Panna. Gołoborze to porywająca powieść, której akcja rozgrywa się na Łysej Górze, w legendarnym miejscu spotkań czarownic.
Autorka twórczo przetwarza tradycyjne legendy świętokrzyskie, baśnie, podania i przekazy historyczne, tworząc niezwykłą, przepełnioną magią historię opowiadaną z perspektywy zielarki i uzdrowicielki, przeciwstawiającej się narzucaniu nowej wiary.
1137 rok. Na Łysej Górze zostaje wybudowane opactwo Świętego Krzyża. Wprowadzają się do niego mnisi benedyktyńscy, którzy nie znają lokalnego języka, nie rozumieją tutejszych zwyczajów i obrzędów, a zgodnie ze swoją misją mają przeganiać wiedźmy i krzewić chrześcijaństwo. Nawojka, zielarka i uzdrowicielka, ma odwagę przeciwstawić się nowo przybyłym. To ona da początek legendom o czarownicach z Łysej Góry. Święte miejsca obrzędów pogańskich są coraz częściej zajmowane przez duchownych. Dziewczyna jednoczy siły z zielarkami, kapłankami i czarownicami z okolicznych wiosek, aby działając w ukryciu, przenosząc się z miejsca na miejsce, stawić czoła wspólnemu wrogowi.
Tylko dwie gwiazdki bo sama historia mnie nie porwała, ale! Jestem pod dużym, dużym wrażeniem klimatu tej opowieści! Od pierwszej do ostatniej strony jesteśmy osadzeni w świecie sprzed setek lat, całość jest spójna i widać ile pracy włożyła autorka w przygotowanie!
Dawno temu na Łysej Górze. Panna. Gołoborze przeczytane i jestem naprawdę pod wrażeniem tej książki, a w szczególności olbrzymiego researchu, który zrobiła autorka aby przedstawić w swojej książce wszystko z jak największą dokładnością i prawdopodobieństwem.
Jesteśmy we wczesnym średniowieczu w 1137r., kiedy królem Polski jest Bolesław Chrobry. Chrześcijaństwo w dużych ośrodkach miejskich już ma się dobrze, jednak w malutkich wsiach wciąż królują wierzenia pogańskie. Ludzie wierzą w słowiańskich bogów, różne przesądy, odprawiane są gusta i rytuały. Szczególnym miejscem jest Łysiec, czyli szczyt Łysej Góry. Aby zdusić pogaństwo w zarodku benedyktyni zaczęli budowę klasztoru Świętego Krzyża na szczycie, a to bardzo nie spodobało się lokalnej społeczności która nagle została de facto sterroryzowane przez duchownych którzy bez znajomości lokalnych zwyczajów a nawet języka wprowadzają nowy porządek.
W takim czasie zmian i ciężkich przepraw dla rodzimej wiary poznajemy Nawojkę, która jest lokalną czarownicą, zielarką, szeptuchą, a przede wszystkim wyznawczynią Starych Bogów wybraną przez Welesa. Przyjdzie jej się zmierzyć z problemami jakie spadną na mieszkańców wioski, oraz obronić starą wiarę i przy okazji samą siebie przed planami jej brata dotyczących jej zamążpójścia. W tej książce są oczywiście elementy fantastyczne, spotykamy różne demony - pojawia się na przykład kłobuk czy mamuna oraz bogowie. Archaizacja wypowiedzi. Język w tej książce jest czymś absolutnie niesamowitym szczególnie jeśli chodzi o dziewczynę, która w te strony przywędrowała z Rusi Kijowskiej. Ona wtrącała w wypowiedzi ukraińskie i rosyjskie słowa, także to brzmiało naprawdę realistycznie i efektownie. Takie wplatanie w wypowiedzi postaci słów z lokalnej gwary, starodawnych nazw różnych czynności i obrzędów czy też narzędzi robi olbrzymią robotę. Jeśli chodzi o klimat powieści.
