What do you think?


Fanfik #1
Fanfik
"Coś mu mówiło, że może jednak powinien więcej rozmawiać ze swoim dzieckiem. Nie bardzo wiedział, jak w ogóle podjąć rozmowę. W końcu wymyślił:
– Czytałaś ostatnio coś ciekawego?
Zdziwione spojrzenie sennych oczu.
– Tak, mprega o Fiyero.
– Słucham?
– To był crossover – dodała Tosia z pewnym ożywieniem. – Z uniwersum Avengersów. Fiyero był tam superbohaterem i przyjaźnił się z Tonym Starkiem.
– To jakaś książka? – spytał Marcin, bardzo starając się wykazać zainteresowanie tematem.
– Nie, fanfik.
– To znaczy?
– To takie opowiadanie w obrębie fandomu – odpowiedziała cierpliwie Tosia. – Albo dwóch.
– Kto je napisał?
Tosia wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Jakaś dziewczyna ze Stanów.
– Czytasz po angielsku? – spytał Marcin z rozpaczą.
– No chyba – mruknęła Tosia pod nosem. – Po polsku trudno znaleźć dobry slash o Wicked.
– Aha – odparł Marcin. – To dobrze – dodał bez przekonania. – Przynajmniej poznajesz język."
Szesnastoletnia Tosia dochodzi do wniosku, że nie chce już być grzeczną dziewczynką. W zasadzie... czy ona w ogóle chce być dziewczynką? A może nigdy nią nie była?...
– Czytałaś ostatnio coś ciekawego?
Zdziwione spojrzenie sennych oczu.
– Tak, mprega o Fiyero.
– Słucham?
– To był crossover – dodała Tosia z pewnym ożywieniem. – Z uniwersum Avengersów. Fiyero był tam superbohaterem i przyjaźnił się z Tonym Starkiem.
– To jakaś książka? – spytał Marcin, bardzo starając się wykazać zainteresowanie tematem.
– Nie, fanfik.
– To znaczy?
– To takie opowiadanie w obrębie fandomu – odpowiedziała cierpliwie Tosia. – Albo dwóch.
– Kto je napisał?
Tosia wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Jakaś dziewczyna ze Stanów.
– Czytasz po angielsku? – spytał Marcin z rozpaczą.
– No chyba – mruknęła Tosia pod nosem. – Po polsku trudno znaleźć dobry slash o Wicked.
– Aha – odparł Marcin. – To dobrze – dodał bez przekonania. – Przynajmniej poznajesz język."
Szesnastoletnia Tosia dochodzi do wniosku, że nie chce już być grzeczną dziewczynką. W zasadzie... czy ona w ogóle chce być dziewczynką? A może nigdy nią nie była?...
374 pages, Paperback
First published November 10, 2016
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 30 of 167 reviews
April 25, 2023
Dzięki Natalii Osińskiej odkryłam literaturę queerową. Dobrze jest wrócić do tych bohaterów po kilku latach i przekonać się, że są dla mnie tak samo ważni jak wtedy ❤️
September 29, 2017
rep: trans gay mc, gay li, gay side character
tw: misogyny, homophobia, transphobia, misgendering, deadnaming, bullying, assault, suicide ideation, medication
yes the title is just polish for fanfic, shut up. this is an actually Excellent™ polish ya novel w a gay trans main character & i would die for those boys
obawiałam się niesamowicie, pomimo tego, że wszystkie recenzje były pochlebne. i okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! fabuła bardzo ładnie trzyma się kupy i w świetnym tempie posuwa się do przodu, a bohaterów po prostu uwielbiam. leon jest absolutnym aniołem i w każdej chwili jestem skłonny oddać za niego życie. nie dane nam jest też zapomnieć ani na chwilę, że to polska, co jest niesamowitym plusem, jak dla mnie. boże, potrzebujemy więcej takich książek!
tw: misogyny, homophobia, transphobia, misgendering, deadnaming, bullying, assault, suicide ideation, medication
yes the title is just polish for fanfic, shut up. this is an actually Excellent™ polish ya novel w a gay trans main character & i would die for those boys
obawiałam się niesamowicie, pomimo tego, że wszystkie recenzje były pochlebne. i okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! fabuła bardzo ładnie trzyma się kupy i w świetnym tempie posuwa się do przodu, a bohaterów po prostu uwielbiam. leon jest absolutnym aniołem i w każdej chwili jestem skłonny oddać za niego życie. nie dane nam jest też zapomnieć ani na chwilę, że to polska, co jest niesamowitym plusem, jak dla mnie. boże, potrzebujemy więcej takich książek!
February 7, 2018
GoodReads oszalało na punkcie tej książki, więc prawdopodobnie zostanę zjedzona za taką ocenę, zacznę więc od stwierdzenia, które być może (ha ha) troszkę ugłaska tych, co zjeść mnie będą chcieli: po tej lekturze jestem już całkowicie pewna - połowa z was tutaj (ta połowa, która o której wiem, że pisała lub nadal pisze) powinna napisać książkę. Potraficie to zrobić. I będzie ona prawdopodobnie dwa razy lepsza od tej powieści. ZRÓBCIE TO.
Ale do rzeczy.
Po pierwsze - było raczej do przewidzenia, że nie zachwyci mnie coś z półki dla młodzieży, bo nie lubię tej literatury, mam z nią jedynie złe doświadczenia i według mnie literatura YA to jest ETAP, tak samo jak etapem jest wiek nastoletni, najgorsza, najwstydliwsza, najgłupsza faza rozwoju, która powinna minąć jak najszybciej i najlepiej zostać usunięta z pamięci. Literatura dla dorosłych i dla dzieci bywa mądra, piękna i wartościowa, natomiast niemal wszystko adresowane dla nastolatków, co czytałam, wydaje mi się w jakiś sposób żenujące. Nie wiem, może to moje osobiste preferencje i uprzedzenia, ale nic na to nie poradzę. Tak więc siadłam do lektury uprzedzona i nie mogę powiedzieć, bym została jakoś mile zaskoczona tym, co dostałam...
Po drugie - muszę to przyznać, oczywiście - książka jest na pewno pozytywnym ewenementem biorąc pod uwagę tematykę. Nie wiem, na ile na książkowym rynku światowym, ale na naszym na pewno. Za to oczywiście wielki plus (za to mogłabym nawet dać 3-4 gwiazdki! no ale nie mogę), nie można tego nie docenić. Główny bohater (początkowo bohaterka) jest osobą nienormatywną, a jego problemy nie są typowymi problemami nastolatka, o jakich (zapewne) można poczytać w typowych powieściach dla nastolatek. Z tego względu należy "Fanfika" polecać, kupować, wręczać znajomym nastolatkom. Róbcie tak! (ale potem podsuńcie im też coś naprawdę dobrego do czytania).
Po trzecie - kolejny duży plus: ani razu nie odniosłam wrażenia, by autorka moralizowała, podsuwała gotowe rozwiązania moralnych dylematów, wartościowała czy dzieliła rzeczywistość i bohaterów na dobrą i złą, czarną i białą. W przypadku powieści mówiącej o problemach - społecznych, psychologicznych, rodzinnych - wcale nie musi to być takie łatwe. A jednak się udało, nie czułam się pouczana i nauczana. Brawo.
Po czwarte (teraz już będą same minusy) - niestety nie uwierzyłam w istnienie żadnej z tych postaci. Pomijam już zaskakujące ich zachowania (w końcu my - ludzie z krwi i kości - również bywamy niespójni; ja sama mam około 16 osobowości), które cały czas robiły mi niezły mętlik w głowie i doprowadziły do tego, że po prostu poddałam się fabule, której i tak nie dałoby się przewidzieć (i nie jest to komplement). Chodzi mi raczej o sztuczność tych postaci, coś co sprawiało że ma się wrażenie, że wszyscy zostali wycięci z jakichś stereotypowych, teatralnych wręcz foremek. Oczywiście najmniej dotyczy to dwójki głównych bohaterów, bo sami z siebie byli bardzo niestereotypowi, ale cała reszta... olaboga. Kolejna sprawa: procesy zmian, jakie zachodziły w bohaterach. Wszystko tu działo się jak za machnięciem magicznej różdżki. Ktoś wyszedł z domu jako homofob, a wrócił już jako homofil (wyolbrzymiam tu celowo); ktoś był zahukany i nieśmiały, a po kilku stronach miał już w sobie siłę i odwagę herosa; ktoś w coś wierzył, a po chwili już nie, i tak dalej- ale nie dane było mi dowiedzieć się, jak i dlaczego te zmiany zachodziły. Trudno mi uwierzyć w istnienie takich bytów. Tak samo jak bardzo trudno czyta się powieść, gdzie czytamy długie OPISY tego, jak ktoś się czuje i co myśli, zamiast móc wywnioskować o tym na podstawie jego zachowań. Z konstrukcji i psychologii postaci, jak dla mnie - dwója.
