Koestler piszę tę książkę jako literat z pasją do historii filozofii przyrody. W kwestii Platona za bardzo ufa Popperowi. Co to geocentrycznych modeli astronomicznych jest często niesprawiedliwy. Popełnia też błędy.
Ze wstępu (jako motto książki):
"Tymczasem we wszystkich systemach kosmologicznych, od pitagorejczyków po Kopernika i Eddingtona, znajdują odzwierciedlenie nieświadome uprzedzenia, filozoficzne, a nawet polityczne poglądy ich autorów. Żadna dziedzina nauki, od fizyki pod fizjologię, nie może twierdzić, że jest wolna od takich czy innych nachyleń metafizycznych. Postęp nauki zazwyczaj postrzega się jako regularny, racjonalny marsz wzdłuż prostej wznoszącej się lini. Zwłaszcza historię teorii kosmologicznych można bez przesady nazwać historią zbiorowych obsesji i kontrolowanych zchizosfernii, sposób zaś, w jaki dokonały się jedne z najwazniejszych odkryć, kojarzy się raczej z zachowaniem lunatyka, niż elektronicznego mózgu" (11).
###
"Szóste stulecie przedchrześcijańskie - niezwykłe stulecie Buddy, Konfucjusza, Lao-Cy, filozofów jońskich i Pitagorasa - było punktem zwrotnym w dziejach gatunku ludzkiego. Wiosenny wiatr zdawał się ciągnąć przez naszą planetę od Chin do Samos, rozbudzając świadomość człowieka, niczym tchnienie w nozdrzach Adama" (22).
Napisać o kosmologii przedsokratyków!
Pitagoras z Samos, "którego wpływ na idee, a przeto na losy rodzaju ludzkiego, był prawdopodobnie większy niż jakiegokolwiek innego człowieka w dziejach. [...] W swym długim życiu zmieścił, mówiąc słowami Empedoklesa, 'wszystkie rzeczy, które są zawarte w dziesiędziu, a nawet dwudziestu pokoleniach ludzi'" (25-26).
"Pitagoras tak się ma do Talesa, jak filozofia Gestalt do dziewiętnastowiecznego materializmu. Wahadło zostało puszczone w ruch. Jego tykanie będzie słyszane przez całą historię, gdy tarcza przeskakuje między skrajnymi pozycjami 'wszystko jest ciałem' i 'wszystko jest umysłem'; gdy akcent przenosi się z 'substancji' na 'formę', ze 'struktury' na 'funckję', z 'atomów' na 'schematy', z 'cząstek' na 'fale' i z powrotem" (29).
"Herodot wspomina pogłoskę, że na północy żyją ludzie, którzy śpią przez sześć miesięcy w roku, co dowodzi, że niektóre implikacje kulistości Ziemi, takie jak noc polarna, były już rozumiane" (43).
Palenisko wszechświata.
"Wokół ognia centralnego krążyło zatem po koncentrycznych orbitach dziewięć ciał: po najmniejszech antichton, potem Ziemia, księżyc, Słońce i sześć planet. Dalej była sfera unosząca wszystkie gwiazdy stałe. [...] Słońce służyło jedynie za rodzaj przezroczystego okna bądź soczewki, przez którą światło było filtrowane i rozprowadzane. Obraz ten przypomina nieco dziury w wypełnionej ogniem oponie Anaksymandra" (44-45).
"Pitagorejczycy nie zarzucili idei centralnego ognia, lecz przenieśli go do wnętrza Ziemi, przeciwziemię utożsamili zaś po prostu z ksieżycem" (46).
"Jak się zdaje, pierwszą osobą, która orzekła, że Phōsphóros i Hésperos, to jedna i ta sama planeta, był Pitagoras" (49).
"Są jednak sytuacji, kiedy dostrzeżenie oczywistości wymaga wielkiej siły wyobraźni połączonej z brakiem respektu dla tradycyjnego sposobu myślenia" (49).
"Nie wiemy, czyjego autorstwa jest hipoteza o obrocie Ziemi wokół własnej osi. Wymienia się w tym kontekście dwa nazwiska: Hikatesa (niektóre źródła nazywają go Hiketasem) oraz Ekfantosa, obu mających pochodzić z Syrakuz. Nic jednak o nich nie wiemy. Nie znamy nawet daty ich narodzin i śmierci" (549).