O ile te wszystkie elementy świata przedstawionego bardzo ze sobą współgrają i podobały mi się, to nie mogę tego samego powiedzieć o głównej bohaterce. Była w sumie fajna, ale jakoś tak niekonsekwentnie prowadzona. Jej wybory takie dziwne były dla mnie i miała dobre momenty, ale w innych brakowało mi w niej czegoś, może zdecydowania i odwagi, jaką nie raz się mogła pochwalić. Ale oprócz tego, było naprawdę bardzo dobrze. Polecam szczególnie wielbicielom słowiańskich wierzeń.
Wymęczyła mnie ta historia niesamowicie. Cieszę się, że udało mi się dotrwać do końca książki bez DNF'u, bo czytanie szło mi jak po grudzie 😔 Raczej nie będę czytała kolejnych części...
Porwała mnie, bo pogańskie obyczaje,duchowość, obrzędy, i wierzenia dosłownie ożyły na kartach tej książki. Boginie, bogowie, duchy natury, misteria, wszystko pokazane z kobiecej perspektywy i jako coś, o co warto było walczyć. Do tego ukazuje prawdziwą kłamliwą naturę kleru, już wtedy..
Autorka umiała stworzyć ciekawa opowieść, jakoś tak bez wysiłku i naturalnie przenosząc czytelnika w XII wiek, w emocje, magię i życie, pogańskiej czarownicy Nawojki i jej bliskich. Całym sercem byłam z tymi postaciami, którzy gwałtem, przemocą i podstępem "nawracani" byli na nową wiarę. Ścieranie się obu religii jest po mistrzowsku przedstawione. No i autorka musiała zrobić niesamowity research, szczególnie demonologii słowiańskiej.
Przezabawne są przekleństwa, np "Przebrzydły chujec. A żeby go te mamuny jebały, aż będzie trzeszczeć" 😅 Polecam, i niedługo zabieram się za kolejny tom.
Z ogromną ciekawością sięgnęłam po pierwszy tom nowej serii słowiańskiej Gołoborze. Szybko okazało się, że piękna okładka skrywa bardzo intrygujące wnętrze. Aleksandra Seliga zaprosiła czytelnika do świata naszych przodków, pełnego dawnych wierzeń, zwyczajów i słowiańskich demonów.
Już w pierwszym rozdziale poznajemy jedną z głównych bohaterek tej opowieści, Nawojkę, która w osadzie leżącej niedaleko Łysej Góry, pod okiem babki Mieły, znanej wiedźmy, uczy się na zielarkę i szeptuchę. Mamy rok tysiąc sto trzydziesty siódmy, a krajem włada król Bolesław Krzywousty. W Polsce pojawiają się benedyktyni, których celem jest krzewienie nowej wiary wśród pogan. Nawet na Łysej Górze, w miejscu kultu słowiańskich bogów, zostaje zbudowane opactwo Świętego Krzyża. Za wyznawanie Starej Wiary ludzie są okrutnie karani. Benedyktyni za wszelką cenę chcą schrystianizować Polskę. Nawojka staje do walki z nową wiarą i jej krzewicielami. U jej boku stają inne zielarki i wiedźmy z okolicznych wsi i osad. Czy uda im się zatrzymać działania kleru? Czy uchronią rodzime wierzenia i zwyczaje przed zapomnieniem?
Atmosfera powieści jest tak nasiąknięta słowiańskością, że nawet nie zorientowałam się, kiedy wciągnęło mnie do tego świata. Szczegółowe opisy miejsc i zachowań ludzi pozwalają wyobrazić sobie wszystkie opisywane wydarzenia. Nagle znalazłam się w osadzie Nawojki, mogłam przechadzać się leśnymi ścieżkami, uczestniczyć w życiu mieszkańców, a także obserwować zmiany, które zaczęły powoli zachodzić wśród społeczności pod wpływem nowych mieszkańców w habitach. Krzewienie wiary w jedynego Boga wywołało wiele emocji. Część mieszkańców bała się zbuntować w obawie przed karami, więc zaczęła chodzić do kościoła i głośno potwierdzać swoją wiarę w nowego Boga, a znane od stuleci obrządki słowiańskie odprawiać w tajemnicy, we własnym domu.
