Le premier album de Nicolas de Crécy. Un cauchemar lyrique mis en image par l'un des dessinateurs contemporains les plus passionnants, Nicolas de Crécy. Afin de redorer l'image de la ville d'Eccenihilo, un grand carnaval est organisé avec comme point d'orgue, la venue de l'enfant du pays, vedette du chant lyrique : Foligatto. Mais bien vite, l'artiste révèle son caractère méprisant, plein de narcissisme et de caprices, jusqu'à la perte tragique de sa voix fabuleuse.
Foligatto is something I would probably read over and over. This grotesque story shows us a famous castrated opera singer Foligatto, who is invited to be “king of the carnival” in the city of Eccenihilo. Why the carnival? Because there is pretty bad atmosphere in the city, civil unrest and the mayor wants to stop that. So he gets an advice to make the great carnival. Foligatto the Castrato is Eccenihilo’s son and he’s invited to sing in his hometown for a few days during this event. I’m not going to write about any other parts of this twisted story. Important to say is that art looks fantastic! The characters are hideous and dark, mostly very fat or extremely skinny with wrinkled skin. But hideous in a good way, it fits the story so well, I mean, their look. It was like mix of work by Švankmajer, Fimfarum Jana Wericha + a little bit of Burton’s Corpse Bride. But there’s a weird guy eating living flies and throwing darts at his mother. And phonograph made of cat – its claw is used as needle. It was hilarious, extraordinary and script is brilliant. There are wordless sections here and there, beautifully illustrated.
Świetna kreska i klimat, każdy pojedynczy kadr może być osobnym małym dziełem sztuki ❤️ Jednak fabularnie nie do końca mnie przekonuje, za mało się zadziało, żeby zmusić mnie do jakiś większych rozważań i żeby zapaść w pamięć, a może to przez to, że powieść jest króciutka? Aczkolwiek oryginalną, groteskową i poniekąd paskudną oprawę wizualną uwielbiam!
Grand Format w/ D.J. = A.I. 08/1991 = D.L. 09/1991 = eo
I wasn't into de Crécy's art until the last two I've read. He's an acquired taste who, to me, he needs to be totally unleashed from reality because he seems at his best when he can totally go gonzo. I liked it here but nothing remarkable to my eyes.
This story is absolutely absurd. If they pulled it a bit closer to reality, at least having a few constants of reality to relate to within the madness, I would've given this ****.
Stłumienie społecznego niepokoju to nie lada wyczyn, o czym doskonale przekonała się rada pewnego miasta. Aby rozładować napięcie i zapobiec fali przemocy, włodarze Eccenhilo postanawiają zorganizować… Wielki karnawał. Odrobina rozrywki oraz występ światowej sławy operowej – kastrata Foligatto – ma odciągnąć uwagę motłochu od krwawych waśni. Nie wszystko jednak idzie zgodne z planem; przyjazd Foligatta owszem, jest wspaniałym wydarzeniem, ale zupełnie nieoczekiwanie uruchamia serię niefortunnych zdarzeń, które doprowadzają do tragicznego finału.
****
Absolutnie nietypowym dziełem jest ,,Foligatto’’ i nie ma w tym aspekcie choćby cienia szansy, żeby zasadnie podważać ów stwierdzenie. Przekonana bowiem jestem, że z tak niezwykłą, oryginalną i nietypową sztuką, trudno komukolwiek konkurować. Bo wytwór spod rąk Alexiosa Tjoyasa oraz Nicolasa De Crecy’ego, sztuką nazwać po prostu należy; o sztampowej pracy czy klasycznym rzemieślnictwie mowy być nie może - to prawdziwy artyzm.
I z tym artyzmem czytelnik niejako musi się pogodzić. Rzecz jasna - to żadna wada, lecz zaleta; niemniej jednak, sięgając po ten tytuł, trzeba być nastawionym na lekturę niejednoznaczną, nieoczywistą, wymagającą zarówno skupienia, jak i sporej dozy tolerancji oraz otwartości; powinno się być przygotowanym na maksymalnie spotęgowane doznania wizualne, estetyczne, fabularne, przy tym również – trudne.
