Jakub Kania dostaje prywatne zlecenie od niemieckiej dziennikarki: ma rozwikłać zagadkę pożaru, który tuż przed wybuchem wojny strawił jedną z najwspanialszych rezydencji magnackich na Śląsku. Sprawa ta powiązana jest z makabrycznym odkryciem w tamtejszym kościele a wiedzie ku Freudenkreis, działającej do dziś elitarnej organizacji zrzeszającej zaufanych ludzi Heinricha Himmlera. Kania podejmuje trop, który prowadzi go ku tajemnicom niemieckich okultystów, działalności specjalnej jednostki dokumentującej sekrety czarownic oraz ku poszukiwaniom korzeni aryjskiej rasy. Ale stawka w śmiertelnie niebezpiecznej grze, w którą uwikłał się Jakub Kania, jest znacznie cenniejsza...
Kukły to - jak zwykle u Macieja Siembiedy - mistrzowsko spleciony warkocz prawdy i fikcji trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Historia, wzbogacona o emocjonujący wątek romansu polskiego prokuratora i dziennikarki "Die Zeit", wciąga we wspaniałą, czytelniczą przygodę a jednocześnie dotyka jednej z naszych odwiecznych tęsknot.
Powoli staje się tradycją, że każda kolejna książka Macieja Siembiedy jest lepsza od poprzedniej i bardzo się cieszę, że "Kukły" kultywują ten chlubny zwyczaj.
Tym razem autor cofa się do początków pracy zawodowej Jakuba Kani, to jest do roku 1997. Czego my tu nie mamy? Są starzy hitlerowcy, powódź, okultyzm i tajne eksperymenty - Siembieda bardzo fajnie splata wszystkie wątki, czyniąc z "Kukieł" thriller w stylu Dana Browna, czyli czyta się bardzo szybko i przyjemnie, do tego człowiek dowie się czegoś ciekawego i chociaż na parę godzin oderwie od rzeczywistości.
Jak zwykle najsłabszym ogniwem powieści o Jakubie Kani jest sam Jakub Kania - postać przynajmniej tak nieludzka, bezbarwna i mdła, jak Kurzajewski przed romansem z Cichopek. "Kukły to solidne 7/10 lub 3 z plusem - jak kto woli - w każdym razie dowolną książkę Mroza bije na głowę.
Niewyjaśnione znalezisko. Kawał prawdziwej historii. Pilnie strzeżony sekret. Maciej Siembieda w „Kukłach” znów serwuje czytelnikom opowieść, po której długo nie będą mogli się otrząsnąć!
Warto zacząć od wisienki na kuklanym torcie – inicjujące fabułę odkrycie dziwnego, niewytłumaczalnego znaleziska, ukrytego pod płytą kościoła… miało miejsce naprawdę! W posłowiu Maciej Siembieda wspomina, że zajmował się nawet bliżej tym tematem przy okazji swojej pracy dziennikarskiej, więc niesamowitość książkowej fabuły nagle nabiera rysów prawdziwości.
„Kukły” meandrują w czasowej przestrzeni, ale to nie czas jest tutaj istotny, a ludzie, którzy ten czas przemierzają. Ludzie, których umysły zmiażdżone zostały przez ideologię, a myśli zastąpione przez mrzonki i dziwaczne obietnice. To właśnie te tytułowe kukły w metaforycznym znaczeniu, które u Siembiedy odnoszą się m.in. do członków tajnego stowarzyszenia z kręgów Heinricha Himmlera. Tych poszukiwaczy mitycznej Atlantydy, czarownic i aryjskich korzeni niemieckiej III Rzeszy. Chociaż brzmi to całkowicie nieprawdopodobnie, to jednak takie stowarzyszenie istniało i działało całkiem prężnie, a jego członkowie parali się niejedną mroczną sztuką.
