Alternate cover for ISBN 9780425190371 (currently here).
The Owens sisters confront the challenges of life and love in this bewitching novel from New York Times bestselling author Alice Hoffman.
For more than two hundred years, the Owens women have been blamed for everything that has gone wrong in their Massachusetts town. Gillian and Sally have endured that fate as well: as children, the sisters were forever outsiders, taunted, talked about, pointed at. Their elderly aunts almost seemed to encourage the whispers of witchery, with their musty house and their exotic concoctions and their crowd of black cats. But all Gillian and Sally wanted was to escape.
One will do so by marrying, the other by running away. But the bonds they share will bring them back—almost as if by magic...
Alice Hoffman is the author of more than thirty works of fiction, including The World That We Knew; The Marriage of Opposites; The Red Garden; The Museum of Extraordinary Things; The Dovekeepers; Here on Earth, an Oprah’s Book Club selection; and the Practical Magic series, including Practical Magic; Magic Lessons; The Rules of Magic, a selection of Reese’s Book Club; and The Book of Magic. She lives near Boston.
Wyjątkowa rodzina, wiekowa klątwa i magia, dużo dużo magii w "Zasadach magii" i "Totalnej magii" Alice Hoffman, opowieści o rodzinie Owensów, którzy nie mogą nikogo pokochać...
"Może wszyscy są przeklęci. Może taka jest kondycja ludzka. Może tego właśnie chcemy."
Jest coś hipnotyzującego w stylu pisania Alice Hoffman. Jej opowieści są jak smakołyki, jak najpyszniejsze słodkości, które pożeramy z uśmiechem na ustach. Przyznam, że trudno było mi się otrząsnąć z tego czaru. To dlatego, że przed czytelnikiem rodzi się nie tylko opowieść o magii, o wiedźmach i czarownikach, ale przede wszystkim o dorastaniu, o inności, o szukaniu swoich własnych ścieżek, a także o poszukiwaniu swojej tożsamości. I miłości także. Bo Owensowie może i są naznaczeni klątwą, ale przed namiętnością i głębokimi uczuciami nie uciekają wcale. Pomimo ostrzeżeń. Pomimo kolejnych poniesionych strat.
Zarówno "Zasady magii", jak i "Totalna magia", która kontynuuje historię rodu Owensów zachwycają niezwykłą atmosferą. Wypełnione są zapachem rozgrzanych ziół, ciepłem letniego słońca, śpiewem ptaków, od których niektóre bohaterki nie potrafią się opędzić. Nawet gdy pada, nawet, gdy bohaterów ogarnia rozpacz, to ta magiczna poświata zostaje i robi na czytelniku wrażenie. Alice Hoffman rzuciła na mnie urok, ale po wspaniałych "Gołębiarkach" nie spodziewałam się niczego innego.
Część troszkę słabsza od poprzedniej jednak nadal rzuca urok na czytelnika. Dobrze się czyta, a historia wciąga. Czytelnik obserwuje los dwóch sióstr, które nie znają wiszącej nad rodem klątwy. Świat współczesny, ale owinięty cienkimi nitkami magii 😉
3.5 Bardzo podoba mi się jak to jest napisane, język, cała stylistyka, budowa, również "Zasady magii" są podobnie pisane. Przyjemnie się to czyta. Sięgnęłam po te książki ze względu na mój najukochańszy na świecie film "Totalna magia" - uwielbiam, mogę oglądać w kółko i mi się nigdy nie znudzi. Powiem szczerze, że film mi się bardziej podoba od książki ale czuję, że jeszcze kiedyś do obu części wrócę.
Zawiodła mnie ta książka. 3/4 to narracja lwiej części historii, a kiedy przechodzimy do wydarzeń bieżących, a zwłaszcza do sceny kulminacyjnej, wszystko trwa jak mgnienie oka. No i autorka ma jakiś fetysz związany z pieprzeniem 😏.