Po piąte - język i styl. Tu kłania się sam tytuł, bo fanfików naczytałam się w życiu aż za dużo. I jakoś mam wrażenie, że taki szkolny, naiwny chwilami język w fiku niekoniecznie doczekałby się wielu pochwał w komentarzach :P No ale okej, to tylko YA, literatura popularna, być może nie można oczekiwać zbyt wiele...
Po szóste - wbrew temu, co czytałam w wielu recenzjach tej książki - brakuje tu lekkości, humoru, wdzięku. Wszystko jest drewniane, jakby krojone tępym nożem na toporne kawałki (chociaż drewno to może jednak siekierą?). Nie będę tu wychwalać Musierowicz (chociaż w wieku późnodziecięcym oczywiście ją wielbiłam), ale z tego co pamiętam, TO właśnie u niej było. Ciepło, urok, czar, poczucie humoru i - to najważniejsze - KLIMAT. Tutaj przez całą lekturę nie poczułam absolutnie nic, a zaśmiałam się raz (przy aluzji do tego, że policjanci powinni pisać drabble).
Po siódme - mam wątpliwości dotyczące pewnej skrótowości, z jaką autorka podjęła temat transpłciowości (trzy rymy niezamierzone). Bardzo możliwe, że tak po prostu miało być, gdyż sam główny bohater jest zielony w temacie i sam nie wie tak do końca, co się z nim dzieje. Ale jakoś wydaje mi się, że mądrzej i słuszniej z powodów edukacyjnych byłoby jednak pewne rzeczy młodzieży rozjaśnić.
Ogólnie - super pomysł na książkę dla młodzieży. Ale wykonanie... ech. Zabrakło umiejętności? Nic mnie nie zmusi do sięgnięcia po tom drugi (i mam w nosie, co dalej z bohaterami), więc powiedzcie - czy "Slash" technicznie jest lepszy?
(tak długiej recenzji chyba nic ode mnie jeszcze nie dostało; mimo wszystko świadczy to o książce in plus ;)
Ale do rzeczy.
Po pierwsze - było raczej do przewidzenia, że nie zachwyci mnie coś z półki dla młodzieży, bo nie lubię tej literatury, mam z nią jedynie złe doświadczenia i według mnie literatura YA to jest ETAP, tak samo jak etapem jest wiek nastoletni, najgorsza, najwstydliwsza, najgłupsza faza rozwoju, która powinna minąć jak najszybciej i najlepiej zostać usunięta z pamięci. Literatura dla dorosłych i dla dzieci bywa mądra, piękna i wartościowa, natomiast niemal wszystko adresowane dla nastolatków, co czytałam, wydaje mi się w jakiś sposób żenujące. Nie wiem, może to moje osobiste preferencje i uprzedzenia, ale nic na to nie poradzę. Tak więc siadłam do lektury uprzedzona i nie mogę powiedzieć, bym została jakoś mile zaskoczona tym, co dostałam...
Po drugie - muszę to przyznać, oczywiście - książka jest na pewno pozytywnym ewenementem biorąc pod uwagę tematykę. Nie wiem, na ile na książkowym rynku światowym, ale na naszym na pewno. Za to oczywiście wielki plus (za to mogłabym nawet dać 3-4 gwiazdki! no ale nie mogę), nie można tego nie docenić. Główny bohater (początkowo bohaterka) jest osobą nienormatywną, a jego problemy nie są typowymi problemami nastolatka, o jakich (zapewne) można poczytać w typowych powieściach dla nastolatek. Z tego względu należy "Fanfika" polecać, kupować, wręczać znajomym nastolatkom. Róbcie tak! (ale potem podsuńcie im też coś naprawdę dobrego do czytania).
Po trzecie - kolejny duży plus: ani razu nie odniosłam wrażenia, by autorka moralizowała, podsuwała gotowe rozwiązania moralnych dylematów, wartościowała czy dzieliła rzeczywistość i bohaterów na dobrą i złą, czarną i białą. W przypadku powieści mówiącej o problemach - społecznych, psychologicznych, rodzinnych - wcale nie musi to być takie łatwe. A jednak się udało, nie czułam się pouczana i nauczana. Brawo.
Po czwarte (teraz już będą same minusy) - niestety nie uwierzyłam w istnienie żadnej z tych postaci. Pomijam już zaskakujące ich zachowania (w końcu my - ludzie z krwi i kości - również bywamy niespójni; ja sama mam około 16 osobowości), które cały czas robiły mi niezły mętlik w głowie i doprowadziły do tego, że po prostu poddałam się fabule, której i tak nie dałoby się przewidzieć (i nie jest to komplement). Chodzi mi raczej o sztuczność tych postaci, coś co sprawiało że ma się wrażenie, że wszyscy zostali wycięci z jakichś stereotypowych, teatralnych wręcz foremek. Oczywiście najmniej dotyczy to dwójki głównych bohaterów, bo sami z siebie byli bardzo niestereotypowi, ale cała reszta... olaboga. Kolejna sprawa: procesy zmian, jakie zachodziły w bohaterach. Wszystko tu działo się jak za machnięciem magicznej różdżki. Ktoś wyszedł z domu jako homofob, a wrócił już jako homofil (wyolbrzymiam tu celowo); ktoś był zahukany i nieśmiały, a po kilku stronach miał już w sobie siłę i odwagę herosa; ktoś w coś wierzył, a po chwili już nie, i tak dalej- ale nie dane było mi dowiedzieć się, jak i dlaczego te zmiany zachodziły. Trudno mi uwierzyć w istnienie takich bytów. Tak samo jak bardzo trudno czyta się powieść, gdzie czytamy długie OPISY tego, jak ktoś się czuje i co myśli, zamiast móc wywnioskować o tym na podstawie jego zachowań. Z konstrukcji i psychologii postaci, jak dla mnie - dwója.
Po piąte - język i styl. Tu kłania się sam tytuł, bo fanfików naczytałam się w życiu aż za dużo. I jakoś mam wrażenie, że taki szkolny, naiwny chwilami język w fiku niekoniecznie doczekałby się wielu pochwał w komentarzach :P No ale okej, to tylko YA, literatura popularna, być może nie można oczekiwać zbyt wiele...
Po szóste - wbrew temu, co czytałam w wielu recenzjach tej książki - brakuje tu lekkości, humoru, wdzięku. Wszystko jest drewniane, jakby krojone tępym nożem na toporne kawałki (chociaż drewno to może jednak siekierą?). Nie będę tu wychwalać Musierowicz (chociaż w wieku późnodziecięcym oczywiście ją wielbiłam), ale z tego co pamiętam, TO właśnie u niej było. Ciepło, urok, czar, poczucie humoru i - to najważniejsze - KLIMAT. Tutaj przez całą lekturę nie poczułam absolutnie nic, a zaśmiałam się raz (przy aluzji do tego, że policjanci powinni pisać drabble).
Po siódme - mam wątpliwości dotyczące pewnej skrótowości, z jaką autorka podjęła temat transpłciowości (trzy rymy niezamierzone). Bardzo możliwe, że tak po prostu miało być, gdyż sam główny bohater jest zielony w temacie i sam nie wie tak do końca, co się z nim dzieje. Ale jakoś wydaje mi się, że mądrzej i słuszniej z powodów edukacyjnych byłoby jednak pewne rzeczy młodzieży rozjaśnić.
Ogólnie - super pomysł na książkę dla młodzieży. Ale wykonanie... ech. Zabrakło umiejętności? Nic mnie nie zmusi do sięgnięcia po tom drugi (i mam w nosie, co dalej z bohaterami), więc powiedzcie - czy "Slash" technicznie jest lepszy?
