "Udręką". Pokazuje jak ludzie próbują przetrwać w innych warunkach życia, a także co się dzieje z tymi, którzy mają różne defekty czyli są zmutowani - nie przedstawiają obrazu boga. Uznawani są oni za istoty, które są złe, zdeprawowane, które nie są ludźmi. Sterylizuje się ich i skazuje na wygnanie. Żyją w biedzie i brudzie w lesie.
Główni bohaterowie mają mutację, której nie widać. Dlatego od urodzenia zostali uznani za "normalnych". Potrafią komunikować się w myślach. Z tego powodu muszą uciekać. W innym wypadku zostaną poddani torturą i zapewne umrą.
To książka niewygodna, skłaniająca do myślenia i przerażająca. Jak wspomniałam nie jest to moja tematyka. Mimo to dobrze czytało mi się ten tytuł. Był bardzo ciekawy i oryginalny. Myślę, że warto sięgnąć po tą lekturę i przekonać się co może się stać jeśli ludzie są niewykształceni i przyjmują wszystko bezkrytycznie oraz dokąd może zaprowadzić religia i jak łatwo przekształca się w fanatyzm. Oczywiście świetnie również obrazuje to jak ludzie boją się inności i wolą ją demonizować niż zbadać. Niekiedy wystarczy niewielki odchył od normy.
September 14, 2024
Mutanci to brzmi dosyć wyniośle, ale tak naprawdę mówimy tutaj o mutacjach genetycznych, które wyróżniają typowych osobników z reszty tych “normalnych”. No ale właśnie, czy normalnych?
Książka “Poczwarki” Johna Wyndhama w fenomenalny sposób przedstawia podejście do inności w społeczeństwie. Ojciec Davida, jako zwolennik eliminowania każdego odstępstwa, nie wie, że jego własny syn ma niewidoczną mutację. Kiedy w miasteczku zaczyna robić się gorąco, chłopak oraz jego kuzynka Rosalind stają przed trudnym wyborem - czekanie na zdemaskowanie i $mierć lub ucieczka na nieznane Pustkowia.
Po pierwsze, autor w genialny sposób podkreślił to, jak bardzo boimy się tego, czego nie znamy. Wszystko, co nie zostało opisane, nie przydarzyło się naszym dziadkom i pradziadkom, nie powinno przecież istnieć. To skąd się wzięło? Lęk przed czymś nowym jest tutaj prowodyrem to podejmowania radykalnych decyzji, nawet wobec najbliższych członków swojej rodziny. Po drugie John zwraca również uwagę, że coś, co w jednym miejscu uznawane jest za coś dziwnego, w innym może być kompletnie naturalne. Wszystko oczywiście zależy od środowiska, w jakim jesteśmy, bądź też otoczenia ludzi, wśród których przebywamy. Dla społeczeństwa przedstawionego w książce osoba z sześcioma palcami u jednej stopy będzie pierwszym “dziwadłem” do odstrzału, ale jeśli znalazłaby się w zupełnie innym otoczeniu, gdzie posiadanie dodatkowego palca nie jest niczym dziwnym, mogłaby żyć bez strachu o swoje życie. W końcu kim jesteśmy, żeby decydować o tym, że mutacja w danym gatunku jest czymś niebezpiecznym i niepodważalnym powodem do stracenia takiej jednostki?
“Poczwarki”, choć zostały napisane prawie 70 lat temu, mają ponadczasową wartość. Jeśli nawet nie czytacie na co dzień powieści z gatunku sci-fi i postapokaliptyczne klimaty nie są Was, sprawdźcie tę dość niedługą (jedyne 230 stron) historię, która na pewno trafi do wielu z Was.
Książka “Poczwarki” Johna Wyndhama w fenomenalny sposób przedstawia podejście do inności w społeczeństwie. Ojciec Davida, jako zwolennik eliminowania każdego odstępstwa, nie wie, że jego własny syn ma niewidoczną mutację. Kiedy w miasteczku zaczyna robić się gorąco, chłopak oraz jego kuzynka Rosalind stają przed trudnym wyborem - czekanie na zdemaskowanie i $mierć lub ucieczka na nieznane Pustkowia.
