On - życiowy pechowiec. Czego się nie tknie, zamienia w katastrofę. Na szczęście, zawsze może liczyć na pocieszenie w kobiecych ramionach.
Ona - kiedyś całkiem ładna dziewczyna, dziś ukryta pod kilkoma warstwami szaroburych swetrów i strasząca wiecznie naburmuszonym wyrazem twarzy. Nie wierzy w miłość i związki. Jedynym mężczyzną w jej życiu jest pozbawiony męskości kot.
Oboje zaczynają pracę w biurze matrymonialnym, prowadzonym przez szefową z piekła rodem. I choć wydaje im się, że ich zajęcie będzie miłe, proste, a nawet nieco nudne, to szybko przekonują się, że kojarzenie par to wyjątkowo trudne zadanie. I że można przy nim nie tylko przeżyć przygody jak z filmu grozy, to jeszcze nabrać wątpliwości, czy w dzisiejszych czasach romantyzm to coś więcej niż tylko hasło w słowniku...
Magdalena Witkiewicz – a writer. Graduated from Gdańsk University, Gdansk Foundation for Management Development and Executive Master of Business Administration (MBA) in Gdańsk.. She has worked as a marketing analyst and marketing specialist. Until recently, she has owned a marketing company.
In 2013 she published four bestsellers: (Zamek z piasku, Szkoła żon, Ballada o ciotce Matyldzie, Lilka i spółka), three of which granice.pl vortal warded in a contest for the best books of spring and summer A Vietnamese publishing house has bought the rights to ”Szkoła Żon” book and this novel will be translated and published in Asia in 2014 Magdalena Witkiewicz has also represented Poland at the International Festival of Literature for Children in Lithuania. She conducts writing workshops for teenagers. In her novels she mentions the most important problems of nowadays women. Thanks to her books, women find the faith for dreams to come true. All you should do is to take your fate into your hands and help it a bit.
Wersja bez jadu: Mój Boże, dobrze, że chociaż krótkie to było!
Wersja prawdziw(sz)a: Mój Boże, jakie to gówniane było! Irytujące, upupione, infantylne, wytarzane w przymiotnikach i porównaniach*, sztucznie wydłużane zamiast cut to the chase, nieśmieszne (monitoring rodzicielski dla kota - no boki zrywać!). "Urocza" szefowa była jedyną w miarę krwistą postacią, do której czułam coś więcej niż tylko irytację, zażenowanie. Antybohaterka budzi sympatię. Hm. Kot ma imię (Puszysław), które brzmi spoko, gdy się je czyta pierwszy raz na okładce, gdy kolejny i kolejny, z emfazą, czyta je lektorka (za którą nie przepadam), robi się tylko irytujące. Jakieś takie... napuszone, irytujące i infantylne? Pojawiają się też bohaterowie z poprzedniego dzieła ("dzieła") autorów (Pudełko z marzeniami) (obawiam się, że Miasteczko powróci w tomie 3.). Ech, pani Wiesia i jej nalewki. Dla zdrowotności i czegoś tam. Jedna z bardziej irytujących postaci literackich ever. I tytuły rozdziałów jak z XIX-wiecznej literatury ("Rozdział XY. O tym, jak Jacek się nie nadawał, w związku z tym wymyślał intrygi") - spójne co prawda ze sztucznym wydłużaniem, ale wciąż irytujące.
Rozumiem literatura plażowa, dla gospodyń domowych, ale - na litość boską! - trochę szacunku dla/do tej plaży czy kur domowych. Jak bardzo autorzy pogardzają swoimi czytelnikami, że serwują im takie coś? Or is it me, że oczekuję od literatury rozrywkowej jakiegoś poziomu?
Czy ja przestanę mieć nadzieje, że Alek aka Heliogabal napisze coś, co będę mogła z dumą polecać innym? Niech mnie ktoś powstrzyma przed czytaniem 3. tomu dzieł zebranych A. Rogozińskiego i M. Witkiewicz, bo taki - nie wątpię - wcześniej czy później powstanie, a ja naprawdę nie chcę ziać jadem.
