Powieść nie zapowiada się początkowo na żadną rewelację - trąci pretensjonalnością i ahtyzmem, proponując czytelnikowi nieco zbyt mętne realia i wyczuwalnie wydumane postaci. Z biegiem stron fabuła jednak nabiera wartkości, postaci głębi, a narracja odświeżającego, mile cynicznego humoru. To jedna z tych książek, które z rozwojem akcji mocno zyskują, trzymając solidną jakość do samego końca. To miła odmiana w przypadku książek Wydawnictwa Czarnego, bo jak dotąd miałem pecha trafiać na - mówiąc delikatnie - niezbyt zachwycające twory.
Fabuła książki jest prościutka i pozbawiona jakiejś głębszej intrygi. Ot, wnuczka salonowej wampirzycy, w nieskończoność rozpamiętującej wspaniałe, dawne czasy, jest dla babci źródłem niekończących się rozczarowań. Nie chce przejść inicjacji (bo generalnie ciągle jest człowiekiem i żeby stać się wampirem, musi najpierw umrzeć), brzydzi się krwią, a na dodatek upiera się, żeby wieść żywot bajkopisarki, mimo że bajki wychodzą jej brutalne, przesycone zwichrowanym erotyzmem i skomplikowanym, nieprzystającym do literackiego języka słownictwem. Sęk w tym, że bajkopisarstwo bohaterki - choć wybrane jako zawód z założenia niedochodowy, pozwalający udawać przed sąsiadami, że się pracuje, a jednocześnie nie rzucać się w oczy - zaczyna w pewnym momencie rokować finansowe nadzieje, co jeszcze bardziej denerwuje babkę.
Książka jest po prostu przyjemna, lekka, nieco zabarwiona fatalizmem, i jest jednocześnie doskonałym zwierciadłem przemian zachodzących na Węgrzech, gdzie rozpleniła się bardzo podobna do polskiej wersja kapitalizmu. Tym bliższa jest więc opowieść czytelnikom znad Wisły, i tym łatwiej może przypaść do gustu.
Na koniec dwa spostrzeżenia. Pierwsze - ulżyło mi, że nie tylko ja mam ambiwalentne podejście do jakości polskich konserw rybnych:
"(...) zaczęłam się zastanawiać, czy różnica między reniferem białym a tym w kolorze ziemi jest porównywalna z różnicą między norweską a polską konserwą z dorsza."
Drugie - grafika, który machnął fatalnego bohomaza na okładce, powinno się pogonić na cztery wiatry.