W powieści tajemnica goni tajemnicę, sekret goni sekret, a nasz prokurator podejmuje się gry, która zaprowadzi go w najmniej spodziewanym kierunku. Maciej Siembieda serwuje czytelnikowi moc wartkiej akcji, moc zaskakujących zwrotów i finał, którego nie sposób zapomnieć.
Kolejna dobra powieść Macieja Siembiedy, choć na pewno nie zostanie ona moją ulubioną z cyklu o prokuratorze Jakubie Kani. Choć to czwarty tom, to ponieważ akcja cofa nas około dwadzieścia lat przed pierwszą częścią, bezproblemowo możecie zacząć od tej książki swoją przygodę z Kubą Kanią. Interesująca zagadka kryminalno-historyczna, bardzo ciekawe połączenie ze sobą średniowiecza z nazistowską mitologią oraz zabobonami, a całość znajduje swoje rozwiązanie w szalonej Polsce lat 90. XX wieku. Na minus dla mnie wątki podchodzące już praktycznie pod sciene-fiction, choć zdaję sobie sprawę, że to moja preferencja i dla wielu osób będzie to pewnie stanowiło największy plus całej książki. Ja Siembiedę polecam zawsze, bo jego twórczość to świetna rozrywka dla wszystkich miłośników literatury w stylu Dana Browna lub Steve’a Berry’ego.
Ponownie mogłabym napisać to samo, co pisałam w opinii pierwszego tomu serii. Podobało mi się wszystko. Nawet wątek romansu mi podszedł, a przecież tego nie lubię. Kłaniam się autorowi w pas, to było świetne!
Maciej Siembieda, autor, którego książki są dla mnie gwarancją dobrej lektury. Wiem, że sięgając po historie spod jego pióra oprócz intrygującej zagadki, pełnej zaskakujących zwrotów akcji, dostanę również dużą dawkę wiedzy historycznej. Przy okazji poprzednich powieści pisałam, że Pan Maciej udowodnił mi, że ma niesamowity talent do łączenia fikcji literackiej z faktami historycznymi i nic w tej kwestii się nie zmieniło. Mówiąc krótko, kolejny raz jestem zachwycona.
Jakub Kania dostaje zlecenie od niemieckiej dziennikarki: musi rozwikłać zagadkę tajemniczego pożaru, w którym tuż przed wojną spłonęła jedna z najwspanialszych rezydencji na Śląsku. Sprawa ta ma związek z przerażającym odkryciem w tamtejszym kościele i wiedzie ku Freudenkreis, organizacji zrzeszającej ludzi Heinricha Himmlera, która działa do dnia dzisiejszego. Kania wpada na trop, który prowadzi do tajemnic niemieckich okultystów, działalności jednostki specjalizującej się w dokumentacji sekretów czarownic oraz ku poszukiwaniom korzeni rasy aryjskiej. Jak wysoka jest stawka w niebezpiecznej grze, w którą uwikłał się Jakub Kania?
„Kukły” to czwarty tom serii przygód Jakuba Kani. Od razu zaznaczę, że śmiało można sięgać po książki z serii bez znajomości poprzednich części. Kolejna powieść autora, która wciągnęła mnie od pierwszych stron i nie pozwoliła bym odłożyła ją na półkę przed przewróceniem ostatniej strony. Tę, jak i poprzednie części, czytałam z zapartym tchem. I choć w moim odczuciu akcja powieści toczy się troszkę wolniej, niż w poprzednich częściach przygód Jakuba Kani, to w żadnym wypadku mi to nie przeszkadzało. Chłonęłam tę historię z ogromnym zaciekawieniem, strona po stronie, delektując się każdym zdaniem. Maciej Siembieda umiejętnie przeplata fikcję literacką z faktami historycznymi i naprawdę trzeba mieć ogromną wiedzę, by zorientować się, które wątki i momenty są wymysłem autora, a które wydarzyły się naprawdę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści, pan Maciej chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Autorowi kolejny raz biję brawo! Styl, język, wiedza historyczna, te trzy elementy w połączeniu z wyobraźnią autora, tworzą prozę wybitną. Książki pana Macieja to majstersztyk pod każdym względem. Fani historii, powieści kryminalnych czy sensacyjnych, nie znajdą nic lepszego od powieści Macieja Siembiedy. Za mną cały cykl przygód Jakuba Kani, czas zaopatrzyć się w najnowszy tom, „Orient”. Nie ukrywam, że jestem ogromnie ciekawa, jaką tym razem historię zaserwował swoim czytelnikom autor. Czytajcie Siembiedę!