*Przykłady: "Sam miał ochotę zamienić się w strusia pędziwiatra i uciec z prędkością pendolino". "Chusteczki znikały w tej firmie szybciej niż kurtki na promocji w Lidlu". "Ruch jak w Biedronce przed wolną niedzielą". "Pierwszy raz razem spaliśmy. (...) Jak to? (...) Normalnie, ty na sofie, ja na podłodze" - o, jakie śmieszne! #ŚMIECHOMNIEBYŁOKOŃCA
Barbara, porzucona kolejno przez trzech narzeczonych - i to dla tej samej kobiety - przestaje wierzyć w miłość. Postanawia, że nigdy więcej nie wpuści do swojego życia żadnego mężczyzny, z małym futrzanym wyjątkiem w postaci kota Puszysława. Woli schować się za szarymi, bezkształtnymi ubraniami, niż po raz kolejny narazić się na zranienie. Wydawałoby się, że biuro matrymonialne to ostatnie miejsce, w którym Barbara powinna pracować, a jednak dziwnym zrządzeniem losu właśnie tam znajduje zatrudnienie. Wkrótce po niej diaboliczna szefowa zatrudnia także Jacka - życiowego nieudacznika, wylatującego z kolejnych posad szybciej, niż urząd pracy jest w stanie znajdować mu kolejne oferty. Chociaż ani Jacek, ani Barbara nie mają pojęcia o pracy w biurze matrymonialnym, o dziwo całkiem nieźle odnajdują się w nowym miejscu, a ich zajęcie dostarcza im więcej emocji, niż mogli się początkowo spodziewać. Czy jednak zawodowe łączenie ludzi w pary wystarczy, aby przywrócić Barbarze wiarę w miłość? I jak długo Jacek jest w stanie utrzymać się w jednej pracy, nie powodując przy tym katastrofy?
“Biuro M” to druga po “Pudełku z marzeniami” powieść duetu Witkiewicz & Rogoziński. Mam nadzieję, że nie ostatnia, bo pod względem stylu, humoru i pozytywnej energii, tych dwoje autorów pasuje do siebie niczym ciastko i dobra herbata, dostarczając przy tym równie przyjemnych wrażeń.
Akcja książki po raz kolejny rozgrywa się w Miasteczku - niewielkiej miejscowości, w której jednak sporo się dzieje. Nie mogło zabraknąć epizodów z udziałem tak lubianych przez czytelników postaci jak pani Wiesia (z jej słynnymi nalewkami ku zdrowotności, ma się rozumieć!) czy rezolutna Kalinka, której żaden dorosły nie jest w stanie przegadać. Ale to tylko małe wzmianki, a prym w “Biurze M” wiedzie grono całkiem nowych, świetnych postaci, które rozbawią was do łez.
Jacek, chociaż katastrofy trzymają się go jak rzep psiego ogona, obdarzony jest chłopięco-cielęcym urokiem i nawet, kiedy zachowuje się głupio (zwłaszcza w obecności płci przeciwnej), to trudno jest go nie lubić. Barbara jest bystrą, fajną babką, schowaną za maską zgorzkniałej starej panny, ale wraz z rozwojem akcji stopniowo ją zrzuca, dając się poznać od jaśniejszej strony. Krystyna, wiecznie otoczona chmurą papierosowego dymu właścicielka biura, ze swoim ciepłem i wrażliwością pasowałaby raczej na poganiacza niewolników w kamieniołomach albo managera w korporacji, niż na szefową jakiegokolwiek biznesu związanego z miłością i romantyzmem. Mieszankę wybuchową dopełniają wróżka Nasiha i zielarz Waldemar, prowadzący swoje zakłady w bezpośrednim sąsiedztwie biura Minerwa. Każdy bohater wnosi do powieści elementy komizmu, ale chyba najbardziej ubawiły mnie właśnie słowne przepychanki tych dwojga. Generalnie za najmocniejszy punkt “Biura M” uważam świetnie skonstruowane dialogi, naszpikowane humorem i mówiące o charakterze bohaterów o wiele więcej, niż najbardziej szczegółowe opisy.