(tak długiej recenzji chyba nic ode mnie jeszcze nie dostało; mimo wszystko świadczy to o książce in plus ;)
January 12, 2017

OBEJRZYJ NA YOUTUBE http://bit.ly/ppppp0
Płaczę ze śmiechu, płaczę ze smutku, płaczę ze szczęścia…
+ sama tematyka, nigdy nie czytałem książki zawierającej główny wątek tego typu
+ główni bohaterowie, zwłaszcza rewelacyjny Tosiek, a także rola postaci pobocznych
+ świetny humor w stylu często przyrównywanej Jeżycjady
+ pokrzepiający i podnoszący na duchu całokształt
+ nawiązania do popkultury
+ książki tego typu powinny być lekturami szkolnymi
- niektóre wydarzenia dzieją się za szybko
- tak samo zachowania bohaterów niekiedy nie zdążą wybrzmieć lub są zbyt gwałtowne/zmienne
- główny wątek pozostawia coś w rodzaju niedosytu, dlatego liczę na jeszcze lepszy ciąg dalszy
Serce mówi pięć, ale rozum widzi wady debiutu i uśredniając wychodzi mocne 4 :)
Wkrótce MUSZĘ zabrać się za SLASHa, a tym czasem nie mogę się doczekać, aż Natalia Osińska ukończy tę trylogię! <3

November 7, 2016
Znakomity debiut.
Wrzuciłam kilka nowych książek na czytnik i bezmyślnie kliknęłam w jeden z tytułów - ot, żeby zerknąć na pierwszą stronę. W oczy od razu rzuciło mi się, że:
Tak właśnie zaczyna się „Fanfik”, tak też zaczęła się moja z nim przygoda - bo nie mogłam powstrzymać się przed przeczytaniem kolejnego zdania. I tego następującego po nim. I jeszcze jednego. I połowy książki. O pierwszej w nocy stwierdziłam, że wypadałoby jednak upolować odrobinę snu. Rano, nie zawracając sobie głowy równie trywialnymi czynnościami co jedzenie śniadania, połknęłam pozostałe mi rozdziały. Od tamtego momentu chodzi mi po głowie jedno zasadnicze pytanie: czy autorka ma już w planach kolejną książkę?
Jakiś czas temu stwierdziłam, że przeczytałam już w życiu swoją porcję tak zwanej literatury młodzieżowej. Od wczesnego dzieciństwa zajmuje się połykaniem książek, młodzieżówki szybko przestały mnie interesować, bo zwykle bazują na utartych schematach i najzwyczajniej w świecie mnie nudzą. „Fanfik” zdecydowanie wyróżnia się na ich tle.
Ta książka, jak trafnie zauważyła moja znajoma, czyta się sama. Przez tekst po prostu się płynie. Dialogi brzmią naturalnie, a uchwycone myśli wydają się dziwnie znajome. Autorka doskonale operuje językiem, bawi się nim z wyraźną przyjemnością. No i ta lekkość, z jaką Natalia Osińska lawiruje między trudnymi tematami - ona hipnotyzuje.
O czym właściwie jest ten „Fanfik”? O miłości do popkultury. O Marvelu, musicalach i fanfiction. O liceum, klasowych mean girls i odludkach. O kłótniach z rodzicami, proszkach dających szczęście i pierwszym (ohydnym) piwie. O przyjaźni. Trochę też o miłości przyjmującej najróżniejsze postaci. O tym, że płeć nie jest zero-jedynkowa. O ludziach niecierpiących makijażu. O ludziach uwielbiających makijaż. O mnie. O Tobie.
Wiem jak wiele osób z rezerwą podchodzi do książek polskich autorów, sama nad wyzbyciem się obaw pracowałam przez ostatnich kilka lat. (Jak? Czytając dobre polskie książki. Tak, istnieją takie.) Spróbujcie mi jednak uwierzyć: „Fanfik” jest powieścią nadającą się na eksport. Chcecie ją znać. ♥
Recenzja powstała dla Mamy Głos.
Wrzuciłam kilka nowych książek na czytnik i bezmyślnie kliknęłam w jeden z tytułów - ot, żeby zerknąć na pierwszą stronę. W oczy od razu rzuciło mi się, że:
Tosia wymiotowała w szkolnej toalecie.
Tak właśnie zaczyna się „Fanfik”, tak też zaczęła się moja z nim przygoda - bo nie mogłam powstrzymać się przed przeczytaniem kolejnego zdania. I tego następującego po nim. I jeszcze jednego. I połowy książki. O pierwszej w nocy stwierdziłam, że wypadałoby jednak upolować odrobinę snu. Rano, nie zawracając sobie głowy równie trywialnymi czynnościami co jedzenie śniadania, połknęłam pozostałe mi rozdziały. Od tamtego momentu chodzi mi po głowie jedno zasadnicze pytanie: czy autorka ma już w planach kolejną książkę?
Nad umywalkami przez całą szerokość ściany ciągnęło się duże lustro. Tosia umyła rozdygotane ręce i przepłukała usta, unikając wzrokiem swojego odbicia. Był to nawyk, nad którym się już nawet nie zastanawiała. Nie lubiła patrzeć na siebie i już. Ale kiedy otrzepywała ręce z wody, jej wzrok podążył odruchowo za rozbryzgującymi się na lustrze kroplami i choć nie chciała, spojrzała sobie prosto w twarz.
Jakiś czas temu stwierdziłam, że przeczytałam już w życiu swoją porcję tak zwanej literatury młodzieżowej. Od wczesnego dzieciństwa zajmuje się połykaniem książek, młodzieżówki szybko przestały mnie interesować, bo zwykle bazują na utartych schematach i najzwyczajniej w świecie mnie nudzą. „Fanfik” zdecydowanie wyróżnia się na ich tle.
Wakacje spędziła komfortowo w zaciszu własnego pokoju. Czytała książki, pisała fanfiki, przeglądała fanarty, obejrzała na YouTubie bootlegi z zaległej listy, słowem robiła to wszystko, do czego ma prawo każdy uczeń, który zdołał przeżyć pierwszą klasę liceum.
Ta książka, jak trafnie zauważyła moja znajoma, czyta się sama. Przez tekst po prostu się płynie. Dialogi brzmią naturalnie, a uchwycone myśli wydają się dziwnie znajome. Autorka doskonale operuje językiem, bawi się nim z wyraźną przyjemnością. No i ta lekkość, z jaką Natalia Osińska lawiruje między trudnymi tematami - ona hipnotyzuje.
W szkole nie wypadało być biednym, biedni byli społecznie martwi. Dotąd Tosia żyła w przekonaniu, że prawdziwie biedni ludzie zdarzają się tylko w literaturze i sztuce, ewentualnie gdzieś daleko, na drugim końcu globu, a oto miała przed sobą żywe wcielenie baśniowej sierotki.
O czym właściwie jest ten „Fanfik”? O miłości do popkultury. O Marvelu, musicalach i fanfiction. O liceum, klasowych mean girls i odludkach. O kłótniach z rodzicami, proszkach dających szczęście i pierwszym (ohydnym) piwie. O przyjaźni. Trochę też o miłości przyjmującej najróżniejsze postaci. O tym, że płeć nie jest zero-jedynkowa. O ludziach niecierpiących makijażu. O ludziach uwielbiających makijaż. O mnie. O Tobie.
Stał chwilę bez ruchu. Potem się ocknął, podszedł do umywalki i umył twarz zimną wodą, unikając swojego odbicia w lustrze. W końcu jednak przemógł się i spojrzał. – No, możesz być z siebie dumny – powiedział. Ale nie był. Nie tak miało być. Wydawało mu się zawsze, że któregoś dnia stanie sam na sam z całym złem tego świata, pokona je i nastąpi coś w rodzaju wielkiego finału, uderzenie w wielki gong, po którym nastąpi wieczna radość, taniec i śpiew. A zło okazało się jakieś takie małe i niepozorne. Zwycięstwo nad nim wydawało się rzeczą wstydliwą, osobistą i niegodną wspomnienia.
Wiem jak wiele osób z rezerwą podchodzi do książek polskich autorów, sama nad wyzbyciem się obaw pracowałam przez ostatnich kilka lat. (Jak? Czytając dobre polskie książki. Tak, istnieją takie.) Spróbujcie mi jednak uwierzyć: „Fanfik” jest powieścią nadającą się na eksport. Chcecie ją znać. ♥
Recenzja powstała dla Mamy Głos.
