Cóż ci te kobiety, Plautusie, uczyniły, że masz o nich takie złe zdanie? Przyznaj się, kiedyś któraś puściła cię w trąbę i nie możesz tego przeboleć, hmm? A jednocześnie jakbyś jednak je lubił. Niby takie chytre, przebiegłe, kłamliwe, a opisane z sympatią. Nie wiem zresztą, dlaczego uważasz, że są bardziej chytre, przebiegłe itd. od mężczyzn, skoro twoi bohaterowie kombinują i oszukują równie skutecznie jak bohaterki. Ba, to oni wymyślają cały plan!
Zdecydowanie bardziej moja bajka niż ten nieszczęsny Arystofanes. Bardziej niż jego przypomina mi to Moliera. A tytułowy bohater trochę wyglądał mi na daleki pierwowzór Zagłoby.
Wstęp (w wersji z WL) jest posłowiem - poważnie, albo kompletnie go pomińcie, albo czytajcie go PO przeczytaniu samej komedii, bo jego autor na samym początku streszcza dosłownie całą fabułę. Nie róbcie sobie tego. Żołnierz samochwał jest zabawny, ale nie jeśli od początku wie się dokładnie, co się wydarzy...
Jedna rzecz mnie tylko zastanawia: jakim cudem bohaterom udało się wybić ścianę między oboma domami tak, że nikt z domowników nie zorientował się, że dzieje się coś podejrzanego? Z czego były te ściany, z kartonu? Czyżby nasz piękniś z łbem w loczkach któregoś dnia wyszedł z domu razem ze wszystkimi niewolnikami i służącymi? Coś mi tu nie gra.