Żadnemu z autorów nie można odmówić lekkości pióra, wspólnie stworzyli więc książkę, którą czyta się błyskawicznie i z ogromną przyjemnością. Zakończenie pozytywnie mnie zaskoczyło, bo chociaż fabuła zdawała się toczyć utartym od początku torem, to jednak pozostało w niej miejsce na odrobinę nieprzewidywalności. Państwo autorstwo miało ciekawy pomysł na powieść i myślę, że w pełni go wykorzystali, uzupełniając go o przejawiającą ich poczucie humoru narrację, wspomniane już dialogi, wartko płynącą akcję, różnorodnych bohaterów i, nieodzowny w tego typu literaturze, happy end. Żywię szczerą nadzieję, że nie było to ostatnie spotkanie z mieszkańcami Miasteczka, bo umieram z ciekawości, jakie jeszcze perypetie mogą spotkać tę niewielką, ale tak zróżnicowaną pod każdym względem społeczność.
A mogłam po przeczytaniu opisu stwierdzić, że to nie dla mnie. No cóż, nie chcę się bardzo rozwodzić nad tym co mi się nie podobało, bo głównie chodzi o to, że książka jest po prostu nijaka. Jestem pewna, że za godzinę zapomnę jak bohaterowie mieli na imię. Jasne, może czyta się to lekko a dialogi są żartobliwe, ale bohaterowie są tacy jednowymiarowi. Główny bohater - pechowiec, i głównie to go definiuje. Bohaterka - ma dosyć mężczyzn i postanawia zostać crazy cat lady... już to widziałam nie raz, w różnych wydaniach a to nie było wcale wyjątkowe.
… nic nie może wiecznie trwać, chyba że prawdziwa miłość…
Ciekawa i intrygująca książka jaką ostatnio czytałem, bo wiecie co… nie jest pewna absurdów i dennych zbędnych dodatków jak w wielu książkach tak by tylko zwiększyć ich puszystość.
Język w jakim była ona napisana był przyjemny w czytaniu, a dialogi czasem śmieszne, czasem niedorzeczne, a czasem krindżowe, co w połączeniu ze sobą dawały dobrą zabawę, i ja wiem, że lubicie teksty, które są chwytliwe. Może nie będzie ich tu wiele, ale te, które tu są, godnie reprezentują książkę.
Bohaterowie… tu już temat rzeka, bo mamy tu bohaterów, w skrócie, po przejściach. Ona jako informatyczka, która nie cierpi swojego życia zaczyna od przeprowadzki, gdzie wraz z Puszyslawem trafia do małej mieściny, a przez przypadek - tak, trafia do Biura Matrymonialnego jako wiadomo kto, a kto nie dobierze dobrze par jak nie kobieta, co nie? Drugim naszym bohaterem jest „smurf ciamajda”, którego pech prześladuje jak Krysie z filmu Zróbmy sobie wnuka”, a który marzy by miłość trafiła wreszcie na niego. Dzięki kobietom również zaczyna pracę w Biurze M. i tu zaczyna się zabawa z piekła rodem pełnym zachwytów, ochów i achów, a to połączone jest trudnymi decyzjami - kto z kim i gdzie.
Niewinna komedia romantyczna, a przykuła moją uwagę na tyle, że chciałbym poznać kolejne ich przygody lecz jest to tylko jeden tom, co mnie zasmuciło. Takich książek to ja chciałbym czytać więcej, bo mamy tu nie tylko miłość i radość, ale i smutek…
Myślę, że wpadnie ona w oko nie jednej osobie, bo jeśli mamy szaro i ponuro za oknem to ta książka ogrzeje wasze czarne serduszka…
"...miłości nie da się zmierzyć, zważyć, zaprogramować i przeliczyć w żadnym systemie liczbowym. Albo kochasz, albo nie"
Infantylna bez krzty humoru. Nielogiczna i tak słaba, że grzech książkę przeczytać do końca. Nie zaskakuje, brak tu jakiejkolwiek akcji i słowo, jakie się tu nasuwa to nuda przez wielkie N! Och ile bym dała za to, by choć raz tak napisać o książce Witkiewicz czy Rogozińskiego. Niestety się nie da! Po raz drugi pani Magdalena i pan Alek udowadniają, że duety doskonale im wychodzą!