June 6, 2022
tosiek to najbardzej irytująca postać jaką spotkałem.
December 20, 2016
Powtórka w 2023: Trochę krytyczniej przeczytałam i powiem tak - dalej super działa na wielu poziomach, ale brakuje mi trochę nazywania spraw. Ale i tak - serduszka, dla wszystkich młodych queerów w tym kraju, prawdziwych i nawet fikcyjnych.
Niby czytałam bardzo pochlebne recenzje, ale jednak przyznam się, że spodziewałam się jakiejś strasznej wtopy, która zepsuje mi lekturę. Tak do połowy książki mocno się bałam, że utkniemy w brzydkiej opozycji binarnej, w której męskość jest dobra i naturalna, a kobiecość - sztuczna i zła. W której mężczyźni wspierają i choć brak im czasem ogłady, to ostatecznie mają serce po właściwej stronie, a kobiety są podstępne i czynią zło, nawet gdy mają dobre chęci, a jedyną dobrą kobietą jest ta martwa. Jesteśmy na takim książkowym rynku, że bardzo się tego spodziewałam / obawiałam.
Ale powieść była mądrzejsza i mogłam jej zaufać - choć mam wątpliwości do robienia z głównego motywu powieści "surprise twistu", to zresztą na poziomie narracji wydaje się mieć swój sens (gorzej z marketingiem, który mógłby się nie krygować - z drugiej strony, to może i zwiększa szansę, że nastoletnia osoba będzie mogła czytać bez chowania się z książką w łazience #jakjaczytającamerykańskichbogów). W zasadzie jedyny fragment, gdzie krzywiła mi się facjata, to . A poza tym: bardzo na plus konstrukcja postaci, której liczne wady i niedojrzałość nie są przez narrację usprawiedliwiane, ale przedstawiane z ironią i empatią. Pochwalić też mogę ją za postaci drugoplanowe, które są wielowymiarowe i ani dobre, ani złe. Za wyartykułowanie podłoża konfliktów w sposób, któremu mogłam przyklasnąć . Za przedstawienie mizoginii ze zrozumieniem, ale krytykując ją.
Podobały mi się też ilustracje. I przyzwoita cena, zaskakujące biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenia z książkami KP, gdzie sto stron tekstu rozdmuchiwano na trzysta i dawano cenę adekwatnie ;>
Niby czytałam bardzo pochlebne recenzje, ale jednak przyznam się, że spodziewałam się jakiejś strasznej wtopy, która zepsuje mi lekturę. Tak do połowy książki mocno się bałam, że utkniemy w brzydkiej opozycji binarnej, w której męskość jest dobra i naturalna, a kobiecość - sztuczna i zła. W której mężczyźni wspierają i choć brak im czasem ogłady, to ostatecznie mają serce po właściwej stronie, a kobiety są podstępne i czynią zło, nawet gdy mają dobre chęci, a jedyną dobrą kobietą jest ta martwa. Jesteśmy na takim książkowym rynku, że bardzo się tego spodziewałam / obawiałam.
Ale powieść była mądrzejsza i mogłam jej zaufać - choć mam wątpliwości do robienia z głównego motywu powieści "surprise twistu", to zresztą na poziomie narracji wydaje się mieć swój sens (gorzej z marketingiem, który mógłby się nie krygować - z drugiej strony, to może i zwiększa szansę, że nastoletnia osoba będzie mogła czytać bez chowania się z książką w łazience #jakjaczytającamerykańskichbogów). W zasadzie jedyny fragment, gdzie krzywiła mi się facjata, to . A poza tym: bardzo na plus konstrukcja postaci, której liczne wady i niedojrzałość nie są przez narrację usprawiedliwiane, ale przedstawiane z ironią i empatią. Pochwalić też mogę ją za postaci drugoplanowe, które są wielowymiarowe i ani dobre, ani złe. Za wyartykułowanie podłoża konfliktów w sposób, któremu mogłam przyklasnąć . Za przedstawienie mizoginii ze zrozumieniem, ale krytykując ją.
Podobały mi się też ilustracje. I przyzwoita cena, zaskakujące biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenia z książkami KP, gdzie sto stron tekstu rozdmuchiwano na trzysta i dawano cenę adekwatnie ;>
December 27, 2016
Mimo samych pozytywnych opinii „Fanfik” nie miał ze mną lekko – czytałam go w Święta, siedząc w szpitalu przy łóżku mojego pięciomiesięcznego synka, tym samym nie będąc nastawiona zbyt pozytywnie do całego świata i może nie tak bardzo otwarta na nowych autorów, jak zazwyczaj. I co? I przeczytałam jednym tchem, chwilami śmiejąc się w pięść, chwilami ocierając łzy, a przede wszystkim cudownie wciągnięta i oderwana od rzeczywistości. Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie dać pięciu gwiazdek, choć końcem końców Osińska ma jeszcze pole do rozwoju, a ja nie wszystkim może byłam zachwycona. Początek był dla mnie osobiście dość ciężki, za dużo w Tosi widziałam siebie z nastoletnich czasów (choć powody były inne, inna sytuacja i leków brak – akurat w kwestii leków nie przyłączę się chyba aż tak do krytyki – wydaje mi się jasne i wielokrotnie podkreślone, że Tosia dawkowała sobie leki wg własnego widzimisię i w cały świat i to ten fakt powodował jej problemy, nie same leki jako takie. Oraz to, że zdiagnozowana była od początku nieprawidłowo…), a przyznam, że nie jest to okres życia, który wspominam chętnie. Dodatkowo nie byłam przekonana do nastoletnich bohaterów, ze wszystkimi ich wadami, przegięciami i małymi szaleństwami. Jednak autorka kupiła mnie stosunkowo szybko i kiedy już to się stało – w całości. Książka jest mądra, błyskotliwa i zabawna – Osińska widzi problematyczność zachowań swoich postaci, widzi ryzykowne poglądy, widzi wyświechtane zagrania fabularne – i trzeba jej zaufać. Tematy są omówione, inteligencja czytelnika nieurażona, wątki, które już były po tysiąc razy zręcznie wykorzystane lub ominięte. Nie chcę zdradzać fabuły (choć akurat uważam, że zaskoczenie, na które liczy chyba wydawca zaskoczeniem nie jest, nie jest punktem kulminacyjnym i dzieje się stosunkowo szybko – a nota na tyle okładki mnie by do czytania nie zachęciła osobiście i wcale nie o tym ta książka jest…), dodam więc tylko, że cudownie przedstawiony jest w książce fandom, którego… właściwie w książce nie ma. Bez sensu? Chodzi mi o to, że po raz pierwszy w literaturze spotkałam się z przedstawieniem fanfików i fandomu jako czegoś zupełnie normalnego i obecnego w kulturze, czegoś, co nie wymaga wyjaśnień i z czego nie robi się jakiegoś dziwadła, czegoś, do czego mimo wszystko wciąż trochę wstyd się przyznawać, jeśli jest się tego częścią. Owszem, w książce jest kilka motywów, które podobały mi się mniej lub które uważam za zbędne, ale generalnie czytanie „Fanfika” to czysta radość. A że dzięki swojej pozytywności nie jest może do końca realistyczny? Po pierwsze, każdy temat ma wiele narracji i ja mam nadzieję, że czasem to wygląda tak jak w „Fanfiku” właśnie. Albo będzie tak wyglądać niebawem. A po drugie… Nie na darmo książka ma taki tytuł i jest w niej coś z fix-it fika do rzeczywistości… Ja fanfiki kocham nieprzytomnie, więc i to potraktuję jak plus. Takiej książki potrzebowałam, pokochałam ją i czekam na więcej od Osińskiej.
January 7, 2017
Był piękny. Tak bardzo go kochała. Nie mogła się doczekać chwili, gdy pokochają go inni.
Ta książka... TA KSIĄŻKA!!! Przyznaję, że z początku podchodziłam do niej nieco sceptycznie. A bo to polskie YA. A bo kolejne romansidło, czyli pewnie nuda, nuda i flaki. Och, jak bardzo się myliłam! Teraz nie posiadam się z radości, że taka książka powstała w Polsce.
