Pamiętam dokładnie, kiedy zachwyciłam się poezją Baudelaire'a. Byłam nastolatką zafascynowaną Jimem Morrisonem i ta fascynacja obejmowała jego twórczość, życie, ale i to, co czytał i oglądał. Wtedy zetknęłam się z dziełami Sartre'a, Camusa, Rimbauda i Baudelaire'a właśnie. To było nowe, inne, mroczne i piękne. "Lato z Baudelaire'em" pozwoliło mi wrócić pamięcią do tego pierwszego spotkania...
Antoine Compagnon snuje swoją opowieść wplatając w nią fragmenty wierszy, korespondencji i innych tekstów, które wyszły spod pióra wielkiego Charlesa. Ukazuje tego poetę "zmierzchu, cienia, żalu" jako postać pełną sprzeczności, z których każda odsłona jest warta uwagi.
Wbrew tytułowi, więcej jesieni w dziełach Baudelaire'a, ale przecież prawdziwe słońce, blask i ciepło też tam odnajdziemy, co autor skrupulatnie udowadnia.
Mimo że mamy do czynienia z dość oszczędną formą, czytelnik pozostaje z przeświadczeniem, że naprawdę sporo się o tym "poecie wyklętym" dowiedział. Trudne, choć silne relacje z matką, specyficzny ojczym, bezczelność wobec kobiet (i w życiu, i w twórczości), zachwyt morzem, jako pięknym i tajemniczym żywiołem. Niechęć do postępu, nazywanego "mroczną latarnią", niewiara w wielkie możliwości człowieka, którego uznał za z gruntu złego. Cenił Delacroix za jego dzikość i upór, przyjaźnił się z Manetem, choć uważał go za słabego, sam ciągle musiał walczyć z tymi, którzy uznawali go za niemoralnego (procesy po ukazaniu się "Kwiatów zła"). Ten utalentowany dandys całe życie zmagał się z krytyką, biedą i - często - poczuciem niedocenienia.
Spotkała go wielka pośmiertna sława, jest inspiracją, a kolejne roczniki uczniów (także moich) czytają chociażby "Padlinę" i w zdumieniu odkrywają, że i TAK można pisać.
"Lato z Baudelaire'em" to kolejna pozycja z tej serii - wiem, że koniecznie muszę nadrobić poprzednią, bo poznawanie twórcy poprzez fragmenty dzieł, opatrzone cennym komentarzem znawcy - to sama przyjemność.