"Przyszłość już nadeszła, owe kilka lat minęło dawno. (Niedziela, która zdarzyła się w środę wyszła pod koniec 1996 roku). Uznaliśmy, że dziś jest to już książka historyczna.
Miałem szczęście być świadkiem, kiedy pewnym ludziom w środę przydarzyła się niedziela. To moja pierwsza reporterska książka. Z czasów, kiedy uwielbiałem pisać o Polsce, kiedy nie prowadziłem jeszcze talk-show w telewizji i kiedy nie miałem pojęcia, że pojadę w jakimkolwiek celu do Czech. Są to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka i, jak mówi mój tata Jerzy Szczygieł, to piękne być przeciętnym. Nowa Polska po upadku komuny postawiła przed przeciętnymi nieprzeciętne zadanie. Dlatego proszę potraktować tę książkę jako relację z zawodów w utrzymywaniu się na powierzchni".Tekstom reportera towarzyszą zdjęcia Witolda Krassowskiego, który w tym samym czasie co Mariusz Szczygieł, między rokiem 1989 a 1997, rejestrował życie nowej Polski. Był to czasy bardzo fotogeniczne, bo ludzkie twarze zmieniały się jak nigdy dotąd. Do tego Witold Krassowski zarejestrował je na prawdziwych negatywach, bo była to epoka sprzed fotografii cyfrowej.
Lata po 1989 roku nie należą do okresu w historii, który lubię. Jednak Mariusz Szczygieł przedstawił je w bardzo interesujący sposób. Przedstawił społeczeństwo próbujące wejść w nowy świat po PRLu.
W owym zbiorze krótkich reporterskich form mamy do czynienia z Mariuszem Szczygłem z lat 90. Jak to ze zbiorami bywa - zwłaszcza tymi, które zawierają w sobie teksty z różnych lat pisarsiej działalności autora.
Nie jest to pierwsze wydanie ich w formie książkowej. To kolejne jest jednak wyjątkowe, bo wiele z kwestii porusanych w tych tekstach odnosiło się do przyszłości. Przyszłości, która jest naszą teraźniejszością.
W latach 90. miałam raptem kilka lat. Zapamiętałam je przez to kompletnie inaczej. Dla mnie ta dekada jawi się jako okres fajnych filmów rodem z Ameryki (kto pamięta 'Kosmiczny mecz', no kto!?), różowych lalek Barbie, zmywalnych świecących tatuaży i najlepszych w smaku chrupek o smaku burgerów i hot-dogów. Wystarczy jednak zapytać kogoś choćby o tę 10-15 lat starszego ode mnie, aby opowiedział kompletnie inną historię tego czasu. Raczkująca III RP przypominała Dziki Zachód. Jedni osiągali sukces, drudzy zaliczali bolesne upadki. Kwestia posiadania pracy była sprawą życia i śmierci, a wielu nie umiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości. PRL dawał pracę każdemu. W nowej RP trzeba było o nią zawzięcie walczyć, a na miejsce jednego zwolnionego było chętnych przynajmniej 10 innych.
Który rozdział zapamiętam najdłużej? Myślę, że ten dotyczących języka i pojawiających się wciąż i wciąż neologizmów zaczerpniętych z angielskiego. Wielu wybitnych językoznawców drżało wtedy na myśl o tym, jak mogą potoczyć się losy polskiego języka. Cóż, my już dziś wiemy, że dedlajny i inne shopy już na stałe zadomowiły się w naszej potocznej mowie. Tych dwadzieścia kilka lat temu wcale nie było to takie pewne!
Polecam, jeśli macie ochotę na małą podróż sentymentalną w odległe już lata 90. Uwierzycie, że to było dwadzieścia lat temu!? Ależ ten czas leci!
ah te osobliwe lata 90te, dziwnie odległe dla mojego XI-wiecznego rozumowania. jest w tym okresie coś tak zagadkowego, czego pojąć nie umiem, ja, urodzona i wychowana już w klasie wyższej, nigdy nie pojmę pola walki jakim była ów dekada dla wszystkich rodzin robotniczych czy klasy średniej, w czasach najsilniejszego wyszczególniania się ram klasowość. ten pęd, ta chciwość, nieszczęsna próba naprawienia wszystkiego, czego dotknęła komuna, w ciągu marnych kilku lat. usilną próba wyparcia tak niedawnej przeszłości i dopasowania się do pędzącego kapitalizmu zachodu. życie zwyczajnego człowieka, wzięte przez szczygła pod lupę, nigdy wcześniej nie było dziwniejsze, bardziej niezrozumiałe, bardziej bezradne, bo jak walczyć z systemem, którego jeszcze dobrze nie ma, a którego się w sumie pragnie. jak się dopasować, jednocześnie uciekając od komunistycznej unifikacji?