Moja druga ulubiona książka z serii (choć wciąż najlepsza dla mnie jest druga część). W ogóle nie przeszkadza fakt, że to prequel. I taaak, mogłabym się czepiać rzeczy, ale w sumie wciągnęłam się, było ciekawie, wiec zostawiam czwóreczkę i już:)
Siembieda niezmiennie nie zawodzi. Jezyk piekny. Dobrze zbudowana historia. I ta stara szkola pisania, ktora czuc w kazdej ksiazce pana Macieja. Wspanialosci.
Wszystko mozna brac w ciemno. Swietna literatura.
Ksiazki sluchalam w interpretacji Mariusza Bonaszewskiego. Miod.
Ps. Nawet jesli mamy do czynienia w tym przypadku z nieco nieprawdopodobnym (poki co) watkiem biologicznym.
Siembieda potrafi wskrzeszać losy, którymi historia już nie raz się pożywiła, i dać im drugie życie. Nie inaczej sprawa ma się z "Kukłami", będącymi mieszanką realnego, reporterskiego doświadczenia oraz fantazji autora, karmionej zarówno prawdziwymi, jak i teoretycznie możliwymi wydarzeniami. Powstała kombinacja niesie dla czytelnika podwyższone ryzyko rozrywki utraty poczucia czasu, przy czym doszukiwanie się drugiego dna nie skończy się z przewróceniem ostatniej strony powieści.
Zagadki kryminalne z historią w tle są w sam raz dla prokuratora IPN, Jakuba Kani bohatera serii Macieja Siembiedy. W skład, której wchodzą: 444, Miejsce i imię, Wotum, Kukły, Kołysanka, Orient i najnowszy tom Sobowtór.
Jakub Kania od zawsze miał smykałkę detektywistyczną i zamiłowanie do zgłębiania historii. Skończył prawo i po przetarciu prawniczego świata, ostatecznie został prokuratorem pracującym w IPN, aby ostatecznie być ekspertem od fraudu w firmie ubezpieczeniowej. Wychowany przez surową babkę Kaszubkę nabrał własną hierarchii wartości, której jest zawsze wierny, nawet gdy nie bardzo mu się to opłaca. To on wspólnie z charyzmatycznymi kobietami u jego boku będzie rozwiązywał zagadki kryminalne związane z dziełami sztuki. Zmierzy się między innymi z kodem zawarty w obrazie Matejki, sprawami z czasów II wojny światowej czy zamachem na obraz Matki Bożej Częstochowskiej. poszukiwaniem legendarnego Orient Expresu i kwestią fałszerstwa dzieł renesansowego malarza Hobleina Młodszego.
Brytyjczycy mają Sherlocka Holmesa, my zaś naszego Jakubę Kanie. Detektywa z intuicją, medialną gwiazdę i nieustępliwego w dążeniu do prawdy. Dołożywszy do tego, że jego sprawy związane są z dziełami sztuki, nie bez powodu Maciej Siembieda nazwany został polskim Danem Brownem. Podobieństwo widać to, że natykamy się na tajemnicze stowarzyszenia. Raz na przykład nie chcą dopuścić do spełnienia się proroctwa o pojednaniu chrześcijaństwa z islamem, albo związane są walką z obrazami Czarnej Madonny. Jednocześnie Siembieda po mistrzowsku łączy sensację z historią wydobywając z niej zupełnie nieznane fakty, które poddaje dogłębnej analizie. Na tej bazie buduje pełną napięcia opowieść. A to sięga po stowarzyszenie z czasów Jana Kazimierza związanego z ikoną częstochowską i zagadką kopii najważniejszej dla Polaków świętości. Innym razem odsłania kulisy poszukiwania zaginionego Orient Expresu, czy słynnego sobowtóra renesansowego malarza.