Musicie wszak wiedzieć: ,,Foligatto’’ jest rzeczą bardzo brzydką; tak brzydką, że aż niekiedy obrzydliwą; mroczną, groteskową, błazeńską, prezentującą w sposób sugestywny cały wachlarz szaleństwa, absurdu, czarnego humoru i surrealistycznego klimatu. Tkwi w tym jednak pewien urok oraz magnetyzm. Choć łatwo się pogubić w fantasmagorycznych wizjach, iluzjach, w których jawa miesza się ze snem, koszmar goni koszmar, granice pomiędzy światem realnym, a nierealnym zacierają się, to na tle miejskiego konfliktu Eccenihilo wszystko to wybrzmiewa po dwakroć, nabierając – paradoksalnie – niezwykłej wyrazistości i ostrości.
Bez trudu wyłapuje się elementy przenikające do naszej rzeczywistości, także ogólny wydźwięk całości: krytykę nieudolnego sytemu, uwypuklenie wszelkich przywar społeczeństwa, prezentację jałowej próby rozwiązywania problemów priorytetowych metodą pospolitych kompromisów, ocenę zachowania danych jednostek.
Tjoyas & De Crecy w sposób nieszablonowy przedstawili swoją kreację świata. Scenariusz, szkic postaci, nawet ilustracje – to wszystko cechuje komizm, karykatura, dziwność, osobliwość. Na wielu płaszczyznach ,,Foligatto’’ więc zachwyca, ale także i odpycha.
The quality of the illustrations was quite impressive, as was the sheer variety of characters used, even though each one was quite grotesque. Other than that, I felt this was one of those graphic novels that's gross just for the sake of being gross, constantly trying to one-up itself to be shocking to the reader.
One of the weirdest things I've ever read. It's about an opera singer who has been brought back to his home town, to perform in a carnival so that the townsfolk will stop murdering each other(!) Interesting, but visually overwhelming. Dug it.
Foligatto to dzieło autorstwa Alexiosa Tjoyasa (scenariusz) oraz Nicolasa de Crécy (ilustracje). Szczególnie to drugie nazwisko powinno być znane fanom komiksów. Francuski artysta uważany jest bowiem za jednego z czołowych rysowników w tym regionie. Możecie kojarzyć go, chociażby z takich tytułów jak Visa tranzytowa, czy Super Pan Owoc.
Wróćmy jednak do Foligatto. Gdy po pierwszych stronach mamy okazję zapoznać się z mieszkańcami tego dziwnego miejsca, w końcu poznajemy głównego i zarazem tytułowego bohatera. Idealnie pasuje on do abstrakcyjności Eccenihilo. Jest kastratem i śpiewakiem operowym. Ma uświetnić wielki karnawał, który zostaje zorganizowany, aby uspokoić agresywnych, wywołujących sporo zamieszania i niepokoju mieszkańców. Jeśli na tym etapie będzie wam się wydawać, że komiks jest naprawdę dziwny, to zaczekajcie na to, co zacznie się dziać na kolejnych jego stronach.
Tajemnicze sny, skrywana prawda o istnieniu siostry, seria absurdalnych morderstw, a w tle wielka zabawa tłumu. Foligatto ponadto hipnotyzuje ilustracjami. Czujemy, jakby coś wciągało nas do dziwacznego snu, nad którym z pewnością nie będziemy mieli kontroli. Komiks świetnie gra kolorami. Dominują tu przygaszone barwy, ale najważniejsi bohaterowie, na czele z operowym śpiewakiem zawsze rzucają nam się w oczy. Tytuł ten jest tak wciągający i fantastyczny, gdyż niemal każdy jego element, od historii przez ilustracje jest w jakiś sposób nietypowy i oryginalny.
