Prosta, nieskomplikowana, miejscami dość oczywista, acz przyozdobiona baśniowymi elementami historia. Przyjemna i lekka, idealna do czytania wieczorami dzieciom, które jeszcze nie są gotowe poddać się w już przegranej walce przeciwko kołdrze i poduszce. Dozowana małymi porcjami na długo zagości w waszych wspólnych wieczorach.
Tyle i aż tyle wystarczyłoby napisać o tej pięknie napisanej historii. Nie uroczy was erudycją i wysublimowaną grą słowem. W końcu to historia dla dzieci. Łatwa do przyjęcia i pięknie opisana, niemal filmowa, chociaż opowiedziana prostymi słowami.
Dla osoby dorosłej ta książka będzie jak… Ogr, tak, tak, ogr… no i może cebula… W końcu ogry też mają warstwy…
Z wierzchu historia dla dzieci, ale w głębi wielopoziomowa i nieprosta w interpretacji alegoria dorosłej rzeczywistości, której dzieci nie potrafią zrozumieć. Dla nich wszystko to wydaje się nielogiczne, bezsensowne, ale nie zagmatwane. Dla dorosłych wydaje się sytuacją bez wyjścia, zamgloną rzeczywistością, nad którą nigdy więcej nie zaświeci słońce.
Pozorna historia o braku wzajemnej dobroci, współczucia i empatii skrywa dalsze pokłady, bardziej mroczne i przeznaczone dla dorosłego czytelnika.
Ujrzeć możemy oczami dzieci, jak bardzo ludzie gotowi są zaufać charyzmatycznym szarlatanom. Jak łatwo dadzą się podzielić, zmanipulować. Jak łatwo jest wskazać wroga i jak łatwo jest przekonać siebie i innych, że ten wróg, to nasz wróg. Wszystko, co złe w naszym życiu to jego wina… Przypomina wam to coś? Nie minęło jeszcze 80 lat odkąd taka logika i sposób myślenia przeorały naszą rzeczywistość, od czasów, gdy wszystko, co w nas najgorsze ruszyło na podbój świata. Nie odbiega to tym bardziej od naszej, polskiej, rzeczywistości, gdzie daliśmy się podzielić i te sztuczne, zakłamane, polityczne podziały karzą nam szukać wroga w człowieku obok.
O ile sama historia nie jest zbyt skomplikowana, to zakończenie może nie być tym, na jakie czekaliście. Przeważające siły zła są przeszkodą nie do pokonania, dla małych bohaterów. Są niczym Mount Everest dla dziecięcych sił. A jednak…
Zresztą co tu więcej mówić… Musicie przeczytać. Powiem wam jedno - gdy zamknęłam już ostatnią stronę, obróciłam książkę i spojrzałam na Ogrzycę na okładce, przez kilka długich chwil zastanawiałam się, co tak naprawdę przeczytałam. Co to tak naprawdę było… Jakie to przyjemne uczucie odkryć książkę tak prostą i tak głęboką zarazem. Tak przyjemnie dziecięcą i tak otwierającą oczy na „dorosłą” rzeczywistość. Książkę, która na sam koniec wprowadza w zdziwienie i sprawia, że nie wiesz co ostatecznie myśleć.
Ach, prawie zapomniałam! Okładka! Przepiękna i przykuwająca wzrok, takiej sroczki jak ja ;) @wydawnictwoliterackie robisz to naprawdę dobrze!
Polecam wam tę historię z całego serca