W powieści widać ogrom pracy, jaką wykonała autorka, przygotowując się do jej napisania. Research objął wiele materiałów, opisujących życie na terenach wokół Łysej Góry w XII wieku. Góra ta umiejscowiona jest w Górach Świętokrzyskich, zatem w powieści znajdują się również elementy legend z tego terenu. Wszystko to zostało zgrabnie połączone w piękną, dopracowaną i wielowymiarową całość. Mamy tu trochę słowiańskich mitów, demonów i magii, ale również wiele wycinków z codziennego życia naszych przodków.
Jestem pod wrażeniem tego, jak fantastyczna, a zarazem realistyczna jest ta historia. Cud, miód i orzeszki... To kiedy, kiedy, KIEDY następny tom?
Wszyscy znamy mity rzymskie i greckie, może liznęliśmy trochę nordyckich albo jeszcze bardziej orientalnych. Ale ile razy mieli_ałyście okazję na bliższe spotkanie ze słowiańskimi bóstwami naszych dziadów i pradziadów?
No właśnie!
Może skusi Was zatem podróż na Łysą Górę, do sanktuarium Starych Bogów i sławnego miejsca sabatów czarownic?
W 1137 roku stoi tu już opactwo Świętego Krzyża, chrześcijaństwo coraz łapczywiej pochłania nowe tereny i nowych wyznawców, a za odprawianie pogańskich obrzędów i składanie ofiar zakazanym bóstwom można spodziewać się okrutnej kary.
Nawojka jest jedną z ostatnich strażniczek pogańskiej wiary, kapłanką Starych Bogów, znachorką i, jakżeby inaczej, czarownicą. Jest też młodą kobietą, która ma w swoim życiu doświadczyć wszystkiego, co spotyka kobiety w świecie kontrolowanym przez mężczyzn - upokorzenia, protekcjonalnego traktowania, prób złamania jej "buty" i odebrania wolności. Czeka na nią również miłość... ale bogowie są zazdrośni i nie lubią dzielić się swoimi kapłankami z żadnym śmiertelnikiem.
Podchodziłam do tej powieści ostrożnie, trochę z przymrużeniem oka, zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. I muszę przyznać, że okazała się dla mnie niesamowicie przyjemnym zaskoczeniem! Ma vibe "Trylogii zimowej nocy" (którą uwielbiam!), ale jednak w trochę bardziej swojskim, polskim wydaniu. Jest mroczna, brutalna, a równocześnie tak magicznie klimatyczna, tajemnicza i oniryczna!
I czyta się ją naprawdę świetnie! Możemy z zapartym tchem obserwować, jak stara wiara ściera się w nierównym boju z klasztornymi dzwonami, wojami Bolesława i coraz bardziej zdecydowanymi działaniami benedyktynów. Możemy kibicować tym wyznawcom Lelów i Polelów, boga śmierci Welesa, matki ziemi Mokosz i gromowładnego Peruna i cały czas mieć nadzieję, że magia nigdy nie zniknie z naszego świata.
"Panna" to świat, w którym chciałoby się żyć. Jest w nim dużo pracy, ale takiej, która jest potrzebna i przynosi satysfakcję. Tam dnie i noce spędzamy na łonie natury, w wiosce, której mieszkańcy są nam bliscy jak rodzina. Nie jest oczywiście różowo, śmierć jest naturalną koleją rzeczy, a niektóre dzieci wychowują się same. Wolność, powrót do korzeni, tradycje i obrzędy, szczypta słowiańskiej magii (widział tego stwora czy tylko mu się wydawało?) - czytając można nawet poczuć wiatr we włosach i źdźbła trawy muskające gołe stopy.
Niestety w ten piękny świat buciorami wchodzi chrześcijaństwo... Są fragmenty, w których nie da się opanować złości. Dlaczego obcy kradną nasze dobra i niszczą naszą kulturę?! Bardzo łatwo jest czytelnikowi zadomowić się na ojczystych ziemiach Nawojki, dlatego równie szybko udziela nam się jej gniew. Tylko czy na pewno cel uświęca środki? Co robić - walczyć czy pogodzić się z nadchodzącą zmianą? To trudne pytania, które wzbudzają niepokój i rozdzierają serce.
