Chapeau bas za podniesienie tematu i mrówczą, naprawdę w pytę trudną pracę docierania do źródeł. Obok przytaczanych poszlak nie da się przejść obojętnie (chociaż cynizm jest teraz na salonach, więc kto tam wie). Natomiast samo wykonanie, złożenie materiału to dwója na szynach! Gdybym miała przed sobą osobę nieprzekonaną do działalności Strajku Kobiet, na pewno jedną z ostatnich publikacji, jakie mogłabym zaproponować, byłaby ta książka. Troszkę jest to klops, biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie jej tytuł i treść idą z dziewczynami na sztandarach.
To co było źle? Był bałagan. Bałagan na kółkach. Tonie się w chaosie, a winić za to można w pierwszej kolejności pokraczną formę, bo ani to fachowe dziennikarskie śledztwo, ani pamiętnik, a może jeszcze ani wpisy z bloga. Faktów do przemielenia i przyswojenia jest zwyczajnie za dużo, żeby pozwalać sobie na co-to-nie-ja wkręty o osobistych upodobaniach, sukcesach, fiku-miku autorki wesołych przygodach. A ponieważ i fragmenty z prywatą czasem zdają się nie być ze sobą spójne, nasuwa się przypuszczenie (może niesprawiedliwe, mea culpa), że sama autorka poległa przy próbie okiełznania całości. Nie wiem, jak inni, ja się kilkukrotnie pogubiłam przy najważniejszym, czyli przy kto komu daje w łapę.
Przede wszystkim, niezbyt rozumiem, do kogo miał być kierowany tekst tak bardzo buchający emocjami. Utwierdzić w stanowisku przekonanych? Przecież nie da rady zjednać aktywistkom rzeszy zwolenników, a pewnie coś by z tego wyszło, gdyby autorka spróbowała silić się na neutralny ton. Kapuję, naturalnie, że przy pewnych tematach trudno zachować spokój i wstrzymać się z osądami (sama zazwyczaj tego nie robię, niestety), ale coś mi się wydaje, że tylko same gęste fakty mogą cokolwiek ugrać. Zacięcie krasomówcze i granie na emocjach są bronią strony igrającej z prawami człowieka i ten oręż wypadałoby im zostawić.
Już tak całkiem na marginesie chciałabym wszem i wobec zaznaczyć, jak bardzo denerwuje mnie coraz częstszy, jakby to nazwać, fejsbukizm w książkach. Denerwuje potężnie. Niech blogowanie i fejsowanie pozostanie w internecie, proszę.