Szczygieł mistrz - tylko tyle i aż tyle. Po tej książce widać jak ten facet zaczynał się rozpędzać. Początkowe teksty może nie gryzą już tak jak te końcowe (mniej więcej od Lichenia) no, ale potem jak przyśpieszył to do tej pory się nie zatrzymał.
Na początku byłam trochę zawiedziona, bo niczego nowego się nie dowiedziałam. Ale z każda strona podoba mj się coraz bardziej. Może nie dostałam jakoś dużo nowych faktów, bo okres PRL jednak znam, chociażby z relacji rodziców, ale książka napisana była tak dobrze, że nieraz otworzyła mi oczy jakimś sformułowaniem autora. A to chyba o to chodzi w dobrym reportażu. Najbardziej spodobał mi się rozdział o piramidach finansowych i ten o analizie neologizmów (co jest ciekawe, bo są to wyrazy nowe na lata 90 i możemy spojrzeć z perspektywy czy rzeczywiście się przyjęły).
w trakcie czytania tego typu reportaży, przypominam sobie, jak niesamowite jest to, ile historii można wyciągnąć z przeciętnego życia. a tutaj mamy przykłady tego, że ci "przeciętni" ludzie przyzwyczajali się do nowego życia. warto się zapoznać, szczególnie, jeśli kogoś ciekawi, jak to było po prlu.
Nie do końca moja tematyka, ale czuć tu warsztat autora. No płynie się przez tą książkę, ciekawa forma, dobre tempo, klasa. Na pewno zabiorę się za inne tytuły od tego autora
Osoby urodzone na przełomie systemów mają obecnie koło 30 lat, a założę się, że niewielu z nas jest świadomych przełomów, które wtedy w Polsce następowały. Nam się wydaje, ze urodziliśmy się w zupełnym zacofaniu i dopiero my mamy realny wpływ na otwarcie się na wpływy z zachodu. Otóż nie! Szczygieł porusza między innymi tematy religii, seksu, bezrobocia, disco polo, nowych biznesów, neologizmów i neosemantyki. Na bieżąco, bo przecież książka jest z 1996, nie miała szans przejść przez filtr pamięci lub obecnego świata. Myślę, że nawet nasi rodzice, dla których to przecież była młodość, nie mogą pamiętać tych wszystkich szczegółów.
Bardzo dużo się dowiedziałam z tej książki! Najbardziej podobały mi się rozdziały o Licheniu, języku i disco polo! Po przeczytaniu 3 książek Mariusz Szczygła jestem pod wielkim wrażeniem jego stylu pisania! Wszystko jest napisane tak przystępnie i prosto, ale równocześnie autor podchodzi bardzo kreatywnie do budowy rozdziałów i tym samym potrafi zaszokować oraz zaskoczyć czytelnika. Takie połączenie tworzy dla mnie efekt WOW! Mistrz reportażu!
Bardzo fajne doświadczenie. Zerknięcie w przeszłość, której częścią się było, z ówczesnej perspektywy, której się nie rozumiało. Niektóre teksty sentymentalne, niektóre ponadczasowe, inne świetnie tłumaczą dlaczego jest jak jest teraz. Ile bagażu okresu gwałtownych przemian pozostało na naszych barkach i czy zmieniła się tylko rzeczywistość, czy my też. A może tak naprawdę nic się nie zmieniło?