Wg przypisywanego Plutarchowi traktatu Placita Philosophorum 3,11: Filolaos Pitagorejczyk umieszcza ogień w środkowym miejscu, i jest to ogniskiem Wszechświata; na drugim miejscu Przeciwziemię; na trzecim Ziemię, na której mieszkamy, która obraca się, przez co nie można zobaczyć tamtej strony. (tekst gr., przekład ang.).
Seleukos "opracował teorię przypływów i odpływów morza opartą na obrocie Ziemi" (549).
"Nie istnieją żadne dowody na poparcie tej hipotezy [że Heraklides głosił już pogląd taki, jak Tycho Brahe]" (549).
"Arystarch, ostatni z astronomów pitagorejskich, pochodził, podobnie jak mistrz, z Samos. Najprawdopodobniej urodził sie w 310 roku p.n.e., roku śmierci Heraklidesa [...]. Zachowała się tylko jednak jego krótka rozprawa 'O wielkości i odległości Słońca i Księżyca'. [...] Archimedesa 'O rachubie ziarn piasku'. [...] Równie ważna jest wzmianka Plutarcha [...]. W jego rozprawie 'O obliczu na tarczy księżyca' jedna z postaci wymienia Arystarcha z Samos, "który uważał, że niebiosa spoczywają, Ziemia zaś krąży po pochyłej orbicie, jednocześnie kręcąc się wokół własnej osi". A zatem Arystarch doprowadził linię myślenia zapoczątkowaną przez Pitagorasa i kontynuowaną przez Filolaosa i Heraklidesa do logicznej konkluzji: wszechświata ześrodkowanego na Słońcu" (50-51).
O systemie geocentrycznym: "monstrualnego systemu astronomicznego, który wydaje nam się dzisiaj obrazą dla ludzkiej inteligencji, a który panował przez półtora tysiąca lat" (51).
O Platonie.
"Zasowane dialogi Platona o potwierdzonej autentyczności złożyłyby się na tom grubości Biblii" (54).
" wydanie się głównym czynnikiem odpowiedzialnym za odstręczające aspekty platonizmu. Pitagorejska synteza religii i nauki, podejścia mistycznego i empirycznego, rozsypała się. Mistycyzm pitagorejczyków został doprowadzony do jałowej skrajności, podczas gdy nauki empiryczne spotyka szyderstwo i lekceważenie. Bractwo pitagorejskie uległo przekształceniu w przewodników do totalitarnej utopii. Wędrówka dusz do Boga została zdegradowana do postaci potrzebnym do celów wychowawczych pogadanek o tym, że tchórze zostaną ukarani wcieleniem w kobietę; orficki system przeszedł w nienawiść do ciała i pogardę dla zmysłów. Badając naturę, nie można uzyskać prawdziwej wiedzy, albowiem . [...] Kiedy rzeczywistość staje sie nieznośna, umysł musi sie z niej wycować i stworzyć świat sztucznej doskonałości, platoński świat czystych idei i form, który jako jedyny można uznać za rzeczywisty, podczas gdy postrzegany przez nas świat natury jest tylko jego tanią i kiepską imitacją, a życie w nim to ucieczka w złudzenie. Intuicyjna prawda zawarta w alegorii jaskini zostaje tu doprowadzona do absurdu przez nadmierne ukonkretnienie - jakby autor sformułowania przystąpił do badania rzeczywistego rozkładu łez w padole. [...] Jeśli powyższe słowa sprawiają wrażenie surowego i jednostronnego osądu filozofii Platona, to dlatego, że tak właśnie, jak to przedstawiłem, była ona rozumiana przez długi szereg przyszłych pokoleń - mówię tu o jednostronnym cieniu, który rzucał ten myśliciel" (57-58).
"Można zaryzykować stwierdzenie, że to Platon spowodował upadek filozofii, który uczynił spadkobierców autora 'Państwa' głuchymi na harmonię natury. Grzechem, który doprowadził do upadku, było zerwanie pitagorejskiej jedności między filozofią przyrody a religią, zanegowanie nauki jako sposobu oddawania czci, rozszczepienie substancji wszechświata na nikczemne niziny i eteryczne wyżyny, składające się z różnej materii, rządzące się różnymi prawami. Ów 'rozpaczliwy dualizm', jak moglibyśmy to nazwać, został przez neoplatończyków przeniesiony na grunt filozofii średniowiecznej" (85).
"Platon twierdził, że wiedzę prawdziwą można uzyskać tylko intuicyjnie, za pomocą oka duszy, a nie ciała. Arystoteles podkreślał znaczenie doświaczenia - empiria - przeciwstawionego intuicyjnej aperia" (107).
Przypis na str. 550.