Akcja rozgrywa się w Miasteczku, znanym już z „Pudelka z marzeniami” Ona – Basia – to szara myszka, niemająca szczęścia do mężczyzn, a zwłaszcza do tych o imieniu Michał. Swoją kobiecość ukrywa pod płachtami szarych ubrań, do Miasteczka przeprowadza się, by opiekować się mieszkaniem ciotki. W wyniku niespodziewanych okoliczności dostaje w spadku…kota! On – Jacek- to życiowy pechowiec. Każdą nową pracę zmienia z prędkością światła, zostawiając byłe zakłady pracy z niemałą katastrofą. Na szczęście pocieszenia szuka w kobiecych ramionach. Co łączy tych dwoje? Praca w biurze matrymonialnym pod przewodnictwem demonicznej szefowej Krystyny. Dodajmy jeszcze do kompletu zielarza i wróżkę a świetną zabawę mamy gwarantowaną!
Czy miłość można zaprogramować? Ustawić w systemie określone cechy i czekać, aż program sam dobierze nam partnera? Czy może zaufać intuicji i nawet pomimo niepowodzeń wierzyć, że taka osoba na zawsze się jeszcze pojawi? Zamiast dumać możemy przeczytać najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Książkę czyta się z uśmiechem na ustach i co jakiś czas ten uśmiech zamienia się w wybuch śmiechu. Postacie – główni bohaterowie – jak i postaci drugoplanowe – szefowa, zielarz czy wróżka, tworzą zgrany zespół. Przekomarzań słownych zielarza i wróżki chciałoby się więcej i więcej! Bardzo podobał mi się pomysł szefowej Krystyny na znalezione przez system pary. Oczywiście pojawią się tu też starzy znajomi, np. pani Wiesia i jej sławne naleweczki ku zdrowotności. Mistrzem w swoim rodzaju był też kot Puszysław! Chyba tak jak Basia muszę zainwestować w kamerę, żeby poobserwować, co też wyrabia mój pies, gdy zostaje sam w domu. Pomysłowość autorów zaskakuje na każdej stronie i jestem ciekawa, czym nas jeszcze zaskoczą. Zakończenie dla mnie jest napisane w taki sposób, że z powodzeniem można by jeszcze dopisać kontynuację losów Basi i Jacka. Pozostaje tylko zadać pytanie: Kiedy następna wspólnie napisana książka?
Żadne słowa, które tu jeszcze napiszę, nie oddadzą tego, jak dobra jest ta książka. Po raz kolejny autorzy udowodniają, że są mistrzami w swoich dziedzinach. Humor zawarty w książce idealnie poprawi nam nastrój i sprawi, że przez kilka godzin spędzimy czas z w towarzystwie nietypowej mieszanki bohaterów. Polecam!
Biorąc do ręki "Biuro M", które jest już drugą odsłoną współpracy Pani Witkiewicz i Pana Rogozińskiego, stwierdzam uroczyście, że dostałam jeszcze lepszy kawałek literatury, który nie raz wywołał uśmiech na moich ustach.
Głównymi bohaterami powieści jest Barbara, która przeprowadza się do Miasteczka wraz z kotem Puszysławem, po trzeciej z rzędu, nieudanej historii miłosnej. Jej poprzedni partnerzy, wszyscy o dźwięcznym imieniu 'Michał', zostali poderwani przez tę samą zołzę, podającą się za przyjaciółkę bohaterki. Basia szukając pracy trafia do biura matrymonialnego, mimo, że kompletnie nie wierzy w miłość. Jednak kota trzeba nakarmić, a i zrobienie systemu komputerowego, dopasowującego pary, nie jest dla niej problemem, więc otrzymujemy wiele perypetii z udziałem naszej słodkiej, szarej myszki. Drugim z głównych bohaterów, jest Jacek, skierowany do biura z urzędu pracy. Jegomość bardzo kochliwy, jednak również sympatyczny i przezabawny. Ta parka stanowi pierwszy plan dla plejady barwnych postaci, które zdecydowanie są największym atutem powieści. Bo jeśli biuro matrymonialne mieści się drzwi w drzwi ze sklepem zielarskim i wróżką, cóż może się nie udać? Kawka doprawiona ziółkami i okadzanie pomieszczeń to mały pikuś w porównaniu z akcjami iście z kryminału odbywającymi się w restauracji "Nad świętym Ekspedytem". Wspomnienie szczęścia postaci z poprzedniej książki, zdecydowanie wywołało kolejny uśmiech na mojej twarzy. Krótki fragment na zachętę:
"Kiedy stanął przed drzwiami, miał ochotę się przeżegnać, choć wziąwszy pod uwagę, że ostatni raz był w kościele w czasie bierzmowania, raczej nie sądził, aby uchroniło go to przed złem. W końcu z Siłami Wyższymi trzeba mieć umowę długoterminową, a nie o dzieło."