Tematy trudne i często kontrowersyjne są podejmowane przez autorkę z łatwością godną naśladowania. Liczne nawiązania do popkultury sprawiają, że płyniemy przez rozdziały z niesamowitą lekkością, co ważniejsze dzięki temu, tekst nie jest oderwany od dzisiejszej młodzieżowej kultury. Nie odnosimy tutaj wrażenia, że jakiś 40-letni pisarz nieudolnie próbuje naśladować język licealistów.
Ta pozycja powinna być obowiązkowa zarówno dla dziatwy szkolnej, jak i ich rodziców.
Jeżeli jeszcze się wahacie, to przestańcie! Kupujcie, czytajcie, tłumaczcie i wystawiajcie na eksport, bowiem tej pięknej historii o dorastaniu, niepewności i szukaniu własnej tożsamości nie powstydziłby się żaden zagraniczny pisarz.
April 19, 2021
Strasznie się wkurwiłam czytając tę książkę. Ja nie wiem co pani Natalia chciała tym osiągnąć, chyba tylko wybić się na kontrowersyjnym temacie, bo czytając to miałam wrażenie, że ona zupełnie nie wie o czym pisze.
Postacie są płaskie i niedające się lubić, na czele z głównym bohaterem - Tośkiem. Wszystkie problemy rozwiązywane są w 20 sekund a bohaterowie przechodzą swoje niewiarygodne przemiany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. No i licealiści nie zachowują się jak licealiści, ale to nic nowego.
Polskie książki dla młodzieży to śmietnik.
A no i proponuję żeby pani Natalia po prostu pożyczyła sobie tytuł od Stiega Larssona i zatytułowała swoją książkę "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Będzie od razu wiadomo czego się spodziewać.
Postacie są płaskie i niedające się lubić, na czele z głównym bohaterem - Tośkiem. Wszystkie problemy rozwiązywane są w 20 sekund a bohaterowie przechodzą swoje niewiarygodne przemiany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. No i licealiści nie zachowują się jak licealiści, ale to nic nowego.
Polskie książki dla młodzieży to śmietnik.
A no i proponuję żeby pani Natalia po prostu pożyczyła sobie tytuł od Stiega Larssona i zatytułowała swoją książkę "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Będzie od razu wiadomo czego się spodziewać.
May 6, 2021
przez omyłkę przeczytałem trzecia część cyklu na początku, więc wiedziałem do czego mniej więcej prowadzi ta książka, jednak nie przeszkadzało mi to w ogólnym odbiorze. Książka porusza super ważny temat, który dotyczy mnie również bezpośrednio. Autorka pokazuje przeróżne reakcje otoczenia na zmianę Tośka, co ma duże odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bardzo szanuję za to, że nie wszystko było takie cukierkowe, bo po prostu tak się nie dzieje, nie każdy podchodzi z tolerancją do takich osób. Koniec końców polecam fest :)
January 24, 2017
Nie czytam wiele polskiej literatury. Tym bardziej praktycznie w ogóle nie sięgam po polskie powieści dla młodzieży, szczególnie od kiedy zaczęłam czytać wszystko po angielsku. Gdzieś z tyłu głowy zawsze wydaje mi się, że jesteśmy kilka kroków za resztą świata, także w kwestii literatury młodzieżowej. A tutaj, pełne zaskoczenie, bo Fanfik zupełnie nie odstaje od najbardziej poczytnych YA ostatnich lat. Ta historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i zrozumienia otoczenia wciąga jak narkotyk (sama przeczytałam ją prawie na jednym oddechu). Może miejscami wszystko jest zbyt proste, może miejscami nierealistyczne, ale problemy jak najbardziej prawdziwe i aktualne, a o których w Polsce nie mówi się głośno.
Dodatkowy plus za moje ukochane miasto Poznań i cameo kawiarni Sweet Surrender <3 Approved.
Dodatkowy plus za moje ukochane miasto Poznań i cameo kawiarni Sweet Surrender <3 Approved.
January 23, 2017
Czym tak naprawdę skusił mnie wobec siebie „Fanfik”? Co sprawiło, że sięgnęłam po książkę, która na pierwszy rzut oka niczym szczególnym mnie do siebie nie przyciągnęła? Po części z pewnością moje zainteresowanie tą powieścią wiąże się z jej tytułem – tematyka fanfików nie jest mi obca, kiedyś przez wiele lat sama je pisałam, teraz jednak pozostaję jedynie ich wierną czytelniczką – oczywiście w zależności od fandomu, w którym się obecnie znajduję. Dawniej na fanfiki patrzono z góry, teraz jednak coraz bardziej stają się one codziennością jako kreatywna forma wyrażania siebie, co naprawdę bardzo mnie cieszy. Po drugie, nie ukrywam, w tym roku chciałabym dać większą szansę polskim autorom, czego w 2016 niestety nie zrobiłam. Polska twórczość ma w sobie bardzo wiele do zaoferowania i ucieczka przed nią jest kompletnie niepotrzebna. Czy w tym przypadku jednak było warto się na tę powieść skusić?
Świat szesnastoletniej Tosi obraca się wokół trzech rzeczy: zapracowanego ojca, który miewa poważne problemy ze zdrowiem, autorytatywnej ciotki, która zdaje się doskonale wiedzieć, co jest dla Tosi najlepsze i tabletek, które sprawiają, że nie nienawidzi ona tak bardzo wszystkich dookoła i samej siebie jak wówczas, gdy ich nie spożywa. Co się jednak stanie, gdy Tosia postanowi nie być już grzeczną i ułożoną dziewczyną? Co, jeżeli Tosia postanowi być w końcu po prostu... sobą?
Sięgając po tę książkę spodziewałam się lekkiej i „odmóżdżającej” lektury, o której pewnie szybko zapomnę, a która jednak w jakiś sposób umili mi najbliższe dni. Przyznam szczerze, że miałam bardzo mylne wyobrażenie o tej powieści. Okazało się bowiem, że jest to zaskakująco mądra, w pewien sposób również poruszająca lektura podejmująca temat, o którym powinno się mówić znacznie, znacznie więcej. Więcej po to, aby stał się on bezpieczną rzeczywistością dla osób, które nie wpasowują się w heteronormatywne schematy, a które mogą i powinny czuć się w 100% sobą bez spotykania się z potępieniem czy ostracyzmem.
Natalia Osińska swoją powieść napisała z zaskakującą lekkością pióra, dzięki czemu „Fanfik” czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Przeczytanie tej lektury zajęło mi zaledwie kilka godzin, dlatego z czystym sumieniem mogę uznać, że przez tę książkę dosłownie się płynie, pomimo tego, że język autorki nie jest wybitnie wyszukany. Dzięki nie tak małej dawce humoru książka ta – pomimo tego, że porusza dosyć ciężki temat – jest naprawdę przyjemną, ciekawą lekturą, a to zdecydowanie największa zaleta tej powieści.
„Fanfik” opowiada o osobie transseksualnej, walczącej o akceptację i zrozumienie w świecie, w którym – nie oszukujmy się – ciężko jest te aspekty pozyskać osobom nie-heteronormatywnym. To opowieść o Tośce, która wcale Tośką nie jest – jest Tośkiem, nieco krnąbrnym, nieusłuchanym, z trudnością znoszącym kompromisy, ale jednak Tośkiem. To piękna opowieść o tym, jak w momencie zrozumienia tego, kim tak naprawdę się jest i kim chce się być cały świat staje przed daną osobą otworem. Absolutnie zachwyciło mnie to, z jaką ulgą i radością Tosiek przyjął swoją nową rzeczywistość i jak szybko poczuł komfort w swoim własnym ciele, które wcześniej kompletnie zdawało się do niego nie pasować.
Dlaczego uważam „Fanfik” za najważniejszą młodzieżową książkę 2016 roku i dlaczego jest ona moim zdaniem absolutnym must read tego roku?