"W celu wyjaśnienia ruchu siedniu planet Arystoteles użył aż pięćdziesięciu czterech sfer" (66).
"Powody, dla któych [Arystoteles] dołożył dodatkowe dwadzieścia sfer, są bardzo interesujące. Eudoksos i Kallippos nie mieli ambicji stworzenia modelu, któy byłby fizycznie możliwy. [Nie byli kosmologami]. Nie obchodził ich rzeczywisty mechanizm niebios. Skonstruowali system czysto geometryczny, który, o czym wiedzieli, mógł istnieć tylko na papierze. Arystoteles zapragnął więcej, chciał przekształcic ich system w zdolny do działania model fizyczny. Trudność polegała na tym, że wszelkie sąsiednie sfery muszą być ze sobą mechanicznie połączone, lecz indywidualny ruch poszczególnych planet nie może być przekazywany innym planetom. Arystoteles próbował rozwiązać ten problem przez włożenie pewnej liczny sfer 'neutralizujących', obracających się w kierunku przeciwnym do sfer 'roboczych', pomiędzy warstwy związane z poszczególnymi planetami. Dzięki temu wpływ ruchów, na przykład Jowisza na ruchy Marsa, był eliminowany i 'cebulę' Marsa można było rozpatrywać niezależnie. Co się wszak tyczy odtworzenia rzeczywistych ruchów planet, to model Arystotelesa nie wniósł żadnego usprawnienia.
Ponadto pozostała jeszcze jedna trudność. Podczas gdy każda sfera uczestniczyła w ruchu otulającej ją większej sfery, potrzebowała jednak specjalnej siły, która nadawałaby jej niezależny ruch obrotowy wokół własnej osi. Oznaczało to, że potrzeb było aż pięćdziesięciu pięciu 'nieruchomych poruszycieli', czyli dichów, aby system funkcjonował" (66-67).
"System Ptolemeusza ma w sobie coś głęboko odpychającego. Jest to dzieło pedanta obdarzonego olbrzymią dierpliwością i znikomą oryginalnością, z uporem maniaka dokładającego kolejne kręgi. [...] Była to monumentalna i przygnębiająca tapiseria, wytwór zmęczonej filozofii i dekadenckiej nauki" (71-72).
"Hipparch zastosował je [epicykle] jednak tylko do skonstruowania orbit Słońca i Księżyca" (71).
Cytaty z autorów supremujących Słońce - s.73.
Dowód na to, że nie zapomniano nauki o centralnej roli Słońca, mimo panowania teorii Ptolemeusza. (Umieścić zaraz po pitegorajczykach).
"Ta kontrolowana schizofrenia trwała przez całe średniowiecze", jak powiedziałby Koestler.
"Astronomia po Arystotelesie stała się abstrakcyjną geometrią nieba, niezwiązaną z rzeczywistością fizyczną. [...] Służyła celom praktycznym jako metoda układania tablic ruchów Słońca, Księżyca i planet, lecz na temat rzeczywistości fizycznej nie miała nic do powiedzenia. [...] ponieważ ciała niebieskie, obdarzone boską naturą, posłuszne są innym prawom niż te, które znamy na Ziemi. Nie istnieje między nimi żaden związek, wobec czego nie możemy nic wiedzieć o fizyce nieba. [...] rozwód między czterema elementami regionu podksiężycowego i piątym elementem w niebiosam wiedzie bezpośrednio do oddzielenia geometrii od fizyki, a stronomii od rzeczywistości" (76).
"W późniejszej i krótszej pracy, zatytuowanej Zasady ruchu planet, Ptolemeusz bez przekonania podjął próbę nadania swemu systemowi pozorów wiarygodności fizycznej, przedstawiajac każdy epicykl jako sferę lub dysk ślizgajacy się pomiędzy dwoma powierzchniami sferycznymi, jak w łożysku kulkowym. Próba nie powiodła się jednak" (553).
"W VI wieku p.n.e. ludzie wykształceni wiedzieli, że Ziemia jest kulą; w VI wieku n.e. sądzili, że jest krążkiem, czy też przypomina kształtem święte tabernakulum" (81).
"Makrobiusz, Chalcydiusz, Martianus Capella, trzej encyklopedyści z okresu rozpadu Cesarstwa Rzymskiego (IV - V w. n.e. [...] byli zwolennikami systemu Heraklejdesa. Został on podjęty w IX weku przez Jana Szkoda, który uczynił nie tylko planety wewnętrzne, lecz wszystkie z wyjątkiem dalekiego Saturna satelitami Słońca. [...] Posłuchajmy co ma w tej kwestii do powiedzenia największy autorytet: 'Większość ludzi, którzy między IX i XII wiekiem pisali o astronomii i tórych dzieła się zachowały, znali i uznawali za prawdziwą teorię autorstwa Heraklejdesa z Pontu" (101).
