,,Nieważne, że masz moc regeneracji i że jesteś odporniejszy na ból niż zwykły człowiek. To wszystko bez znaczenia. Według mnie to nie jest wystarczający powód, by cię narażać.”
,,Zaufaj mi. Tak jak ja ufam tobie.”
AAACH! Jeśli Akira i Sho nie skończą razem, to ja nie wierzę w miłość!
Już poprzednio mogliśmy posmakować trochę akcji, ale tym razem możemy w tej akcji zobaczyć duet Sho-Akira. Ta dwójka uzupełnia się wprost idealnie – czy to patrząc na chemię, czy na ich zdolności bojowe. I tak, Akira nie ma żadnych tych zdolności… ale nadrabia to dobrym pomysłem i odpowiednim doborem broni, aby być wsparciem dla Sho. Długa jeszcze droga przed nim, jednak rodząca się przyjaźń między nim a Sho jest po prostu… urocza. Nie ma rywalizacji, nieporozumień i wzajemnego darcia mordy na siebie. I fakt, lubię też bardziej ,,wybuchowe” relacje, ale tu czuć, że od razu coś kliknęło, nawet jeśli na razie jest momentami trochę niezręcznie.
I cudowne jest też to, jak Akira zaczyna przypominać wszystkim dookoła w AMO swojego zmarłego ojca…
Amamiya za to raczej będzie kimś o trudnej do sprecyzowania moralności. Może się wydawać, że ma ciągoty do sadyzmu… czasem całkiem mocne… jednak mam wrażenie, że tak go po prostu ukształtowała praca dla AMO. To nie jest robota łatwa, ani tym bardziej bezpieczna, a do tego podejrzewam, że również pełna trudnych do podejmowania decyzji. I choć Amamiya już pokazał, że nieźle sobie radzi w lawirowaniu pomiędzy regulaminem i interpretowaniu go na swoją korzyść, to nie wszystko w tym świecie jest zero-jedynkowe.