Wampir wytwarza wokół siebie specyficzną atmosferę. Coś subtelniejszego niż zapach, co łowca wampirów wyczuwa szóstym zmysłem, zmysłem polowania. Ten zmysł sprowadził do Krakowa aż dwóch łowców.
Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.
Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?
A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica... Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami... I praktykant - mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.
Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
Polish humoristic fantasy and science fiction writer. According to university degree an archeologist.
Debuted in 1996 with short story Hiena, first appearence of Jakub Wędrowycz - an alcoholic, civil exorcist - who later become a character of many short stories gathered in 5 books.
In 2002 he got Janusz A. Zajdel Award for short story Kuzynki (Cousins), extended later into book and sequels. Kuzynki, Księżniczka (Princess) and Dziedziczki portray the adventures of 3 women: an over 1000-years old teenage vampire, a 300-year old alchemist-szlachcianka, and her relative, a former Polish secret agent from CBŚ (Polish 'FBI'). A recurring character in the series alchemist Michał Sędziwój, and the universe is the same as the one of Wędrowycz (who makes appearances from time to time).
Jest coś takiego w prozie Wielkiego Grafomana, że raz na jakiś czas wraca się do niej, jak do ciepłego domu. Nie górnolotna, nie patetyczna, ale taka zwykła, ludzka historia to zawsze kręgosłup historii, którą Andrzej Pilipiuk nam opowiada. Oczywiście są tam wampiry, tajne stowarzyszenia, strzelaniny i wielkie sekrety. Jest też bardzo dużo świetnej archeologicznej historii, i cała masa przygód i awanturniczych tematów. Ale najlepsze jest właśnie to otulające czytelnika ciepło, które w pisarstwie Pilipiuka jest najlepsze. Takie lektury na uspokojenie, relaks i czystą przyjemność bez niezdrowych emocji. Księżniczka jako drugi tom tej serii to również wspaniała przygoda i niezaprzeczalna czytelnicza przyjemność. Jak zawsze klasa i jakość.
Pierwsza część cyklu Kuzynki Andrzeja Pilipiuka wywarła na mnie całkiem dobre wrażenie, więc postanowiłam kontynuować przygodę z pannami Kruszewskimi, wampirzycą Moniką Stiepankovic oraz alchemikiem Michałem Sędziwojem w drugiej odsłonie serii, zatytułowanej Księżniczka.
Golem i Bractwo Drugiej Drogi. Katarzyna, Stanisława, Monika i Michał mieszkają razem i starają się prowadzić normalne życie. Trudno jednak o normalność, gdy tylko jedna osoba z całej czwórki jest zwyczajnym człowiekiem. Kłopoty pchają się drzwiami i oknami. Jeśli nie golem, to członkowie Bractwa Drugiej Drogi. Tuż za rogiem czają się dwaj pogromcy wampirów, którzy najpierw strzelają, a potem zadają pytania.
To za dużo nawet jak na dwoje alchemików, wampirzycę i agentkę służb specjalnych.
Zacne czytadełko. W sumie nie mam zbyt wiele do napisania o Księżniczce.
Książka trzymała podobny poziom do swojej poprzedniczki, dzięki czemu czytało się ją szybko, łatwo i przyjemnie.
Fabuła w miarę trzymała się kupy, kontynuowała wątki napoczęte w poprzednim odcinku serii i w sumie tylko ilość dygresji oraz chodzenia wokół tematów różnych, które nie miały związku „ani z gruszką ani pietruszką”, było trochę zbyt wiele.
Bohaterki wciąż zaskakiwały mnie infantylnością w niektórych sprawach, co potwierdza troszkę moją tezę z pierwszego odcinka, że ich osobowość jest „spięta” nie z ilością przebytych doświadczeń, ale z wyglądem. ;)
Reasumując. Księżniczka Andrzeja Pilipiuka nie jest jakimś gigantem, który oszałamia kreacją bohaterów i fabułą, ale raczej pozycją, którą czyta się z lekkością i cieszy trochę fajnym połączeniem współczesności z wątkiem fantastycznym. Jeżeli lubicie takie lekkie historie, w które wplecione został wampiryzm i alchemia, to myślę, że warto przyjrzeć się całej serii.
