Gdy odkryłam przypadkiem w mieszkaniu książkę traktującą o każdym komiku z osobna i o wszystkich razem, pełną klimatycznych czarno-białych fotosów, jak to się kiedyś mówiło, w końcu mnie biografia wspólnych losów przed i po Latającym Cyrku przyciągnęła jak magnez z rana do śniadania, żeby powieka nie latała od kawy.
Niestety biografia Perry'ego miejscami przynudzała nadmiarem szczegółów, nazw, nazwisk, dat i miejsc, odkryła przede mną pewne czasem oczywiste, czasem fascynująco plotkarskie szczegóły, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Na przykład fakt, że program najpierw miał się nazywać Owl-Stretching Time, potem Bunn, Wackett,Buzzard, Stubble, And Boot, wreszcie Gwen Dibbley's Flying Circus, a dopiero na koniec panowie wpadli na Monty Pythona. Czemu? Bo to jedno z bardziej nieprawdopodobnych mian dla człowieka. Monty kojarzył im się z szemranym osobnikiem, Python jest idiotycznym nazwiskiem, a Monty Python's Flying Circus tworzy osiem zgrabnych jambicznych sylab, które można z lubością wykrzykiwać wraz z Cleesem podczas fantasmagorycznych przejść w czołówkowej animacji Guiliama przy akompaniamencie żywiołowego marszu Liberty Bell w tle.
Nie wiedziałam też, że Graham Chapman miał problem alkoholowy, na dodatek studiując pilnie medycynę. Do tego stopnia, że raz omal nie otarł się o śmierć. Wiedziałam też, że któryś z Pythonów był homoseksualistą, ale nie wiedziałam który. Stawiałam na Erica, a tu się okazało, że to jednak Chapman. Ten wcielający się w fantastycznego generała, który domaga się zakończenia danego skeczu z powodu zbytniego nagromadzenia głupoty.
Nie wiedziałam, że ekipa była podzielona obozami opartymi na opozycji. Cleese i Chapman jako absolwenci Cambridge byli praktyczni i logiczni; Michael Palin, Terry Jones i Eric Idle skończyli Oksford i byli bardziej żywiołowi, absurdalni, emocjonalni. Eric był bardziej odludkiem i wolał pracować w samotności; podobnie jak Amerykanin Terry Giliam, który dniem i nocą kopiował fragmenty swoich albumów z reprodukcjami wielkich dzieł malarstwa, wycinał, nagrywał i montował animacje. Natomiast Palin i Jones oraz Cleese i Chapman tworzyli zgrane duety wspierające się nawzajem i komentujące swoje poczynania. Największa oś przeciwieństw i źródło konfliktów pojawiły się pomiędzy Terrym Jonesem i Johnem Cleesem, jako że Cleese do najłatwiejszych w obyciu nie należy i uwielbia narzekać; Jones natomiast często przejmował dowodzenie i wyznawał zasadę, że należy się trochę poświęcić dla sztuki. Dlatego część filmów, Michael Palin w roli rozbitka i kolejne sceny z Cleesem w postaci prezentera za biurkiem odbywają się w odludnych, dziwnych, nieprawdopodobnych miejscach, co często bywało uciążliwe dla ekipy.
Nie wiedziałam też, że komicy odcięli się jak mogli od pierwszej amerykańskiej wersji Latającego Cyrku, która została pocięta bez litości i ocenzurowana do nieprzyzwoitości.
Nie wiedziałam też, że gdy Pythoni dostali specjalną nagrodę jury na festiwalu w Cannes, cyknęli sobie fotkę z prowokacyjnie obnażonymi sutkami.
Jak tu ich nie kochać?