Taka o. Historia nie ciekawa- a na pewno ta o ciotkach była ciekawsza. Fajnie zbudowane napięcie i atmosfera zmierza w końcu ku niczemu. Zirytowały mnie też pewne niedociągnięcia w szczegółach opowiadania- widać jak historia starszych pań tu rożni się od tej w żółtym tomie. Ekranizacja jak zawsze okazuje się nadinterpretacją i wyolbrzymieniem tego co znajduję się w oryginale.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Sally i Gillian to siostry, które po śmierci rodziców trafiają do ciotek pod opiekę. Franny i Jet nie są takimi zwykłymi ciotkami, przez mieszkańców są one uważane za czarownice, wiedźmy. Stało się tak, ponieważ kobiety, których mężczyzna zdradził bądź którego one pożądały przychodziły właśnie do ciotek po mikstury i porady. To wtedy działy się różne magiczne sytuacje. Dziewczynki w szkole nie miały łatwo, gdyż były dręczone i wyśmiewane. Sally była tą rozważniejszą, która uciekła od ciotek dopiero po utracie osoby dla niej bardzo ważnej. Gillian opuściła ciotki bardzo szybko, ponieważ chciała żyć tak jak jej się podoba. Niestety klątwa, która nad nimi krążyła znów je połączyła tylko dlatego by je dopaść. Jedyną drogą ratunku była magia.
Co do tej książki muszę powiedzieć, że miałam ogromne oczekiwania i myślałam, że spełni ona je w stu procentach, no i niestety rozczarowałam się. Czarownice, wiedźmy, czary to temat, który mnie kręci i bardzo lubię o tym czytać. Książka miała być magiczna, ale ja tu w niej aż takiej magi nie czułam, dla mnie to obyczajówka i to taka bardzo przeciętna. Współczesne czarownice to zwykłe kobiety, które wcale nie chcą uprawiać magii, no cóż a mogło być tak pięknie, gdyż pomysł na fabułę moim zdaniem był dobry, tylko to wykonanie takie nijakie. Książkę czytało mi się ciężko, była ona wręcz nudnawa, to nie było to, czego ja oczekiwałam, ja czekałam na jakieś napięcie oraz zaciekawienie, a tu nic. Pomimo tego, że bohaterowie dobrze zostali wykreowani to niestety nie zapałałam do żadnego jakąś mega wielką sympatią, choć Kylie mogłaby zostać moją koleżanką, na samym początku brzydka i smutna dziewczyna, po metamorfozie piękna do tego stopnia, że każdy mężczyzna zwracał na nią uwagę, co później okazało się bardzo niebezpieczne. Jak dla mnie to nic w tej książce ciekawego nie było, niestety nie polubiłam się z książką wręcz przeciwnie wynudziłam się jak mops, choć wiem, że są osoby, którym się podobała przecież to normalne każdy z nas posiada inny gust czytelniczy. Musicie sami zdecydować czy chcecie po tę książkę sięgnąć, ja jestem na nie.
„Pamiętaj, że czosnek, sól i rozmaryn od zarania dziejów odpędzają zło. Hoduj róże i lawendę, na szczęście. Zakochuj sie, kiedy tylko możesz...”
Książkę bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Idziemy z głównymi bohaterkami praktycznie przez całe ich życie. Sally i Gillian są całkowitymi przeciwieństwami, a jednak stanowią cudowny duet 🤍 W „Totalnej magii” znajdziemy wątki nie tylko magiczne ale też miłości, przyjaźni i relacji w rodzinie. Książka bardzo dobra, a jednak pierwsza jej część jakoś bardziej mi się podobała. Polecam serdecznie 🫶🏼
3.5 tak szczerze. najpierw wciągneło, potem już nie wiedziałam o czym to w ogóle jest i do niczego konkretnego nie zmierzało, sam główny wątek był słabo zrobiony. Film pamiętam owiele lepiej
Okropna książka. Po 50 stronach miałam ochotę ją wyrzucić przez okno. Decyzje bohaterów są irracjonalne. NIE poprostu NIE.Na ok. 75 stronie jest opisane że chyba znajomy siostry głównej bohaterki po tym jak obcy mu kot nasikał chyba na ganek wsadził go do lodówki. Żaden myślący człowiek tak by nie postąpił. Pierwszy tom był fajny lecz to jest koszmar.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Magii jest tu naprawdę niewiele. Na początku książki jest opisany "urok", który nie wyszedł na dobre dla kobiety. Nastawiło mnie to na więcej takich akcji. Jednak ich już nie doświadczamy. Dostajemy głównie obyczajówkę o dwóch siostrach, które niespecjalnie się dogadują i starają się odciąć od rodziny. Książką nastawia cię na jedno, a potem daje co innego i to jest jej problem.
