Piłsudski vs Amaterasu Technologia kontra podniebne bestie Japonia przeciw reszcie świata
Rok 1905. Świat stoi w obliczu największego konfliktu w dziejach. Uwolnione po tysiącu lat przedwieczne istoty nie zatrzymają się, dopóki nie podbiją całego świata dla boskiego tennō. Przywódcy najpotężniejszych mocarstw zawierają sojusz i wysyłają gigantyczną podniebną armadę nad Tokio, by zetrzeć tę metropolię z powierzchni ziemi.
Józef Piłsudski, wypatrujący okazji do odzyskania przez Polskę suwerenności, już obstawił zwycięzcę. Teraz musi udowodnić Japonii, że odrodzona Rzeczpospolita będzie wartościowym sprzymierzeńcem Imperium Wschodzącego Słońca.
Robert J. Szmidt is a writer, translator, publisher and editor in chief of a number of magazines, including “Science Fiction” monthly magazine. He created a couple of literary and film awards, and the second largest digital library of science fiction texts in the world (www.fantastykapolska.pl). He is best known for his eleven best-selling SF novels and almost twenty short stories. His books appeared in Poland, USA and Russia.
Jestem świeżo po lekturze i stwierdzam, że bardzo mi się podobała! Książka trzyma w napięciu od samego początku. Dzięki temu, że powstała w duchu historii alternatywnej, swoją drogą bardzo ciekawej, nie dostajemy utartych schematów. Dzięki temu czytając, nie miałem kompletnie pojęcia, co spotka głównego bohatera i jak potoczy się cała historia. Szczerze pisząc dzięki tej nieprzewidywalności połączonej z ciekawością świata alternatywnego, tak dobrze mi się tę pozycję czytało. Nie chce opisywać w ogóle fabuły. Myślę, że ten enigmatyczny opis Wydawcy zachęca najlepiej. Dzięki nutce tajemniczości możemy głębiej wsiąknąć w tę historię i dać się porwać akcji. Mógłbym w tym miejscu opisać poszczególne etapy powieści, jednak gwarantuję Wam, że zmniejszy to Waszą frajdę z czytania. Ogromnie podobał mi się pomysł, jaki autor miał na tę powieść. Nie wiem kompletnie czy będzie jakaś kontynuacja, lecz trzymam mocno kciuki, by autor dalej rozwijał to uniwersum. Widzę tu ogromny potencjał na więcej historii z tego ciekawego świata. Bardzo dobrze się bawiłem przy lekturze i tego Wam życzę. Mocne 8 i pozytywna niespodzianka na początek roku :)
Historia alternatywna jakiej nie potrzebowałem xD Wyobraźcie sobie świat, w którym Japonia rzuca wyzwanie całemu globowi, wyzwalając smoki, a Polska (przepraszam – skrawki Polski pod zaborem) wplątuje się w to wszystko za pomocą Józefa Piłsudskiego i zmechanizowanych pancerników powietrznych. Brzmi jak mokry literacki sen fanatyków pierwszej wojny światowej? Może, ale Zgasić Słońce. Szpony Smoka Roberta J. Szmidta udowadnia, że nie każdy sen powinien ujrzeć światło dzienne.
Wstęp jak w powieści fantasy, akcja jak w ulotce z restauracji? Autor zaczął od sceny batalistycznej tak rozwlekłej i chaotycznej, że już po pierwszych pięćdziesięciu stronach zaczyna się marzyć, żeby te smoki zamiast bojować, usiadły gdzieś z herbatką i po prostu pogadały. Niestety, zamiast na wyjaśnienia, kto, z kim i dlaczego, rzuca się nas w wir bitew, które nie budują napięcia, bo postaci głównej nie interesuje ani los walki, ani kto w niej ginie. Protagonista? Obserwuje. I błąka się. Przez bitewne zgliszcza. I tak przez sto stron.
Czego brakuje? Niemal wszystkiego: wyjaśnień, kontekstu, a przede wszystkim motywacji bohaterów. A jak autor nie chciał wyjaśniać to mógł to opisać na tyle ciekawie, że nie zadawał bym pytań. Ale hej, przynajmniej mamy smoki. A raczej jedną scenę ze smokami, zanim magiczne elementy w książce trafiają do szuflady „zapomniane rekwizyty fabularne”.
Posągi, błoto i nuda Wydawać by się mogło, że powieść, która zaczyna się od dynamicznej bitwy w przestworzach, nie pozwoli sobie na przestoje. Niestety, po bohaterskich ucieczkach i niebohaterskich oględzinach pola bitwy przychodzi kolej na... nudę. Połowa książki to monotonne życie w obozie jenieckim i głęboka analiza błota pod butami. Nawet Józef Piłsudski, człowiek pełen wigoru i politycznej charyzmy, pojawia się tylko jako posąg z brązu w gabinecie historii alternatywnej.
Historia alternatywna czy monolog historyczny? A skoro już o historii mowa – zamiast przemycać informacje o świecie przez fabułę, Szmidt serwuje je nam w końcówce jako... monolog teatralny. Smoki, polityka, steampunkowe mechy – wszystko to zostaje zepchnięte na sam koniec w formie wykładu. Brzmi ekscytująco? Jak lekcja historii w piątkowe popołudnie po 5 lekcjach.
Postacie (czy aby na pewno?) Bohaterowie książki to prawdziwy cud literackiej bezbarwności. Główny bohater, Andrzej Horodyński, jest równie zapadający w pamięć, co przeciętny statysta w filmie akcji. Kiedy ktoś pyta, co zapamiętałeś z tej książki, odpowiadasz: „No, był taki kadet. I... chyba miał problemy z życiem?”. Wybitna kukła z nadanym imieniem.
Zakończenie, które (nie) kończy Pod koniec nie tylko fabuła, ale i narracja sama ze sobą nie wie, co zrobić. Kończy się coś, co w najlepszym wypadku mogłoby być pierwszym rozdziałem trylogii. Tyle że trylogii brak. Zostajemy więc z otwartymi wątkami i pytaniami, które autor zdaje się zostawiać na zasadzie „domyśl się sam”.
