Wojna. Okaleczona, stojąca nad grobem Hanza jest jeszcze w stanie ująć i ukarać tego, kto złamał jej prawa. Maj, Anno Domini 1560. Gdańsk. Staszek czuwa nad śmiertelnie ranną Helą. Nie widzi zaciskającej się pętli. Niebawem kolejny wilczy ogon zaznaczy śmierć kolejnego przyjaciela. Pomoc nie nadejdzie – Marek strzeżony przez hanzeatyckich zabójców podejmuje desperacką decyzję… Już za późno na intrygi. Rozbitkowie z innych czasów są w tym świecie anomalią. Los się ich nie ima i nie będą mieli przyszłości. Uczepieni nadziei na przetrwanie desperacko poszukują mitycznego Oka Jelenia… Wstęgi ludzkich losów łączą się jak w sferze armilarnej: Ty trzymasz w ręce swój świat i ja trzymam świat w ręce. Jak mówi stare kozackie przysłowie – kto jest durniem, niech umrze jako niewolnik.
Polish humoristic fantasy and science fiction writer. According to university degree an archeologist.
Debuted in 1996 with short story Hiena, first appearence of Jakub Wędrowycz - an alcoholic, civil exorcist - who later become a character of many short stories gathered in 5 books.
In 2002 he got Janusz A. Zajdel Award for short story Kuzynki (Cousins), extended later into book and sequels. Kuzynki, Księżniczka (Princess) and Dziedziczki portray the adventures of 3 women: an over 1000-years old teenage vampire, a 300-year old alchemist-szlachcianka, and her relative, a former Polish secret agent from CBŚ (Polish 'FBI'). A recurring character in the series alchemist Michał Sędziwój, and the universe is the same as the one of Wędrowycz (who makes appearances from time to time).
Ostatnia (prawieże) część cykl i niestety najgorsza. Autor pomiędzy kolejnymi krwawymi scenami walk i śmierci (a jest mniej więcej tyle co i w Diablo II), atakuje nas zadziwjaącymi skrótami, niewytłumaczalnymi zwrotami akcji tylko po to aby zakończyć całość w sposób który jasno pokazuje, że już mu się "nie chciało". Cały, naprawdę ciekawy trzeba przyznać, świat nabudowany w tomach 1-4 tutaj jest traktowany po macoszemu. Tytułowe Oko Jelenia (niczym Nocny Król w serialu Gra o Tron), koniec końców staje się tylko niepotrzebną błyskotką. Bohaterowie, prowadzeni przez świat XVI wiecznej Polski, dostają szansę (przychodzącą dosłownie znikąd!) by wniwecz obrócić swe przygody i powracać tam gdzie kto chciał. Uśmiercona bohaterka (widać tylko ta jest dostatecznie ważna!) zostaje wskrzeszona (a co z Ivo alchemikiem? On widać nie był na tyle istotny by zasłużyć sobie na wszkrzeszenie) powraca do życia (acz z twistem, gdyż jak uczy nas Dragon Ball, śmierć nie jest ostateczna jeżeli mamy w zanadrzu niewyjaśnione moce). Wszyscy bohaterowie drugoplanowi, zostają od razu zapomniani przez karty książki. Nie zliczę ile razy przewijała się ostatnim tomie scena w której ktoś umierając ma coś do przekazania ale nie udaje mu się wysłowić przed wyrokiem kostuchy (na lekko mogę powiedzieć, że działo się to tu z pięć razy). Nie jest to seria tragiczna. Co to to nie! Czyta się ją naprawdę łacno i szparko, widać zaangażowanie autora w przybliżenie czytającemu epoki (a ma ku temu wspaniałą okazję gdyż oglądamy go oczami bohaterów, również nie znają tego świata), fascynację epoką Polski Szlacheckiej (trochę w tonie apoteazy, ale czy to jest aż tak rzadkie w polskiej literaturze?) i plastyczność świata. Jednak dla mnie zady przykrywają walety. Dwie gwiazdki.
