Space Opera to dla mnie dość specyficzny gatunek. Jedne z dzieł stanowiących kanon tego stylu uwielbiam, a innych nie cierpię. Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, iż przyczyną są dwa nurty SO, z których jeden plasuje się w hard science fiction, a drugi, mimo anturażu zaczerpniętego z SF, tak naprawdę w mniejszym lub większym stopniu ciąży ku fantasy, tylko zamiast czarów i zaklęć mamy tu technikę i technologię, lecz nie takie, jak w Hard SF, czyli przekonujące i logicznie powiązane, ale nieco infantylne i mniej nawet realistyczne niż wspomniane czary mary.
Sięgając po „Rebelię” otwierającą cykl powieściowy „Rebel Fleet” pióra amerykańskiego współczesnego pisarza B.V. Larsona miałem nadzieję na coś naprawdę mocnego w stylu Military SF z wyraźnym rysem klasycznego SF (Hard). Niestety, dość mocno się zawiodłem.
„Rebelii” daleko, i to bardzo, choćby do „Ekspansji” Jamesa S.A. Coreya (spólka Daniela Abrahama i Ty Francka), za to bardzo blisko do najsłabszych filmów cyklu „Gwiezdne Wojny”. Oczywiście, te ostatnie też mają swoich zagorzałych fanów, i dla czytelników o podobnych gustach pewnie „Rebelia” będzie super, ale to nie moja bajka. Nie, żeby całkiem mi się pierwsza powieść cyklu „Rebel Fleet” nie podobała - była OK - ale do zachwytów mi daleko.
Pomysł na fabułę dobry, kreacje głównych postaci w normie, sporo strawnego humoru, ale im dalej, tym to wszystko płytsze i bardziej koturnowe. Nie komiksowe, a przegięte i wysztucznione, zaś najgorsze to narastające wrażenie płytkości. No i drzewo technologiczne się sypie, podobnie jak związki przyczynowo-skutkowe. A szkoda, bo na przykład wspomniany humor jest lekki, awanturniczy, którego w filmach już się nie zobaczy, i który sprawia wrażenie jakby pochodził z dzieła dużo bardziej udanego.
Fabuły nie będę przybliżał. Całe szczęście, że notkę wydawcy przeczytałem dopiero po poznaniu powieści, gdyż zdecydowanie jest to spojler i straciłbym wynikającą z niewiedzy część czytelniczej przyjemności, której i tak nie było w nadmiarze.
Moje wrażenia dotyczą audiobooka w interpretacji Rocha Siemianowskiego. I tu wielkie uznanie dla wydawcy za wyjątkowo umiejętne wprowadzenie (na bieżąco) treści odsyłaczy, odnośników, itd., co jest w świecie audio rzadkością, niestety. Jak zwykle nie mogło się jednak obyć bez drobnych wpadek jak na przykład „pod rząd” zamiast „z rzędu”. Sam Roch Siemianowski stanął na wysokości zadania, ale jeśli już stwierdziłem, że „Rebel Fleet” to nie „Ekspansja”, to i Maciej Kowalik z tego drugiego audiobooka lepiej sobie poradził od Lecha.