Zgasić Słońce. Szpony Smoka to przykład literatury, która obiecuje czytelnikowi złote góry – smoki, mech-steampunk, alternatywną historię i polityczne intrygi – ale dostarcza coś pomiędzy nudnym podręcznikiem do historii a losową symulacją bitewną. Autor zdołał zgubić wszystko, co mogło uczynić tę książkę wyjątkową. Zamiast dynamicznej narracji o wielkiej wojnie i starciu kultur, mamy rozwlekłe sceny batalistyczne, nudne epizody obozowe i protagonistę bez wyrazu. Smoki, które miały być gwoździem programu, pojawiają się na chwilę, po czym znikają w czeluściach fabularnego niebytu. Niektóre książki gasną szybko, inne dogasają w bólu – ta niestety robi oba.
So what do we have here. Gods! Dragons! Airships! Alternative history! Historical fantasy! Air battles! Spycraft! Betrayal! Politics! And all based on the art of Jakub Różewicz.
I have just one question: how do you screw something like this up?
I'll tell you how. First by taking the piece of advice that you should start with a tense action scene waaaay too seriously. Also: a battle scene that lasts for 100 pages - some 25% of the book - with further 30 pages of the protagonist wandering around the battlefield is by no means a "tense" scene. Especially since a) we don't really know - or care - who is fighting whom and why, b) the protagonist is mostly just a witness without any form of agency.
Then you put another 100 pages of boring scenes from a POW camp and top it all off with a nonsensical, dull spy plot. All the awesome things - dragons, flying ships, gods, magic? You won't see that or learn anything about them after this initial battle. Or rather I wish that was the case. Because now we come to the ending.
Another piece of advice the author took too seriously was the one stating that you shouldn't begin your fantasy book with a prologue describing magic, history and such. So what did he do? He put it at the end. Yup, the entire second-to-last chapter is a long recounting of the history of dragons. He tries to be clever and present it as a kabuki play, but we don't get to see what is presented, just a dry account of the history.
Oh, and I really hope this book will have a sequel. Not that I want to read it - heavens forbid! - but if there is a sequel, then the lackluster ending will just be a poor one. If there is no sequel, the ending is downright insulting.
Two stars only because I gave two stars to worse books and because the setting has some potential. Even so, it is explored in the worst possible way. Instead of taking a Game of Thrones approach with multiple PoVs coming from the movers and shakers, figures of influence, we get a tiny slice of prison life narrated by a character with no personality and no agency.
Jest rok 1905. Polski nie ma na mapie świata. Zaborcy wcielają młodych ludzi do wojska, które szykuje się do największego konfliktu zbrojnego w dziejach. Kraje europejskie wraz z USA tworzą koalicję przeciwko Japonii, której celem jest podbicie świata i stworzenie jednego imperium. Jakie niespodzianki czekają na zachodnich najeźdźców w Kraju Kwitnącej Wiśni?
„Zgasić słońce” to bardzo ciekawa koncepcja wojennej historii alternatywnej, doprawiona nutką fantastyki. Czytelnik już od pierwszej strony zostaje wrzucony na głęboką wodę. Od samego początku akcja pędzi na łeb na szyję. Historia wciąga, jest kreatywna, napisana bardzo sprawnie i dynamicznie, przez co czyta się ją w błyskawicznym tempie. Oprócz zawrotnej szybkości akcji znajdziemy tutaj też chwilę na odpoczynek i przyjrzenie się z bliska kilku elementom japońskiej kultury.
I choć nie ma w niej tego czegoś, co sprawiłoby, że będzie to dla mnie niezapomniana lektura, czas z nią spędzony wspominam bardzo miło. Mimo ciężkiego tematu powieść jest lekka i przystępna. Polecam szczególnie fanom fantastyki, literatury historycznej i wojennej, ale nie tylko. Mam przeczucie, że każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.
Po zapoznaniu się z opisem tej książki wiedziałam, że MUSZĘ ją przeczytać. AU o Piłsudskim ze smokami i zaawansowaną technologią. Czyż to nie brzmi super? Brzmi. Dlatego podeszłam do tej książki z dwiema myślami: albo to będzie coś super zajebistego i nietypowego, albo duży zawód. Po ocenie 3 na 5 gwiazdek chyba łatwo się domyślić, w którą stronę skierowana będzie moja opinia. Zacznę o tego, że przed sięgnięciem do tej książki nie znałam innych dzieł Pana Szmidta, a o tym, że jest to rozwiniecie jakiegoś opowiadania, dowiedziałam się dopiero ze skrzydełek książki, więc jeśli jakieś moje "ale" co do fabuły zostało wyjaśnione w pierwowzorze to, cóż, nie moja wina, mogła taka informacja zostać przedstawiona w opisie...
Za największy plus "Zgasić słońce" można bez wątpienia uznać styl pisarski autora, który jest cudowny. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak lekko i przyjemnie czytało mi się jakąkolwiek książkę, praktycznie nie mogłam się od niej oderwać. Nie czułam, jak szybko i łatwo lecą mi strony, nawet przy takich "nudniejszych" fragmentach fabularnych.
Pierwsza dekada XX wieku, dokładnie rok 1905. Polska pod zaborami. Wielka flota koalicyjna, można powiedzieć, że cały świat się zjednoczył, by pokonać destabilizatora światowego ładu. Japonia, bo o niej mowa jest największym złem, które mógł spotkać świat. Nie dość, że wygrywa wyścig zbrojeń z resztą świata, to jeszcze ma do dyspozycji smoki oraz wsparcie ichniejszych bóstw. Wszystkie liczące się państwa na świecie wysłały swoje podniebne statki, by zniszczyć Tokio oraz samego cesarza.