Otrzymujemy jednocześnie bohatera, którego poznajemy stopniowo. Zastajemy go jako gwiazdę IPN twardo stąpającego po ziemi i niepoddającego się wpływom legend. Z czasem coraz bardziej dąży do wyjaśnienia tego, co z pozoru niemożliwe. Jednocześnie poznajemy jego trudne dzieciństwo, widzimy go jako męża i ojca. Z Kanią sprawa wygląda tak, że nie od razu daje się z nim zaprzyjaźnić. Potrzeba czasu, którego Maciej Siembieda nam sporo daje. Tego faceta trzeba poznać, aby dopiero docenić. To, co sobie cenię w tej serii to Kuba wyrasta na gwiazdę mimo woli. On wcale do tego nie dąży, nie konkuruje o zainteresowanie czytelnika z prowadzoną sprawą. To historia i jej sekrety są na pierwszym planie. Razem z nim zgłębiamy ją i jednocześnie wyłania wiele ciekawostek. On zaś pozwala się prowadzić przez jej meandry. Jakub to śledczy inny od tych spotykanych w literaturze gatunkowej. Zamiast wertowania akt, pogoni za mordercą, on zmaga się z tymi, którzy dopuszczają się przestępstw z wykorzystaniem często sztuki. Zamiast broni, gromadzi książki i materiały źródłowe dotyczące sprawy. Jednocześnie towarzyszą mu nietuzinkowe partnerki. A to na przykład oficer ABW z trafiającymi w punkt radami, albo przebojowa dziennikarka. Jedno jest pewne z Kanią nuda nie grozi.
Cykl o Jakubie Kani jest nierówny, nie we wszystkie tomy jest łatwo o zaangażowanie. Moi ulubieńcy to najnowszy Sobowtór, potem Miejsce i imię, na trzecim miejscu Kołysanka. Wyróżnić trzeba również fenomenalny Orient. Potem już są wszystkie pozostałe tomy. Maciej Siembieda łączy ze sobą powieść sensacyjną z historią, w której pierwsze skrzypce grają dzieła sztuki powiązane z religią, czy polityką. Jednak u niego historię tworzą ludzie z konkretnym zamiarem. Nic zatem dziwnego, że Kania w jednym ze śledztw zastanie w trumnie zamiast zwłok, kukły. Zamieszani są w spiski, kierują się chciwością posiadania unikatowego diamentu, czy jak w ostatnim dotychczas tomie będącym sobowtórem malarski renesansowego mistrza. To oni nadają tępo, wokół nich zagadka zagęszcza się. To oni są przeciwnikami naszego rodzimego Indiana Jonesa, czy jak to woli Sherlocka Holmesa. Nic zatem dziwnego, że Maciej Siembieda ze swoim Jakubem Kanią stał się marką samą w sobie, która dostarcza z każdym kolejnym tomem nowych fanów.
Jest to czwarta książka z Jakubem Kanią, ale w tej jest on dopiero u progu swej prokuratorsko-detektywistycznej kariery. Dla tych, którzy znają wcześniejsze powieści Macieja Siembiedy, na przykład finał rozdziału prywatnego życia Kani, opisanego w tej powieści, nie jest tajemnicą. Odczuwałam ponadto pewien dyskomfort, że obejrzawszy przed lekturą „Kukieł” spotkanie autora z redaktorem Agory, dowiedziałam się zbyt wiele czego mogę się spodziewać, łącznie z wyodrębnieniem prawdy i fikcji w powieści.
W najmniejszym stopniu nie osłabiło to jednak moich korzystnych wrażeń, podziwu dla bogactwa fabuły, dla umiejętności rozwijania zdarzeń i sytuacji, rzeczywistych i fikcyjnych, w logicznie prowadzone wątki oraz połączenia ich w zborną całość.