"Ostatecznie jest parę rzeczy, które Sally Owens wie na pewno. Zawsze rzucaj rozsypaną sól przez lewe ramię. Posadź rozmaryn przy furtce ogrodowej. Dodawaj pieprzu do tłuczonych ziemniaków. Hoduj róże i lawendę, na szczęście. Zakochuj się, kiedy tylko możesz."
"Totalna magia" to tytuł, który bardziej kojarzy się z filmem - dziś może nieco już zapomnianym, ale kiedyś wielokrotnie puszczanym w telewizji. To opowieść o dwóch siostrach, które urodziny się w rodzinie słynącej z pięknych kobiet... i magii. Porównując książkę i film widać, że akcenty zostały zupełnie inaczej rozłożone: powieść jest nieco mnie magiczna, życie sióstr bardziej przyziemne, a doświadczenia bardziej bolesne. Stąd też książka może zawieść oczekiwania tych, którzy mają świeżo w pamięci uroczy i romantyczny film. I choć nie spodziewałam się pewnego ciężaru tej opowieści to w ostatecznym rozrachunku oceniam lekturę pozytywnie - choć zdecydowanie nie dla każdego.
Zacznijmy od tego, że "Totalna magia" to ten rodzaj powieści, w której w zasadzie niewiele się dzieje. Mamy małomiasteczkową Amerykę, gdzie siostry Owens dorastają w pewnym wykluczeniu - dokuczają im rówieśnicy, obawiają się dorośli. Można by rzecz - coś z tymi Owensównami jest nie w porządku. Wokół rodziny narosło wiele stereotypów związanych z oskarżeniami o czary - a jednocześnie każda kobieta o złamanym sercu zakrada się do ciotek Owens po magiczne mikstury i uroki. Gdy dziewczynki dorastają nie jest im łatwiej - uroda stanowi bardziej przekleństwo niż błogosławieństwo - szczególnie w połączeniu z rodzinną tendencją do niezwykle szybkiego zakochiwania się.
Wszystko opisane jest spokojnie, bez większych zwrotów akcji. Magia w tym świecie jest gdzieś na marginesie, pozostawiając Czytelnikowi pole do interpretacji - czy były to jedynie przesądy i uroki, ten świerszcz zwiastujący śmierć, te bujnie kwitnące lilie na trupie kochanka wbrew zasadom przyrody, ta ropucha przynosząca pierścionek. Lubię takie delikatne wdzieranie się magii do świata rzeczywistego. Fakt, że nasze wiedźmy niewiele czarują - raczej odprawiają rytuał mający odgonić pecha - może stanowić zawód w książce z magią w tytule. Zwraca to jednak uwagę na inny rodzaj magii - kobiecość, tutaj rozdzieloną między dwie siostry jako urodę i opiekuńczość, a także relacje między kobietami. Bo Owensówny mimo tendencji do zakochiwania się musza sobie tak naprawdę radzić same.
W powieści elementem wręcz magicznym jest uroda dziewczyn, przekazana później im córkom. Uroda ta jest jednak przekleństwem, doprowadza do zazdrości, przyciąga nieodpowiednich mężczyzn. Zresztą nawet ci odpowiedni kierują się przede wszystkim w pierwszej kolejności fizycznością, a miłość skupia się na pożądaniu. Mimo magii w postaci urody, która można zdobyć każdego, siostry ładują się w nieszczęśliwe związki. W powieści odnajdziemy dość rozbudowany wątek przemocy domowej - oraz obwiniania się ofiary, zaślepienia miłością i prób tłumaczenia sprawcy. Pojawia się także próba molestowania nieletniej dziewczynki przez pijanych mężczyzn - te kobiety i dziewczyny mimo rodzinnej magii znają tylko jeden rodzaj walki - ucieczkę.
"Nauczką, którą Sally dostała dawno temu w kuchni - uważaj, czego sobie życzysz - spłowiała i rozsypała się żółty pył. Ale pył tego rodzaju nigdy nie daje się całkowicie wymieść, tylko czeka w kątach i sypie się w oczy tych, których kochasz, kiedy przeciąg dmuchnie przed dom."