Na jednym z flagowych statków armii rosyjskiej przebywa Andrzej Horodyński - Polak, który w wyniku zaborów zatracił polskość. On stanie się kluczem w pewnym momencie do przechylenia szali bitwy, ale również to właśnie jemu zostanie powierzone zadanie od którego powodzenia będzie zależeć los jego wymazanej z mapy, dawno zapomnianej ojczyzny.
Od pierwszych stron polubiłem powieść Roberta J. Szmidta. Nie chodzi tutaj o ten japoński klimat, który zasygnalizowałem we wstępie, ale który autor wrzuca czytelnika na głęboką wodę? Tutaj znajdujemy się w samym centrum podniebnej bitwy, która ma rozstrzygnąć losy świata. Od niej zależy przyszła ekspansja boskiego Tenno. To nie byle jaka bitwa, liczy ona sobie ponad 130 stron, a co z tym idzie pierwsze 25% książki to prawdziwa gratka dla fanów akcji.
Autor w wspaniały wręcz malowniczy sposób opisuje przebieg tej bitwy. Trudne decyzje, których podjęcie zakończy żywot setek istnień ludzkich, ale od których zależy również życie reszty świata. Wyczerpujące wyzwania pod niekończącym się ostrzałem z broni przeciwlotniczych, a przede wszystkim mitologiczne, orientalne stworzenia, które nie są przyjaźnie nastawione do wrogów cesarza, a ich zadaniem jest zniszczyć wszystko i wszystkich.
Dużo czytam, a naprawdę rzadko mam do czynienia z sytuacją, gdy jakaś książka wywrze na mnie wpływ, czy też skłoni do rozważań. Tutaj do tego doszło. Cierpienia głównego bohatera, w późniejszym etapie książki są nieporównywalne do jego zaangażowania w przebieg samej bitwy. Do tego jeszcze fakt, że w sumie został powołany na służbę wojskową, akurat w okresie przed rozpoczęciem wojny. Naprawdę to, co działo się z Horodyńskim po wielkiej bitwie i to w jaki sposób zostały te zdarzenia opisane jest klasą samą w sobie.
Jest jeszcze Józef Piłsudzki. Warto o nim wspomnieć, bo odgrywa tutaj dosyć kluczową rolę. Po pierwsze pojawia się dopiero w drugiej połowie książki i jest polskim patriotą, który oczekuje odrodzenia swojego państwa, wykorzystując słabość zaborcy rosyjskiego oraz rosnące znaczenie Japonii. Przedstawione tutaj fakty są prawdziwe, rzeczywiście miały miejsce w historii. W Zgasić Słońce. Szpony Smoka Piłsudzki zostaje przedstawiony jako dyplomata, zręczny manipulator, ale szczególnie jako inspirator, które zadaniem jest budowanie sieci wiernych sobie ludzi, gotowych służyć ojczyźnie na jego skinienie palca.
Określenie czym tak książka jest to prawdziwe wyzwanie. Z jednej strony zderzamy się z fikcją historyczną, ale dotyczy ona tylko sytuacji geopolitycznej oraz samego Piłsudzkiego. Z drugiej wielki mechy oraz wspaniała podniebna flota to wizje stricte z science fiction, a na dokładkę smoki i boska Amaterasu. Dla mnie ta książka to perełka, która łączy te trzy gatunki i wyciąga z nich esencję.
Wątek fantastyczny szczególnie overpower smoków nieszczególnie mi się podobał i w sumie mogłoby go nie być. Nie będę jednak twierdził, że jest on nielogiczny, bo wszystko jest ładnie opisane.
Na uwagę zasługuje jeszcze ten steampunkowy klimat. To coś czego mi wiecznie brakuje, a jest tego bardzo niewiele w fantastyce. Epoka pary, wielkie maszyny latające oraz roboty bojowe, które w mojej głowie kształtowały się jak obcy z Wojny Światów H.G. Wellsa. Fantasy, historia, science fiction oraz steampunk, a pewnie jeszcze kilka innych motywów i gatunków, które nie były tak eksponowane stworzyły nie tylko niesamowitą atmosferę, ale również pokazały potęgę Nipponu.
Zgasić Słońce. Szpony smoka to jedna wielka przygoda, rollercoaster. Początkowa ekscytacja tą epicką bitwą przeradza się w obawy o dalszy los bohatera. Jego krytyczne położenie sprowadza na czytelnika smutek, ale też współczucie. Mnogość wątków i motywów oraz wielowymiarowość postaci, które zaserwował Robert J. Szmidt tworzy prawdziwą ucztę wyobraźni.
Roberta J. Szmidta i orient. Jak przeczytałam zapowiedź książki Zgasić słońce. Szpony smoka, to aż uśmiechnęłam się pod nosem, na myśl o tym niecodziennym „połączeniu”. Jak doczytałam jeszcze, że w całą zabawę wmieszana będzie historia alternatywna, to wiedziałam, że będzie się działo i z ogromną przyjemnością rozpoczęłam nową, książkową przygodę. :)
Kierunek Tokio! Jest rok 1905. Andrzej Horodyński, młody kadet carskiej floty, wraz z tysiącem marynarzy zjednoczonej podniebnej armady, leci nad Tokio. To piękne miasto jest sercem potężnego japońskiego imperium, władanego przez boskiego tennō, który chce podbić cały świat, a pomóc mają mu w tym, uwolnione po tysiącu lat, mityczne smoki.
W dalekiej Japonii Józef Piłsudzki już wytypował zwycięzcę i wypatruje okazji do tego, by Polska będąca pod jarzmem zaboru rosyjskiego, odzyskała swą niepodległość. Jaką rolę w tej układance odegra młody Horodyński? I jak potoczy się największa bitwa powietrzna świata? O tym musicie przekonać się sami.
Powietrzna bitwa. Początek książki wręcz „wcisnął mnie w fotel”.
