'W kręgu upiorów i wilkołaków' powstała na długo przed modą na słowiańskość, jaka pojawiła się po wydaniu cyklu o Wiedźminie, a następnie gier na nim opartym.
Niestety dziś nikt o książce nie pamięta. Zasłużoną popularnością cieszy się 'Bestiariusz słowiański'. Jednak nie ukrywajmy Bestiariusz to pięknie wydana książka dla dzieci. Informacji o wierzeniach Słowian jest w nich niewiele i nie mają naukowego charakteru. Warto wiedzieć, że autorzy Bestiariusza opierali się przy jego tworzeniu na książce autorstwa Baranowskiego. Tym bardziej smuci zapomnienie w jakie popadło 'W kręgu upiorów i wilkołaków'.
Książka podzielona jest na rozdziały poświęcone kolejnym stworom. Zarówno tym szerzej znanym jak diabły, topielce, upiory jak i nieznanym obecnemu pokoleniu - zmory, płanetnicy, odmieńcy, południce, strzygi. Stworzenia te dla naszych przodków nie były tylko bajką. Jeszcze w XX wieku wierzono, że mamuna podmienia niemowlęta na swoje potomstwo. Biada dziecku, które zostało uznane za odmieńca - spotykano przypadki zatłuczenia kijami na śmierć, gdyż w ten sposób chciano zmusić mamunę do zwrotu niemowlęcia.
W kręgu upiorów i wilkołaków zawiera również obszerny materiał dotyczący polskich polowań na czarownice, co stanowi interesujący dodatek poparty solidną porcją faktów. Niezwykle ciekawy jest także rozdział o duszach pokutujących, ukazujący jak w miastach ewoluowały wierzenia przyniesione przez zabobonnych mieszkańców wsi. I tak dowiadujemy się, że łódzki fabrykant Karol Scheibler był uważany przez swoich robotników za diabła.
Autor opisuje wierzenia z perspektywy popularno naukowej, co nie psuje jednak lektury laikom. Co prawda nie możemy oczekiwać erudycji Parandowskiego, ale mimo to książkę czyta się bardzo dobrze. Naukowość książki przejawia się głównie w tym, że autor nie udaje, iż wiemy jak naprawdę wyglądały wierzenia Słowian. Ze względu na brak źródeł pisanych pokroju Illiady Homera jest to nie do ustalenia. Przedstawia natomiast jak kształtowały się one w późniejszych czasach z uwzględnieniem terytorialnych rozbieżności. Ludowe wierzenia miały bowiem to do siebie, że to w co wierzyli mieszkańcy Mazowsza mogło być zupełnie nieznane w dajmy na to Małopolsce.
Liczę po cichu na wznowienie 'W kręgu upiorów i wilkołaków' na fali popularności Wiedźmina. Nie samą mitologią grecką żyje człowiek, a Polacy nie gęsi swoje wierzenia mają. Dziś niestety książka poza bibliotekami jest praktycznie niedostępna. Tym bardziej się cieszę, że udało mi się ją w końcu zdobyć.
Bardzo dobra książka. Sięgając po nią nie spodziewałam się, że aż tak się wciągnę, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Niby książka jest popularnonaukowa, ale jest napisana przyjemnym i lekkim językiem. Jeśli lubicie czytać o czarownicach, wilkołakach itp. to bardzo polecam, bo kraje słowiańskie mają własne ciekawe stwory i upiory.
Jeżeli ktoś szuka popularnonaukowych pozycji z tematyki wierzeń słowiańskich, to chyba nie ma lepszego wyboru od serii Wydawnictwa Replika "Wierzenia i zwyczaje". Książki współgrają ze sobą estetycznie, są solidnie wydane w twardych oprawach, bogate w ilustracje, a przede wszystkim zawierają rzetelne informacje. Troszkę nie rozumiem wyboru tak dużej czcionki w każdej pozycji, ale chyba z czasem zaczynam się do niej coraz bardziej przyzwyczajać.
Co znajdziemy w "W kręgu upiorów i wilkołaków" Bohdana Baranowskiego? Wiadomości o takich demonach z naszego folkloru jak latawce, zmory, południce, ubożęta, zjawy, tytułowe upiory i wilkołaki oraz wiele innych. Po przeczytaniu każdego rozdziału czułam, że temat został wyczerpany, a w mojej głowie już wszystko się dobrze poukładało i przestaną mi się w końcu mylić pozornie podobne do siebie istoty. Książka w moim odbiorze jest z rodzaju tych, które można czytać leniwie, fragmentami, odkładać na jakiś czas, a potem znowu do niej wracać po kolejną garść ciekawostek. Lektura po prostu nigdy się nie nudzi.