Po pierwsze, autor w genialny sposób podkreślił to, jak bardzo boimy się tego, czego nie znamy. Wszystko, co nie zostało opisane, nie przydarzyło się naszym dziadkom i pradziadkom, nie powinno przecież istnieć. To skąd się wzięło? Lęk przed czymś nowym jest tutaj prowodyrem to podejmowania radykalnych decyzji, nawet wobec najbliższych członków swojej rodziny. Po drugie John zwraca również uwagę, że coś, co w jednym miejscu uznawane jest za coś dziwnego, w innym może być kompletnie naturalne. Wszystko oczywiście zależy od środowiska, w jakim jesteśmy, bądź też otoczenia ludzi, wśród których przebywamy. Dla społeczeństwa przedstawionego w książce osoba z sześcioma palcami u jednej stopy będzie pierwszym “dziwadłem” do odstrzału, ale jeśli znalazłaby się w zupełnie innym otoczeniu, gdzie posiadanie dodatkowego palca nie jest niczym dziwnym, mogłaby żyć bez strachu o swoje życie. W końcu kim jesteśmy, żeby decydować o tym, że mutacja w danym gatunku jest czymś niebezpiecznym i niepodważalnym powodem do stracenia takiej jednostki?
“Poczwarki”, choć zostały napisane prawie 70 lat temu, mają ponadczasową wartość. Jeśli nawet nie czytacie na co dzień powieści z gatunku sci-fi i postapokaliptyczne klimaty nie są Was, sprawdźcie tę dość niedługą (jedyne 230 stron) historię, która na pewno trafi do wielu z Was.
January 24, 2026
W latach 50tych podobno była to nowa jakość w SF, jestem w stanie uwierzyć, że po koszmarze wojny to właśnie ludzie i ich fanatyzm były największym wyobrażonym zagrożeniem dla samego życia.
Niestety mocno mnie zawiodło to, że dziś ta opowieść to trochę taka Scott - Cardowska młodzieżowka. Z obowiązkowym dobrym zakończeniem, które niesie otuchę i pokłada wiarę w zjednoczenie się rasy postludzkiej. Niestety, podobnie do Knighta uważam, że wątek szesciopalcej mógł być o wiele lepszym rozwiązaniem fabularnym, niż ewolucja zdolności parapsychicznych, ale to pewnie też znak tamtych czasów.
Oczywiście jest to też opowieść o tym jak dalece ludzie są w stanie się oszukiwać, byle utrzymać chociażby złudzenia władzy nad własnym życiem i losem. Nie bez znaczenia patrząc na rok wydania, wydają się również wątki dotyczące wzrostu fanatyzmu w trudnych latach. A także rozprawa z mitem ludzi pogranicza - czy to twardych szkockich górali czy to amerykańskich pionierów - którzy przecież tak naprawdę w głębi są głęboko zakompleksionymi jednostkami, które wolą oszukiwać się, że jakieś mityczne, ale niezrozumiałe wartości wyzwolą ich z własnej skorupy..
A może to po prostu opis efektu granicznego traumy, sumy kilkunastu ewaluacji, która zmusza do wybrania albo bestialstwa, albo dewocji, bo bez tego wyboru nic nie ma sensu, a my zatracamy się w schizofrenii?
Niestety mocno mnie zawiodło to, że dziś ta opowieść to trochę taka Scott - Cardowska młodzieżowka. Z obowiązkowym dobrym zakończeniem, które niesie otuchę i pokłada wiarę w zjednoczenie się rasy postludzkiej. Niestety, podobnie do Knighta uważam, że wątek szesciopalcej mógł być o wiele lepszym rozwiązaniem fabularnym, niż ewolucja zdolności parapsychicznych, ale to pewnie też znak tamtych czasów.
Oczywiście jest to też opowieść o tym jak dalece ludzie są w stanie się oszukiwać, byle utrzymać chociażby złudzenia władzy nad własnym życiem i losem. Nie bez znaczenia patrząc na rok wydania, wydają się również wątki dotyczące wzrostu fanatyzmu w trudnych latach. A także rozprawa z mitem ludzi pogranicza - czy to twardych szkockich górali czy to amerykańskich pionierów - którzy przecież tak naprawdę w głębi są głęboko zakompleksionymi jednostkami, które wolą oszukiwać się, że jakieś mityczne, ale niezrozumiałe wartości wyzwolą ich z własnej skorupy..
A może to po prostu opis efektu granicznego traumy, sumy kilkunastu ewaluacji, która zmusza do wybrania albo bestialstwa, albo dewocji, bo bez tego wyboru nic nie ma sensu, a my zatracamy się w schizofrenii?
