Dawno czytałam tą książkę dlatego ciężko mi coś o niej powiedzieć ale pamiętam że podczas jej czytania nieustannie towarzyszyło mi uczucie jak wtedy gdy bawicie się z kolegami w lesie w zimę w chowanego i czekacie w ciemnościach aż was ktoś znajdzie. Podobał mu się też pomysł mówienia nazw od tyłu. Jeśli ktoś jest ciekawy czy polecam to polecam.
Moja ukochana lektura, naprawdę! Strasznie mi się podobała! Bardzo dobrze ja wspominam, chętnie bym zrobiła reread. P.S przez ta książkę zawsze mówiłam na psa koleżanki Ketrab zamiast Korab, cóż Mimo wszystko polecam bardzo serdecznie, super książka!
pamiętam czytanie tego w wieku ok. 8 lat i było spoko. Wciąż jest ok, ale gdyby nie element nostalgii, to nie wiem czy byłoby warto przeczytać. Największym problemem książki jest główny bohater i to, że nie da się go postrzegać jako osobę, co najbardziej potęguje jego relacja z rodziną, to że spędził z nimi może pół godziny i nagle kocha ich niewiadomo jak. Ogólnie wszystkie postacie dość mocno przerysowane i bez żadnej głębi. Ale jako książka dla dzieci nadaje się całkiem dobrze
Dawno czytałam tą książkę dlatego ciężko mi coś o niej powiedzieć ale pamiętam że podczas jej czytania nieustannie towarzyszyło mi podobne uczucie do tego gdy wraz z kolegami idziecie do lasu i bawicie się w chowanego ale tak na serio i chowacie się w jakieś czarnej dziurze i siedzicie tam pół godziny. Podobał mi się motyw z odwróceniem imion, a wielkie pająki kojarzyły mi się z Harrym Potterem.
wspaniały koncept równoległej rzeczywistości, którego wspaniałość rozjarzyła się na tyle mocno, by przyćmić swoim blaskiem urok, wydobytym z jej istoty, i pozostawić wyłącznie te światło; niewyjaśnione oraz nieodgadnione, chociaż niezwykle fascynujące: „do kogo ono należy?”. tak…kolejna książka Doroty Terakowskiej, która była dobra tylko do czasu. niestety, ale zmęczyły mnie intrygi dzieciaka, a świat wykreowany również kulał w mojej wyobraźni. jakieś pajęczaki, dziwny „nienazwany”, a podziemne pieczary przywodziły mi na myśl coś „science fiction-like”.
to jest jak bardzo lightowy orwell połączony z krakowskim harrym potterem dla dzieci z fajną grą językiem (inwersja nazw w równoległym świecie jest uroczym zabiegiem)
Pamiętam jak dziś jak czytałam ją na konkurs szkolny. Bardzo się polubiłam z książką, gdzie w tym czasie byłam bardzo zniechęcona do czytania szczególnie polskich książek - wszystko dzięki kiepskim lekturom 😅
Nienawidzę tego, jak wszystko wskazuje, że właśnie będzie koniec książki, happy end, wszystko super, a chwilę później pojawia się jakaś kolejna losowa i niepotrzebna akcja. To wygląda tak, jakby ktoś stwierdził, że książka jest za krótka, więc zamiast ją skończyć, dopisze jeszcze 100 stron.
Poza tym książka dla dzieci, więc pewnie jakbym była dużo młodsza to by mi się spodobała. Teraz strasznie mi się dłużyła.
Dorota Terakowska jest dla mnie jedną z ciekawszych polskich autorek, tym bardziej, że jedna z moich ulubionych książek pochodzi spod jej pióra. Idąc tym tropem i widząc bardzo oryginalną jak na opowieść dla dzieci okładkę, skusiłam się na zapoznanie z „Władcą Lewawu”, jako odskocznią od poważniejszej literatury i chęcią zgłębienia czegoś w rodzaju ‘baśni’.
Bartek jako główny bohater historii, rozpoczyna bardzo ciekawą przygodę. Będąc sierotą z domu dziecka, chce za wszelką cenę znaleźć swoich zaginionych rodziców. Nie spodziewa się, że tajny korytarz pod Wawelem, przeniesie go do tajemniczej krainy, która odzwierciedla nasz świat. Niestety Wokark jest miejscem strachu i paniki. Mieszkający tam ludzie są terroryzowani przez pajęczaki nasyłane przez okrutnego władcę, mieszkającego na Lewawie. Bartek nie rozumie bierności mieszkańców i chce za wszelką cenę pomóc im w oswobodzeniu się z jarzma tyranii i strachu.