Temat był dla mnie ciekawy, język autora całkowicie zrozumiały, a dzięki klarownemu podziałowi całości pracy można było dowolnie przeskakiwać pomiędzy różnymi rozdziałami wedle potrzeb. Według mnie to pozycja zdecydowanie warta swojej ceny, obowiązkowa w każdej biblioteczce. Autor wymienia tam nazwy wsi, miejscowości czy województw, w których prowadzono badania albo z których pochodzą jakieś historyczne źródła, dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo, że czytelnik znajdzie wiadomości dotyczące bezpośrednio jego miejsca zamieszkania. A nuż ktoś nagle zrozumie, co miała na myśli jego babcia, kiedy przestrzegała przed zrobieniem czegoś, bo inaczej [tu wstaw nazwę demona] cię dorwie?
Podczas lektury naszła mnie jeszcze taka refleksja - nie sposób sobie wyobrazić, co czuli dawniej ludzie wierzący w świat nadprzyrodzony, jaki lęk im wiecznie towarzyszył. Wyobrażacie sobie dzisiaj pochować kogoś z waszej rodziny głową do ziemi z sierpem na karku, żeby tylko nocą nie wstał i was nie zaatakował? Brrr...
Podczas lektury książki Baranowskiego, wypełnionej barwnymi relacjami i badaniami statystycznymi, przychodzi do głowy pytanie: dlaczego Polacy nie czerpią z tradycji wierzeń ludowych?
Etnograficzne śledztwa dają intrygujące dowody, iż wiara w starożytne bóstwa i demony przetrwała w niektórych rejonach naszego kraju co najmniej do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Legendy przepełnione takimi postaciami, jak zmory, upiory, południce, płanetnicy, rusałki, wąpierze oraz strzygi i strzygonie (między innymi) to przecież inspirujące dziedzictwo przeszłości, które aż kusi, żeby dokonać jego ekranizacji, tak jak eksploatuje się na świecie chociażby historie wampiryczne.
Merytorycznie bardzo ciekawa, ale nowe wydanie jest niestety na żenującym poziomie edytorskim. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką ilością literówek w profesjonalnie wydanej książce.
"W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" to interesujący spis historii i opowieści związanych z wierzeniami słowiańskimi, które powstawały i istniały wśród ludzi na przestrzeni wieków.
Spory gabaryt mieści dwadzieścia rozdziałów, z których każdy traktuje o innych rodzajach demonów słowiańskich i tematach im bliskich. Autor wykonał tytaniczną pracę poszukiwawczą, podróżując po Polsce i słuchając opowieści wielu informatorów. Po lekturze tej pozycji przestaną być dla nas tajemnicą strzygi, zmory, nocnice i południce, rusałki, płanetnicy, boginki czy mamuny i wiele innych potworów.
Jeśli krowy przestały dawać mleko, to pewnie sprawka sąsiadki, która na bank jest czarownicą. Złośliwe dziecko? To musi być potomek boginki. Obca kobieta była widziana w okolicy chałupy, a teraz okazało się, że dziecko gospodarzy zostało podmienione? To z pewnością mamuna zostawiła swojego potworka, a zabrała dziecko ludzkie. Te i wiele innych demonów mogło pomagać lub szkodzić, wiele zależało od sytuacji i zapatrywań ludzi, których dotknęły nieszczęścia lub spotkały radości, które trzeba było w jakiś sposób wyjaśnić.
Niejednokrotnie osoby opowiadające historie twierdziły, że znają je od naocznych świadków lub ich potomków. Oprócz wspomnianych opowieści autor zwraca również uwagę na przenikanie się wiary słowiańskiej z chrześcijańską oraz na wpływ działalności duchownych Kościoła katolickiego na stare wierzenia.
Za każdym razem, kiedy czytam o słowiańskich demonach, fascynuje mnie, jak głęboko ludzie kiedyś wierzyli w istnienie tych potworów i potrafili dopasować wszelkie sytuacje z życia lub zmiany pogodowe do ich działań.