March 19, 2023
Szkoda, że książka ta nie jest szerzej znana w Polsce, bo w moim odczuciu zasługuje na dużo większy rozgłos.
Przygnębiająca historia kraju, w którym to czy dana jednostka może być uznana za prawdziwego człowieka, definiowane jest słowem bożym. Nawet najmniejsze odstępstwo, nazywane tu dewiacją, od tej definicji powoduje wykluczenie ze społeczeństwa czy nawet śmierć. I nie tyczy się to jedynie istot ludzkich. Dotyczy to również zwierząt i roślin. Ale co, gdy dewiacja nie jest widoczna gołym okiem? Na tym w dużej mierze skupia się ta książka, ponieważ główny bohater powieści jest w stanie komunikować się z innymi, obdarzonymi podobną umiejętnością, za pomocą myśli.
Ilość niesprawiedliwości w tej książce mocno mnie poruszył. Może i nie zawiera odkrywczych myśli, jak na obecne czasy, ale mimo to warto po nią sięgnąć (szczególnie że ma niewiele ponad 200 stron).
Obiektywnie, ocena 5/5 jest trochę zbyt wysoka, bo są rzeczy, które można by na przykład rozwinąć bądź poprowadzić inaczej, jednak ze względu na wrażenie, jakie na mnie wywarła, daje 5.
Przygnębiająca historia kraju, w którym to czy dana jednostka może być uznana za prawdziwego człowieka, definiowane jest słowem bożym. Nawet najmniejsze odstępstwo, nazywane tu dewiacją, od tej definicji powoduje wykluczenie ze społeczeństwa czy nawet śmierć. I nie tyczy się to jedynie istot ludzkich. Dotyczy to również zwierząt i roślin. Ale co, gdy dewiacja nie jest widoczna gołym okiem? Na tym w dużej mierze skupia się ta książka, ponieważ główny bohater powieści jest w stanie komunikować się z innymi, obdarzonymi podobną umiejętnością, za pomocą myśli.
Ilość niesprawiedliwości w tej książce mocno mnie poruszył. Może i nie zawiera odkrywczych myśli, jak na obecne czasy, ale mimo to warto po nią sięgnąć (szczególnie że ma niewiele ponad 200 stron).
Obiektywnie, ocena 5/5 jest trochę zbyt wysoka, bo są rzeczy, które można by na przykład rozwinąć bądź poprowadzić inaczej, jednak ze względu na wrażenie, jakie na mnie wywarła, daje 5.
November 6, 2024
Stary dobry sci-fi! To mój pierwszy Wyndham, ale mega mi podszedł, więc będę nadrabiać jego twórczość. Powieść wydana w latach 50. pokazuje dystopijny świat po katastrofie (nie pamiętam czy jest tam wprost powiedziane, że nuklearnej, ale do momentu w historii i opisanego świata to pasuje), pełen zmutowanych gatunków roślin i zwierząt, ale też ludzi, którzy fizycznie odstają od „jedynej słusznej normy”. Prosta, ale całkiem emocjonująca i wciągająca historia z perspektywy dorastającego w tym świecie chłopaka. Prosty, ale po 70 latach nadal aktualny przekaz o nie traktowaniu innego jako gorszego. Ja to kupuję.
October 8, 2024
Książka jest wciągająca, choć miejscami chaotyczna. Decyzje bohaterów wydają się losowe. Napisana mizernym językiem. Problem, który przedstawia, jest uniwersalny – mógłby być rozpatrywany 3 tysiące lat temu, teraz, a najprawdopodobniej będzie aktualny także za 300 lat, co jest jej ogromnym atutem.
May 8, 2024
Genialna!!
August 25, 2024
Kurde, nie wiem, świetna książka, ciężkie, smutne, trudne, a potem zakończenie mnie rozczarowało. Ale i tak świetna opowieść. Mądra.
August 29, 2024
średnie
September 13, 2024
2,5
może ta książka rzeczywiście była czymś nowym te 70 lat temu kiedy została napisana, ale obecnie nie odkryłam w niej niczego co wywołałoby we mnie jakieś większe emocje
może ta książka rzeczywiście była czymś nowym te 70 lat temu kiedy została napisana, ale obecnie nie odkryłam w niej niczego co wywołałoby we mnie jakieś większe emocje
November 4, 2025
3.5, spoko, ale tlumavzenje dosłownie na „Jedwabniki” miałoby więcej sensu
Displaying 1 - 19 of 19 reviews


