Je to vlastne dosť vtipné. Páči sa mi, ako sa spolu všetky tri aj s alchymistom zohrali, aj záporákov vítam, je to zmena a aspoň sa nemajú čas nudiť. :)
Kontynuuję losy trzech kobiet (Moniki Stiepankovic, Katarzyny Kruszewskiej i Stanisławy Kruszewskiej) oraz rodzynka w cieście, w postaci mistrza Sędziwoja. Kobiety starają się wieść spokojne życie. Mają swój cel, który próbują zrealizować, bez robienia szumu wokół siebie. Jednak przewrotny los nie pozwoli, by wszystko przebiegło w spokoju. Pojawi się kilka komplikacji - od straży miejskiej chcącej wypisać mandat za jazdę konno na krakowskich plantach po łowców wampirów.
Prosto z mostu - było nudno. Nie zostały wykorzystane możliwości jakie dawała cała koncepcja na fabułę. Celem ułatwienia sobie życia stwierdziłam, że przejdę z książki na audiobook i dopiero wtedy zobaczyłam, na trochę przyspieszonym tempie, że książka jest o wszystkim i o niczym. Niby coś się w tle dzieje, ale idzie to bardzo wolno. Na tyle wolno, że wcześniej zdążymy zapomnieć o co wcześniej chodziło i po co jest robione to wszystko. Zostajemy zasypani całą masą opisów przeróżnej maści, które niewiele wnoszą do akcji. Dla odmiany tym razem autor postanowił odpuścić nam tylu komentarzy dotyczących polityki, ale nie mogło zabraknąć szpil dotyczących biurokracji i jacy to są źli urzędnicy. W zasadzie czekałam tylko kiedy nastąpi wysyp znanych już nam z pierwszego tomu cielaczków, ale autor nie poszedł tą drogą i tych cielaków było (na szczęście) bardzo mało.
Za niedługo zapomnę o czym była ta książka, więc nie mogę dać wyższej oceny. Zestawiając pierwszą oraz drugą część to jednak większą sympatię zaskarbił u mnie pierwszy tom.
Zawsze kończę zaczęte książki i serie. Nie umiem tak po prostu porzucić czegoś bez skończenia. Po prostu tak mam. Dlatego sięgnęłam po drugi tom serii „Kuzynki”, chociaż pierwszy mnie mocno rozczarował. Mimo to nie traciłam nadziei na to, że kolejny tom będzie lepszy. Ale czy słusznie miałam nadzieję? Po odnalezieniu Sędziwoja wydawało się, że życie Stanisławy, Katarzyny oraz Moniki będzie przez kolejne dobre kilka lat upływało w spokoju. Jednak na drodze tej czwórki pojawiają się kłopoty w dwóch postaciach. Pierwszy to Bractwo Drugiej Drogi, które zgłębia alchemię dla majątku i chce dorwać alchemika Sędziwoja i torturami wydobyć z niego wszystko, co wie. Drugim z kolei są łowcy wampirów, którzy chcą zabić księżniczkę Monikę. Znowu akcja wlecze się jak flaki z olejem. Wszystko jest takie niespieszne, że aż usypiające. To powoduje, że nie byłam w stanie przeczytać więcej niż 100 stron dziennie, bo po prostu umierałam z nudów i zaczynałam być senna. Na dodatek fragmenty opisujące poczynania łowców wampirów były tak bardzo nudne, że nie chciało mi się ich czytać, a najgorsze było to, że w pewnym momencie było ich bardzo dużo. Ich wątek został spartaczony. Pod koniec zaczął mnie nawet wciągać, ale w kulminacyjnym momencie z balonika uleciało powietrze i został tylko flak. Szkoda, bo gdyby nie to, to książka dostałaby punkt wyżej, a tak? Nic z tego Panie Pilipiuk. Styl autora jest dalej lekki w odbiorze. Może mniej infantylny niż w pierwszej części, co odnotowuję na duży plus. Za to bohaterki są tak samo idealne jak w „Kuzynkach”. Czego się nie dotkną zamieniają w sukces, co mnie ogromnie irytowało. Księżniczka Monika uczęszcza do prywatnego, żeńskiego liceum w Krakowie. Dzięki dobrym stopniom jest zwolniona z czesnego. Przy tej postaci Pilipiuk porusza ważny temat edukacji na początku XXI wieku. Sama pamiętam, że nigdy nie byłam ulubienicą nauczycielek. Byłam spokojną, ułożoną i grzeczną uczennicą, ale nigdy nie umiałam i do tej pory nie umiem się nikomu podlizywać. Z tego powodu zawsze gdzieś w podstawówce byłam tą czwartą czy piątą uczennicą w klasie, ale pozostaje mi satysfakcja tego, że osiągnęłam to wszystko ciężką nauką. Monika również to zauważa, że jej rówieśniczki ślepo wyznają zasadę: zakuj, zdaj, zapomnij (3xZ) i ze wszystkich sił próbują podlizać się belfrom. Nie mam pojęcia jak to wygląda teraz, ale nie sądzę, żeby wiele się zmieniło. Mogę się oczywiście mylić. Gdy ja chodziłam do szkoły to w znacznej mierze zabijała ona indywidualność, kreatywność oraz samodzielne myślenie. Nauczenie nie zmuszają uczniów do własnych inicjatyw tylko uczy się ich z wyciętych szablonów. Tak to ja pamiętam i to mi też Pilipiuk przypomniał. Smutne jest to, co pamiętam, ale może coś się zmieniło? Nie wiem, bo edukację już skończyłam, a dzieci w wieku szkolnym w rodzinie czy też wśród znajomych nie mam. Nie było źle. Momentami wyczuwałam potencjał na dobrą fantastykę, ale były też momenty, kiedy nudziłam się ogromnie. Nie jest to nic, co mnie swoją akcją i intrygą wbiło w fotel. Po prostu średniaczek.