Historia zdecydowanie budująca, pokazująca odwagę i honor, a z drugiej strony kładąca nacisk na ułomności ludzkiego charakteru. Wysłuchałam w interpretacji Anny Dereszowskiej i bardzo przyjemnie spędziłam czas, mimo że dziecięce lata już za mną. Uwielbiam takie lekkie historie, w których ściera się dobro ze złem i z których można wykrzesać pewną naukę. Książka jest krótka, więc polecam serdecznie, bo warto :)
Odwagi, dociekliwości, przeciwstawiania się zastałym zasadom, a także doceniania wartości a przede wszystkim umiejętności spojrzenia na świat oczami dziecka... Tego można nauczyć się od Bartka (a może Ketraba?) - młodego bohatera tej mini powieści. Chłopiec od kilku lat mieszka w domu dziecka, cały czas poszukując swoich rodziców, którzy zaginęli przed laty w dziwnych okolicznościach. Podczas swych poszukiwań trafia do tajemniczego Lewawu, łudząco podobnego do znanego mu Krakowa. Wokark jest jednak złowieszczym królestwem pajęczaków, z którymi Bartkowi przychodzi stoczyć walkę. Otwiera tym samym oczy mieszkańcom Lewawu, stawia czoło potężnemu (czy aby na pewno?)władcy - Nienazwanemu. Czy uda mu się znaleźć rodzinę? Gdzie jest jego miejsce i kim tak naprawdę jest?
* Życie nigdy nie jest jednym długim pasmem szczęścia. Szczęście jest tylko słonecznym promieniem, który co jakiś czas rozjaśnia złą pogodę.
* Ważna jest nie tylko logika, ale także teoria nieprawdopodobieństwa: im więcej nieprawdopodobieństw, tym bardziej to, w co nie wierzysz jest możliwe.
Po raz pierwszy o tej książce przeczytałam w bodajże piątej klasie podstawówki. W podręczniku na lekcji mieliśmy jej fragment, który dla małej mnie bardzo zaciekawił, że od razu po lekcji poszłam do biblioteki szukając tej książki. No i znalazłam ją, tyle, że w tamtym momencie nie koniecznie mi się ona spodobała i oddałam ją po przeczytaniu czterech stron. Dopiero jak już dorosłam, przypomniałam sobie, że właśnie tak książka istnieje i po długim szukaniu jej w internecie znalazłam ją na pdfie. Co do samej książki jestem miło zaskoczona pomysłem autorki na stworzenie takiej fabuły. Zapewne mała ją, byłabym zachwycona przebiegiem akcji. Sama w sobie książka jest ciekawa i zapewne przeczytam albo zachęce do przeczytania w przyszłości moje dzieci.
Książka dla dzieci, pisana językiem dla dzieci. Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał, wyciągnęłam się. Wraz z Bartkiem przemierzałam piękne ulice Wokarku. Dobrze wykreowane postacie ale zawsze musi być jakieś ale. Denerwował mnie główny bohater według mnie jego odwaga była przerysowana. Bardzo podobała mi się postać Dziesiątki mimo to, że jej mądrość była także przerysowana. Jej postać została bardzo fajnie poprowadzona. Sam pomysł równoległych rzeczywistości mnie urzekł. Uważam że książka ta spodoba się także starszym czytelnikom.
Якісна дитяча книга про хлопця сироту з Кракова Бартека який потрапляє до альтернативної реальності, де все навпаки. Майже всі назви та імена пишуться навпаки. Краків - це Вокарк, ріка Алсів на відміну від Краківської Вісли має чисту незабруднену воду. В цьому світі Бартек називався б Кетрабем. Місцеві жителі позбавлені таких емоцій як сміливість, гнів, лють. Вони бояться диктатора Незнаного, що поселився на Леваві (Вавель у Кракові), він їх вбиває, маніпулює ними, а вони бідні покірні, бо нічого не можуть вдіяти.
Бартек їм показує, що зі злом можна і треба боротись, перемагати.
Przyjemna, chociaż brakowało mi trochę rozwinięcia historii opowiadanych w legendach o nienazwanym. Dodatkowo zakończenie niestety należało do tych przewidywalnych, bez dreszczyku emocji. Co nie zmienia faktu, że przyjemnie się to czyta a młodsi czytelnicy nie poczują się zbyt przytłoczeni szczegółami.
3,5/5 Wciągnęła mnie ta książka. Nie mam pojęcia jak 8-letnia ja się jej nie bałam. Bardzo fajny główny bohater, ale trochę za ,,dojrzały". Zakończenie zwarte ale trochę odklejone. Historia przewidywalna ale potencjał nie został zmarnowany.
Przeczytałam ją jako 12latka i było to moje pierwsze spotkanie z elementami fantastycznymi. Mam bardzo pozytywne wspomnienia. Świetnie wykreowany świat i bohaterowie.