To wrzucenie na głęboką wodę w sam środek pędzącej akcji było niesamowite. Czułam, jak podnosi się adrenalina Horodyńskiemu i wręcz sama się nią napędzałam. W uszach szumiał mi wiatr, uchylałam się przed kolejnymi atakami smoków i wręcz miałam wrażenie, że wraz z głównym bohaterem zbiegam pod pokład, by przekazać ważne rozkazy.
I choć ten alternatywny świat pozostawał dla mnie wciąż sporą zagadką, bo nie było wiele miejsca „na wspominki”, to jednak nie odczuwałam braku tych powiązań, a wręcz chłonęłam walkę, w której udział brały nie tylko pancerniki i krążowniki powietrzne, ale także potężne mechy.
Ślamazarnie i ospale…
Niestety jak ta pasjonująca bitwa dobiegła końca, akcja niestety zaczęła zamierać, a historia straciła całe tempo.
Owszem sam pomysł na fabułę i wprowadzenie na scenę wyrachowanego gracza politycznego Józefa Piłsudskiego, to był strzał w dziesiątkę. Jednak te niezwykle plastyczne opisy świata, bardzo dobre oddanie fanatyzmu i honoru Japończyków, te postacie z krwi i kości, „rozdarcie” Horodyńskiego ciągną się jak przysłowiowy makaron, a napięcie, które sięgało już prawie zenitu, spada bardzo szybko do zera.
Podsumowując. Mam trochę mieszane odczucia, co do tego tytułu. Bo z jednej strony było to, co uwielbiam w takich powieściach. Rozpoczęcie z przytupem, wprowadzenie do fabuły ciekawych postaci historycznych oraz faktów, latające statki i mitologia japońska z głównym bóstwem panteonu shintoistycznego Amaterasu na czele. Z drugiej strony jednak ten brak napięcia, a także niemrawe „sklejanie i odhaczanie punktów” w drugiej części powoduje trochę „kręcę noskiem”. ;) Nie mogę jednak zaprzeczyć, że Zgasić słońce. Szpony smoka Roberta J. Szmidta jest nietuzinkowa i ma w sobie to coś, co powinno spodobać się szczególnie wielbicielom fantastyki. Polecam!
Rok 1905. Nad światem wisi widmo zagłady. Przywódcy największych mocarstw jednoczą siły, zawierają pokojowy pakt i stają do walki z morderczymi istotami. Wypuszczone po ponad tysiącu lat smoki zaciekle bronią Imperium Wschodzącego Słońca. Tymczasem Polska nadal jest pod zaborami i bije się u boku wroga. Józef Piłsudski desperacko szuka ratunku dla narodu, a jedyną nadzieję widzi w Japonii. Wikłając się w przeróżne intrygi będzie musiał udowodnić, że nasz naród jest godnym sprzymierzeńcem. ,,Zgasić słońce" to pierwszy tom cyklu Szpony Smoka. W swojej książce Robert J.Szmidt w niezwykły sposób przeciwstawia nowoczesną technologię z prastarymi smokami, Polskę dążąca do niepodległości z obliczem zagłady na skalę światową, a także inne, skrajnie różne wątki. Istna mieszanka wybuchowa, prawda? Ale przyznać trzeba, że całość wypada znakomicie. Już na samym początku autor zapewnia czytelnikowi sporo emocji. Zostajemy rzuceni w wir wydarzeń, w sam środek decydującego starcia - wielkiej wojny powietrznej. Walka jest zajadła. Jesteśmy świadkami wybuchających pocisków, spadających bomb, ataków gigantycznych bestii. Na naszych oczach umierają ludzie. Są to dynamiczne, ekscytujące, momentami trzymające w napięciu sceny. Zwłaszcza te, w których pojawiają się smoki - Pan Ognia, Pan Błyskawic, Pan Lodu i Pan Moru. Bardzo zaimponowało mi użycie profesjonalnej terminologii militarnej. Doceniam szczegółowy research przeprowadzony w tym temacie. Pomimo wszystkich zalet o których wspominam, uważam, że pierwsza część była nieco przeciągnięta. Nie mogłam się wreszcie doczekać co będzie dalej. Jak potoczą się losy głównego bohatera Andrzeja Horodyńskiego? Kiedy na scenę wkroczy Józef Piłsudski? Czy wreszcie staniemy się wolnym narodem? Po bitwie akcja nieco spowalnia. Horodyński wpada w ręce wroga i trafia do obozu jenieckiego. Gdy myśli, że to już jego ostateczny koniec, na horyzoncie pojawia się Piłsudski - wybawiciel. Czytając ,,Zgasić słońce" czułam się doceniona jako czytelnik. Miałam w ręku kawałek ambitnej, ciekawie skonstruowanej oraz nietuzinkowej fantastyki. Podobała mi się tematyka, operowanie słowem, kreacja postaci. Historia rozbudziła moją ciekawość. Musicie pamiętać, że jest to pierwszy tom, który należałoby potraktować jako zapowiedź pasjonującej kontynuacji. Robert J.Szmidt ochoczo zaprasza czytelnika do wykreowanego przez siebie świata, ale widać, że jest to wstęp do czegoś więcej. Ja ,,Zgasić słońce" oceniam na 3/5. Wyczuwam ogromny potencjał i trzymam kciuki, żeby ta opowieść znalazła swój szczęśliwy koniec. Jednocześnie polecam tytuł fanom fantasy, potyczek wojennych oraz po prostu każdemu, kto szuka 'czegoś nowego, czegoś innego' w panującym wszechobecnie kulcie schematów.
Technologia (mechy i latające okręty bojowe) oraz magia (smoki i bogowie) i Japonia, a w tym wszystkim Józef Piłsudski... Czy muszę więcej tłumaczyć, dlaczego sięgnęłam po tę książkę?
,,Rok 1905. Świat stoi w obliczu największego konfliktu w dziejach. Uwolnione od tysiąca lat przedwieczne istoty nie zatrzymają się, dopóki nie podbiją całego świata dla boskiego tenno. Przywódcy najpotężniejszych mocarstw zawierają sojusz i wysyłają gigantyczną podniebną armadę mad Tokio, by zetrzeć tę metropolię z powierzchni ziemi."