Po pierwsze: bezprecedensowo łamie okropny schemat i przekonanie, że wątki LGBT+ mogą i powinny kończyć się tylko i wyłącznie w dramatyczny sposób. „Fanfik” może i ma nieco bajkowy klimat, jednak czy jest z tego powodu nierzeczywisty? Absolutnie nie! Kompletnie nie rozumiem przekonania niektórych osób, że wątki te muszą kończyć się nieszczęśliwie, nie rozumiem również, jak niektórzy z was, blogerów, mogą uważać, że dla prawdziwości tej tematyki wymagana jest tona łez, absolutny brak akceptacji ze strony środowiska i bliskich osób (tj. rodziny i przyjaciół). Z takimi bowiem recenzjami spotkałam się w przypadku książki „Simon oraz inni homo sapiens” Becky Arbertalli, co, szczerze mówiąc, nie mieści mi się w głowie. Czy nie-heteronormatywne osoby nie zasługują na happy ending? Czy ich życie musi być usłane nieustannym pasmem rozczarowań, nieszczęść i porażek, aby ziściło się wasze wyobrażenie o „prawdziwości” tego, jak wygląda ich życie? Czy tylko w takiej formie niektórzy z was są w stanie zaakceptować istnienie społeczności LGBT+? „Fanfik” daje nadzieję, której tak wiele młodych osób potrzebuje, kiedy dociera do nich, że wyłamują się z przyjętych współcześnie schematów. Daje nadzieję na to, że nie każdy odwróci się od nas plecami, że spotkamy się nie tylko z nienawiścią i potępieniem. Na akceptację i miłość zasługuje absolutnie każdy, a „Fanfik” w piękny, kolorowy, pocieszający sposób pokazuje, że jest to jak najbardziej możliwe.
Po drugie: podjęcie tematu transseksualizmu. Wiele osób, w tym przede wszystkim media, zdaje się zapominać, że społeczność LGBT+ to nie tylko geje i lesbijki. Pozostałe literki też coś znaczą, są równie ważne, równie istotne w tym krótkim wyrażeniu, jednak ich reprezentacja w porównaniu z dwiema pierwszymi jest niestety znacznie mniejsza. Natalia Osińska podejmuje temat, o którym nie mówi się wiele, a powinno. Jestem pewna, że bardzo wiele osób może utożsamić się z Tośkiem, wejść w jego skórę i poczuć, że dla nich również jest miejsce na tym świecie (bo oczywiście, że jest! Dlaczego w ogóle miałoby go nie być?). Naprawdę wierzę, że „Fanfik” może nieść pocieszenie osobom, które poddają pod wątpliwość swoją tożsamość i jeszcze nie dotarły do tego, kim się czują i kim tak naprawdę chcą być.
Jedyna rzecz, którą chcę tej książce zarzucić to naprawdę kiepska żeńska reprezentacja, a tego od dłuższego czasu w literaturze poszukuję najbardziej. Nie wszystkie dziewczyny to, za przeproszeniem, zołzy, a tak właśnie zostały one przedstawione w „Fanfiku”. Klasowa elita niewiele różni się od Reginy George i jej ekipy z filmu „Mean Girls”, co jest jednocześnie bardzo stereotypowym podejściem. Zabrakło mi tutaj dziewczyn miłych, dojrzałych (w zakresie, w jakim można mówić o dojrzałości w wieku 16 lat), inteligentnych, które byłyby najzwyczajniej w świecie pozytywnymi bohaterkami tej książki. Niestety, każda z nich została przedstawiona negatywnie, jako postacie albo autorytatywne (w przypadku cioci Idalii), albo powierzchowne, puste i próżne (jak dziewczyny z klasy Tośka). To, oraz co jakiś czas pojawiające się „nieprzyjemne” komentarze ze strony Tośka wobec płci pięknej dały mi do myślenia, że chyba jednak mam tutaj do czynienia z mizoginią, czego absolutnie i z całego serca nienawidzę.
Tematyka fanfiction nie jest tutaj poruszona tak szeroko, jak w przypadku „Fangirl” Rainbow Rowell, gdzie co jakiś czas pojawiały się fragmenty opowiadania pisanego przez główną bohaterkę. Tutaj fanfiction zdaje się pełnić rolę tła dla wydarzeń, jednak nie tła tak kompletnie pozbawionego znaczenia. Pisanie fanfików dla Tośka jest rodzajem odskoczni, to pewnego rodzaju miejsce, w którym czuje się on bezpiecznie, a komentarze i wsparcie czytelników dodają mu sił w walce o akceptację i zrozumienie wśród osób, od których najbardziej on tego potrzebuje. I ja, przyznam szczerze, doskonale to rozumiem, bo dla mnie pisanie i czytanie fanfiction było dokładnie tym samym, kiedy sama próbowałam odnaleźć swoją tożsamość. Autorka ujęła tę tematykę w sposób całkowicie naturalny, co nie wymaga wyjaśnień ani jakiegokolwiek rodzaju tłumaczeń, co chyba najlepiej zrozumieją osoby, dla których fanfiki mają swoistego rodzaju miejsce w ich własnej rzeczywistości.
Gdyby nie mizoginistyczne aspekty tej książki i bohater, którego z kilku powodów (wybujałe ego, nieustanna, irytująca płaczliwość, zachowanie warte drama queen) i mimo moich usilnych starań nie udało mi się polubić, wówczas z pewnością oceniłabym tę książkę trochę lepiej i być może już teraz stałaby się ona moją ulubioną powieścią przeczytaną w 2017 roku. Niestety, tak nie jest, mimo wszystko darzę tę powieść bardzo silnym uczuciem i jestem wdzięczna autorce za podjęcie tematu transseksualizmu z takim wdziękiem, delikatnością i całkowitą naturalnością, na jaką z całą pewnością zasługuje.
Świat szesnastoletniej Tosi obraca się wokół trzech rzeczy: zapracowanego ojca, który miewa poważne problemy ze zdrowiem, autorytatywnej ciotki, która zdaje się doskonale wiedzieć, co jest dla Tosi najlepsze i tabletek, które sprawiają, że nie nienawidzi ona tak bardzo wszystkich dookoła i samej siebie jak wówczas, gdy ich nie spożywa. Co się jednak stanie, gdy Tosia postanowi nie być już grzeczną i ułożoną dziewczyną? Co, jeżeli Tosia postanowi być w końcu po prostu... sobą?
Sięgając po tę książkę spodziewałam się lekkiej i „odmóżdżającej” lektury, o której pewnie szybko zapomnę, a która jednak w jakiś sposób umili mi najbliższe dni. Przyznam szczerze, że miałam bardzo mylne wyobrażenie o tej powieści. Okazało się bowiem, że jest to zaskakująco mądra, w pewien sposób również poruszająca lektura podejmująca temat, o którym powinno się mówić znacznie, znacznie więcej. Więcej po to, aby stał się on bezpieczną rzeczywistością dla osób, które nie wpasowują się w heteronormatywne schematy, a które mogą i powinny czuć się w 100% sobą bez spotykania się z potępieniem czy ostracyzmem.
Natalia Osińska swoją powieść napisała z zaskakującą lekkością pióra, dzięki czemu „Fanfik” czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Przeczytanie tej lektury zajęło mi zaledwie kilka godzin, dlatego z czystym sumieniem mogę uznać, że przez tę książkę dosłownie się płynie, pomimo tego, że język autorki nie jest wybitnie wyszukany. Dzięki nie tak małej dawce humoru książka ta – pomimo tego, że porusza dosyć ciężki temat – jest naprawdę przyjemną, ciekawą lekturą, a to zdecydowanie największa zaleta tej powieści.
„Fanfik” opowiada o osobie transseksualnej, walczącej o akceptację i zrozumienie w świecie, w którym – nie oszukujmy się – ciężko jest te aspekty pozyskać osobom nie-heteronormatywnym. To opowieść o Tośce, która wcale Tośką nie jest – jest Tośkiem, nieco krnąbrnym, nieusłuchanym, z trudnością znoszącym kompromisy, ale jednak Tośkiem. To piękna opowieść o tym, jak w momencie zrozumienia tego, kim tak naprawdę się jest i kim chce się być cały świat staje przed daną osobą otworem. Absolutnie zachwyciło mnie to, z jaką ulgą i radością Tosiek przyjął swoją nową rzeczywistość i jak szybko poczuł komfort w swoim własnym ciele, które wcześniej kompletnie zdawało się do niego nie pasować.
Dlaczego uważam „Fanfik” za najważniejszą młodzieżową książkę 2016 roku i dlaczego jest ona moim zdaniem absolutnym must read tego roku?