Z czasem dostosowałam się do rytmu tej opowieści, w wyobraźni zaczęłam latać ponad górami jak reszta wiedźm. Książka opisuje magię, ale sama w sobie też jest magiczna. Porywa czytelnika, fascynuje opowiadaną historią, przekazuje sobą tyle cennej ludowej wiedzy, że można faktycznie poczuć się, jakby się przeniosło w czasie. Po odłożeniu pierwszego tomu "Gołoborza" nie tylko chce się jeszcze, ale przede wszystkim pragnie się szczęśliwego końca...
Polecam zarówno miłośnikom słowiańszczyzny jak i fantastyki, wszystkim osobom ciekawym jak mogły dawniej wyglądać nasze ziemie. Ja jestem oczarowana!
Mieliście kiedyś tak, że czytaliście książkę i bardzo chcieliście poznać zakończenie, a jednocześnie nie chcieliście kończyć czytania, bo lektura była wyjątkowo dobra?
Doświadczyłam tego czytając "Gołoborze". W każdej wolnej chwili sięgałam po książkę i... po kilku rozdziałach odkładałam ją, żeby móc się nią delektować przez dłuższy czas.
Mogę śmiało stwierdzić, że jest to najbardziej słowiańska powieść jaką do tej pory czytałam. Jest cudowna! Kiedy poznawałam losy bohaterek czułam ogromną więź z naszymi przodkiniami. Moja słowiańska dusza rozpływała się, czuła się jak u siebie. Czytając przypominałam sobie powiedzenia babć, ich dawne opowieści. Po raz kolejny zobaczyłam jak wiele elementów z wierzeń słowiańskich kościół przyjął do siebie.
Czego możecie się spodziewać podczas lektury "Gołoborza"? Emocji, silnych kobiecych bohaterek, tła historycznego, wątków miłosnych, elementów fantastycznych i morza słowiańskości.
I jeszcze jedno. Popłaczecie się wiedząc, że na drugi tom trzeba trochę poczekać 😢
"Kiedy wywlekali i chłostali posąg Peruna, w nikogo grom nie uderzył! Nikt trupem nie padł! Nowy Bóg potężny i szczodry, ale surowy. Jak nie przepędzimy wiedźm z opola, jak mi siostry nie zapędzisz do orki i kuchni, nie złoisz jej skóry grubym kijem, to Chrystus pokarze nas tak, że wszyscy pomrzemy z głodu". Przenosimy się w czasie do roku 1137, gdy Łysa Góra zostaje zajęta przez benedyktynów. Starą religia jest rugowana na wszystkie możliwe sposoby. Ale jest jeszcze ona, ostoja słowiańskości i wiary w starych bogów. Nawojka - czarownica z babki prababki i miejscowa zielarka, która niczego się nie boi. Czy uda się jej zwalczyć nową wiarę i przeciwstawić się mnichom panoszącym się na świętej górze? Koniecznie musicie przeczytać pierwszy tom, rewelacyjnie zapowiadającej się serii "Gołoborze". Ja jestem totalnie kupiona i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, bo to jeden z najlepszych slavicboków jakie czytałam.
Czytając „Gołoborze”, pomimo wątków fantastycznych, odniosłam wrażenie, że ta lub podobna historia mogła rzeczywiście mieć miejsce w tym XII wieku, kiedy nasi słowiańscy przodkowie byli siłą chrystianizowani. W tej książce można naprawdę poczuć się światkiem obrzędów obchodzonych w czasie Stada, Sobótki czy Dziadów. Niesamowicie mnie to urzekło. Co ciekawe, ale też przyprawiające czasem o łzy, autorka już od samego początku nie pominęła negatywnych wydarzeń, które przydarzały się bohaterom tej historii w świecie, w którym za wiarę w Starych Bogów ryzykowało się życiem…
Kocham tę książkę! Cudownie oddane realia w jakich mogli żyć przedstawiciele rodzimej wiary. Opisy obrzędów, rytuałów a nawet ziół używanych przez tamtejsze zielarki są bardzo przemyślane i widać w nich ogrom wiedzy historycznej i etnograficznej. Historia trudna pokazująca zderzenie dwóch z goła odmiennych światów, niełatwej miłości i trudów życia na wsi. Bohaterowie bardzo ludzcy choć osadzeni w realiach pełnych magii i demonów słowińskich. Jestem oczarowana tą książką i polecam każdemu, kto lubuje się w słowiańskich klimatach.
