Pierwszy tom tej książki był beznadziejny. Na dodatek nasłuchałam się opinii, że zakończenie serii jest totalnie do dupy, więc nie nastawiałam się na nic, a raczej przygotowałam na danie tej książce max dwie gwiazdki. Daję 4, bo pozytywnie się zaskoczyłam.
Dodam, że serię czytałam z 15 lat temu i nigdy całej nie skończyłam. Dopiero po wielu latach stwierdziłam, że w sumie chcę znać zakończenie, więc kończę ją jako dorosła, a nie dzieciak 😉
Przede wszystkim książka i samo zakończenie przeczołgało mnie emocjonalnie i nie mogłam powstrzymać łez. A ja rzadko płaczę i niewiele rzeczy mnie wzrusza.
Aryia - kocham jej postać mimo wyborów, które nie do końca mi pasowały. Tylko ten wątek romantyczny 🥲
Eragon i Saphira - cóż, motyw oklepany, gdzie główny bohater po uratowaniu świata nie widzi już w nim swojego miejsca, więc jestem na tak, co do ich zakończenia.
Murtagh i Cierń - cieszę się, że się zrehabilitowali, ale szkoda, że odeszli, chociaż rozumiem dlaczego.
Nasuada - nadal jej nie lubię, ale chyba skończyła tak, jak powinna.
Roran i Kathrina - ok, niech tam sobie żyją dalej. Nigdy nie lubiłam Rorana i denerwowała mnie jego postać od zera do wybitnego żołnierza, któremu wszystko się udawało. Taa...
Rozwiązanie tematu smoków i jeźdźców jak najbardziej na plus. Daje to szanse na faktyczny pokój.
I na koniec Galbatorix i Shruikhan. Naczytałam się o tym, jak bardzo beznadziejne było to zakończenie. A sytuacja rozwiązała się gdzieś w 3/4 książki, co też jest dziwnym i zaskakującym zabiegiem.
Walka żołnierzy króla z Vardenami ok, kilka fajnych zaklęć i starć, w sumie niczego więcej nie oczekiwałam, bo też nic więcej cała armia zrobić nie mogła.
Widziałam jednak zarzuty, że Paolini nie udźwignął postaci Galbatorixa, który miał być wielki i potężny, a nawet nie dosiadł swojego smoka i dał się szybko pokonać. Nastawiałam się więc na beznadziejny, naciągany i jakiś pompatyczny zwrot akcji i szczerze nie jestem wcale zawiedziona takim rozwiązaniem. To znaczy można było to zrobić lepiej, ale też można było gorzej. Wyszło ok. Galbatorix miał być potężny, ale czy jego potęgę stanowił smok? Nie. Został zniszczony w najprostszy możliwy sposób. Poprzez uaktywnienie w nim uczuć, które nie były dla niego dostępne i chyba taki koniec był dla niego gorszy niż walka wręcz. Ja jestem na tak. Nie czuję wielkiego niedosytu ani też nie jestem rozczarowana.
Nastawiałam się na coś beznadziejnego, a będę wspominać tę książkę jako fajną przygodę, chociaż seria jest nierówna.