Valérie Perrin znowu to zrobiła – tą powieścią rozpoczęła swoją karierę, pokochali ją czytelnicy we Francji i gwarantuję Wam, że u nas znów porwie niejedno serce, chociaż znamy już jej talent z „Życia Violette” i „Cudownych lat”. To niełatwa historia, która z miejsca przenosi nas do domu spokojnej starości. Starsi ludzi, często zapomniani przez swoich bliskich, oczekujący, stęsknieni, wpatrzeni w drzwi, przez które jedynie sporadycznie przechodzi ktoś bliski, wyłącznie do wybranych szczęśliwców, w dzień odwiedzin, czyli w niedzielę. I tu pojawia się tajemnica wyjściowa, czyli ktoś dzwoni do bliskich pensjonariuszy z niecnym planem – mówi ich rodzinom, że umarli. A ci, zdesperowani, przyjeżdżają, by zastać swoich dziadków czy rodziców całkiem zdrowych i radosnych z niespodziewanych odwiedzin. W gruncie rzeczy to uroczy podstęp sekretnego spryciarza.
Ale słodycz szybko zostaje przełamana u Perrin dziegciem. Nasza bohaterka jest ewidentnie nieszczęśliwa. Próbuje to maskować, próbuje ukrywać nawet między swoimi słowami, ale często wypływa z nich gorycz, która nie przystoi tak młodej kobiecie, która dopiero zaczyna dorosłe życie. W tym zachowaniu wydała mi się z początku nieco odpychająca, infantylna nawet i odrzuciła mnie od siebie. A wszystko to do chwili, gdy przypomniałam sobie siebie sprzed niemal dwudziestu lat. Ilu rzeczy jeszcze nie wiedziałam! Ile doświadczeń było i wciąż jest przede mną! Jak bardzo wydawało mi się, że już wszystko wiem i dojrzałam! Przynajmniej Justine ma powód, by czuć się zagubiona – śmiertelny wypadek rodziców sprzed lat, który zostawił rysę na jej najbliższej rodzinie. I nie wiem, czy zauważyliście, ale w „Życiu Violette” i w „Cudownych latach” motywy wypadków i związanych z nimi tajemnic powróciły jak bumerang, zdają się nawiedzać Valérie Perrin, być nieodłączną częścią jej opowieści. Tragedia, za którą kryje się klucz. Odpowiedź na najbardziej przerażające pytanie. I drzwi do przemiany bohaterów.
Nie mogę się oprzeć „Zapomnianym niedzielom” – Valérie Perrin trzyma nas w napięciu, serwuje sekret za sekretem, ludzi zdesperowanych, pogubionych, szukających siebie. To trochę jak klątwy, które trzeba pokonać, chociaż nikt nie obiecuje, że to będzie proste. I często życie okazuje zbyt krótkie, by wszystko wyjaśnić. Lub zbyt pogmatwane. To francuska proza pełną parą. Proste zdania uderzające z impetem, drobne detale, które tworzą nastrój, chociażby ta mewa, która coś za cicha moim zdaniem na mewę jest. Czytajcie, zróbcie sobie przyjemność, daje się ponieść i unieść.