Od jakiegoś czasu moje zainteresowania zaczęły się rozszerzać. Nie wiem, czy wynika to z wieku, czy osiągnięcia pewnego rodzaju dojrzałości, ale zaczęłam dostrzegać piękno w różnego rodzaju sztuce. Kiedyś w ogóle nie zwracałam uwagi na obrazy, teraz mogę przyglądać się im godzinami i odkrywać kryjące się na nich szczegóły. Dlatego, kiedy natknęłam się na ten tytuł, wiedziałam, że muszę go poznać.
Sięgając po tę książkę, spodziewałam się czegoś innego. Czegoś pełnego ciekawostek i smaczków, niemalże plotkarskich kąsków, które odmienią moje postrzeganie słynnych obrazów.
Spodziewałam się, że każda z historii przedstawionych w tej książce dotyczyć będzie, jak wskazuje tytuł, konkretnej kobiety przedstawionej na konkretnym obrazie. Miałam nadzieję, że dowiem się, jak doszło do tego, że pozowała malarzowi i że ewentualnie zostanie mi przedstawiona jej krótka biografia, jeżeli była wyjątkowo ciekawa.
Tymczasem książka opowiada bardziej o malarzach niż muzach, o ich twórczości, relacjach, również ze wspomnianymi kobietami. Często przedstawione są ich życiorysy, które wcale nie są tak zajmujące, jak można się spodziewać. Rzeczone kobiety, zamiast w centrum uwagi, są jakby tłem opowiadanych historii.
Muszę przyznać, że zabrakło mi tutaj trochę selekcji materiału. Za mało było efektu „wow”, którego się spodziewałam. Być może wynika to z tego, że zdarzało mi się słuchać wypowiedzi znawców sztuki na temat poszczególnych dzieł i te zauroczyły i zaciekawiły mnie na tyle, że po tej książce spodziewałam się więcej. Mając porównanie, po prostu wypadła słabo.
Niestety tylko nieliczne postaci przedstawione w książce wydały mi się interesujące. W większości przypadków uważałam, że liczba poświęconych im stron, była zdecydowanie za duża. Możliwe, że to wina narracji.
Początkowe historie są napisane w dość chaotyczny sposób, co utrudnia odbiór. Dopiero przy piątej postaci – Witkacym, zaczyna się robić ciekawiej, co jest chyba raczej zasługą samego artysty niż autorki.
Tak naprawdę tylko dwie postaci przedstawione w książce, opisane zostały w sposób, którego się spodziewałam. Była to Frida Khalo oraz Misia Godebska. Ta pierwsza jako fascynująca malarka, widniejąca na wielu autoportretach. Ta druga jako niezwykle ciekawa postać, muza wielu artystów.
Pozostałe kobiety, jak już wspomniałam, przedstawione zostały albo w cieniu malarza – mężczyzny, albo nie były w moim odczuciu na tyle ciekawymi postaciami, żeby zapadły mi w pamięć.
Myślę, że nasze nastawienie i oczekiwania wobec danych pozycji czasami zaburzają trochę ich odbiór. Choć nie zawsze jesteśmy w stanie temu zapobiec.
Jestem przekonana, że znajdą się osoby, które będą zafascynowane wszystkimi historiami opisanym w książce. Mnie niestety trochę zawiodła, a nie uważam, żebym była nieodpowiednim jej odbiorcą.
Wśród moich regałów stoi jeszcze drugi tom „Kobiet z obrazów”, możliwe, że kiedyś i po niego sięgnę.