Te historie są jak Koźlaczki – ekstremalne. Ekstremalnie magiczne, urocze i rozrywkowe!
Z rodziną Koźlaczek jedno jest pewne – nie będzie cicho, spokojnie ani skromnie. Chaos mieszka w ich szafach, zamęt wygląda zza rogu, przygoda łasi się do nóg jak kot.
Od najmłodszej po najstarszą wystawiają cierpliwość Maliny na próbę i testują jej umiejętność ogarniania bałaganu. Bo Malina, najmniej magiczna i niepozorna, awansowała na pełnoprawną rozwiązywaczkę problemów. A tych nigdy nie brakuje...
Jednego dnia jej matka Aronia ląduje w areszcie, podejrzana o potrójne morderstwo. Innym razem spokojna zwykle Ruta niechcący wpada po uszy w... aferę narkotykową. Z kolei Lila Koźlak nawet zakupy przez internet potrafi zmienić w przygodę, o której będą śpiewać pieśni... No i jest jeszcze Narcyza ze swym gangiem Harpii... A pomysły mają naprawdę szalone!
Malina Koźlak i jej niezwykła rodzina – pełna magii, ciepła, miłości i szajby – zaprasza Was na wycieczkę do Zielonego Jaru: małego miasteczka, w którym wszystko się może zdarzyć!
Aneta Jadowska przyszła na świat w Radomsku, w 1981 roku. Pierwsze opowiadanie opublikowała w wieku dziewiętnastu lat, w lokalnej gazecie. Jej debiut powieściowy nastąpił w 2012, gdy ukazał się Złodziej Dusz, pierwszy tom planowanej heksalogii.
kocham te szalone kobitki z całego serducha! cóż ja mogę napisać - humorek, magia, zagadki, nietrafione zamówienia z aliexpress…po prostu Aneta Jadowska<3
Niby w porządku na takie lekkie czytanko, ale jakoś ten boomersko/milenijny humor mi nie przypasował i nie wiem po co tyle przekleństw i na koniec to opowiadanie o penisach wyzuło mnie z resztek sił rozumu i godności człowieka.
Kocham ten tom równie mocno, co pierwszy. Między innymi za to, ile emocji towarzyszyło mi przy jego lekturze: od prostej radości, po nerwy takie, że prawie zaczynałam obgryzać paznokcie ze stresu. Nie spodziewałam się tego drugiego i początkowo trochę mnie to zirytowało, ale już po przeczytaniu całej książki doceniam, że opowiadania nie są na jedno kopyto.
Książka, która jest jak ciepły kocyk, kubek herbaty z miodem i ulubiony sweter. Eliksir błogości po prostu! „Cuda wianki” Anety Jadowskiej, które kontynuują perypetie wiedźm z rodziny Koźlaków zapoczątkowane w „Cud, miód, malina”.
„Jest jeszcze na tym świecie dobro i piękno.”
W Zielonym Jarze można uwierzyć, że wszystko jakoś się ułoży. Nawet, gdy sytuacja wydaje się beznadziejna i bez wyjścia. W końcu od czego są rodzina, przyjaciele, wsparcie tych najbliższych? Historie Koźlaczek pełne są dobrej siły, pozytywnej energii, właśnie takiego wzajemnego wsparcia i oparcia. Aneta Jadowska wie, jak słowami rzucić czar, rzucić na czytelnika urok, zatrzymać na moment w czasie i w przestrzeni. Przez chwilę można odnieść wrażenie, że świat stanął w miejscu, wszelkie zmartwienia ulotniły się i wszystko będzie po prostu dobrze. To bardzo cenna umiejętność w naszych pogmatwanych, skomplikowanych czasach. To prawdziwy dar, coś, czemu nie sposób się oprzeć.
I znów sięgając po „Cuda wianki” musicie być przygotowani na dużą dawkę magicznego szaleństwa i tajemnic z kryminalną nutą też. Znajdziemy tu czarny humor i humor słodki również, bo jak to w eliksirach bywa – wszystkie składniki muszą być wyważone, niczego za dużo, niczego za mało. A książka Anety Jadowskiej takim eliksirem jest. Dawkowanie dowolne – przedawkować nie sposób! Poprawi nastrój, ukoi zbolałe serducho, otuli, kiedy najbardziej tego potrzebujemy. Zadziała jak ten puchaty kocyk, jak ulubione dziergane skarpety, jak porcja smakowitego ciacha na talerzu. Na jesienne, ponure długie wieczory, na chwile melancholii i smutków jak znalazł.