Na fali ocieplania stosunków niemiecko-polskich w 1997 roku pojawia się w Gdańsku Joachim Richter, syn policjanta służącego w Wolnym Mieście Gdańsku. Młody asesor gdańskiej prokuratury Jakub Kania demaskuje prawdziwe intencje kryjące się za ofertą Richtera, ujawnia rolę jego ojca w egzekucji obrońców Poczty Gdańskiej. Odrzucenie oferty Niemca nadweręża stosunki Kuby ze zwierzchnikami, ale przynosi mu popularność medialną, także w prasie niemieckiej. Tak dochodzi do współpracy Kani z dziennikarką śledczą „Die Zeit” Ursulą Förster, rozpracowującą środowisko neonazistów zrzeszonych w tzw. Freudenskreis, z którego nazwy co prawda zniknęło nazwisko Himmlera, ale mrzonki „przyjaciół” wielkiej zmianie nie uległy. Okazuje się, źe ich sekretne plany mają nie tylko historyczne powiązania z wydarzeniami na terenach należących obecnie do Polski.
Podążając tropem konkretnych osób, będących w kręgu zainteresowania Ursuli i Kuby, śledzimy rownież role i uwikłania tych postaci w przeszłości, począwszy od tego co się stało w marcu 1939 w majątku Oderstein na Opolszczyźnie, podczas okupacji na Kaszubach, w stolicy III Rzeszy czy w bombardowanym przez aliantów Hamburgu. Jeden z kluczowych etapów dziennikarsko-prokuratorskiego śledztwa 1997 wiedzie ponownie do Kamienia Odrzańskiego.
Nie tylko jednak fabularnie ubarwione losy bohaterów działających w historycznie udokumentowanych okolicznościach stanowią główny motyw napędzający sensacyjną akcję powieści. Jest nim także, specyficzny dla pisarstwa Siembiedy, miks nauki z elementami magii, jakich podłoże stanowią egzystencjalne tęsknoty człowieka. Co ciekawe, nawet na takich niedowiarkach jak ja, literacka ekspozycja tej fuzji wywarła spore wrażenie.
Nazwisko Macieja Siembiedy stało się już synonimem emocjonującej rozrywki na wysokim poziomie i coraz bardziej rozpoznawalną marką na rynku literackim, niezmiennie łączoną z pięknem języka, inteligentnym humorem i intrygującymi zagadkami osadzonymi w realiach historycznych. Klasa sama w sobie.
Z każdym kolejnym tomem coraz bardziej znane staje się również nazwisko protagonisty cyklu, Jakuba Kani. Ale tym razem autor robi krok w tył. Oczywiście nie pod względem poziomu i jakości, a czasu, w którym osadza akcję. Ten tom może powinien nosić numer ½, bo cofamy się do roku 1997 i początków kariery Kani w prokuraturze. Dociekliwy do bólu, a do tego uczciwy i nieustępliwy młody prokurator szybko staje się niewygodny dla zwierzchników. Czy jego kariera zakończy się szybciej, niż się zaczęła? Ci, którzy czytali wcześniejsze części (czyli późniejsze losy Kani) wiedzą jak się potoczy, choć odbiór lektury nic przez to nie traci.
Autor zaskakuje po raz kolejny niesamowitym powiązaniem ciekawych wątków historycznych, sięgających czasów drugiej wojny światowej, tajnych projektów, tajemniczych ugrupowań i bestialskich czynów. Nie zabraknie tu również pierwiastka mistycznego, a nawet nieoczywistej wycieczki w przyszłość. Zbyt dużo na raz? Nic bardziej mylnego. Autor tak precyzyjnie łączy poszczególne elementy układanki, że żaden z nich nie wydaje się zbyteczny, czy mniej istotny.