No nie podobało mi się 😭 Od dawna chciałam ją przeczytać, a okropnie się wynudziłam. Może z 3 reportaże mi się podobały, a reszta nuuudy. Książka ma tylko 170 stron, a mnie wymęczyła. Mam wrażenie, że jednak te reportaże są trochę przestarzałe 🥲
ALE SUPER! Są takie książki reporterskie, które czyta się „dla wiedzy”. I są takie, które czyta się jak świetną literaturę, tj. z zachwytem nad konstrukcją, językiem, kompozycją. Niedziela, która zdarzyła się w środę to zdecydowanie ta druga kategoria. Dla mnie: pełne 5/5 ;)
Mariusz Szczygieł pokazuje tu Polskę lat 90. nie jako wielką narrację o transformacji, lecz jako zbiór mikroscen, drobnych historii, językowych odprysków rzeczywistości. A z tych fragmentów buduje portret epoki dokładniejszy niż niejeden podręcznik historii. To reportaże, które mają konstrukcję niemal literacką, taką z wyczuciem rytmu i puentą. Pozwolę sobie skomentować kilka tych, które podobały mi się najbardziej.
📰 „Polska w ogłoszeniach” (1993)
Absolutnie genialny koncept. Szczygieł buduje obraz kraju z ogłoszeń prasowych - krótkich, surowych komunikatów: „sprzedam”, „zamienię”, „poszukuję”, „wyjadę”, „szukam sponsora”, „pilnie”. Społeczny rentgen! Z tych drobnych anonsów wyłania się Polska w stanie ekonomicznego niepokoju: ludzie próbują handlować wszystkim; rzeczami, umiejętnościami, a czasem sobą. Widać desperację, przedsiębiorczość, samotność, spryt, złudzenia. Szczygieł nie musi niczego dopowiadać. Wystarczy selekcja i montaż, a także wyczucie sytuacji, kiedy kontaktować się z autorem ogłoszenia jako zainteresowany, a kiedy jako reporter.
⚖️ „Mord polski” (1994)
Autor przygląda się wzrostowi liczby zabójstw w Polsce lat 90. i pyta: co się stało z nami po transformacji? Wolność przyniosła energię, ale też frustrację, rozpad dawnych struktur, niepewność ekonomiczną. „Mord polski” analizuje przemoc nie jako jednostkową patologię, lecz jako zjawisko osadzone w kontekście społecznym. Świetny, napakowany merytorycznie reportaż. Wynika z niego też szalenie trafny wniosek - jak bardzo gwałtowna zmiana systemowa potrafi naruszyć podstawowe poczucie bezpieczeństwa.
💎 „Zabierz nas do diamentu” (1996)
Reportaż o fenomenie marketingu sieciowego, konkretnie o strukturach wokół Amway. Szczygieł wchodzi w świat spotkań motywacyjnych, haseł o sukcesie, marzeń o „diamentowym” statusie. Pokazuje mechanizm uwodzenia: obietnicę wspólnoty, awansu, szybkiego bogactwa. To opowieść o ludziach, którzy uwierzyli, że transformacja to ich wielka szansa i o systemie, który perfekcyjnie żeruje na aspiracjach. Autor nie wyśmiewa bohaterów, bo w zasadzie samego Szczygła tu nie ma - wypowiedzi uczestników komentują się same przez siebie. (szalone, jak bardzo jest to akuratne do obecnego sekciarstwa thermomixiarzy xD)
👅 „Pokaż język” (1995)
Reportaż o języku jako polu transformacji. Nowe słowa, anglicyzmy, biznesowy żargon, zmiana tonu medialnego. Szczygieł rozmawia z językoznawcami, analizuje mowę codzienną i pokazuje, że język reaguje szybciej niż instytucje. W latach 90. mówić „inwestować”, „menedżer”, „deal”, „sponsor” znaczyło więcej niż tylko używać nowych słów, to był przecież sygnał przynależności do nowego świata. Tekst świetnie pokazuje, że transformacja dokonała się nie tylko w gospodarce, ale w słowniku – a wraz ze słownikiem w mentalności. Fajnie porównywać, które z przewidywań językoznawców z tego tekstu sprawdziły się po 30 latach!
Podsumowując: Mariusz Szczygieł, the man you are. Absolutny mistrz.