Jadowska płynąc na fali popularności poprzedniej książki z tej serii (którą bardzo lubię), napisała byle co. Tak wiele rzeczy tutaj zgrzyta. Zbędne wulgaryzmy, nieśmieszne żarty i mega przewidywalne wątki! To książka niby dla starszego czytelnika, a czasem pisana jak dla dzieci.
Plusem zbioru jest Grześ, bo jest on uroczy. Podobnie jego relacja z Pauliną.
Drugie opowiadanie było niby fajne i urocze, niestety niedorobione - takie pójście na łatwiznę. Bez spoilerów, ale mamy tam motyw - rozwiązaliśmy problem, ale nie powiemy ci jak dokładnie.
Najlepsze było dla mnie najdłuższe opowiadanie. Dobrze się je czytało. Podobały mi się trzy perspektywy i takie krótkie rozdzialiki.
Polubiłam Rutę, chyba znalazłam w niej coś z siebie.
Samo opowiadanie zaintrygowało mnie ceramiką. Aż bym sobie coś kupiła u Ruty.
Opowiadanie z Harpiami było mi obojętne.
Ostatnie opowiadanie autorka zapowiedziała jako coś mega śmiesznego. Niestety nie udało jej się tego napisać w taki sposób, nawet się nie uśmiechnęłam, już nie mówiąc o śmianiu. Ten pomysł mógł być śmieszny, po prostu Jadowska nie potrafiła tego przekazać w taki sposób.
Brakowało mi tej beztroskiej przyjemności z czytania,jaka towarzyszyła mi przy Cud miód malinie. Nieudanie zabawna, niestety "przemęczyłam" ją. Bardzo żałuję,bo niezwykle się na nią cieszyłam!
Cudowny, cieplutki comfort read, choć chyba nieco mniej zabawny niż 1 tom. Mimo to uwielbiam Koźlaczki i już nie mogę doczekać się kolejnych książek o nich. Narcyza jak zwykle rozwala system, ale moim osobistym faworytem tej książki jest Zenuś 😌❤️
Trochę syndrom drugiego tomu. Pierwszy był świetny dałam 5 na 5 pokochałam tę rodzinkę na zabój licząc że drugi tom bedzie miał ode mnie przynajmniej 4 na 5 gwiazdek. Pierwsze opowiadanie było naprawdę dobre, trzymało w napięciu i było wzruszające, drugie mimo że krótkie to tak samo chwytające za serce... Zawsze wtedy pojawia się chęć posiadania takiej rodziny. Od trzeciego jednak tak w połowie zaczynało być trochę nużące ( to jak gdyby kontynuacja 1 opowiadania), mimo że polubiłam Rutę to czegoś mi zabrakło. Za mało "Koźlaczkowości" o której tak wszyscy ciągle mówią? Niby coś tam było, ale mimo wszystko spodziewałam się więcej. W poprzednim tomie było to rozegrane o wiele lepiej. Tak nawiasem mówiąc to ilustracja Ruty odbiega od jej opisu (w tekście są wyraźnie loki i okulary czego nie ma ilustrowana bohaterka ale Minerwa owszem). Za to Narcyza, Narcyza, Narcyza... Ile to się o niej wspomina, o jej przeszłości i nieprzewidywalności przez obydwa tomy, tak na koniec tutaj była strasznie ugłaskana (można zrozumieć że sytuacja tego wymagała ale come on to miała być najbardziej kolorowa postać tej rodziny - zarówno dosłownie jak i w przenośni) i że czytało się o tych wydarzeniach tak od niechcenia. Poprzednie opowiadanie miało w końcu kuluminacyjny "Koźlaczkowy" moment i potem już jakby wszystko zgasło. Za to ostatniego opowiadania nawet nie chcę komentować. Rozumiem, że nie każdemu przypada taki humor do gustu, ale było to po prostu żenujące. Wtedy już 3.5 być może naciągniętego do 4 wyszło 3. Nie mogłabym być rozczarowana i dać 4 gwiazdek. Zobaczymy co przyniesie kolejny tom jeszcze nie stawiam na tej serii krzyżyka.