Kołem napędowym powieści, sprawiającym, że nie sposób się od niej oderwać, jest prowadzone przez Kanię na zlecenie niemieckiej dziennikarki śledztwo. A i relacja z piękną Ursulą przynosi wiele emocji, nie tylko czytelnikowi.
Jesteście ciekawi co mogą mieć wspólnego naziści z obarczoną klątwą kryptą i czarownicami? A może bardziej nurtuje Was jakie niebezpieczeństwa czyhają tym razem na nieustępliwego Jakuba? Gwarantuję, że odpowiedzi zaskoczą Was równie mocno jak i mnie, bo nie sposób ich odgadnąć, podobnie jak szokującego finału.
Parafrazując Gombrowicza „Koniec i bomba. A kto 'nie' czytał ten trąba!”
Kukły trafiły do mnie prawie rok temu, ale nie mogłam się zdecydować na wysłuchanie. Taka irracjonalna blokada. Jednak kiedy włączyłam audiobook to już nie mogłam przerwać. Bo opisana w książce historia jest fascynującą, bo w ogóle historia jest fascynująca. Choć w wydaniu szkolnym jest oceniana jako piekielne nudy. Gdyby jednak do podręcznikowej wiedzy dorzucać informacje mało istotne z punktu widzenia nauki ale pobudzające wyobraźnię to spojrzenie na nią byłoby przychylniejsze. O nazizmie wiemy dużo, nie było natomiast miejsca na wskazywanie jego związków z okultyzmem, czarami. Z lat edukacji pamiętam zdanie o powrocie do mitologii germańskiej. A to miało szerszy kontekst, niczym dawni królowie władcy III Rzeszy szukali pomocy astrologów i innych "magów". Na te związki wpada w swoim śledztwie młody Jakub Kania asesor prokuratorski, jeszcze mieszkający w Gdyni. Od zawsze fascynowała go historia, miał zmysł detektywistyczny. Najpierw uchroni lokalne władze przed kompromitacją uhonorowania hitlerowskiego zbrodniarza, a potem wraz z niemiecką dziennikarką rozwikła tajemnicę pewnego niemieckiego arystokratycznego rodu. Zamieszani w to będą też byli naziści i ich legalnie działająca organizacja. Akcja toczy się w roku 1997, kiedy mieliśmy wielką powódź. Ale lata 90. to też czas, gdy aktywne bardzo było ziomkostwo wypędzonych i nasze państwo zmagało się z jego żądaniami. Do tego nasz narodowy stosunek do zachodnich sąsiadów, rozpięty między marzeniem o tamtejszym "elodorado" a lękiem przed ich powrotem i pragnieniem odebrania nam ziem odzyskanych. Nieco podkolorowane fakty, fikcja literacka ma swoje prawa, tworzą wciągającą powieść przygodowo-sensacyjną.
Maciej Siembieda to jeden z nielicznych pisarzy, który potrafi ze zwinnością konika szachowego skakać po historycznej szachownicy, zachowując odpowiednie proporcje i rozsądek. Gdy sięgam po kryminał, w którym akcja cofa nas do okolic 2WŚ, zapala się czerwona lampka. U Siembiedy tego nie ma. Inna sprawa, że uważam ten cykl za przygodowy, a prokuratora Jakuba Kanię, bardziej za współczesne wcielenie Pana Samochodzika niż Sherlocka Holmesa. „Kukły” są niesamowite od pierwszych stron i praktycznie do samego końca trzymają w niepewności. Nasz bohater, wspólnie z niemiecką dziennikarką wpadają na trop tajnej organizacji założonej jeszcze przez Himmlera, próbującej oszukać śmierć. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak jest fabuła jest jak najbardziej sensowna. Co ciekawe, towarzyszymy Kubie jeszcze w czasach zanim został gwiazdą IPNu. Mamy rok 1997 a Jakub Kania jest jeszcze dobrze zapowiadającym się trójmiejskim prokuratorem z wrodzoną naturalnością depczący po odciskach swych przełożonych. Jest międzynarodowy romans, afera szpiegowska, okultyści, tajemniczy człowiek z dołkiem w brodzie, śledztwo dziennikarskie. Czego chcieć więcej?
