Wznowienie najwcześniejszych reportaży Hanny Krall uzupełnione zostało Wstępem Mariusza Szczygła, Posłowiem Jerzego Szperkowicza i nade wszystko tekstem - napisanym dwadzieścia lat po pierwszych wydaniach „Na wschód od Arbatu” - zatytułowanym Mężczyzna i kobieta. W ten sposób swoistą klamrą zbioru są dwa reportaże, których bohaterami są Polacy. Jednocześnie są one doskonałą ilustracją ewolucji stylu reporterki, spowodowanej zarówno zmianą otoczenia między peerelowskimi i obecnymi wydaniami książki, jak i świadomym oraz konsekwentnym wdrażaniem przez Krall charakterystycznych dla niej środków warsztatowych: oszczędności słowa (bo „zbędnych słów jest coraz więcej na świecie”) i pojedynczości ludzkich losów („jedno miejsce jedno życie jednego człowieka”).
Już w tekstach oryginalnie przeznaczonych do druku w tygodniku „Polityka”, kierowanym przez Mieczysława Rakowskiego, pojedynczość oznaczała wymienianie z nazwiska konkretnych ludzi, cytowanie ich wypowiedzi i wspomnień. Metodę taką zastosowała reporterka nie tylko w odniesieniu do mieszkańców wioski Wierszyna, potomków polskich uchodźców zwabionych na Syberię przez tzw. reformą stołypinowską z 1910 roku; ale także opisując życie i ambicje rosyjskich szachistów, fizyków i innych kandydatów nauk, miejskich elegantek, ludowych poetów i krytyków teatralnych czy odeskich obywateli przywodzących na myśl świat Babla. Pisze o nich wszystkich i warunkach, w jakich żyją, używając pewnego rodzaju ezopowego języka, co było - cytując określenie Mariusza Szczygła „ucieczką przed pogonią” - czyli sposobem na przechytrzenie cenzury i dopuszczenie tekstów do druku. A zdaniem Jerzego Szperkowicza niejako przy okazji reportaże ilustrują „próby emancypacji jednostek od opresji ideologicznej”, opisywane dyskusje i zajęcia służą za swoisty „podkop ucieczkowy”.
W reportażu Mężczyzna i kobieta polskim tropem jest Peszka, czyli podejrzana o szpiegostwo Anna R. Pobyt na sowieckiej zsyłce zetknął ją z łagiernikiem z dwa razy dłuższym od jej wyrokiem, fizykiem, profesorem Lwem Salomonowiczem P. Po odbyciu kary do kraju ściągnął Annę z powrotem jej brat, ówczesny minister bezpieczeństwa Stanisław R. Mocna rzecz, opowieść o autentycznych losach ludzi, z których nic nie zostało pominięte lecz ani jedno słowo za dużo nie rozprasza przekazu. Jest to Hanna Krall w swym najlepszym wydaniu! Należy jednak wspomnieć, że losy rodzeństwa R. - oprócz Anny i Stanisława było jeszcze dwóch braci - nie stanowią wiodącego wątku reportażu. Jest nim historia fizyka-łagiernika Lwa Salomonowicza P., należąca do głównego nurtu książki „Na wschód od Arbatu”
„Jako czytelnik rad bym wysłał Autorkę do Rosji putinowskiej” - napisał w Posłowiu Jerzy Szperkowicz, prywatnie mąż Hanny Krall. „Każdy chętnie poczytałby nie tylko o godnych szacunku najwyższego dysydentach, lecz także o rozwojowych rysach na dzisiejszej wielkoruskiej jednomyślności” kontynuował, słusznie jednakowoż konkludując „Szkoda, że jej tam nie puszczę.”
Od tego wyznania minęło już parę lat. Jerzy Szperkowicz nie dożył czasów, gdy już nikt rys na „dzisiejszej wielkoruskiej jednomyślności” wytropić by chyba nie potrafił, nawet - obawiam się - Hanna Krall. Ale istnieje nadal sporo innych obszarów, z jakimi najlepiej właśnie jej reporterska dociekliwość i kompetencje sobie radzą. Oby trwało to jak najdłużej!