Pierwszy tom podobał mi się znacznie bardziej, ale przy tym też bawiłam się świetnie. Mam ogromną nadzieję, że seria będzie kontynuowana. W tym tomie opowiadania były nieco za długie, przez co momentami robiło się niepotrzebnie nudnawo. Mimo wszystko te skondensowane formy wypadają dużo lepiej, a 170 stron opowiadania o garnkach to trochę przesada. Z kolei ostatnie opowiadanie było za szybkie, niemal jak relacja z wydarzeń. Dziwna dysproporcja. Pani Jadowska, domagam się serii poświęconej Narcyzie i jej Harpiom. To ma niewyczerpany potencjał!
podoba mi sie lekkość pióra z jaką pisze pani Jadowska. miło było powrócić do tego świata i do kolejnych zmagań życiowych rodziny Koźlaczek. jednak pierwsza część podobała mi się o wiele bardziej od tej. niesamowicie nie podobały mi się te wtracenia na początkach opowiadań. wytracały mnie z równowagi niektóre teksty, które postanowiła umieścić autorka, w moim mniemaniu, przypadkowo w środek poszczegolnych wypowiedzi (nie będę się rozpisywać jakich, bo byłoby ich troche). na minus zaliczam także humor, co prawda były momenty komiczne, ale nie było ich aż tak dużo jak niestosownych czyt. nieśmiesznych żartów. podobało mi się opowiadanie o Narcyzie i harpiach, ale to chyba tylko z sentymentu oraz ogólnego zamiłowanie do tej babuszki i jej gangu. ps. ostatni rozdzial - bez komentarza.
Kocham rodzinę Koźlaczków!!! 😍 Wszystkie te opowiadania są takie słodkie i ciepłe no może po za tym ostatnim, o którym nie do końca wiem co myśleć. ❤️❤️❤️
Czytanie tej książki było jak pracowanie cały rok na nowy dom by móc najwyżej kupić jedną puszkę farby za najniższą krajową...
Not fun.
Pierwsza część była magiczna, pocieszająca, nawet nie zawierała historii szokujących, ale komfort rodziny Koźlaczek zdecydowanie zapadł czytelnikom w pamięci i drugi zbiór opowiadań wydawał się obiecywać to samo. OTÓŻ NIE ::::) sentyment został rozdarty, nie nakarmiony... Może czasami było przyjemnie (tylko kiedy dokładnie?), ale większość tej książki to rozczarowanie i kiedy mowię, że lubię gdy czytanie wywołuje we mnie emocje nie mam na myśli załamania nad poziomem schyłkowym jednej z moich ulubionych autorek czy autorów. ;) < For future reference
Jak na książkę obiecującą KOMFORT to wierzę, że w każdym poza jednym opowiadaniem znalazło się wspomnienie o rzeczach takich, jak ... (a wymieńmy sobie, bo to mogą być content warnings/triger warnings dla innych czytelników): próba gwałtu, pedofilia, seks, porwanie, dużo penisów???
Często zabieg ten polegał na przemycaniu przez autorkę niby subtelnie własnych poglądów politycznych na dane tematy. I nawet jak się z nią zgadzam to NIE CZYTAM TEJ KSIĄŻKI DLA NIEPASUJĄCEJ DO RESZTY TEKSTU WZMIANKI O PEDOFILII W KOŚCIELE ANI INNYCH PODOBNYCH.
I nawet jak nie chodzi o problemy społeczno+ polityczne to robi się obrzydliwe. Ja naprawdę nie jestem aż tak wyczulona na tym punkcie, ale czytam sobie o wyrabianiu ceramiki, a tu nagle narracja, że łatwiej znaleźć punkt G niż odnaleźć się w gustach klientki. :'> hard pass.
Jak dwie książki z jednego uniwersum mogą się tak od siebie różnić??
Jestem ogromnie zwiedziona bo pierwsza część mnie zachwyciła! 😫 Pani Jadowska powinna zostawić strefę audio dla osób które się na tym znają to raz. A dwa mimo fajnego początku opowiadanie o garncarstwie wynudzilo mnie tak bardzo, że zastanawiałam się nad DNF. Ale to nie było najgorsze… Ostatnie opowiadanie o PeNiSaCh 😫 Miało być śmiesznie a wyszło jak wyszło. Czułam się zażenowana w takim samym stopniu jakbym spędzała czas z chłopcem z podstawówki dla którego ciągłe powtarzanie słowa penis i kutas jest mega śmieszne ..