Naprawdę nie wiem kiedy przeczytałam tą książkę. Była naładowana tak pozytywną energią i akcja odbywała się tak szybko i zwinnie, że przebrnęłam przez nią jak burza, prosząc o więcej. Język bardzo lekki, przystępny, a fakt, że rozdziały były niezbyt długie, zdecydowanie dobrze wpływał na odbiór powieści. Dobra zabawa i uśmiech gwarantowany. Jeśli autorzy mają jeszcze w planie tak owocne współpracę i każda kolejna książka będzie jeszcze lepsza, to obawiam się, że w pewnym momencie, zabraknie mi 10-cio stopniowej skali. Polecam serdecznie :)
Życie Barbary Bakuszyckiej niedawno po razy trzeci legło w gruzach. Kobieta mała bowiem aż tylu narzeczonych, każdy z nich był posiadaczem imienia Michał. Jednak z żadnym nie było dane Barbarze stanąć na ślubnym kobiercu.
Gdy pewnego dnia zjawia się w Miasteczku wraz z kotem Puszysławem jest przekonana, że prawdziwa miłość nie istnieje.
O Jacku Grocie można powiedzieć przede wszystkim to, że jest pechowcem jak mało, który człowiek na tej planecie. Wszystkie próby podjęcia przez niego jakiejkolwiek pracy kończyły się zawsze tak samo: Jedną wielką katastrofą.
Przewrotny los sprawił, że ich drogi spotykają się podczas pracy w „Minerwie,” która jak się później okazuję jest biurem matrymonialnym. Jeśli dodać do tego, że pod tym samym adresem mieści się także sklep zielarski, a także salon wróżb – wróżka Nasiha. Połączenie to musi być niemal wybuchowe. Czy tej dwójce uda się sprawić, że ludzie żyjący dotąd samotnie znajdą miłość u boku drugiego człowieka. A może to właśnie w ich serca trafi strzała amora?
O tym, że Magdalenę Witkiewicz i Alka Rogozińskiego łączy naprawdę niezwykła przyjaźń wie chyba każdy kto chociaż raz miał styczność z ich twórczością lub nimi samymi. Czytelnicy od dawna prosili więc sympatyczny duet o wspólną książkę. Tym sposobem w listopadzie zeszłego roku ukazała się ich pierwsza wspólna powieść „Pudełko z marzeniami”, która bardzo szybko zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów. Ku wielkiemu zaskoczeniu fanów wczesną wiosną okazało się, że już niebawem na rynku pojawi się kolejna historia stworzona przez Magdę i Alka pod tajemniczym tytułem „Biuro M”.
Przyznam szczerze, że nie czekałam jakoś specjalnie na tę premierę, kiedy jednak nadarzyła się okazja sięgnęłam po nią bez chwili wahania. Tylko czy było warto? Niestety muszę przyznać, że czytając „Biuro M” z każdą kolejną przekręcaną przeze mnie stroną nie mogłam ukryć coraz to większego rozczarowania. Po pierwsze słaba korekta, brakujące lub poprzestawiane litery w wyrazach zaczynają rozpraszać. Wiem, że autorzy nie mieli na to bezpośredniego wpływu ale wydawca już tak.