Z zainteresowaniem czytałam kolejne relacje sprzed lat, zastanawiając się nad tym, jak wyglądało kiedyś życie Słowian, tak bardzo uzależnione od wielu przesądów i zabobonów.
Bez zbędnych wstępów stwierdzam, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika naszej rodzimej kultury, a w szczególności słowiańskich wierzeń i demonologii słowiańskiej. Zaznaczam również, że jeśli szukacie łatwej rozrywki, to prawdopodobnie nie jest to książka dla Was.
Baranowski w sposób bardzo rzetelny i profesjonalny opisuje genezę pochodzenia poszczególnych zjawisk i demonów, upiorów, bogiń i boginek na ziemiach polskich. Bogata wiedza, ale też ogrom pracy włożonej w napisanie książki pokazuje m. in. bogata bibliografia. Dowiadujemy się na przykład, skąd wywodzą się nazwy poszczególnych nadprzyrodzonych stworzeń, podane są także informacje co do ich wyglądu i funkcji, jaką pełniły w społeczeństwie. Wierzenia i wszelkiego rodzaju różnice te są także opisane według poszczególnych terenów naszego kraju, co pokazuje nam różnorodność światopoglądową ludu polskiego. Autor bardzo precyzyjnie ukazuje także, które z co poniektórych demonów zostały zapożyczone z terenów schrystianizowanej Europy, dzięki czemu widzimy jaki wpływ miała wiara chrześcijańska na poszczególne zagadnienia słowiańskiej demonologii.
Podsumowując, szczerze polecam książkę każdemu zainteresowanemu tą konkretną tematyką, zaznaczając, że to przede wszystkim praca badawcza z zakresu demonologii słowiańskiej, a nie lekka i przyjemna powieść fantastyczna. Dodam jedynie, iż cieszę się, że również takie wciąż powstają – przykładowo seria „Kwiatu Paproci” K. B. Miszczuk. Dzięki temu zainteresowanie naszą rodzimą kulturą słowiańską nigdy nie umrze ;)
Jeśli chcecie się dowiedzieć jaki jest związek między upiorem a owczarzem, skąd pochodzą wiedźminowskie kikimory, wreszcie czy jest bobomo to jest to książka dla Was. Pełno w niej ciekawostek etnograficznych, cytatów co ciekawszych zaklęć i zamówień i naprawdę dobrze się czyta... ... ale.... .... no właśnie, zawsze ostatnimi czasy musi być "ale" korekcie ta książka chyba "przeleciała przez palce" i tak mamy kwiatki jak "tóżko" zamiast "łóżko", "wilkotak" zamiast "wilkołak" czy "najprawdopodobniej" w 3 wersjach zapisu, ale naprawdę miałam dość pod koniec gdzie robi się ciekawiej - konia z rzędem temu co rozszyfruje "użyv,ina" - kto mi nie wierzy a ma książkę w posiadaniu strona 361 - "polecam" ;) Nie wierzę by były to błędy oryginału - "ciała" musiało dać albo wydawnictwo albo korekta - a szkoda, bo to naprawdę miła lektura by była - bez błędów.
Ciekawa lektura. Jestem poganką, głównie hellenistyczną, ale od jakiegoś czasu zwracam się coraz bardziej do słowiańskiej kultury. Jako osoba, ogółem wierzącą w przeróżne nadnaturalne postacie, bardzo lubiłam czytanie czegoś z perspektywy naukowej i sceptycznej, otóż zawsze dobrze jest poznać różne opinie i strony. Jestem również osobą praktykującą czary więc rozdział o Czarownicach był bliski mojemu sercu, biedne kobiety... Bardzo doceniam pracę autora. Wykupiłam więcej książek jego autorstwa ^^
Usystematyzowane kompendium dotyczące polskiej demonologii. Mimo, że jest to książka popularnonaukowa to napisana została ona dość przystępnym językiem. Lektura obowiązkowa dla osób zainteresowanych tą tematyką.
Brakowało mi dokładniejszych wyjaśnień jakie zjawiska były uznawane za "demony". Czytając czułem się jakby ktoś po prostu opowiadał mi co mam robić żeby ustrzec się licha. Jednak od strony historyczno-lokalizacyjnej bardzo dokładna.
Książka pełna błędów edytorskich. Pomimo przyciągającej wzrok okładki, zawartość zredagowana niestarannie. Całość książki sponsorowana jest przez dwa słowa: informator i jakoby.