Wspaniała książka, 100% słowiańskości. Mimo iż jest to opowieść fikcyjna, to w dokładny sposób opisuje, jak chrześcijanie prześladowali, mordowali i torturowali wyznawców "starej wiary", jak ukradli nasze stare słowiańskie tradycje.
Cudowny klimat słowiańskości, który czuć! Na poczatku trochę mnie nudziła, ale tylko przez chwilę, momentami czułam się jakbym wróciła do tamtych czasów. Polecam!
Idealna powieść dla historyków i pasjonatów mitologii słowiańskiej, choć autorka skupia się bardziej na rekonstrukcji historycznej niż mitologicznej (co niekoniecznie jest wadą), a niektórzy ze wspomnianych bogów są jedynie hipotetycznymi postaciami, niepotwierdzonymi przez badaczy.
Postaci są złożone, a fabuła zaskakująca. W ostatecznym rozrachunku część wątków została niedomknięta, a akcję każdego tomu trylogii dzieli kilkaset lat, więc ciężko stwierdzić, czy zostaną one jeszcze dokończone.
Czy w przyszłości sięgnę po kolejną część? Raczej tak.
Mocne 3,5! Słuchałam ją jako luźną lekturę w audiobooku. Oczekiwałam rozrywki i słowiańskości. Było to coś naprawdę dobrego. Fani i fanki słowiańskości w książkach będą zadowoleni. Książka nie podbiła jednak mojego serca, więc stąd „niższa” ocena.
Łysa Góra rok 1137, na polskich ziemiach postępuje chrystianizacja, która coraz mocniej prze do przodu. Wraz z wiarą w Chrystusa, ludność musi witać zakonników, którzy pragną zmian w imię swojego Pana. Jednak są jeszcze osoby, które nie chcą kłonić się nowemu Bogu. Jedną z przeciwstawiających się nowej religii jest Nawojka - lokalna uzdrowicielka, czarownica z babki prababki, wybrana przez samego Welesa by bronić starych wierzeń i życia w zgodzie z naturą.
„Panna. Gołoborze” to bardzo wyjątkowa powieść. Jak wiemy wojny religijne są jednymi z gorszych, które stale są obecne. A jak to było u nas? Czy tak ochoczo chcieliśmy przyjmować wiarę w Jezusa Chrystusa? Niekoniecznie i o tym jest ta książka. Nawojka za wszelką cenę chce by słowiańska wiara przetrwała, by tradycje zostały zachowane dla pokoleń. Jest gotowa na wszystko, co pokazuje jak silna potrafi być kobieta. Ale nie tylko ona chce się przeciwstawić wpływom zachodniej religii. Tych kobiet, tych ludzi jest zdecydowanie więcej.
W powieści podobał mi się lekki styl Autorki. Książkę czyta się przyjemnie szybko, wciąga z każdym rozdziałem i jest pięknie wydana. To kolejna Autorka, która stworzyła bardzo silną kobiecą postać, czyniąc z niej charakterystyczną bohaterkę. To również ukłon w naszą stronę, zwłaszcza w stronę tych kobiet, które zapominają o tym, że przecież są silne. Seliga, choć napisała książkę w literaturze fantastycznej, zrobiła ogromny słowiański reasech. Od miejsc kultu, przez wygląd chociażby izb do historycznego rysu chrystianizacji na naszych ziemiach. Jedyne czego ogromnie mi brakowało to archaicznego języka, który nadał by jeszcze większego magicznego klimatu.
Wielu Czytelnikom powieść ta się spodoba. Jest bardzo słowiańsko, jest też refleksyjnie. To kolejny godny polecenia słowiański cykl.