Dobra książka, która jest napisana przez więcej niż jednego autora to taka, gdzie czytelnik łapie się na tym iż myśli, że jest to jedna osoba. Spójność i płynność są naprawdę bardzo ważne. W tym przypadku bywało z tym różnie. Momentami miałam takie nieodparte ważenie, że „Biuro M” było bardziej jednego z autorów. Chwilami podczas czytania kusiło mnie żeby wziąć ołówek do ręki i zacząć podpisywać fragmenty imionami autorów. Na okładce widnieje zapowiedź: „Najzabawniejsza komedia romantyczna „ tylko czy aby na pewno? Według mnie poczucie humoru jest jedną ze składowych dobrej powieści. Powinno ono jednak być subtelne i wysublimowane, ponieważ bardzo łatwo przekroczyć granice dobrego smaku, co miało kilka razy miejsce w tym przypadku. Ja oczywiście wiem, że pewne sytuacje przedstawione mają na celu ukazanie groteskowość zjawisk, które występują w społeczeństwie, ale co za dużo to nie zdrowo. Coś co na początku owszem śmieszyło później już tylko coraz bardziej irytowało. Na koniec dodam jeszcze, że jest tyle pięknych imion męskich, że naprawdę w drugiej książce z rzędu nie musi występować bohater o imieniu Michał. Nie mówiąc już o wątku „kryminalny” komuś chyba wyczerpały się pomysły.
Żeby nie było, że tylko narzekam to teraz czas na pozytywy. Zaskoczyło mnie jak w niebanalny sposób został poprowadzony wątek miłosny. Cieszy mnie niezmiernie, że na kartach powieści pojawiła się znów pani Wiesia muszę przyznać, że lubię tę bohaterkę.
Podsumowując „ Biuro M” to książka, którą można przeczytać w jeden wieczór pamiętając o tym, że daleko jej do poziomu, do którego przyzwyczaili czytelników autorzy w swoich wcześniejszych powieściach. Ja nadal będę sięgać po tytuły opatrzone nazwiskiem Witkiewicz, Rogoziński tyle, że solo.
Jacek, zawodowo fajtłapa nie mogący nigdzie zagrzać miejsca, podrywa panienki w różnym wieku na lewo i prawo. Z sukcesem. Barbara, była narzeczona trzech Michałów, odbitych jej przez Zołzę, nie chce więcej widzieć facetów w swoim życiu. Oboje trafiają do biura matrymonialnego, gdzie rozpoczynają pracę pod wodzą straszliwej Krystyny. Na szczęście pod ręką mają sklep zielarski z ziółkami kojącymi nerwy, serwowanymi im przez Waldemara. Dobre słowa, a także wróżby mogą uzyskać u Nashihy, starszej pani, doskonałego obserwatora rzeczywistości, której wróżby zawsze się sprawdzają. Wydawać by się mogło, że w obecnych czasach istnienie biura matrymonialnego nie ma racji bytu, a jednak zaskakująco dużo osób szuka swojej połówki. Choć nie wszyscy w dobrych zamiarach.
Lekka, zwariowana komedia romantyczna. Książka znakomicie poprawiająca nastrój. Doskonała między innymi, cięższymi tytułami. Jak zwykle duet Witkiewicz-Rogoziński dostarczył bardzo dobrej rozrywki.
Cała historia nie jest jakoś skomplikowana, łatwo idzie się przej fabułę, przyjemnie odczuwa rozgrywane momenty, a nawet nie odczuwa się kolejnych stron, które znikają jak szalone. Ciepła, rodzinna atmosfera to tylko jedna z licznych cech tej książki, która przyciąga. Dodam do tego jeszcze naprawdę dobre, komediowe wstawki. Czytało mi się naprawdę przyjemnie. Aż nie wiem kiedy ja to zrobiłam! Po prostu zaczęłam, PUF, i nie ma, koniec! Nie opowiem więcej o fabule, ponieważ już od samego początku jest wiele niespodzianek, których po prostu nie chciałabym zepsuć, ale zdecydowanie polecam. Ten duet to gwarantowana dobra zabawa! A wiem, że na swoim koncie mają jeszcze jeden duet. Może już niedługo do niego zajrzę? Kto wie!