Świetna literatura popularnonaukowa w której często odnajdziemy elementy kultury do dziś przewijające się w polskiej świadomości. Ponadczasowa książka dla każdego:)
W ostatnich latach w naszej polskiej literaturze można zaobserwować modę na powrót do korzeni. I nie mówię tu o nawiązaniach do klasyki rodzimej literatury, ale o powrocie w odleglejsze czasy, jakim jest okres panowania Słowian na terenach obecnej Polski. Nie da się ukryć, że słowiańskość przeżywa obecnie swój ogromny renesans i jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne powieści z wątkami słowiańskimi w swojej fabule. Warto jednak czasami sięgnąć też po literaturę fachową dotyczącą tego zagadnienia, a jest nią wznowienie W kręgu upiorów i wilkołaków Bohdana Baranowskiego.
Pierwsza wersja tej książki została wydana w 1981 roku, czyli za czasów słusznie (bądź niesłusznie) minionych. Już wtedy wiara w słowiańskie demony i upiory zaczęła odchodzić w zapomnienie, wypierana przez wszechobecny socjalizm. Nie da się jednak ukryć, że wypieranie tej słowiańskości ma o wiele starsze korzenie, a był nim moment wkroczenia chrześcijaństwa na obecne polskie ziemie. Jakby nie było, tak Bohdan Baranowski przygotował dość obszerne kompendium wiedzy na temat wszelkich potworów i upiorów, które straszyły naszych słowiańskich przodków. Możemy tu przeczytać o strzygoniach, zmorach, płanetnikach, południcach i wielu innych stworach z podań ludowych. Dotarcie do jakichkolwiek źródeł, z wiadomych przyczyn, było dla badacza wysoce utrudnione i tak naprawdę opierał się tylko na przekazach ustnych zachowanych na wsiach w XIX i XX wieku. Trzeba jednak oddać Baranowskiemu, że zgromadzony materiał źródłowy okazał się naprawdę spory i stanowił ogromną podstawę tej pracy.
Mój największy problem z tym tytułem polegał na stylu autora – suchym, wręcz lakonicznym. Zdaję sobie sprawę, że to literatura popularnonaukowa, ale nawet takie książki można napisać w tak interesujący sposób, że czyta się je jak powieść przygodową. Zdarzały się akapity oparte tylko i wyłącznie na suchych badaniach statystycznych, które zwyczajnie nużyły i nie wnosiły niczego wartościowego do czytanego rozdziału. Spodziewałam się też znacznie większej ilości nawiązań do mitów i większego skupienia na nich i demonach. Tutaj mamy raczej badania etnograficzne na żywym materiale z czasów socjalizmu... Chyba spodziewałam się czegoś trochę bardziej przypominającego Mitologię grecką i rzymską Parandowskiego, a w zamian dostałam coś w rodzaju podręcznika dla studentów.
Nie umniejsza to jednak faktu, że W kręgu upiorów i wilkołaków to prawdziwa kopalnia wiedzy o słowiańskich demonach. To też absolutny punkt obowiązkowy na liście do przeczytania dla każdego zainteresowanego słowiańskością – zarówno dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę w tej dziedzinie, jak i dla tych nieco lepiej obeznanych z tematem. Podsumowując krótko i treściwie – polecam!
Tematyka wydawała się tutaj stworzona dla mnie. Demonologia słowiańska to temat, który od dłuższego czasu chodził mi po głowie. Gdy w końcu, po ponad pół roku przeczytałem "W kręgu upiorów i wilkołaków" Bohdana Baranowskiego odetchnąłem z ulgą. Niestety, muszę przyznać, że ta książka zdecydowanie nie spełniła moich oczekiwań. W lekturze było za dużo statystyk. Procentowe dane na co trzeciej stronie utrudniały odbiór i wyczucie klimatu. Styl autora - toporny, błędów edytorskich - masa. Czasami miałem wrażenie, że to chaotyczny podręcznik szkolny z masą niepotrzebnych informacji. Brakowało tutaj analizy psychologicznej, zamiast tego dostałem masę wywiadów terenowych z przypadkowo napotkanymi informatorami. Mimo kilku ciekawych fragmentów, to niestety mocno nierówna, chaotyczna pozycja z niedbałą korektą i wydaniem.