Niesamowicie się czyta o czymś, co zna się wyłącznie z opowieści dziadków i rodziców, którzy pamiętają czasy zarówno PRLU jak i okresu po nim i są w stanie z pamięci przywołać sytuacje, które w obecnych czasach nie mają już miejsca. Przeczytane w kilka godzin, bo od jakiegoś czasu potrzebowałam przeczytać coś z gatunku reportaż, a nikt nie potrafi mnie wciągnąć w reportaż tak, jak robi to Szczygieł. Mój ulubiony rozdział to chyba ten o Licheniu, ex aequo z rozkminami na temat szału na Disco Polo w smutnej, Polskiej rzeczywistości.
Zbiór felietonów z połowy lat '90. Niby nie tak daleko, niby już się było na świecie, a czuć niesamowity przeskok cywilizacyjny. Jakoś też sentymentalnie ma się wrażenie, że świat był wtedy bliżej ludzi.
Pomimo mojego nikłego zainteresowania Polską w latach 90, czytałem z dużym zainteresowaniem, a to dobrze świadczy. Książka po części przerażająca, po części tragikomiczna.
Польща 90-х - зі зламами економіки і людських доль, зі змінами, що видаються катаклізмами, в період переродження, відмивання від пост-совітщини, на шляху до Польщі сучасної - через історії "маленьких" поляків вимальовується у збірнику репортера Маріуша Щигела. Вони, ці маленькі поляки, наївні і смішні оповіді яких допомагають зрозуміти глобальні культурні і соціальні зміни, - насправді найкращі оповідачі, найдостовірніші свідки. Маріуш Щигел порушує теми дуже різні: від люстрації по-польськи і масового безробіття, неможливості налаштуватися на хвилі Свободи, що так несподівано впала на голову, до глобальних прагнень поляків, змін в побути чи мові і навіть польського онанізму. Я читала і думала: А як би виглядала така книга про Україну 90-х? Кримінальна хроніка це була б, розвінчування підкилимних політичних інтриг?І чи зміни, що стосувалися простих українців,всерйоз хвилювали цікавили і хвилювали українську журналістику 90-х? І чи є у нас репортер, який свого часу вихоплював, фіксував цю картинку? А ще думала про те, що коли закінчиться все те, що зараз триває, на нас теж чекає епоха змін і переосмислень. Може, навіть глибших і болісніших, ніж у 90-ті.Тому, певно, читати цю книгу Маріуша Щигела варто саме зараз. Щоб усвідомити, що буде непросто.
Szczygieł mistrzem jest, wiadomo, ale nie znałam jego reportaży pisanych tuż po transformacji systemowej w Polsce. Czytając "Niedzielę, która zdarzyła się w środę" wracałam więc do czasów, które mocno zatarły się w pamięci i które zresztą nie bardzo mnie interesują. Jeżeli ktoś z racji wieku zupełnie nie pamięta początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, może się przestraszyć: popularność disco polo i pierwszych McDonaldów, Amway i Licheń, przedsiębiorczość i absolutna bezradność. Nie mam jednak wątpliwości, że trudno o lepiej udokumentowane i bardziej wyraziste teksty opisujące Polskę po przemianie ustrojowej.
Чудова збірка репортажів Маруша Щигела, які протягом 1990-х він писав для Gazety Wyborczej (у доброму перекладі Андрія Бондара) - це гарна нагода дізнатися більше про польський досвід потрапляння з соціалізму в капіталізм (такої книги про українські 1990-ті мені особисто дуже бракує - і не про "лихі 90-ті", накинуті зі Сходу, а про всі ті соціальні зміни, які відбулися зі здобуттям Україною Незалежности).