Na wstępie muszę zaznaczyć, że przyciągnęła mnie sama ciekawość i nie miałam wygórowanych oczekiwań, dlatego... nie rozczarowałam się. Bo opis, niestety, jest trochę za szumny i sporo nad wyrost tak naprawdę.
To nie jest zła książka, aczkolwiek jak na taki potencjał można było wyciągnąć dużo więcej. Koniec końców to był średniaczek z intrygującym pomysłem.
A świat przedstawiony zdecydowanie jest intrygujący i chciałabym poznać go więcej. Tyle, ile mi podano wystarczy by zrozumieć jak funkcjonuje... ale jestem ciekawa. Niestety większość oglądamy z perspektywy Andrzeja, jeńca wojennego i postaci na wskroś nijakiej, ale przynajmniej nie przeszkadzającej w odkrywaniu tego świata. I czasem w sumie było go żal, bo trochę taki z niego zbity piesek. I w sumie tyle można o nim powiedzieć. Jedynymi ciekawszymi postaciami byli Piłsudski i Murata. Ten pierwszy, bo charaktery, a drugi bo miał trochę tajemnic za uszami i ewidentnie próbował manipulować Piłsudskim.
W ogóle wydaje mi się, że gdyby wyciąć trochę Andrzeja, a więcej skupić się na relacji tej dwójki, to wyszłoby książce na plus. To Piłsudski i Murata ciągnęli intrygę. Do tego każdy w swoją stronę, bo każdy miał własne priorytety. Większość ciekawych rzeczy właśnie działa się gdzieś obok... gdy my, jako czytelnicy musieliśmy siedzieć z jojczącym Andrzejkiem.
Trochę właśnie żal, że przy takim potencjale wyszło średnio. Zgasić Słońce miało świetny pomysł, sporo niezłych momentów, ale ogólnie przez większość czasu jest właśnie średnio. Nie wybitnie źle, ale i nie wciagająco. Na tyle poprawnie, by nie zasypiać i czytać z jakimś jeszcze zainteresowaniem. Dlatego polecić mogę chyba tylko jako ciekawostkę - tak jak i ja na to patrzyłam.
Głównym bohaterem książki jest Andrzej Horodyński, kadet na służbie carskiego wojska, z pochodzenia Polak, żyjący pod zaborem Rosji. To właśnie na pokładzie rosyjskiej podniebnej jednostki pod flagą zjednoczonych narodów spotykamy go po raz pierwszy. Właśnie trwa walka, nalot na stolicę Japonii, Tokio, która to wypowiedziała wojnę większości krajów Europy i świata. Przedziwne statki, zbudowane z metalu lżejszego od powietrza, bombardują japońskie ziemie. Jesteśmy świadkami niezwykłedo hartu ducha Andrzeja, jego odwagi oraz sprytu. Ostatecznie gdy nalot się kończy przyjdzie mu stawić czoła naprawdę strasznym przeciwnościom losu... Książka składa się z trzech części: Nalot, Niewola oraz Szpieg. Łatwo więc się domyśleć co następuje po nieudanej próbie zagłady Tokio. Część pierwsza to opis podniebnej potyczki, podczas której nie tylko biją się podniebne jednostki, ale również mityczne smoki, broniące japońskich ziem. Świetna gratka dla fanów wątków militarnych oraz fantastycznych stworzeń. W dalszych częściach poznajemy potęgę Japonii, jej armii oraz okrucieństwo wobec pojmanych jeńców. Krew, pot i łzy towarzyszom mieszkańcom obozu, niemniej Andrzejowi, któremu na zmianę przytrafia się złe i dobre. Chłopak ten jest sprytny, lecz towarzyszy mu albo wyjątkowy pech, to znów traf szczęścia. Warto wspomnieć o prawdziwych postaciach, które również są bohaterami książki. Między innymi Józef Piłsudski, który przybywa do Kraju Kwitnącej Wiśni jako emisariusz, chcący zawiązać sojusz z japończykami. Jesteśmy świadkami rozwoju wydarzeń, planów, które snują wraz z tutejszymi generałami, aby wilk był syty, a owca cała. Kto tak naprawdę ma dobre zamiary, czy można komuś zaufać w stu procentach? Zwroty akcji w tej książce nie pozostawiają złudzeń - wojna rządzi się swoimi prawami. Książka idealna dla fanów fantastyki, wyjątkowych historii, militariów, smoków i nieszablonowych połączeń nowoczesnych technologii z tradycją. Czyta się ją naprawdę szybko, a zakończenie przyniesie wielkie zaskoczenie. Czekam niecierpliwe na kolejny tom! www.czytampierwszy.pl
Rok 1905. Japonia wspierana przez pradawne istoty zagraża Europie zagarniając stopniowo kolejne państwa. Armada okrętów wojennych wyrusza z Rosji na misję mającą odmienić losy świata i wielkiej wojny. Pod osłoną chmur zmierzają w kierunku Tokio, by wraz ze zjednoczoną flotą uderzyć na miasto i jego najświętsze miejsca. Jednak wszystko idzie nie tak. Japończycy mają wsparcie sił, o których się koalicjantom nie śniło. Wydają się spodziewać ataku, a istoty, których miało nie być, atakują z pełną mocą. Młody kadet, Andrzej Horodyński znajduje się w środku tego koszmaru i jeszcze nie wie jak wiele będzie zależeć właśnie od niego. Chłopak nie prosił się o służbę pod godłem okupanta, stara się jednak być najlepszym w tym co robi, stara się przeżyć.
