Trochę sama nie wiem co napisać, bo bardzo dawno (nigdy?) nie czytałam książki tak bardzo nierównej.
Niektóre fragmenty były dla mnie niezwykle odkrywcze, wartościowe i świeże: przedstawiały skomplikowane i wielowątkowe zagadnienia w taki sposób, że nagle widziałam nowe połączenia, coś mi się w głowie „otwierało”, miałam sporo momentów: "aha! to wiele wyjaśnia! Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób". Sporo cytatów sobie wręcz zanotowałam celem dalszej refleksji i riserczu.
Z drugiej jednak strony, było tam mnóstwo treści:
1) przedstawionych bardzo nieodpowiedzialnie i stereotypowo
2) osądzających i powierzchownych, żeby nie powiedzieć prostackich
3) niepotwierdzonych naukowo.
4) upraszczających, mocno zalatujących stylistyką amerykańskich książek „self help” z lat 90.
Dobrym przykładem tego typu treści może być, bardzo ważny dla autorki, podział ludzi na 3 bardzo... arbitralne kategorie:
Nadefektywnych: dobrych, mądrych, skutecznych i niedocenionych, o wysoko rozwiniętej moralności i niezgodzie na niesprawiedliwość
Normalsów: nieco głupich i nudnych oraz, uwaga:
Narcystycznych manipulatorów: tacy ludzie to tylko zło i ciemność, zero empatii! A ich głównym celem w życiu jest nadużywanie i dręczenie biednych, niewinnych nadaktywnych...
Serio? No autorko, pliz! Nie ma świata w którym takie uproszczenie może się obronić. To wszystko naprawdę jest „nieco” bardziej skomplikowane i nic nie usprawiedliwia plecenia takich bzdur.
Choć oczywiście Ci, którzy non stop myślą, zwani przez autorkę „nadaktywnymi”, mogą czuć się niezwykle docenieni. Niewykluczone więc, że książkę będą łykać, bo im miło, bo czują się wreszcie zrozumiani, co i raz tylko krzywiąc się i mówiąc „what?”. Trochę tak było ze mną. Bo jest tam sporo naprawdę ciekawych, dogłębnych opisów procesów myślowych, ich źródeł i skutków. Takich opisów nie widziałam chyba nigdzie wcześniej. Pytanie tylko, czy można ufać komuś, kto stosuje uproszczenia tak straszliwie i krzywdzące jak powyższe?
Ciężko mi w ogóle zrozumieć koegzystencję tak różnych idei i spojrzeń, szczególnie, że to książka jednej autorki. Tłumaczenie nie zachwyca. Chcę wręcz zajrzeć do oryginału, żeby zobaczyć jak naprawdę brzmiały niektóre pojęcia, może coś się pokomplikowało w przekładzie? A może jednak autorka z jednej strony miała fajny wgląd w coś o czym mówi się chyba dość mało (nadanalizowanie, rozpędzony umysł który ciągle przetwarza dostępne informacje, tworzy teorie, argumenty, oceny i znaczenia), ale nieco „popłynęła”, chcąc z tego stworzyć pełną „teorię”, podział ludzi etc. I może pisanie o tym, co, jak mi się zdaje, rozumiała dobrze, wyszło jej fajnie, ale stworzenie całego systemu... już nie.
W sumie sama nie wiem co myśleć. Ktoś czytał?