Myślę, że ostatnia część cyklu była warta zakupienia. Co prawda spodziewałam się, lub też miałam nadzieję, na nieco inne zakończenie, ale lubię, gdy autor potrafi zaskoczyć. Finał Sfery Armilarnej był przeciwieństwem tego, do czego dążyła akcja niemalże do samego końca. Ze swojej strony przypuszczałam, iż Staszek po śmierci Heli skieruje swoje uczucia w stronę Marty, a Marek... być może zajmie się nauką, podróżami do Nowego Świata, stworzy przedmioty wyprzedzające epokę o kilka stuleci? Tymczasem pojawienie się rudego perskiego kota zmienia dosłownie wszystko. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby nie popsuć tym, którzy lekturę mają jeszcze przed sobą, całej frajdy, jednak mogę uchylić nieco rąbka tajemnicy mówiąc, że w tym tomie tytułowe Oko Jelenia nareszcie się odnajdzie i to w miejscu, którego najmniej byście się mogli spodziewać... skojarzenie z filmem Piąty Element nasuwa się samo ;) Rozpoczęte wątki mogłyby z powodzeniem posłużyć Pilipiukowi do napisania jeszcze jednego lub dwóch tomów, mamy więc otwarte pole do wyobrażenia sobie dalszych losów bohaterów, z którymi ciężko się w tym miejscu rozstać... kto by się tego spodziewał? :}
Seria Oko Jelenia sięgnęła swojego końca. Wielki Grafoman pokazał znowu swój sprawny warsztat pokazując różne epoki i warunki życia ludzi od współczesnej Polski po połowę szesnastego stulecia i upadek Hanzy. Wyrwał bohaterów z ich własnych epok i utartych szlaków w środek walki o kantory. Hanza się wali, ale nadal ściga każdego kto złamie jej zasady.
Trochę mi się ta seria Pilipiuka pod koniec dłużyła, ale chyba po prostu od upałów mózg już nie chce mi pracować :D W każdym razie seria warta polecenia, ponieważ opisuje przygody bohaterów w sposób realistyczny. Na szczególną uwagę zasługuje również posłowie autora w tym tomie. Co prawda jest długie, ale bez przeczytania go lektura nie byłaby kompletna. Z niecierpliwością zabieram się za ostatni/dodatkowy 7. tom :)
zaginęłam w wannie na dwie godziny, żeby ją dokończyć. zmarszczyłam się, zmarzłam, poszłam koszmarnie późno spać, ale skończyłam - tak było to wciągające :D
Od czwartego tomu począwszy, już tylko z górki. Dłużyzna, moralizowanie aż do boleści brzucha, naiwna apoteoza szlachectwa i katolicyzmu, prostacki patriotyzm, lanie wody i dylematy moralne na poziomie panienek z pensji. A w tle mimo wszystko świetna opowieść, która jednak z coraz większym trudem przebija się przez nabożne i namolne ględzenie starego nudziarza. A na koniec zupełnie pośpieszne i antyklimaktyczne zakończenie. Wielka szkoda...
Niestety w tym tomie widać zmęczenie autora tematem. Wątki, na których kontynuację nie miał pomysłu zwyczajnie olał. Pilipiuk wpadł w szał uśmiercania bohaterów, podobny pewnie w jego mniemaniu do tego z Gry o Tron... Tylko, że tam każde pozbycie się ważnej postaci wywołuje wstrząs i szok u czytelnika, tutaj natomiast odbywa się to w pewnym momencie masowo i bez emocji. Bohater sobie idzie i spostrzega, że ten nie żyje, tamta leży w kałuży krwi, ten właśnie dostał śmiertelny cios. Zero emocji, zwyczajnie słabo napisane. Krwawe wesele w Grze o Tron było napisane z zamysłem i po coś, ostatnie sceny z sagi o Wiedźminie czytałem za pierwszym razem prawie ze łzami w oczach. Tutaj aż rzuca się w oczy, że zwyczajnie autor w pewnym momencie powiedział sobie w duchu "a walić już to, nie chce mi się dalej" i poodcinał nawijane wcześniej wątki. Nawet podstawowy motyw, wokół którego kręciła się akcja skwitowano "aaa w zasadzie już nie potrzebujemy tego dynksu, ale dzięki że próbowaliście"... Bardzo się rozczarowałem.
Bardzo ładne zakończenie cyklu. Akcja trochę jak z Tristana i Izoldy rozbawiła mnie. Pilipiuk zgrabnie zakończył akcję, rozwiązał wątki i pozostawił miłe uczucie spełnienia. Zdecydowanie polecam, szczególnie ciekawe jest posłowie, w którym dowiadujemy się, że nie jest tak łatwo taką książkę napisać.
Chyba najslabsza część. Komentarz do całości serii, ale przy tej części zaczelo mnie mocno irytowac: ile razy można pisać o tym, że Hela jest brzydka i zdeformowana?