Ostatni jednorożec to książka, która przypomni wam, czego poszukiwaliście w baśniach jako dzieci.
Kiedyś było ich wiele, a przynajmniej tak mówią legendy. Teraz został ostatni, a raczej ostatnia, bo to Jednorogini. I nadejdzie taki dzień, kiedy zacznie ona kwestionować, co stało się z pozostałymi oraz kto jest za to odpowiedzialny.
Opowieść Petera S. Beagle'a jawi mi się jako piękna, przejmująca i nieskończona historia, wypełniona po brzegi magią i wrażliwością każdego, kto w czary uwierzy. Nowelka sequelowa Dwa serca pogłębia to wrażenie oraz podaje odpowiedź, łamie serce, ale przynosząc ze sobą pokój. W historii o ostatnim jednorożcu autor w dojrzały i bystry sposób przedstawia kwestie takie jak poczucie tożsamości i znaczenie, pojmowanie własnej śmiertelności oraz spotkanie z ideą wiecznego życia, a ponad wszystko prowadzi dwie niezwykłe historie miłosne. Jedna to ta, na którą czeka się całe życie, a mimo wszystko przychodzi w zaskoczeniu i nieufności. Druga, choć nie powinna mieć miejsca i zawrze się w milczeniu, zmieni zakochanych na cały ich żywot. Wiążą się z nimi sceny, które zdają się zatrzymywać serce. Znajdziemy tu poruszające i odważne postacie z sercem na dłoni, które wydają się tak nam podobne. Powieść ta jest świetnym przykładem gatunku fantastyki. Każdy odłamek wytworzonego świata wydaje się starannie przemyślany przez autora, a nawet najmniejsze sceny niosą za sobą ogromne znaczenie. W przedstawionej rzeczywistości urzekło mnie to, jak zbiera i wykorzystuje elementy wielu historii i mitów, którymi przesiąkamy od najmłodszych lat. Scena wyczarowania Robin Hooda jest wyjątkowo znacząca, gdyż najbardziej opiera się na idei podążania za naszymi inspiracjami i wymarzonymi wzorcami, nieważne, do jakiego końca nas prowadzą. Jest tu piękny akcent, tego, jak zbójcy wiedzą, że to, co widzą, nie może być prawdą, a jednak tracą dla obrazu głowy. A Mateczka Fortuna przeraża nas również dlatego, że przetrzymuje te wszystkie istoty, które niegdyś jawiły się nam jako potężne, na pewno silniejszej od jakiejś starej jędzy. No i oczywiście mamy tutaj to najważniejsze stworzenie, naszą główną bohaterkę - Jednorogini. Jednorożce to ciekawe zjawisko w mentalności i świecie literackim Beagle'a. Mam wrażenie, że dotąd w kulturze postrzegaliśmy je trochę inaczej, jak piękno, którego ujrzenie to zaszczyt i wyróżnienie, ale jednak ma ono na celu budzić zachwyt. U tego autora są to istoty samotne, nietykalne, w oczywisty sposób obce i różne od ludzi każdą częścią swojego istnienia, a równocześnie tak bystre. Zaskakująco chłodne, są jak cud, który należy zostawić samemu sobie. Tym silniejsze jest wrażenie, kiedy na ich potędze pojawiają się skazy. Historia przemiany Jednorogini pod wpływem poznania człowieka jest ogromnie poruszająca.
Przeglądając recenzje innych użytkowników spotkałam się z twierdzeniem, że Ostatni jednorożec jest historią atrakcyjną raczej dla młodszej grupy wiekowej. Chociaż zgadzam się, że dzieci pewnie pozostają oczarowane słowami Beagle'a, to ta opinia wzbudziła we mnie zdziwienie. W końcu tak ogromna część uroku i znaczenia tej historii opiera się przecież na dwuznaczności i świadomości już dorosłego czytelnika. Dlatego ta opowieść wydaje mi się w dużej mierze baśnią dla dorosłych. Dziecko pewnie nie odczuje w pełni, dlaczego pieśń Mateczki Fortuny wzbudza tak przenikliwy lęk u Jednorogini, a Szmendryk i Molly Grue poświęcają taką uwagę kwestii własnej śmiertelności. Młodszych czytelników poruszy i zasmuci los jednorożca i księcia Lira, ale dojrzała publiczność zrozumie. Od czasu do czasu pojawia się w tej historii chwila żałoby i może być dla dziecka zbyt trudna do uniesienia; w tym momencie wydaje się niezbędne podzielenie perspektywy z osobą dorosłą, a za tym nadanie scenie sensu. Może jesteśmy tak potrzebni literaturze dziecięcej i jej czytelnikom, jak Szmendryk i Molly Grue dla małej Sooz w Dwóch sercach; zresztą te dwie dojrzałe postacie zdają się prawdziwym obliczem dorosłości, łagodnej, stanowczej i wytrzymującej ból (dzieci pewnie je kochają). Dopiera ta powieść wskazała mi ten trop, ale uważam dzielenie się opowieścią oraz wspólną obecność w jej obliczu za ciekawy wątek. Wracając do tematu atrakcyjności tej powieści dla dorosłych czytelników, sądzę też, że to oni docenią najbardziej ten zaskakujący i czarujący żart Beagle'a (scena, w której motyl mówi Jednorogini, że jest jego Mary Jane, pozostaje jedną z moich ulubionych). Dostrzegą w szczególe te wyraziste i dość brutalne sceny (nie pojawią się tak w wyobraźni mniejszego dziecka, ale tkwi w nich duży ból i ilość krwi) oraz wzajemne przenikanie się współczesności i średniowiecza, prawdy czystej i prawdy w fikcji. To znajdowanie się na granicy dwóch wymiarów jest wyjątkowo pociągającym aspektem opowieści. Kochałam odnajdywać się nich.
Czytałam Ostatniego jednorożca powoli i w ciszy, rozkoszując się każdym słowem i pochylając się nad małymi sensami. Tak jak król Lir czuję żal rozstając się z ukochanymi postaciami i tak jak mała Sooz chronię w sobie nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. To była piękna podróż.
Ada, dziękuję z całego serca, że nakierowałaś mnie na tę historię i pożyczyłaś mi egzemplarz! Mam nadzieję, że spodobała ci się recenzja.