"Totalna magia" to w zasadzie powieść o dorosłych kobietach, które dorastały w domu ciotek-wiedźm, i w tym dorosłym życiu pragną się od tej magii odciąć. Ale ta i tak odnajdzie do nich drogę i dopiero pogodzenie się z własną naturą, rodzinnym dziedzictwem może przynieść spokój. Niestety nie ma w niej tego czaru i tajemnicy, co w filmie - niektóre wątki zdecydowanie lepiej wyszły scenarzystom. W powieści zabrakło mi mocniejszego podkreślenia magicznej więzi kobiet - wcale nie przeszkadzał mi za to brak czarów. To bardzo spokojna, nieco przegadana powieść...Ja jednak lubię takie książki i przyjemnie mi się czytało o codziennym życiu, w które ciągle wkrada się ta odrobinka magii, związanej chociażby z samą kobiecością. To taka książka do przeczytania wieczorem przy herbacie, dla pewnego wyciszenia - i może próby dostrzeżenia magii w każdej z nas?
W miarę sprawne, wypełnione smakami i zapachami Czytadło. Na plażę albo balkon (ostatnio rozsmakowałam się w takich książkach), ale raczej do szybkiego zapomnienia.
Po opisach spodziewałam się czegoś bardziej o siostrzeństwie i "pozytywnej" kobiecości, a nie pisanej baśniowym, onirycznym stylem powieści o przemocy wobec kobiet, parentyfikacji, wzajemnym niezrozumieniu i miłości tak gwałtownej, jak niebezpiecznej. Jest tu dużo lata, ziół, czarów, ale jest też zaskakująco dużo złamanego serca, ludzkich tragedii i wypowiedzi oraz historii dość problematycznych, gdy zacznie się zastanawiać, jakie właściwie wzorce zachowania one przekazują (i dlaczego tak mało w nich bezpiecznego stylu przywiązania).
Trochę męczyły mnie zmiany narratorów i planów czasowych, i bardzo mocno podejrzewam, że film z 1998 roku mógł te niedociągnięcia narracyjne nadrobić, bo wydają się dość łatwo pomijalne (zamierzam to zweryfikować w najbliższym czasie).
Zastanawia mnie też, że opisy wydawców, ale też część recenzji przedstawia tę książkę jako sagę rodzinną o magii i klątwie, podczas gdy element magiczny zredukowany jest do całkowitego minimum, a większość dotyczy raczej warstwy psychologicznej w dynamice między dwiema siostrami (i dziećmi jednej z nich). Tak, jest tutaj akcent magiczny, ale absolutnie nie stanowi on głównej osi fabuły, i w sumie pod koniec nie wiadomo, jak to wszystko działa.
Co więcej - i co jest chyba moim głównym zarzutem do tej książki - nie wiadomo też (i to przyznaję z pewnym żalem), po co właściwie ta książka została napisana, jaki morał płynie z tej historii ani co właściwie jako czytelnicy mamy z nią zrobić. Ot, taka historyjka do spędzenia całkiem miło czasu, ale którą zapomnę prawdopodobnie jutro. Trochę szkoda, bo bardzo lubię różne sagi rodzinne z elementem magicznym. Jeśli chcemy przeczytać coś słodko-gorzkiego, ale mającego więcej sensu, to zdecydowanie polecam bardziej "Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg.
Byłam na maksa podekscytowana, gdy trafiłam na tę książkę w biedronce i kupiłam za symboliczną dyszkę. Nie mogłam doczekać się aż ją zacznę i... mam z nią problem. Reckę piszę już długo po zakończeniu lektury, więc przytoczę tylko te problemy, które jeszcze pamiętam. Po pierwsze - język i narracja. Powieść napisana jest w czasie teraźniejszym, czego osobiście nie lubię, do tego język jest jakby baśniowy (?), dziwaczny i wybijający z rytmu. Narracja wielokrotnie zmienia perspektywę i przeskakuje między postaciami w taki sposób, że momentami nie wiedziałam już czyją perspektywę czytam. Nowe motywy (jak ten z morderstwem) i postaci też pojawiały się nagle i było to napisane w taki sposób, jakby czytelnik dawno je już znał, co było na maksa dezorientujące. Fabuła wygląda jak zlepek bajki dla dzieci z kryminałem, romansem, fantasy i cholera wie czym jeszcze. Przez cały czas nie wiedziałam do czego koniec końców dąży ta historia. A absolutnie najgorsza jest dla mnie scena, w której córka Sally (dziewczynka lat 12-13, nie pamiętam dokładnie) ucieka