To lektura ze stosu tych lekkich, łatwych oraz przyjemnych. I bardzo dobrze. Idealna na wakacyjny wyjazd, upalny dzień, albo jako poprawiacz humoru. Jest trochę anegdot z życia wziętych i zabawnych sytuacji. Są też - co bardzo sobie cenię u Magdy Witkiewicz (książek Alka Rogozińskiego jeszcze nie czytałam) - bardzo obrazowi bohaterowie. Czytelnik z łatwością sobie ich wyobraża. Tak samo jak miejsca, w których dzieje się akcja. No i jest również pani Wiesia, z nieodłącznie jej towarzyszącą "nalewką ku zdrowotności". Choć jest jej w tej historii niewiele i zawsze chciałoby się więcej, to po pierwsze - nie można mieć wszystkiego, a po drugie - pozostali bohaterowie godnie reprezentują Miasteczko.
"Biuro M" jest uważane za drugą część "Pudełka z marzeniami". Nie oznacza to, że nie można go czytać bez znajomości poprzedzającego go tytułu. Mimo że wydarzenia opisane w "Pudełku..." dzieją się przed tymi zawartymi w "Biurze...", to są to historie niezależne od siebie.
Po opisie spodziewałam się lekkiej, zabawnej historii, niestety tym razem moje oczekiwania okazały się zbyt duże. Owszem, autorzy wyraźnie starali się przemycić sporo humoru, ale w moim odczuciu nie wystarczyło to, by uratować całą książkę. Najbardziej zabrakło mi wyrazistych bohaterów, z którymi mogłabym się zżyć. Wydawali mi się dość powierzchowni, a wiele sytuacji było tak absurdalnych, że trudno było mi uwierzyć w ich autentyczność. Liczyłam też na więcej romantyzmu, tymczasem praktycznie go nie odczułam. Szkoda, bo pomysł miał potencjał, a po duecie Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński spodziewałam się czegoś, co bardziej trafi w moje poczucie humoru. Tym razem niestety ta historia do mnie nie przemówiła.
Dobrze się przy tym bawiłam ;) książka idealna na czas przejściowego zmęczenia czy choroby. Zabawna. Muszę powiedzieć, ze nawet bardziej niż Bridget Jones. Może po prostu książka trafiła w czas kiedy potrzebowałam relaksu i chwili by zagłębić się w może banalna, ale niezwykle urocza historie. Polecam!
To było tak absurdalne i miejscami strasznie niesmaczne. Szefowa biura matrymonialnego mówi, że nie obsługuje osób chorych psychicznie, ponieważ nikt nie chcę z nimi wchodzić w związki i są obciążeniem. Żarty o transpłciowej kobiecie, że nie jest naturalną kobietą. Jest to bardzo, bardzo specyficzna książka i nie wiem jak ją odebrać.
Książka jest prosta, dość mocno steroetypowa, a szkoda bo treść wydawałą mi się dość ciekawa. Książka nie zaskakuje, ale jest napisana przyjemnym językiem i szybko i przyjemnie się ją przez to czyta. Za dużo w moim życiu ta książka nie zmieniła, ale umiliła jeden z długich wieczorów.
Na początku miałam problem z tą powieścią ze względu na dosyć irytujące bohaterki i nieco przydługie dygresje. Później gdy się przyzwyczaiłam do stylu pisania to była całkiem fajna rozrywka i absurdalny humor do posłuchania w tle.
Pełna ciepła historia małego biura matrymonialnego i jego dwójki pracowników. Powinnam częściej sięgać po tego typu książki, bo dobrze mi robią na samopoczucie :)
2.5. Ot, taka lekka, szybka historyjka. Jak dla mnie, nie było jakiejś większej zagadki lub wątku oczekującego rozwiązania. Mimo wszystko lekkie pióro obu autorów i spójność tekstu sprawiły,że przyjemnie się czytało tak na odmużdżenie. Bo jeśli ktoś szuka czegoś ambitnego, to jednak nie ten rodzaj literatury;)