Młody Horodyński ratując się ze zniszczonego pancernika ląduje w samym sercu piekła spalonego przez pożary i pełnego wrogich jednostek. Trafia do niewoli, gdzie zazna nieludzkich warunków i tortur. Niespodziewanie pojawia się tajemniczy emisariusz, Józef Piłsudski, który roztacza przed młodym człowiekiem swój śmiały plan odrodzenia państwa polskiego. Co z tym wspólnego ma jego pobyt w Japonii i jaką rolę ma w nim odegrać Andrzej Horodyński?
„Zgasić słońce”, to książka, którą przypisałabym do literatury batalistycznej, ze względu na sugestywny opis olbrzymiej bitwy powietrznej i trudów życia obozowego, ale ze znaczącym elementem fantastyki. Jest to również niewątpliwie powieść patriotyczna. O zagubieniu własnej tożsamości, poszukiwaniu przynależności, lojalności, trudnych wyborach, ale i bezwzględności i nieodwołalności ich konsekwencji. To moje pierwsze zetknięcie z twórczością autora, ale całkiem udane. Mimo poruszanej tematyki książkę czyta się lekko, a główny bohater, ze swymi rozterkami bez wątpienia podnosi pozytywny jej odbiór.
Było to moje pierwsze spotkanie z autorem i byłam bardzo ciekawa jego pióra. Nie rozczarowałam się! Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko, fabuła skupia się na głównym wątku. Nie ma miliona pobocznych postaci i rzeczy, które mogą rozpraszać naszą uwagę. Zaznaczę również, że jest tutaj naprawdę bardzo dużo opisów! Niektórym to może przeszkadzać, a dla innych będzie to bardzo duża zaleta.
Na początku zaczyna się już intensywnienie! Poznajemy naszego głównego bohatera Andrzeja Horodyńskiego podczas zaciekłej wojny. Fani smoków od razu będą zachwyceni! Mamy waleczne bestie Pana Ognia, Pana Błyskawic, Pana Lodu i Pana Moru. Wszystko odgrywa się w powietrzu nad Japonią. Niestety wojna dla naszego bohatera, będzie oznaczała klęskę i trafia on do niewoli! To właśnie tutaj spotka się on z Józefem Piłsudskim, który w tym kraju szukać będzie pomocy. Chce, aby polska odzyskała niepodległość? Jaki ma plan i w czym może pomóc mu nasz główny bohater? Tego dowiecie się czytając książkę!
Na pewno możemy powiedzieć, że jest to nietuzinkowa i wyjątkowa fantastyka. Połączenie, które nie każdemu może przypaść do gustu i które jest bardzo odważne! Jak połączyć naszego wodza ze smokami? Widziałam wiele komentarzy, że przez to niektóre osoby nie chcą sięgnąć po książkę, bo po prostu sobie tego nie wyobrażają. Uwierzcie mi, ja również nie wiedziałam jak to będzie wyglądać! Uważam jednak, że połączenie było udane! Postać Józefa Piłsudskiego wcale nie gra tutaj głównych skrzypiec, jest on w pleciony w cały ciąg wydarzeń i dzięki temu to połączenie naprawdę miało sens! Zakończenie? Jestem na tak! Ta książka dopiero rozpoczęła serię i jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów? Gdzie zmierza ta walka?
Fantastyka - checked Watek Japonii - checked Alternatywna historia - checked Elementy steampunk - checked
Te elementy powinny spowodować, że w momencie gdy po książkę sięgnąłem, powinienem ją odłożyć w momencie zamykania tylnej okładki. Tak się niestety nie stało. I nie wiem dlaczego. Tak jak wyżej, mamy alternatywną historię (wprowadzony troszkę po macoszemu ) z wątkiem fantastycznym (troszkę po macoszemu) konfliktu Japonia vs reszta świata. Mamy dodany element polityczny (po macoszemu) i smaczki steampunkowe (...po macoszemu). Tutaj właśnie leży pies pogrzebany. Pomysł na książkę jest naprawde niezły, setting wybrany również ma ogromny potencjał. Szkoda tylko, że nie poświęcono więcej im uwagi. Nie chce się zagłębiać w szczegóły, ale generalnie prawie żaden element świata nie został wyjaśniony. Może więc bohater i postaci poboczne coś zdziałają? Nope. Ot naiwny, durny młodzik kompletnie bez charyzmy. Książkę przeczytałem kilka dni temu i nie pamiętam nawet jego imienia. Ba, żadnego imienia i nazwiska nie pamiętam :). Fabuła? Last bastion? Naaah. Prawie do końca czekałem aż się rozkręci. Co ciekawe najciekawiej wyglądała dla mnie scena batalistyczna na początku (których z natury nie lubie). Później dzieje się właściwie niewiele, a zakończenie pasuje bardziej do opowiadania niż książki.
Rzadko kiedy to piszę, ale Pan Robert mógł się zdecydować od razu na trylogię. Wtedy mógłby więcej sił poświęcić na rozwinięcie tego ciekawego settingu i lepszą kreacje postaci. Tak to wyszedł zwykły średniak.
Zgasić Słońce to książka, której się obawiałam. Blur (opis na okładce) nie zachęcał, ale namawiała mnie koleżanka. Pierwsze strony podchodziłam z dystansem by dać się porwać batalii. Autor niezwykle plastycznie i obrazowo opisuje sceny walk – ma się wrażenie, że bierze się w nich udział. Szmidt z dokładnością i iście techniczną precyzją opisuje statki, ich oprzyrządowanie i broń. Kaliber, lufa i inne parametry oprzyrządowania pojawiają się i obrazują siłę rażenia, a jednak nie ma się wrażenia, że czegoś jest za dużo. Dzięki tym zabiegom akcja się nie dłuży, ale nabiera charakteru i realności. Co jest zaskoczeniem – to dialogi są znikome lub nie ma ich wcale. Pierwszoosobowa narracja prowadzi nas przez bitwy i spotkania ze smokami, do wewnętrznych przemyśleń postaci. Świetne opisy smoków, pobudzają naszą wyobraźnię. Co jest zaskoczeniem – to dialogi są znikome lub nie ma ich wcale. Pierwszoosobowa narracja prowadzi nas przez bitwy i spotkania ze smokami, do wewnętrznych przemyśleń postaci. Podoba mi się przedstawienie Andrzeja, nie rozczula się nad sobą, nie prowadzi niepotrzebnych rozważań. Stworzona postać jest bardzo męska i zaradna. Pomimo problemów jakie napotyka na swej drodze, charakteryzuje go hart ducha i wola przetrwania.