przed pijanym facetem, który chce jej zrobić krzywdę. Pojawia się tam takie zdanie "(...) ten, który wciąż ją goni, dopadnie ją. Tak jej zapowiada, a kiedy ją dopadnie, zerż*ie ją, aż mózg wypłynie jej uszami. (...) Zerż*ie jej małą c*pkę tak, żeby nigdy tego nie zapomniała". Po co taka scena i takie zdania w kontekście dziecka? Obrzydlistwo, czytając to, poczułam się gorzej i prawie znów porzuciłam czytanie książek fabularnych, bo nie miałam ochoty sięgać już po żadne nowe pozycje. Dałabym jedną gwiazdkę, ale dodaję kolejną za klimat domu ciotek i ciekawy motyw z klątwą rodzinną + mam słabość do witchcraftu.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Sally i Gillian to kolejne kobiety z rodu Owensów, którego przedstawicielki obdarzone są magicznymi mocami. Po śmierci rodziców trafiają pod skrzydła ciotek Franny i Jet i przeprowadzają się do domu przy ulicy Magnolii. Rola lokalnych wiedźm, wyszydzanych za swoje dziwactwa i roztaczających strach nie podoba się jednak bohaterkom. Siostry postanawiają więc wyprowadzić się z domu i wieść normalne życie z dala od mieszkańców. Do czasu, aż pewne wydarzenie połączy je znowu, a klątwa, która ciąży na Owensównach i nie pozwala im szczęśliwie kochać, znowu da o sobie znać.
„Totalna magia” to kolejna książka Alice Hoffman stanowiąca kontynuację serii Practical Magic. Przyznam jednak, że „Zasady magii” zainteresowały mnie dużo bardziej. Przede wszystkim losy trojga rodzeństwa – Vincenta, Franny i Jet wywołały we mnie większe zaciekawienie i sympatię do bohaterów. Z ogromnym zaciekawieniem śledziłam ich losy i kibicowałam każdemu z nich. Sally i Gillian to dwie kompletnie różne kobiety, każda z nich przeszła w życiu jakąś próbę i ich ponowne spotkanie stanowi pewnego rodzaju punkt kulminacyjny w całej historii. Momentami jednak się nudziłam, czekając na rozwój wydarzeń, ale ostatecznie mogę polecić przeczytanie tej kontynuacji. Wciąż ma w sobie dawkę magicznego klimatu i wiele uroku. Osobiście myślę, że warto sięgnąć po „Totalną magię” także po to, by sprawdzić co słychać u Franny i Jet, których ekscentryczność i oryginalność uwielbiam 😉
Mam wrażenie, że ten tytuł to dosłownie pierwszy tytuł jaki się nasunął autorce na myśl. Jest tutaj magia, ale jest jej tyle co kot napłakał. Historia sama w sobie fajna, przyjemna, ale ten tytuł to jakieś totalne dno. W sytuacji gdzie w ogrodzie sióstr zrobiła się dziura z tym „ciałem” męża jednej z nich, nie dowiedziałam się czy ta dziura zniknęła czy co się później stało. Po prostu nagle koniec tematu i Amen. Dużo niedociągnięć. Oczekiwałam trochę więcej od tej książki i myślałam w pewnym momencie, że dam jej 4⭐️, ale akcja nagle z jakiegoś niewiadomego powodu została zamknięta i koniec. Chciałam kupić 2 (?) część „Zasady magii”, ale zdecydowałam, że jednak szkoda czasu... pełna recenzja 09.04.2021 na ig: @oliwia.studies
This entire review has been hidden because of spoilers.
Film "Totalna magia" widziałam wiele razy i uwielbiam go. Dopiero później dowiedziałam się, że jest on zrealizowany ma podstawie książki i od tego momentu pragnęłam przeczytać ją. Trochę mi zeszło czasu, zanim to zrobiłam, trochę się obawiałam, że przez film nie spodoba mi się książka. I faktycznie na początku czułam lekkie rozczarowanie, bo historia z książki jest trochę inna, jak filmowa. Wątek, który najbardziej lubiłam z filmu praktycznie pojawił się dopiero na końcu. Jednak rozczarowanie szybko minęło i dałam się uwieść historii dwóch, a właściwie czterech czarownic. Ta książką jest jak rumianek na ukojenie nerwów po ciężkim dniu ❤
Wypada słabo w porównaniu do Zasad magii, widać że książki dzieli przestrzeń i autorka postanowiła zmienić parę faktów. Nie podoba mi się sposób w jaki są przedstawione ciotki Franny i Jet, to całkiem inne osoby niż były w Zasadach, plus ta książka wydaje się płytsza emocjonalnie i kurczę brakuje w niej magii.
