Długo przyszło nam czekać na ten głos z wnętrza piekła. Książka „Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii” ukazała się w pięć lat po rozpoczęciu rewolucji syryjskiej. Ale warto było czekać, bo książka wbija w fotel. Ten reportaż jest nie tylko świadectwem tego, jak na przestrzeni pięciu lat zmieniała się sytuacja na froncie. Przede wszystkim pozwala zobaczyć, co przez ten czas zmieniło się w ludzkich głowach i jak jedna rewolucyjna iskra przerodziła się w niegasnący pożar wojny.
Zanim podniosą się głosy sprzeciwu wobec piszących o wojnie w Syrii „specjalistów”, siedzących w cieplutkich domkach, w modnych pulowerkach, z kaweczką za uprzątniętymi biureczkami, kilka słów o tym kim jest autorka książki i dlaczego jej wizja sytuacji w Syrii jest dla mnie przekonująca.
Po pierwsze, Samar Yazbek to urodzona w 1970 roku obywatelka Syrii. Nie porusza się po omacku w złożonej rzeczywistości politycznej i religijnej tego kraju, ale wie czego i gdzie szukać. Wie kogo zapytać, żeby otrzymać odpowiedź na pytanie o pochodzenie, przebieg i skutki konfliktu.
Po drugie, Yazbek jest zawodową dziennikarką, zdobywczynią licznych nagród. Ma bardzo dobry warsztat, jest surowym, zdyscyplinowanym i przenikliwym narratorem dla swojej historii. Nade wszystko oddaje głos tym, których spotyka w drodze: rewolucjonistom, aktywistom, mieszkańcom bombardowanych miast, uchodźcom, dżihadystom. Nie jest jednak narratorem przeźroczystym. Jej osobiste doświadczenia sprawiają, że sama jest idealnym dopełnieniem wyżej wymienionej listy osób, którzy mają wiele do przekazania na temat Syrii. Sama jest syryjskim wygnańcem.
Po trzecie, Yazbek jest alawitką. Z każdym kolejnym ryzykownym powrotem do Syrii coraz bardziej była postrzegana jako część nepotystycznej bandy, która z tytułu przynależności do grupy religijnej uzurpowała sobie prawo do większego kawałka syryjskiego tortu. Z każdą mrożącą krew w żyłach przeprawą przez drut kolczasty na tureck0-syryjskiej granicy, Yazbek stawała się w oczach innych coraz mniej Syryjką, a coraz bardziej wrogiem. Chorobą, która toczyła kraj od środka przez tyle lat po to, żeby teraz ostatecznie go wykończyć. Ale mimo tego, że musiała ukrywać swoją tożsamość, wciąż nie przestawała zadawać pytań.
Nie ma się co oszukiwać, książka jest miejscami brutalna. Nie brak w niej historii osób, które straciły wszystko, z częściami ciała włącznie. Nie brak gruzów zasypujących całe rodziny, dziecięcych rączek wystających spod zawalonych budynków i luf karabinów wycelowanych z niewinnych. Jest to jednak taka dawka przemocy, która nie epatuje, ale pozwala zrozumieć, że to, co widzimy na ekranach telewizorów to wojna w estetycznie zapakowana, w pudełku z kokardką. Yazbek pokazuje czytelnikowi tyle, ile musi on zobaczyć, żeby uwierzyć, że ten dramat jest realny, że jest dla kogoś codziennością.
Od 2011 roku Yazeb odwiedziła Syrię trzykrotnie, obserwując jej osuwanie się w przepaść chaosu. Spod ruiny, przechowane w ludzkich głowach, zachowaniach, lokalnych tradycjach, wyłaniają się strzępki dawnej Syrii – gościnni ludzie, opowieści przy ognisku, gorąca herbata z miętą, czarna kawa z kardamonem z miedzianego imbryka. Te strzępy dawnego życia pozwalają tym, którzy nie chcą czy nie mogą uciec, zachować resztki normalności. Życie toczy się dalej, tyle, że z niecichnącym soundtrackiem spadających bomb i wystrzałów.
Przeprawa zawiera wszystko, co musisz wiedzieć, co chcesz wiedzieć i czego nie chcesz wiedzieć o Syrii. Ta książka nie da ci spać. Ale odpłaci się tym, że odpowie na wszystkie pytania: co się dzieje aktualnie w Syrii? Dlaczego ludzie stamtąd uciekają? Czego szukają uciekając za granicę? Dlaczego chcą tam wracać? Po którą jasną cholerę ktoś tam został, wciąż mieszka i nie zamierza się ruszać na krok od zgliszcz swojego domu? Książka nie zostawi bez odpowiedzi także pytań natury politycznej: kim jest organizacja Państwa Islamskiego, jak się pojawiła w Syrii i co tam robi? Jak są zorganizowane rewolucyjne armie, które rozpoczęły walki przeciw al-Asadowi? Kto jest z kim w tej układance i czy ktoś zna rozwiązanie tej łamigłówki? Czy uda się i czy ktoś w ogóle próbuje odciąć łeb tej wielogłowej hydrze wojny? Czego nie wyjaśni doskonały wstęp Piotra Balcerowicza Syryjska wojna domowa. Damasceńska Wielka Gra, to dopowiedzą bohaterowi opowieści.
W książce pojawiają się dwa polskie akcenty. Pierwszy jest tak smutny, że odechciewa się przyznawać do swojego kraju. Dotyczy sprzedaży przez rząd polski zakazanej prawem międzynarodowym amunicji kasetowej do Syrii. Polska nie jest sygnatariuszem konwencji zakazującej produkcji broni kasetowej i legalnie może sprzedawać ją jak chce i komu chce. W praktyce natomiast pociski kasetowe są jednym z tych rodzajów broni, którym dokonano najbrutalniejszych masakr na ludności cywilnej podczas pięciu lat wojny w Syrii. Jest to broń wzbudzająca paraliżujący strach wśród ludności syryjskiej. Broń, przed którą nawet się nie ucieka, nie zbiega panicznie do piwnic, bo nie da się uchronić przed jej niszczycielkim działaniem. Ale hajs musi się zgadzać.
Drugi akcent to akcent pozytywny. Yazbek wspomina w swoim reportażu postać polskiego fotografa i reportażysty, Marcina Sudera. Człowieka, który sprawia wrażenie, że dla niego strach nie istnieje. Polecam poznać tę postać bliżej.
To prawda, że reportaż Yazbek ma coś z Procesu Kafki. Schemat psychicznego uwikłania, zapadania się w obłęd, jest taki sam. Im bardziej wchodzisz w rzeczywistość wojenną Syrii, im więcej czasu tam spędzasz, im więcej osób tam poznasz i pokochasz, tym bardziej jesteś uwikłany, wessany, pochłonięty i to w sposób nieodwracalny. Z każdym kolejnym nielegalnym przekroczeniem granicy syryjskiego chaosu nabierasz pewności, że choćbyś i tymczasowo uciekł śmierci, nigdy nie będziesz taki sam. Poczucie beznadziei wyciąga do ciebie swoje lepkie, ciemne macki, a ty zupełnie obojętnie podajesz mu rękę. Wkręcasz się w błędne koło zniszczenia. Zostaje pytanie czy w ostatniej chwili uda ci się uwolnić z więzów, czy to koło cię złamie.