Pierwsza przeczytana przeze mnie powieść Macieja Siembiedy, twórcy o którego powieściach tak wiele się mówi, nie rozczarowała. Świetna osnowa, bardzo dobrze osadzona historycznie, wymyślona z polotem, i świetnie napisana. Zagadka stanowiąca kluczowy element powieści odsłaniana jest stopniowo, dawkując napięcie. Pomimo tych wszystkich atrybutów, książka nie zasłużyła na najwyższą ocenę. Owszem, historia wymyślona została z polotem, lecz ostatnie dwa rozdziały okazują się nieco rozczarowujące, nieco „płaskie”. Spodziewałem się nieco bardziej zaskakującego zakończenia. Być może oczekiwania ustawiłem zbyt wysoko. Do zweryfikowania przy okazji lektury Katharsis, do której czytania niebawem się zabiorę.
Tuhle knihu si musím přečíst ještě jednou, abych do ní pronikla. Je v polštině a tentokráte to tak nějak mnou procházelo a nemohla jsem se uchytit. Kniha by neměla být špatná, ale spíše jsem nějak zápolila s polštinou, asi i proto, že aktuálně jedu najednou 5 jazyků a už mi to asi hlava nebere. Takže v příhodnější čas si ji přečtu ještě jednou. Kniha je zajímavou historickou detektivkou, která se odehrává v Polsku a motá se kolem skutečné události. Jsou zde dvě hlavní časové linky, ale jsou tu i odskoky. Podkladem je skutečný příběh a dost významné je i válečné období.
Gdyby tytuł książki brzmiał Kukła odnosiłby się bezpośrednio do głównego bohatera powieści, a nie do znalezisk w podziemiach kościoła. Jakub Kania w czwartym już tomie Macieja Siembiedy jest nieodpoznania. Miałem wrażenie, że mam odczynienia zupełnie z inną postacią. Ugania się za Ursulą jak pies goniący sukę podczas cieczki, szargają go rozterki młodzika, a do tego akcja wlecze się i jest enigmatyczna. Pomysł fajny i tło historyczne, ale reszta wypada dosyć słabo.
Nie porwała mnie. Ot, taka se. W dorobku Pana Siembiedy są lepsze pozycje o przygodach Kani. Nie ma tu intrygującej historii, która trzyma w napięciu od początku do końca. Miałem wrażenie, że Autor wziął na warsztat kilka wątków i próbując je powiązać, sam w trakcie procesu twórczego zastanawiał się, który będzie główny i jak się całość potoczy. Nie wyszło najlepiej. Stylistycznie i językowo oczywiście bardzo dobrze. Za to niezmiennie przyznaję najwyższą notę.
Naprawdę niezłe czytadełko. Autorowi całkiem sprawnie udało się połączyć historię z fikcją, zachować równowagę między głębią akcji a ilością dostępnych stron. Spójne to wszystko.
Niemniej jednak pozwolę sobie zaznaczyć dwa niedociągnięcia: 1. pociąg relacji Berlin - Wiedeń jedzie przez Racibórz, więc niepotrzebnie Kania odbiera Ursulę we Wrocławiu i autem jadą na Górny Śląsk. 2. Silnik, nawet na biegu jałowym, spala paliwo.
Średnia książka, polecana na kanałach YT chyba lekko przereklamowana. Spodziewałam się mniej odpływać w trakcie czytania... historia z wykorzystaniem prawdziwych wydarzeń, ale jednak ciężko język, wydaje mi się, że książka dość beznamiętna, czuć, że pisana męskim piórem.
W poprzednich tomach bardzo ceniłam, że sylwetka głównego bohatera nie wysuwa się przed śledztwo, a tutaj ta tendencja jest odmienna, jest duży nacisk na postać Jakuba Kanii. Nie jestem z tego powodu zadowolona, w mojej ocenie za duży skręt w stronę obyczaju.