"Istnieją zaburzenia umysłowe, których ofiary odczuwają przymus, aby nie następować na krawędzie płyt chodnikowych lub policzyć zapałki w pudełku przed położeniem się slać, co odgrywa rolę rytuału chroniącego przed lękiem. [...] Średniowieczne życie w swych typowych aspketach przypimina rytualne zachowania osoby cierpiącej na nerwicę natręct, które służą ochronie przed wszechobejmującą zarazą ziemniaczaną, grzechu, winy i duchowych cierpień" (103). Czyżby Koestler czerpał tę wiedzę z własnego doświadczenia?
O tym jak bardzo upadła astronomia w śrdniowieczu może świadczyć choćby to, że niejaki Laktancjusz uważał ziemię za płaską, a modelem wszechświata, który funkcjonował przez jakiś czas był, jak przekonuje Koestler, nawet nie model wulgarnie sferyczny, ale prostokątny.
Kopernik
„Pierwszy z pionierów nowej epoki nie należał do niej, lecz do poprzedniej. Chociaż urodził się w czasach odrodzenia, był człowiekiem średniowiecza: gnębionym średniowiecznymi lękami, trawionym średniowiecznymi kompleksami, który wbrew swej woli zapoczątkował rewolucję” (114).
„Kopernik jest być może najbardziej bezbarwną postacią spośród wszystkich, które siłą swych zasług bądź okoliczności wpłynęły na bieg losów ludzkości. Na rozświetlonym niebie renesansu jawi się jako jedna z tych ciemnych gwiazd, o których istnieniu zaświadcza tylko silne promieniowanie” (124).
"W istocie Kopernik doprowadził ortodoksję kół i sfer jeszcze dalej niż Arystoteles i Ptolemeusz (192).
"Kopernik był ostatnim arystotelikiem pośród wybitnych naukowców. W swym stosunku do natury tacy ludzie jak Roger Bacon, Mikołaz z Kuzy, William Ockham i Jean Buridan, żyjący sto lub dwieście lat wcześniej w porównaniu z Kopernikiem byli 'nowożytnikami'" (195).
"Istnieje znane powiedzenie, że Marks 'postawił Hegla na głowie'. To samo uczynił Kopernik z Ptolemeuszem. W obu przypadkach tkwiący w tej niewygodnej pozycji autorytet przyniósł swemu uczniowi zgubę" (207).
"[...] upchnął ogromną liczbę epicykli i deferetów w najbardziej niestrawnej spośród książek, które wpłynęły na bieg historii" (198).
Posłuszeństwo autorytetom odbierało Kopernikowi „niezależność postępowania i niezależność myślenia, trzymało w narzuconej sobie samemu niewoli i czyniło z niego ascetyczny relikt średniowiecza pośród humanistów renesansu” (173).
„Zaiste określenie ‘stary zgred’ nie jest tu chyba przesadzone” (181).
"Kopernik wraz ze starożytnymi uważał oś ziemską za quasi-mechanicznie przytwierdzoną do obręczy orbity (znalogicznie do Księżyca, zawsze zwracającego się ku Ziemi tą samą stroną) i dlatego musiał wprowadzić specjalne ruch, któy sprawiał, że oś Ziemi była równoległa do siebie w przestrzeni" (565).
"Przyczyny, dla których Kopernik musiał zwiększyć liczbę epicykli, są następujące:
a) aby zrekompensować usunięcie ekwantów Ptolemeusza;
b) aby wyjaśnić wyimaginowane wahania prędkości precesji i nachylenia ekliptyki;
c) aby wyjaśnić stały kąt osi ziemskiej;
d) ponieważ koniecznie chciał rozłożyć oscylacje prostoliniowe na ruchy kołowe, o co nie dbał Ptolemeusz, który nie był aż takim purystą (566).
"Kopernik doszedł do błędnego wniosku, że szybkość precesji punktów równonocy nie jest jednostajna, i próbował wyjaśnić jej wyimaginowane działania, a także równie wyimaginowane fluktuacje nachylenia ekliptyki, za pomocą dwóch niezależnych od siebie ruchów oscylacyjnych osi Ziemi" (566-567).