Początek tego zbioru rozczarował mocno - reportaże były do bólu przeciętne, nijakie, nie wzbudzające żadnych emocji i do zapomnienia 2 minuty po przeczytaniu. Aż zastanawiałam się nad porzuceniem, ale popularność i w pewnym stopniu kultowość tej pozycji wśród wielkich miłośników reportażu przekonywała aby czytać dalej - jeśli nie dla samych historii to aby zrozumieć fenomen tej książki. Jak dobrze, że podjęłam taką decyzję! W pewnym momencie „klika”! Ze Szczygła wychodzi pełnokrwisty, dojrzały i dociekliwy reportażysta. Kolejne teksty są tak znakomite, że początkowy zawód wynagradzają z nawiązką. Reportaże są tak obrazowe, wnikliwe, że autentycznie przenoszę się do tej „egzotycznej” totalnie innej Polski lat 90, którą znam praktycznie tylko z opowieści i zdjęć z archiwalnych prasowych artykułów. Aż czuję ten zapach skrzydełek z pierwszych McDonaldów, słyszę trzask kolorowych ortalionowych dresów, a rano budzę się do polsatowskich programów muzycznych disco-polo. Muszę pamiętać aby nie otwierać zbyt szybko drzwi jak dzwonek zadzwoni - bo akwizytor Amway wparuje do mieszkania z prędkością Strusia Pędziwiatra. Nie przesadzę jak napiszę, że mistrzowsko Szczygłowi udało się uwiecznić tamte lata - z całą ich barwnością, ale i zwłaszcza widoczną w sytuacji społeczeństwa - diametralnoscią. Wielkie biznesy i wielkie zwolnienia, sukcesy przedsiębiorców i tragedie pracowników licznych fabryk, pierwszy zachwyt i zachłyśnięcie się wolnością i ogólnodostępnoscią miliona towarów, szczyt rozwoju mafii i przestępczości. Gdzie tam lata 90 były szare! Jakże niesamowita to była dekada!
Zbiór reportaży opartych na bezpośrednich rozmowach, z zapisem autentycznych dialogów, reporter bardzo często podszywa się pod fikcyjne osobowości, by poznać różne reakcje rozmówców - prowadzi to do uzyskania surowego materiału, swoistego wielogłosu, podanego do dalszej interpretacji czytelnikowi. Taką mnogość "prawd" tworzy tekst, które dobrze i lekko się czyta, ale brakuje mi tu namysłu samego autora nad zjawiskami, których dotyka. Szczygieł posiada doskonałą umiejętność wyszukiwania bardzo dobrych tekstów, jego antologie są przemyślane, jako interpretator pokazuje głęboką wrażliwość na ukryte znaczenia, tkwiące w otaczającej rzeczywistości - jako reporter stosuje swój styl, który jedynym się bardzo podoba, innym już mniej, w zależności od tego, czego ktoś szuka w tekście - czy tematu do luźnej dyskusji, czy raczej "wysadzenia z siodła", wstrząsu, który każe sięgnąć bardziej do własnego wnętrza niż do dyskusji przy stole. Tego drugiego w tych reportażach nie odnajdziemy, no ale czy zawsze chodzi o to, by tego szukać?
Kilka słabszych reportaży, ale ogólnie bardzo fajny zbiór o tematyce przeciętności i próbach z niej wyjścia (przynajmniej ja bym tę tematykę tak określiła). Trochę śmieszne, trochę smutne, zazwyczaj i takie i takie i wszystko świetnie napisane. Szczygieł to jest jedno z moim najlepszych odkryć ostatnich lat - kiedyś prowadził program, którego nie lubiłam, był taki zbyt popowy i sensacyjny, więc mimo do nagród, nie mogłam się zabrać do jego książek. Teraz widzę w nim tyle głębi, polotu, humoru i emocjonalnej dojrzałości, że mam wrażenie jakby to była inna osoba. Być może to lekcja o tym, że czasem w pracy robimy, co musimy, czasem po to by później tworzyć bardziej to, co nam pasuje. Będę czytać dalej wszystko, co znajdę jego autorstwa.
Reportaż Mariusza Szczygła miałam przeczytać na zajęcia z gatunków dziennikarskich. Z tego powodu początkowo czułam wobec niego zniechęcenie. Utwory zadawane na zajęcia nie bywają raczej wybitnie ciekawe. Okazało się jednak, że to jest naprawdę przyzwoity reportaż, który dotyczy problemów Polaków po 1990 roku. Czyta się to trochę jak opowieści rodziców, babci czy znajomych osób, które żyły w tamtym czasie i myślę, że to powód, który przybliża nas do tej książki. Odejmuję gwiazdkę, bo nie jest to najlepszy utwór, jaki przeczytałam, ale nie zmienia to faktu, że jest wart uwagi.