Obie książki skupiają się wokół miłości ale tu wydaje się to płytsze bez głębi. Wręcz trywialna w sposobie jakim się rozwija, całkowicie insta love w stylu nastoletnich powieści.
Nie pomaga fakt że uwielbiam film który teoretycznie powstał na podstawie tej powieści, dawno nie miałam do czynienia z tak różną książką od filmu, w tym zestawieniu film wypada lepiej.
Wcześniej czytałam 'Zasady Magii' i cóż... widać przepaść.
Autorka stawia więcej na opisanie czegoś, co kiedyś tam się wydarzyło niż na faktycznie zaangażowanie czytelnika w tu i teraz. Czułam się trochę, jakbym czytała szczegółowe streszczenie, a nie faktyczną książkę.
Zero magii, a za to dużo, ale to okropnie dużo miłości, która przedstawiana jest tu tylko poprzez pożądanie fizyczne niż faktycznie jakieś głębsze uczucie. Bohaterki przez większości książki są niemiłosiernie irytujące. Końcówka dobra, ale tylko tyle
Hoffman pisze filmowo, co w "Totalnej magii" i widać, i czuć. Sercowe perypetie pokoleń sióstr Owens kusiły już w poprzedniej części, a w tej omotywać będą jeszcze inaczej. Z jednej strony traumatyczne przeżycia, z drugiej lekkomyślność i pogoda ducha, których nie można brać na poważnie. Śmiech przez łzy, żale i krzyki, to znowu tajemnice, męczące milczenie i konsekwencje, jakich świat nie widział – w efekcie lektura iście ożywiająca. Pogratulować autorce, sprezentować (p.o.) siostrze!
Gillian i Sally bardzo wcześnie straciły rodziców. Osierocone dziewczynki trafiły pod opiekę ciotek – Franny i Jet. Nie były to jednak zwykłe starsze panie... Jak wszystkie kobiety z rodu Owensów posiadały niezwykłe zdolności. Dziewczynki dorastały więc w domu przy ul. Magnolii, wśród niezwykłych zdarzeń, uroków miłosnych i magii. Niestety przez swoje pochodzenie nie potrafiły odnaleźć się wśród rówieśników – ludzie albo się ich bali, albo je wyśmiewali i szykanowali. Dlatego też w poszukiwaniu normalnego życia obie postanowiły wyjechać. Pierwsza z domu uciekła młodsza i szalona Gillian. Po latach i śmierci męża to samo zrobiła Sally z córeczkami. Jednak przeszłość dosięgła kobiety w najmniej spodziewanym momencie, klątwa rodziny Owensów sprowadziła na nie kłopoty i zmusiła je do ponownego połączenia sił.
Po książkę sięgnęłam głównie ze względu na film o tym samym tytule, który po prostu uwielbiam. Powieść Alice Hoffman jest jednak zupełnie inna niż się spodziewałam. Było to dla mnie spore zaskoczenie. Film jest świetny, ale książka również! Jednak trzeba na nie spojrzeć jak na odrębne planety.
Książka jest utrzymana w takiej baśniowej konwencji, ale niewiele w niej magii. Autorka skupia się na perypetiach głównych bohaterek, ciekawie je opisując, sprawia, że czytelnik niemal chce uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia i pokazuje, że to w rodzinie tkwi największa siła. Pięknie operuje słowem, wzrusza, a momentami nawet bawi.
Spokojnie mogę tę pozycję polecić, ponieważ jest lekka, czyta się ją bardzo przyjemnie i szybko, ale nie porównujcie jej z filmem, bo się zawiedziecie.
Książka była w porządku. Niestety według mnie mało zachowany vibe magii i czarownic, dosłownie było o tym mowa na dłużej na początku i na końcu książki. Dużo mówione o zwyczajnym życiu sióstr, co trochę mnie zanudziło. Zakończenie książki było naprawdę fajne.
„Ostatecznie jest parę rzeczy, które Sally Owens wie na pewno. Zawsze rzucaj rozsypana sól przez lewe ramię. Posadź rozmaryn przy furtce ogrodowej. Dodawaj pieprzu do tłuczonych ziemniaków. Hoduj róże i lawendę, na szczęście. Zakochuj się, kiedy tylko możesz.”