„W dialekcie frankoński köpperneksch do dziś oznacza mało wiarygodne, niestworzone bajanie” (183).
And for many people the Sun-centred model was still too radical even to be contemplated, so much so that Copernicus’s work may have resulted in a new meaning for an old word. One etymological theory claims that the word ‘revolutionary’, referring to an idea that is completely counter to conventional wisdom, was inspired by the title of Copernicus’s book, ‘On the Revolutions of the Heavenly Spheres’. And as well as revolutionary, the Sun-centred model of the universe also seemed completely impossible. This is why the word köpperneksch, based on the German form of Copernicus, has come to be used in northern Bavaria to describe an unbelievable or illogical proposition. All in all, the Sun-centred model of the universe was an idea ahead of its time, too revolutionary, too unbelievable and still too inaccurate to win any widespread support.
„To, co mazywamy rewolucją Kopernikańską, nie dokonało się za sprawą kanonika Mikołaja. Wszczęcie rewolucji nie było jego zamiarem. Wiedział, że znaczna część jego ksiażki jest nie do obrony, sprzeczna z doświadczeniem, główne zaś jej założenia nie do udowodniena. Sam wierzył w nie tylko połowicznie […] Brakowało mu cech proroka: świadomości misji, oryginalności spojrzenia, odwagi głoszenia swych przekonań” (147).
„Fascynacja Kopernika pitagorejskim kultem tajemnicy [który Koestler nazywa aroganckim i antyhumanistycznym (!)] pojawiła się u niego wcześnie, wyrasta z samych korzeni jego osobowości. Szczególną rolę odgrywa tu […] list Lizysa”, który Kopernik przetłumaczył z greki na łacinę (jest to falsyfikat powstały podobno w II w. n.e.) (148). „Istnieje dziwna konsekwencja między charakterem Kopernika a skromnym, wręcz ukradkowym sposobem, w jaki rewolucja Kopernikańska weszła tylnymi drzwiami historii poprzedzona przepraszającą uwagą [Osiandra]: ‘Proszę nie traktować tego poważnie – to tylko zabawa, wyłacznie dla matematyków, rzecz wysoce nieprawdopodobna” (169).
Astronom niemiecki Ernst Zinner jest pewien, że Kopernik zdążył zobaczyć przedmowę Osiandra – o czym zapewnia w liście do Koestlera (s. 168).
„Kopernik wierzył, że Ziemia się porusza. Niemożliwe jest jedna, aby wierzył, że Ziemia lub planety poruszają się tak, jak to opisał w swym systemie epicykli [mniejszych] i deferentów, które były geometrycznymi fikcjami” (169).
„Tajemnica przedmowy [Osiandra] która przetrwałą trzy stulecia, współgra oczywiście ze skrytością obyczajów kanonika Mikołaja, z jego pitagorejskim kultem tajemniczności i ezoterycznym mottemjego dzieła: ‘tylko dla matematyków’. […] [Jej autor, Osiander] powtarzał tylko klasyczną doktrynę, w myśl której fizyka[czy kosmologia] i geometria nieba [astronomia] to osobne dziedziny” (166).
Na całej Warmii nie było nikogo, z kim Kopernik mógłby porozmawiać o astronomii.
Zdradził swego młodego ucznia Retyka (poniżej trzydziestki),nie wspominając o nimw przedmowie, co prawdopodobnie spowodowało, że Retyk po wydanie dzieła Kopernika przestał o nim myśleć i zajął się innymi sprawami. Dopiero po przyjeździe do Krakowa…
O 'De Revolutionibus'
Tak więc razem wystarczy zbiorowisko trzydziestu czterech kół - 'Komentarzyk'.
"W rzeczywistości Kopernik posługuje się czterdziestoma ośmioma epicyklami - jeśli dobrze policzyłem. Co więcej, Kopernik zawyżył liczbę epicykli w systemie Ptomelejskim [względem systemu Ptolemejskiego]. W zaktualizowanej piętnastowiecznej wersji Peurbacha system Ptolemejski wymagał nie osiemdziesięciu epicykli, jak twierdził Kopernik, lecz czterdziestu. Innymi słowy, wbrew panującemu przekonaniu [...] Kopernik nie zmniejszył, lecz zwiększył liczbę epicykli (z czterdziestu do czterdziestu ośmiu) (188).
"Ziemie nie krąży [...] wokół Słońca, lecz wokół punktu oddalonego od słońca mniej więcej o trzy jego średnice. Również planety nie krążą u Kopernika wokół Słońca, choć tak nas wszystkich uczono w szkole. [...] Sys