Myślę, że fani fantastyki i wojny znajdą przyjemność w obcowaniu z tą książką.
Wojna, podniebne batalie, bebechy na każdym kroku i smoki na dokładkę. A wzmianka na okładce o Piłsudskim mogłaby dla mnie nie istnieć i chyba czytelnicy się zgodzą, bo szanowny pan Józef pojawia się bardzo późno i z pewnością nie jest naszym głównym bohaterem.
Już na samym początku książki jesteśmy wrzuceni w wir akcji, nie ma nudy. Fabuła, owszem, zwalnia, ale tylko momentami i to tylko wtedy, gdy jest to konieczne np. by poznać lepiej głównego bohatera Andrzeja. Na dodatek jego postać jest tak przedstawiona, że nawet ja, jako kobieta, potrafię się wczuć w jego rolę i przeżywać wszystkie jego bolączki, a przyznajmy to sobie szczerze, trochę tego było, chłopak od początku nie miał łatwo. Jest brutalnie, bardzo wiarygodnie, ale i ekscytująco.
Książka po opisie wydawać by się mogła zupełnym misz-maszem. Alternatywna historia? Piłsudski + Tokio nad którym latają smoki władające różnymi mocami i Amaterasu (japońska bogini słońca)? No po prostu kosmos... Otóż nie. Wszystko w tej powieści jest tak wyważone, że ja to kupuję w 100%. Wszystko ma swoje miejsce, logikę i jest tak wciągające, że nie można się oderwać, aż do ostatniej strony, która... Wbija w fotel. Już nie mogę się doczekać kolejnej części.
Książkę odebrałam za punkty w portalu Czytam Pierwszy.
Akcja toczy się w roku 1905 w Japonii. Przywódcy największych światowych mocarstw łączą siły, żeby zniszczyć Tokio, Wysyłają nad miasto tysiące swoich wojsk w najniebezpieczniejszych podniebnych statkach, żeby zbombardować metropolię i obrócić ją w pył. Na pokładzie rosyjskiego Pietropawłowska pod rządami wiceadmirała Makarowa służy kadet o polskich korzeniach, Andrzej Horodyński. Towarzyszymy Horodyńskiemu od początku nalotu, kiedy europejskie i amerykańskie siły powietrzne mają chwilową przewagą, którą tracą za sprawą przedwiecznych, mitycznych stworzeń - czterech ogromnych smoków walczących dla Japonii. Za sprawą przypadku Andrzejowi udaje się ocaleć, a dzięki determinacji po wielu dniach ucieka ze zniszczonego miasta. Niestety, wpada w niewolę przeciwników. Od katorżniczej pracy ratuje go emisariusz Józef Piłsudski, jednak w zamian Andrzej musi szpiegować dla Japończyków, którzy darują mu życie i pomogą Piłsudskiemu w odzyskaniu nieistniejącej od ponad stu lat Polski. Jednak jeden odruch serca może kosztować Horodyńskiego więcej, niż wszystkie okrucieństwa wojny... Świętna książka z ciężką fabułą, a napisana lekkim piórem. Wplecione w fabułę bóstwo i fantastyczne smoki wydają się tu nie pasować, ale idealnie wkomponowują się w tło wydarzeń. Takich książek chcę więcej!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Zjednoczone Narody walczą przeciw najeźdźcy z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Już na samym początku jesteśmy rzuceni w wir epickiej bitwy toczącej się nad Tokio, gdzie latające jednostki bojowie starają się zetrzeć miasto w pył.
Między bóstwami, smokami i zjednoczonymi narodami jest Andrzej Hordyński. Młody chłopak siła wcielony do carskiej armii.
Na dodatek jest także Józef Piłsudski szukający okazji by odzyskać niepodległą Polskę. ...
Polecam ją szczególnie osobom lubiących tematykę wojenną i cudowne opisy podniebnych bitw ze smokami, mi po prostu nie przypadła do gustu 😁. Strasznie dłużyła sie miejscami, (może mam kryzys😁). Pomimo ciekawych wątków nie potrafiłam się w niej odnaleźć od samego początku do końca 🤷♀️. Zdecydowanie nie była to książka czytana przez mnie jednym tchem.
Wciąga jak bagno już od pierwszych stron. Jest to opowieść naprawdę niesztampowa, już dawno w fantastyce nie było takiego powiewu świeżości jeżeli chodzi o zupełnie nowe historie. Mamy wyrazistego bohatera, ciekawe zwroty akcji i fantastyczną alternatywną rzeczywistość niesamowicie bogatą w szczegóły. Dlaczego nie maksymalna ocena? Jednak widać, że książka ta to taki zaczątek czegoś większego, sama w sobie oczywiście stanowi zamkniętą całość jednak człowiek ma spore uczucie niedosytu po lekturze.
Hmm, okazuje się, że zostałem zaprogramowany żeby szanować Piłsudskiego, bo dziwnie źle mi się czyta, kiedy opisany jest jako ktoś, kto posunie się do kłamstwa, żeby osiągnąć swój cel. Nawet jeśli faktycznie tak było w rzeczywistości, a piszę tu przecież o alternatywnej historii. Dziwnie coś takiego odkryć u siebie. A sama książka przyzwoita, wciągająca na początku koncepcją świata i dynamiką akcji, ale potem coraz bardziej zwalniająca. Na pewno sięgnę po drugi tom.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Fantastyczny pomysł, tym bardziej że osadzony w rzadko wykorzystywanej epoce - ale... clou całości to pierwsze 25% powieści, cała reszta jest (nie chcąc mówić słabsza) mniej interesująca - parafrazując, zaczęło się od trzęsienia ziemi a potem było już tylko sprzątanie. Mimo to zdecydowanie sięgnę po ciąg dalszy (a mam nadzieję że będzie) - mam słabość do latających pancerników :)
Pierwsze 180 stron było ciężkie do przebrnięcia. Od pierwszej strony jesteśmy świadkami wielkiej bitwy, dopiero później poznajemy świat i reguły jakie nim rządzą. Duży próg wejścia, wolę wolniejszy początek ale więcej akcji w dalszej części książki. Tutaj było odwrotnie, jakoś to poszło, ale przez tak trudny początek nie miałam ochoty wracać do tej historii.