Nie chciałbym za bardzo rozwodzić się nad fabułą. Mamy nad wyraz wysokiego, obdarzonego długimi ramionami i rzekomym poczuciem sprawiedliwości pana, który odpowiada za porządek i bezpieczeństwo w mieście. Wbrew jego zdaniu zostaje zorganizowany festiwal, który ma uspokoić mieszkańców. Ci bowiem najwyraźniej mają problem z przemocą, co możemy zobaczyć na pierwszych stronach komiksu. Gdy ów pomysł zostaje realizowany, gwiazdą zabawy ma być tytułowy bohater, a ten niesie ze sobą ciężar nie tylko swojego ciała, ale najwyraźniej również swojej duszy....
Niespokojne miasto Eccenihilo, gdzie władze postanawiają zrobić porządek, tłumiąc niepokoje społeczne organizując... wielki karnawał! Prawdziwym hitem ma być występ sławnego śpiewaka operowego - kastrata Foligatta, pochodzącego właśnie z Eccenihilo. Przybycie Foligatta do miasta wywołuje spiralę absurdalnych zdarzeń...
Cóż to była za surrealistyczna historia. Osnuta w oparach zagubienia i absurdu, okazała się prawdziwą galerią groteski przesiąkniętej turpizmem.
To jedna z najdziwniejszych rzeczy jaką ostatnio przeczytałam. Przez moje ręce przewijało się sporo ciekawych historii, jednak to "Foligatto" w pełni podbiło moje serce. Na osobną uwagę zasługuje wspaniała grafika, którą chce się oglądać cały dzień bez przerwy.
Postacie są karykaturalne, ohydne, przesadnie pulchne, wręcz napompowane albo chude, pomarszczone i kanciaste. Z jednej strony koszmarnie obrzydliwe, a z drugiej niezwykle przyciągające. Osobliwie zdeformowane, mające powykrzywiane, sterczące na wszystkie strony zęby czy ciała jakby toczone rozkładem.
Miasteczko jawi się niczym bagno zgniłej ludzkiej egzystencji. Coś przedziwnego! Niełatwo się od tego oderwać, a szczegóły poszczególnych kadrów wcale nie ułatwiają powrotu do rzeczywistości. To jeden z tych komiksów, które oblepiają czytelnika w znany tylko sobie sposób i coś, co na stałe wbija się w pamięć.
"Foligatto" to pokręcona historia zawieszona gdzieś na granicy świata realnego z rzeczywistym. Psychodeliczna jazda, po brzegi wypełniona wypaczonym humorem.
Foligatto combines a fairly straightforward story (by Alexios Tjoyas) with spectacular imagery by Nicolas de Crécy, and it's the latter that makes this volume worthwhile. Crécy is a standout talent in the contemporary world of comics and graphic novels, and Foligatto is a rare work that showcases his visual mastery of the gothic and the grotesque, paired with his powerful command of absurd dark humor.
Although there is dialogue aplenty in these pages, it's Crécy's carefully architected panels that really tell the story, and his ability to alter the visual style of those panels in response to the movements of the narrative has a remarkably fluid grace. All too little of Crécy's work is available in English-speaking North America, but Foligatto is a wonderful opportunity to appreciate the art of this modern master.
This was a bizarrely uncomfortable and uncomfortably bizarre read. The story didn't make any sense to me whatsoever. The artwork is very unusual and at times was fun to look at, but eventually it just became creepy. The whole thing felt very random, with nothing really following logically from what came before.
Mam poczucie, że pojedyncze kadry bardziej zwracały uwagę na siebie same niż tworzyły jakąś spójną narrację. Kreska jest interesująca, ale mało przejrzysta, sama opowieść rozwija się z jednej strony bardzo powoli, a z drugiej kończy tuż po tym, jak de facto się rozpoczyna. Nie wiadomo kto jest bohaterem, niby jest tu jakiś plot twist, ale wypada jakoś tanio. Generalnie "nie".