Po pierwsze: bezprecedensowo łamie okropny schemat i przekonanie, że wątki LGBT+ mogą i powinny kończyć się tylko i wyłącznie w dramatyczny sposób. „Fanfik” może i ma nieco bajkowy klimat, jednak czy jest z tego powodu nierzeczywisty? Absolutnie nie! Kompletnie nie rozumiem przekonania niektórych osób, że wątki te muszą kończyć się nieszczęśliwie, nie rozumiem również, jak niektórzy z was, blogerów, mogą uważać, że dla prawdziwości tej tematyki wymagana jest tona łez, absolutny brak akceptacji ze strony środowiska i bliskich osób (tj. rodziny i przyjaciół). Z takimi bowiem recenzjami spotkałam się w przypadku książki „Simon oraz inni homo sapiens” Becky Arbertalli, co, szczerze mówiąc, nie mieści mi się w głowie. Czy nie-heteronormatywne osoby nie zasługują na happy ending? Czy ich życie musi być usłane nieustannym pasmem rozczarowań, nieszczęść i porażek, aby ziściło się wasze wyobrażenie o „prawdziwości” tego, jak wygląda ich życie? Czy tylko w takiej formie niektórzy z was są w stanie zaakceptować istnienie społeczności LGBT+? „Fanfik” daje nadzieję, której tak wiele młodych osób potrzebuje, kiedy dociera do nich, że wyłamują się z przyjętych współcześnie schematów. Daje nadzieję na to, że nie każdy odwróci się od nas plecami, że spotkamy się nie tylko z nienawiścią i potępieniem. Na akceptację i miłość zasługuje absolutnie każdy, a „Fanfik” w piękny, kolorowy, pocieszający sposób pokazuje, że jest to jak najbardziej możliwe.
Po drugie: podjęcie tematu transseksualizmu. Wiele osób, w tym przede wszystkim media, zdaje się zapominać, że społeczność LGBT+ to nie tylko geje i lesbijki. Pozostałe literki też coś znaczą, są równie ważne, równie istotne w tym krótkim wyrażeniu, jednak ich reprezentacja w porównaniu z dwiema pierwszymi jest niestety znacznie mniejsza. Natalia Osińska podejmuje temat, o którym nie mówi się wiele, a powinno. Jestem pewna, że bardzo wiele osób może utożsamić się z Tośkiem, wejść w jego skórę i poczuć, że dla nich również jest miejsce na tym świecie (bo oczywiście, że jest! Dlaczego w ogóle miałoby go nie być?). Naprawdę wierzę, że „Fanfik” może nieść pocieszenie osobom, które poddają pod wątpliwość swoją tożsamość i jeszcze nie dotarły do tego, kim się czują i kim tak naprawdę chcą być.
Jedyna rzecz, którą chcę tej książce zarzucić to naprawdę kiepska żeńska reprezentacja, a tego od dłuższego czasu w literaturze poszukuję najbardziej. Nie wszystkie dziewczyny to, za przeproszeniem, zołzy, a tak właśnie zostały one przedstawione w „Fanfiku”. Klasowa elita niewiele różni się od Reginy George i jej ekipy z filmu „Mean Girls”, co jest jednocześnie bardzo stereotypowym podejściem. Zabrakło mi tutaj dziewczyn miłych, dojrzałych (w zakresie, w jakim można mówić o dojrzałości w wieku 16 lat), inteligentnych, które byłyby najzwyczajniej w świecie pozytywnymi bohaterkami tej książki. Niestety, każda z nich została przedstawiona negatywnie, jako postacie albo autorytatywne (w przypadku cioci Idalii), albo powierzchowne, puste i próżne (jak dziewczyny z klasy Tośka). To, oraz co jakiś czas pojawiające się „nieprzyjemne” komentarze ze strony Tośka wobec płci pięknej dały mi do myślenia, że chyba jednak mam tutaj do czynienia z mizoginią, czego absolutnie i z całego serca nienawidzę.
Tematyka fanfiction nie jest tutaj poruszona tak szeroko, jak w przypadku „Fangirl” Rainbow Rowell, gdzie co jakiś czas pojawiały się fragmenty opowiadania pisanego przez główną bohaterkę. Tutaj fanfiction zdaje się pełnić rolę tła dla wydarzeń, jednak nie tła tak kompletnie pozbawionego znaczenia. Pisanie fanfików dla Tośka jest rodzajem odskoczni, to pewnego rodzaju miejsce, w którym czuje się on bezpiecznie, a komentarze i wsparcie czytelników dodają mu sił w walce o akceptację i zrozumienie wśród osób, od których najbardziej on tego potrzebuje. I ja, przyznam szczerze, doskonale to rozumiem, bo dla mnie pisanie i czytanie fanfiction było dokładnie tym samym, kiedy sama próbowałam odnaleźć swoją tożsamość. Autorka ujęła tę tematykę w sposób całkowicie naturalny, co nie wymaga wyjaśnień ani jakiegokolwiek rodzaju tłumaczeń, co chyba najlepiej zrozumieją osoby, dla których fanfiki mają swoistego rodzaju miejsce w ich własnej rzeczywistości.
Gdyby nie mizoginistyczne aspekty tej książki i bohater, którego z kilku powodów (wybujałe ego, nieustanna, irytująca płaczliwość, zachowanie warte drama queen) i mimo moich usilnych starań nie udało mi się polubić, wówczas z pewnością oceniłabym tę książkę trochę lepiej i być może już teraz stałaby się ona moją ulubioną powieścią przeczytaną w 2017 roku. Niestety, tak nie jest, mimo wszystko darzę tę powieść bardzo silnym uczuciem i jestem wdzięczna autorce za podjęcie tematu transseksualizmu z takim wdziękiem, delikatnością i całkowitą naturalnością, na jaką z całą pewnością zasługuje.
November 16, 2016
Świetna polska książka, która na dodatek jest debiutem? What kind of sorcery is this?
April 22, 2019
Ciepła, ale nie nazbyt słodka książka, która w najlepszy możliwy sposób przywodzi na myśl teksty Krystyny Siesickiej (albo Małgorzaty Musierowicz zanim jej odjechał peron) w wersji dla współczesnych nastolatków.
Ujmuje mnie zwłaszcza, że nikt nie jest tu głaskany po główce - każdy ma coś za uszami i popełnia błędy, przez co nie ma się wrażenia, że książka pod płaszczykiem nastoletniej dramy prawi kazania O Rzeczach Ważnych. Ona po prostu o nich mówi - po ludzku, z sercem i dawką humoru.
Ujmuje mnie zwłaszcza, że nikt nie jest tu głaskany po główce - każdy ma coś za uszami i popełnia błędy, przez co nie ma się wrażenia, że książka pod płaszczykiem nastoletniej dramy prawi kazania O Rzeczach Ważnych. Ona po prostu o nich mówi - po ludzku, z sercem i dawką humoru.
June 7, 2021
Ta książka chodziła za mną od dłuższego czasu i wydaje mi się, że gdybym z nią nie zwlekała, to może spodobałaby mi się bardziej. W każdym razie na tę chwilę wydała mi się trochę infantylna. Bohaterowie są licealistami, główny bohater na czas trwania akcji jest w drugiej klasie, a bohaterowie poboczni i love interest są jego rówieśnikami, ewentualnie z klas wyżej. Mimo to nie czułam kompletnie, że to liceum, tak samo jak momentami dorośli wypadali po prostu, cóż, nie jak dorośli ludzie, a bardziej jak dzieciaki. W przypadku głównego bohatera ma to sens, co jest wyjaśnione w samej narracji, ale inne postacie chyba niezamierzenie tak wypadły? Albo miało być to śmieszne ze względu na przesadę, a wyszło... cóż, no nie wyszło. Chociażby nauczycielce polskiego podajże, tak bardzo przeszkadzał fakt, że Tosiek ubierał się niekobieco, że aż musiała strzelić o tym tyradę i powołać się na regulamin(?), że to niby nie wypada. Jakby? Nie była to szkoła z jakimś dress codem ani z mundurkami, a przynajmniej narracja nic o tym nie wspomina. Który nauczyciel aż tak bardzo się przejmuje tym czy dane ubranie "pasuje do płci" ucznia? Prezentuje się zwyczajnie jak nakręcanie akcji na siłę. Owszem, jest to problem, z którym mierzą się osoby trans, ale ta sytuacja wypada po prostu niewiarygodnie. Dało się wymyślić coś innego, żeby zaadresować ten problem.