"Gołoborze tom 1. Panna" to historia Nawojki, młodej kobiety, która szkoli się na miejscową zielarkę oraz kapłankę. Wszystko dzieje się w okresie stopniowej chrystianizacji Polski i wypierania naszych rodzimych tradycji.
Poruszony przez autorkę temat jest mi bardzo bliski, uwielbiam słowiańskie klimaty, czuję je całą sobą i zawsze się bulwersuję na myśl, że nasze dziedzictwo zostało tak brutalnie wyparte z naszej rzeczywistości.
Właśnie przez to przy czytaniu tej książki towarzyszyły mi najsilniejsze emocje - utrata słowiańskości, wypieranie pogańskich tradycji, oskarżenia o czary niewinne kobiety oraz ogólnie działania przeciwko kobietom
Autorka przybliża czytelnikom tradycje dawnych Słowian oraz realia polskiej wsi z okolic XXII wieku, co moim zdaniem wyszło jej naprawdę dobrze.
Śledzimy codzienność mieszkańców pewnej świętokrzyskiej wsi, obserwujemy ich prywatne lub drobne oraz ogólne i poważne dramaty.
Wielu bohaterów tej powieści szczerze polubiłam i ogromnie im kibicowałam, ich los zupełnie nie był mi obojętny, co przełożyło się na głębsze przeżywanie przeze mnie tej historii.
Klimat tej książki jest po prostu cudowny, bardzo słowiański, bardzo nasz!🥰 Mocno mnie zaangażowała, zapewniła poruszającą historię i trąciła czułe struny w mojej duszy.
Ogromnie polecam, zwłaszcza tym, których interesują te tematy, na ten moment czuję, że ta powieść trafiła do grona moich ulubieńców i pozostawiła wielki niedosyt na więcej 🥰🥰🥰
Moim zdaniem idealnie nadaje się na okres lata, bo właśnie przez lato toczy się akcja tej książki, cudownie było przeczytać ją właśnie w czerwcu i choć miesiąc się nie skończył, to już czuję ochotę na reread 😅
Potrzebuję drugiego tomu! Z oceną waham się między 3,75 a 4. Muszę chwilę posiedzieć nad tym. Ale jeśli lubicie słowiańskie historie to musicie przeczytać tę książkę. Tylko uważajcie, bo są tu opisy napaści seksualnej i często są wspominane takie sytuacje.
Dzisiaj parę słów o „Pannie” – legendzie o Łysej Górze. Otym skąd wzięły się przekonania o zlotach czarownic. O tym, w jaki sposóbpróbowano wprowadzić chrześcijaństwo, jak w 1137 roku żyli i pracowali ludzie.Jak obchodzili swoje święta, jak się kochali, bratali, czy nienawidzili. Jakpróbowali walczyć o swoje miejsce na ziemi i o tym, jak je im siłą wydzierano.W moim odczuciu nie jest to książka łatwa, o przyjemnychtematach. Jest w niej dużo niesprawiedliwości. Było mi żal mieszkańców Łazów,pogan, których wiarę i życie na siłę zmieniano, bo ktoś był pewny, że jego religiajest lepsza i bardziej przyzwoita. Jak to „nawracanie”, z początku w postaciodbierania danin, zamieniało się w demonstracyjne wieszanie kobiet i mężczyzn,gwałty i zwykł�� przemoc. Jak karano ludzi za to, że żyją według swoich zasad,które musieli odrzucić w obawie o swoje życie, na rzecz przyjęcia chrześcijaństwa.Jak łatwo przychodziły zdrady, jak szybko człowiek odwracał się od człowieka. Nie wiem czy był tutaj choć jeden nieskazitelny bohater.Każdy miał coś na sumieniu. Nawojka, zielarka i czarownica, choć miała dobreserce i wiele miłości, w imię utrzymania swojej wiary i zgodnie z żądaniamibogów robiła wiele złych rzeczy. Wojciech, choć rozpaczliwie zakochany wgłównej bohaterce, zranił inną osobę. Sieciech, choć zagubiony i okaleczony odmałego, był zdrajcą i nie uciekał przed przemocą. Sami bogowie to równieżokrutne stworzenia, jednak i chrześcijanom nie można przypisać dobroci – w imięszerzenia wiary wykorzystywali, zabijali i ranili. Każda postać nie jestczarno-biała, nie jest jednolita i określona. Jest dynamicznie, jest zmiennie,a przede wszystkim klimatycznie i brutalnie. Najbardziej zauroczyło mnie w tymwszystkim to, jak autorka idealnie odwzorowała język tamtych czasów, opisy chati pracy, obrzędów i ogromnej ilości różnych ziół i roślin wchodzących w składróżnych maści i leków. A oprócz samej historii mamy też fantastykę –powracające dusze, potwory mieszkające w lasach, tajemne jaskinie i przejściado innego świata, objawiające się bóstwa, czy w końcu powstające z grobówtrupy. Po okrutnym zakończeniu chcę więcej i nie mogę się doczekać kolejnychtomów.
