Kim jest autor, pisarz, reportażysta?
Świadkiem rzeczywistości, którą filtruje przez swoją osobistą perspektywę?
Czy twórcą przestrzeni, do której zaprasza rozmówców, przysłuchując się im z ciekawością, nie ingerując, nie pouczając, nie korygując? Jedynie zadając pytania.
Amoz Oz podąża tym drugim nurtem, który budzi w czytelnikach intensywne, często skrajne reakcje.
Ta książka to zbiór krótkich reportaży. Rozmów z mieszkańcami Izraela w 1982 roku, eksplorujących ich rzeczywistość - konflikty wewnętrzne i zewnętrzne, historię, religię, politykę.
Ten barwny wachlarz perspektyw podszywa trauma pokoleniowa i kolektywna. Rozczarowanie Zachodem i wielopokoleniowym doświadczeniem diaspory, wojnami, Holocaustem, pogromami. Jest też przestrzeń na traumę Palestyńczyków - wygnanie, konflikt zbrojny, kryzys tożsamości.
Najbardziej poruszyła mnie wypowiedź Abu Chaleda, palestyńskiego pisarza, w rozdziale "Świt":
"(...) Jesteśmy dwoma narodami podobnymi do siebie. (...) Nasze losy są ze sobą związane. Czy się z tego cieszę? Nie. Bynajmniej. Wy też się z tego nie cieszycie. Ale trudno, jesteśmy połączeni. Wy jesteście naszym losem. My jesteśmy waszym. Nasze i wasze kłopoty trwają tu od kilkudziesięciu lat, i to nas związało. I tyle. Albo będziemy dalej upierać się każdy przy swoim, aż zniszczymy siebie nawzajem, albo uznamy nawzajem swoje istnienie i tę naszą więź, i może to położy kres cierpieniu. Może."
Oba narody są połączone miłością do ziemi i traumą z nią związaną. Praca z taką traumą jest ciężka i wymaga czasu. Może dlatego dzisiaj klimat i ton rozmów w Izraelu nie zmienił się znacząco od 1982.
Na ostatnich stronach książki, autor dzieli się swoją perspektywą. "Być może ta opowieść to nie opowieść krwi i ognia, ani zbawienia i pociechy, lecz opowieść o próbie powolnego zdrowienia. Może nie istnieje droga na skróty."
W moim odczuciu, oba narody - palestyński i izraelski, ale przede wszystkim izraelski - nowo powstały, niesamowicie zróżnicowany etnicznie, wyznaniowo, światopoglądowo - postawiły wokół siebie wysokie mury, których zaciekle broniły. Broniły z pozycji strachu, lęku i upiorów przeszłości. Proces uleczania traumy, pomógłby im otworzyć się na innych przy zachowaniu określonych granic, bronionych z pozycji siły, niezależności, z szacunkiem do przeciwnika, bez wyolbrzymiania jego win.
Jak więc postrzega Amos Oz ówczesny stan Izraela? "Nie "zmartwychwstali Machabeausze", lecz środziemnomorski naród o gorącym sercu i temperamencie, który wciąż się uczy, w znoju, w chaosie zgiełku i gniewu, jak wyzwolić się stopniowo zarówno od przerażających koszmarów przeszłości, jak i starożytnych, i nowych wizji wielkości."
Od 1982 roku ta powolna i mozolna nauka trwa. Nie tracę nadziei na uzdrowienie relacji izraelsko-palestyńskich.