Dla zwykłego Europejczyka Azja to tajemniczy kontynent, szczególnie Daleki Wschód. Polityka izolacjonistyczna sprawiła, że wciąż na nowo odkrywamy tamte rejony świata. Czy kiedykolwiek jednak zastanawialiście się, co by było, gdyby te wszystkie mitologie azjatyckie zeszły na Ziemię? I to jeszcze w trakcie wojny? Gwarantuję Wam, że może być wtedy bardzo ciekawie.
Andrzej Horodyński, niby Polak, a urodzony i wychowany w zaborze rosyjskim, zostaje siłą wcielony do armii carskiej i po krótkim szkoleniu wysłany na front wojny rosyjsko-japońskiej. Zjednoczone siły większości państw europejskich, USA i Rosji wyruszają nad Tokio, żeby zmieść stolicę Kraju Kwitnącej Wiśni z powierzchni ziemi. Jednak cała akcja okazuje się wielkim niewypałem, gdy do akcji wkraczają smoki. Armia koalicyjna ulega całkowitemu zniszczeniu, a młody Horodyński trafia do niewoli. W tle rozgrywa się jednak dużo ważniejsza gra o niepodległość Polski. Józef Piłsudski usiłuje przekonać Japonię, że wolna i niepodległa Polska będzie cennym sojusznikiem w rozgrywce przeciwko Rosji i pomoże zmieść państwo carów z map świata. Nie będzie to jednak takie proste, jakby się wydawało...
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Roberta J. Szmidta, ale na pewno nie ostatnie. Nie jestem wielką fanką wątków azjatyckich w powieściach, tak samo podchodzę bardzo ostrożnie do alternatywnych wersji historii i do steampunku, ale Zgasić słońce. Szpony smoka naprawdę mnie do siebie przekonały. Pośród sterowców, które unoszą się pod niebo dzięki cavorytowi, metalowi wielokrotnie lżejszemu od powietrza, po niebie śmigają smoki, wśród cudów techniki spotykamy Amaterasu, japońską boginię słońca. Z pozoru to połączenie mogłoby budzić śmiech i politowanie, a w rzeczywistości działają na człowieka jak magnes.
Powieść zaczyna się od naprawdę wysokiego C. Pierwsze bite sto stron to opis jednej, wielkiej podniebnej bitwy nad Tokio – matko jedyna, w życiu nie czytałam tak epicko rozbudowanej i cały czas trzymającej w napięciu sceny batalistycznej! A to nie lada wyczyn, przez tyle stron utrzymać zainteresowanie czytelnika i nie znużyć go szczegółami maszyn, ataków, manewrów i tego wszystkiego, z czym wiąże się walka i bitwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Potem akcja dość mocno zwalnia, by na koniec nabrać cech dobrego thrillera politycznego. Takie pomieszanie gatunków z poplątaniem działa jednak na korzyść całej powieści i czyta się ją bardzo szybko – duża w tym również zasługa autora, który ma lekki, plastyczny styl, dzięki któremu przez fabułę wręcz się płynie.
Głównym bohaterem opowieści jest nastoletni Andrzej Horodyński – chłopaka nie sposób nie lubić. To młody kadet, wcielony siłą do armii rosyjskiej, który nie bardzo sam wie, kim jest: Polakiem czy Rosjaninem. Łatwo ulega wpływom innych, chce służyć ojczyźnie, a jednocześnie pragnie wciąż pozostać lojalnym wobec przyjaciół i tych, którzy okazali mu serce, a którzy są wrogami ojczyzny. Rozdarty, próbuje znaleźć słuszną ścieżkę między tymi wyborami, co wcale nie jest łatwe, a wręcz wszystko komplikuje. Natomiast Piłsudski okazuje się wyrafinowanym i, mówiąc wprost, zimnym graczem politycznym, który po trupach chce dążyć do celu, jakim jest dla niego niepodległa Polska. Nie boi się przy tym manipulacji innymi ludźmi, kłamstw i oszczerstw – zrobi wszystko, byle tylko osiągnąć cel, który sobie postawił. Pozostali bohaterowie to już osoby z drugiego planu, a raczej to bohaterowie zbiorowi: Japończycy, którzy są przedstawieni jako zimni, podli ludzie, którzy torturują swoich wrogów i nie mają dla nich ani krzty litości. Natomiast Rosjanie, co ciekawe, opisani są raczej jako dość ludzcy i pomocni, chcący chronić młodego Horodyńskiego i opiekujący się nim. To ciekawy zabieg, jeszcze bardziej gmatwający całą fabułę.
Zgasić słońce. Szpony smoka to opowieść o bohaterstwie i niezłomnej woli przetrwania, o tym, jak łatwo wróg może stać się przyjacielem i odwrotnie. I o tym, że nigdy nie wiadomo, kto może wbić ci nóż w plecy, i że w polityce nie ma przyjaciół ani miłosierdzia dla innych. Napisana z rozmachem i łącząca mnóstwo zdałoby się nie do zgrania pomysłów i wątki, zaciekawia i jest świetnym wstępem do dalszych części. Mam nadzieję, że już niedługo w nasze ręce trafi drugi tom tej opowieści, bo jestem go ogromnie ciekawa.