Kolejna pozycja czerpiąca ogromnymi garściami z rodzimego folkloru i tradycji. I to właśnie świat przedstawiony uważam za najjaśniejszy punkt książki... I niestety jedyny.
Jak to często bywa przy czerpaniu ze słowiańszczyzny, głównym motywem jest konflikt między chrześcijaństwem a starą wiarą. Tutaj świetnie widać, jak bardzo zmieniło się podejście do tego tematu przez ostatnie 30 lat.
W "Samotności bogów" Terakowskiej wiejska społeczność godzi się z losem. Stare po prostu nie wróci. Jej Jon odżegnuje się od starej wiary, przyjmuje nowe, a samego Światowida przez większość książki obserwuje się w raczej negatywnym świetle. W obu wiarach znajdzie się jednak dobrych i złych ludzi .
Seliga podeszła do tematu zupełnie inaczej. W jej interpretacji chrześcijaństwo wydaje się tworem obcym, narzuconym, który dzieli społeczności i rodziny. Co nie byłoby dziwne, bo taką samą taktykę kościół stosował w Afryce, na co autorzy z różnych krajów tegoż kontynentu zwrócili uwagę. Nie ma tu pogodzenia się z losem, Nawojka podejmuje otwartą walkę z nowym.
Fabuła mnie nie porwała, a dobił trójkąt romantyczny
3,5 ⭐️ Jedną z zalet książki jest język, który spośród wszystkich słowiańskich elementów (a było ich naprawdę dużo), robi największy klimat, a czuć go od początku do końca. Jest to bardzo spójny i konsekwentny zabieg. Widać tutaj zaangażowanie autorki i dbałość o detale, które dopełniają historię. A skoro o niej mowa, jest ona surowa, brutalna, dzieje się naprawdę sporo, nie tylko w obrębie głównych wydarzeń, ale również w kwestii budowania tła. Nie wiem, czy jest moment, kiedy tempo znacząco zwalnia, a jeśli tak, to po to, żeby stopniowo tworzyć napięcie. Z pewnością ma mocne zakończenie, skłaniające do sięgnięcia po kolejne tomy. Coś jednak nie pozwalało mi wgryźć się w historię tak, jak tego chciałam
Niestety zupełnie nie wciągnęła mnie ta historia, chociaż krył się w niej fantastyczny potencjał. Bo, w teorii, tutaj niemal wszystko gra: dialogi, kreacje bohaterów, a przede wszystkim – klimat. Swojski, słowiański, przyciągający.
To, czego tej historii brakuje, to dynamika i sensownie poprowadzona narracja. Momentami miałam wrażenie, że autorka stara się wcisnąć w tę opowieść jak najwięcej anegdotek, ciekawostek, faktów i mitów, a wszystko to odbywa się kosztem płynnej narracji i wciągającej historii. Ubolewam, bo nie brak tu dobrych pomysłów i ciekawych wątków, które zdecydowanie zasługiwały na lepsze poprowadzenie.
Polecam głównie tym, którzy siedzą w klimatach słowiańskich i bardzo chcą ponownie się w nich zatopić.