Kontynuacja przygód Marka, Heli i powracającego Staszka. Nie zabraknie też udziału pewnego kozaka oraz ludzi Hanzy, który funkcjonują w tym świecie, jako terminatorzy, co nie ukrywam, męczyło mnie niepomiernie, bo są rozwiązaniem na wszelakie zło.
Marek i Hela w towarzystwie Iny podróżują po Bałtyku, aby trafić do Gdańska, gdzie muszą przeczekać niekorzystne warunki pogodowe. Futrzak w tym czasie będzie poddawał się procesowi odbudowy, bo ją nieco pokiereszowano w chińskiej bazie, gdzieś na północy Skandynawii. Tam też zostaje odtworzony Staszek, który jest poddawany przesłuchaniom i pracuje fizycznie, jak więziona ludność cywilna. Także chińscy podróżnicy w czasie są tutaj definitywnie nakreśleni, jako źli.
Jednocześnie władze Hanzy planują napaść na przeciwników, którym przewodzi tytułowy jegomość, czyli Pan Wilków. Takowe wilczki w serii były już obecne. Część książki polegająca na konfrontacji dwóch sił jest bezsprzecznie najlepszą częścią tej odsłony Oka Jelenia. Niemniej czuję też mały regres względem poprzedniego tomu. Znów mamy tu smęcenie kosztem akcji, choć tytuł nie jest jej pozbawiony.
Czytając serię autora wyczuwam pewną manierę, jak u osoby, która wykłada łopatologicznie wiedzę innym, jednak nie wywyższając się tym. Kłopot w tym, że postacie tłumaczą za często, aby było to fascynujące. Owszem, gdybanie co by było gdyby w takich czasach jest spoko, ale w zbyt dużej ilości irytuje. Niemniej jest to też plusem, bo Pilipiuk lubuje się w częstowaniu nas elementami tamtych lat, które pozostawione bez wyjaśnienia, byłby by dużo mocniej frustrujące.
Tom czwarty jest dobry, ale i tak nie przebije "Drewnianej Twierdzy". Fajnie jest widzieć, że wszystko się ładnie łączy fabularnie, ale nie ma tu dynamitu, nawet pomimo finału, który ma być haczykiem na sandacza, czyli czytelnika. Ja z pewnością sięgnę po kontynuację.