"Strach może być siłą destruktywną, ale może też być twórczy. Może pomóc w ocenie sytuacji, trzeba tylko umieć go opanować. Zdusić, by nie przerodził się w panikę." ~ Andrzej Pilipiuk, Księżniczka, Lublin 2014, s. 193.
Pěkné, zábavné, příjemné počtení, stejně jako Sestřenky. Na knihu o upírech je tu sice povážlivý nedostatek polonahých pokousaných panen a na knihu od Pilipiuka zase jen stopové množství lavorovice a smradlavých ponožek, o legraci ani zajímavé nebo akční momenty přesto nepřijdete. Čekají vás lovci upírů, tajemní alchymisté, ožívající egyptské mumie, školní inspektoři, výbuchy v podzemí i noční souboje s prastarými meči jako z Highlandera. Za mě čtyři hvězdy a hned jdu na třetí díl.
Tohle mě moc bavilo. Od řešení problémů s inspekcí ve škole po to jak se zbavit lovců upírů, co jsou tak trochu nemehla. Nezapomeňme na náležité postupy jiných úředníků a bodování mladého policisty. A nakonec, kořalka. Teda pardon, medicína.
Druga część fabularnie odstaje wyraźnie od pierwszego tomu, zaczynają razić mnie też niektóre, powtarzające się nader często słowa, np. cielaczek. Czyta się szybko, ale raczej bezrefleksyjnie, choć autor stara się wplatać swoje opinie i prezentować między wierszami światopogląd.
Andrzej Pilipiuk potrafi wykreować bohaterów, których łatwo polubić. Dla tęskniących za dalszymi przygodami Stanisławy, Katarzyny i Moniki, bohaterek powieści „Kuzynki”, mam dwie wiadomości; dobra jest taka, że nieśmiertelna alchemiczka, wampirzyca błękitnej krwi i była agentka Centralnego Biura Śledczego powracają w kolejnej odsłonie cyklu, „Księżniczce”. A zła? Cóż, nie da się ukryć, że drugi tom prezentuje niestety dużo gorszą jakość od swojego poprzednika.
Główną osią fabularną jest polowanie młodego Węgra na krakowskiego wampira — nikogo nie zaskoczy fakt, że chodzi o dobrze nam znaną Monikę Stiepankovic. Łowca nie działa sam, wkrótce przyłącza się do niego bardziej doświadczony konfrater, księżniczce nie będzie więc łatwo się wymknąć. Problemy ma także alchemik Michał Sędziwój, bowiem ściga go Bractwo Drugiej Drogi, pragnące wyłudzić sekret tworzenia kamienia filozoficznego. W perypetie postaci wmiesza się także kilka drugo- i trzecioplanowych osobistości, w tym policyjny duet, nachalni urzędnicy czy nawet pewna wiekowa mumia.
Niestety, główna linia fabularna rozwija się wolno i żmudnie, bohaterki wykonują codzienne czynności, a autor rozwodzi się nad opisem kolejnych godzin lekcyjnych w szkole Moniki. Trudno powiedzieć, co ma na celu kilkukrotne powtarzanie czytelnikowi, iż księżniczka tak bardzo różni się od swoich rówieśniczek i stawianie przeciętnych uczennic liceum w wyraźnie negatywnym świetle — jakby największą ludzką przywarą była nieznajomość greki, łaciny i jazdy konnej. O ile w przypadku wampirzycy wątek z czasem rozwija się i zmierza ku dynamicznemu zwieńczeniu, trudno powiedzieć to samo o losach Stanisławy i Katarzyny. Rolą tej pierwszej jest w powieści pędzenie bimbru, tej drugiej zaś — okazyjne wymachiwanie nieważną już legitymacją CBŚ. Brak pomysłu na poprowadzenie tych dwóch interesujących postaci to największa bolączka książki.
Trudno także nie odnieść wrażenia, iż wiele fragmentów powieści napisanych zostało wyłącznie po to, by autor mógł coś wyśmiać bądź skrytykować. Nie są to wstawki istotne dla fabuły, nie ujawniają nowego oblicza postaci — brzmią raczej jak fragmenty satyrycznych felietonów pastwiących się nad biurokracją, szkolnictwem czy niemożnością produkcji alkoholu w domowym zaciszu. A gdy w kolejnych rozdziałach pojawia się ich po prostu zbyt wiele, a liczne tyrady wydają się wciśnięte na siłę, zaczyna to męczyć i denerwować.
Styl autora jest dokładnie taki, jak zawsze — lekki, czasem dowcipny, prosty i łatwo przyswajalny nawet w niesprzyjających warunkach czytelniczych. Od czasu do czasu pisarz wplata fragmenty naszpikowane ciekawostkami, czy to dotyczącymi historii, czy biologii, czy metalurgii. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wykuć bułat, jak zmajstrować wyrzutnię kołków osikowych, jak uwarzyć nalewkę z pigwy albo jak przebudzić mumię egipską, docenicie wiedzę, którą Pilipiuk dzieli się na kartach powieści.
Szkoda, że „Księżniczka” okazała się mniej udana od „Kuzynek”; jak na książkę stawiającą wyłącznie na prostą rozrywkę, za dużo w niej nudy i taniego moralizatorstwa, a za mało dynamiki, niespodziewanych zwrotów akcji i ciekawych poczynań bohaterów. Czy warto po nią sięgnąć? Tylko z jednego powodu — by zachować ciągłość serii i zabrać się za lekturę „Dziedziczek”, które sprawiają wrażenie pozycji lepszej i bardziej dopracowanej.
--- Zarówno tę recenzję, jak i wiele innych tekstów znajdziecie na moim blogu: http://oceansoul.waw.pl/ Serdecznie zapraszam!
Mówią, że pierwsza część tej serii jest lepsza niż druga, ale to "Księżniczka" wywarła u mnie bardziej pozytywne wrażenia. Być może wiąże się to z tym, że w "Księżniczce" nie ma tylu odniesień do polityki, co w "Kuzynkach", i nie pozostawia takiego niesmaku. Tym razem autor skupił się raczej na krytyce systemu edukacji w Polsce. W każdym razie nie będę ponownie czytać pierwszej, żeby się upewnić, czy słusznie przyznałam jej tylko dwie gwiazdki. Druga część to całkiem przyjemna, lekka książeczka, czasem nawet śmieszna. Dobra do pociągu, czy samolotu. Może nawet sięgnę po kolejną książkę z serii, aczkolwiek jeśli mi w ręce nie wpadnie, to z rozpaczy raczej nie umrę.
Next part of Cousins series. There is Fraternity of the Second Way which wants to get a gold in other way than alchemists did it. Its members want to use alchemists' secret for their own purposes. At the same time Monika is in danger. Two vampire hunters - Lazlo i Arminus, who has paranormal abbilities - are searching for her. Arminus says about himself that he killed Vlad Tepes known as Count Dracula and writer Bram Stoker, to whom he told his adventure, modified the story and gave the main vampire hunter a name: Abraham van Helsing.
Na scéne sa objavujú zabijáci upírov, ktorí sa rozhodli sprovodiť zo sveta Moniku. Ďalší zabijáci z Bratstva druhej cesty zase atakujú alchymistu a snažia sa o získanie tajomstva kameňa mudrcov. Po prvej knihe som myslel, že ma pokračovanie baviť nebude a na posledný diel už nedôjde. Po rozčítaní Pricezny som mal stále rovnaký pocit. Ale od polovice knihy to už začalo odsýpať trošku inač a celkom ma to navnadilo na dočítanie až do konca. Povzbudenie bolo až také, že si rád zaobstarám aj Dedičky. Príjemný bonus je, že som sa zase niečo nové dozvedel o kultúre iných krajín.