Postacie były stereotypowe i/lub płaskie. Nie potrafiłam się przez to zaangażować w historię. Za wyjątkiem kilku scen, które faktycznie wypadły dobrze. Bolało mnie też przedstawienie płci żeńskiej, bo w tej książce praktycznie każda kobieta jest napisana po bandzie stereotypowo. Matylda i Emilia to dwa z trzech najpopularniejszych stereotypów klasowych mean girl. No i jest też Roksanna, która, well, don't get me started. To, co ona odwaliła i fakt, że nie poniosła za to żadnym konsekwencji, jest jednym wielkim XD.
Jeśli chodzi o fabułę, to w niej wszystko przebiega gładko. Pojawia się problem/konflikt? Jest rozwiązywany. Pojawia się kolejny problem/konflikt? Jest rozwiązywany. I tak w kółko. Szkoda tylko, że konflikty takie jak ten z ciotką Idalią czy z tatą Tośka były dobrym polem, żeby podsunąć jakąś wskazówkę odnośnie rozmowy z opiekunami. Już nie chodzi o sam temat bycia trans, ale też. A tymczasem Idalia w jednej scenie uparcie nazywa Tośka dziewczyną, a trochę stron później już jest kompletnie pogodzona z rzeczywistością, nie myli zaimków ani nie narzuca swojej wizji. Warto napomknąć, że jej wyjątkowo podkreślaną cechą jest to, że prawie nigdy się nie wycofuje i nie daje się odwieźć od swojej wizji.
Nie była to zła książka, po prostu miejscami naiwna. Może lepiej by to wyszło, gdyby była napisana z pierwszej osoby. Jak nie jestem fanką pierwszej osoby, tak tutaj by mi to pasowało i może właśnie dzięki temu ta naiwność by wypadła bardziej naturalnie i łatwiej byłoby mi przymknąć na to oko.
Postacie były stereotypowe i/lub płaskie. Nie potrafiłam się przez to zaangażować w historię. Za wyjątkiem kilku scen, które faktycznie wypadły dobrze. Bolało mnie też przedstawienie płci żeńskiej, bo w tej książce praktycznie każda kobieta jest napisana po bandzie stereotypowo. Matylda i Emilia to dwa z trzech najpopularniejszych stereotypów klasowych mean girl. No i jest też Roksanna, która, well, don't get me started. To, co ona odwaliła i fakt, że nie poniosła za to żadnym konsekwencji, jest jednym wielkim XD.
Jeśli chodzi o fabułę, to w niej wszystko przebiega gładko. Pojawia się problem/konflikt? Jest rozwiązywany. Pojawia się kolejny problem/konflikt? Jest rozwiązywany. I tak w kółko. Szkoda tylko, że konflikty takie jak ten z ciotką Idalią czy z tatą Tośka były dobrym polem, żeby podsunąć jakąś wskazówkę odnośnie rozmowy z opiekunami. Już nie chodzi o sam temat bycia trans, ale też. A tymczasem Idalia w jednej scenie uparcie nazywa Tośka dziewczyną, a trochę stron później już jest kompletnie pogodzona z rzeczywistością, nie myli zaimków ani nie narzuca swojej wizji. Warto napomknąć, że jej wyjątkowo podkreślaną cechą jest to, że prawie nigdy się nie wycofuje i nie daje się odwieźć od swojej wizji.
Nie była to zła książka, po prostu miejscami naiwna. Może lepiej by to wyszło, gdyby była napisana z pierwszej osoby. Jak nie jestem fanką pierwszej osoby, tak tutaj by mi to pasowało i może właśnie dzięki temu ta naiwność by wypadła bardziej naturalnie i łatwiej byłoby mi przymknąć na to oko.
December 9, 2016
Myślałam, że jestem już za stara, żeby zrywać noc nad książką. Zdarza mi się wciąż zrywać noc z powodu fanfiction, ale to inna liga, z którą literatura mainstreamowa wciąż nie może konkurować. Chyba, że Osińska coś pod tym względem zmieni, bo po takim debiucie wiele się można spodziewać.
(Z miejsca przyznaję, że mój entuzjazm może być podrasowany faktem, że czytałam „Fanfik” jako odtrutkę na Ćwieka, więc wypadł jeszcze lepiej na zasadzie kontrastu. Albo to po prostu świetna książka).
Sięgnęłam po „Fanfik” kierowana zawodową ciekawością. Czuję jednak, że nie wykorzystam go w pracy – i bardzo dobrze. Uwielbiam to, jak elementy kultury fanowskiej pojawiają się przypadkowo i sporadycznie, jak nikt ich nie wyjaśnia i nie tłumaczy, bo powinny być zrozumiałe same przez się. Przez to właśnie czuję, że to właśnie, cóż, kultura. Nie tłumaczy się mpregów, tak jak nie tłumaczy się tego, że je się nożem i widelcem. Każdy wie, co to mpreg.
Kultury fanowskiej w „Fanfiku” tyle, co kot napłakał, a ja siedziałam do rana połykając książkę. Chociaż opowieści o mężczyznach mnie nie interesują, Osińska napisała po prostu ciekawą książkę, skonstruowaną tak, że po każdym rozdziale chce się wiedzieć, co było dalej. Nie będę też ukrywać, że główny bohater naprawdę mnie wkurzał momentami swoją niedojrzałością, ale umówmy się – ma dobrą wymówkę, naprawdę przegapił okres dojrzewania, bo był na prochach. Nie podoba mi się też to dissowania na prochy. Rozumiem, że Tosiek brał je bez powodu i od początku był błędnie diagnozowany, ale to nie zmienia faktu, że antydepresanty są potrzebne i nie składają się wyłącznie ze skutków ubocznych.
To jednak są drobnostki, które niewiele znaczą w porównaniu z faktem, że wreszcie mamy polską powieść o transnastolatkach, gdzie głównego tematu nie stanowi angst. Jasne, Tosiek ma problemy, ale nie o to w tym chodzi. Tosiek jest silny, odważny i zdeterminowany, więc sobie poradzi. What can I say? I am slut for happy ends for queer poeple. Poza tym mamy ciekawą historię, wielowymiarowe postaci, które wchodzą w złożone relacje, przypomnienie, jak bolesnym procesem jest bycie nastolatkiem, dobrze napisane dialogi i generalnie wyjątkowo dobrą książkę. Polecam.
(Z miejsca przyznaję, że mój entuzjazm może być podrasowany faktem, że czytałam „Fanfik” jako odtrutkę na Ćwieka, więc wypadł jeszcze lepiej na zasadzie kontrastu. Albo to po prostu świetna książka).
Sięgnęłam po „Fanfik” kierowana zawodową ciekawością. Czuję jednak, że nie wykorzystam go w pracy – i bardzo dobrze. Uwielbiam to, jak elementy kultury fanowskiej pojawiają się przypadkowo i sporadycznie, jak nikt ich nie wyjaśnia i nie tłumaczy, bo powinny być zrozumiałe same przez się. Przez to właśnie czuję, że to właśnie, cóż, kultura. Nie tłumaczy się mpregów, tak jak nie tłumaczy się tego, że je się nożem i widelcem. Każdy wie, co to mpreg.
Kultury fanowskiej w „Fanfiku” tyle, co kot napłakał, a ja siedziałam do rana połykając książkę. Chociaż opowieści o mężczyznach mnie nie interesują, Osińska napisała po prostu ciekawą książkę, skonstruowaną tak, że po każdym rozdziale chce się wiedzieć, co było dalej. Nie będę też ukrywać, że główny bohater naprawdę mnie wkurzał momentami swoją niedojrzałością, ale umówmy się – ma dobrą wymówkę, naprawdę przegapił okres dojrzewania, bo był na prochach. Nie podoba mi się też to dissowania na prochy. Rozumiem, że Tosiek brał je bez powodu i od początku był błędnie diagnozowany, ale to nie zmienia faktu, że antydepresanty są potrzebne i nie składają się wyłącznie ze skutków ubocznych.
To jednak są drobnostki, które niewiele znaczą w porównaniu z faktem, że wreszcie mamy polską powieść o transnastolatkach, gdzie głównego tematu nie stanowi angst. Jasne, Tosiek ma problemy, ale nie o to w tym chodzi. Tosiek jest silny, odważny i zdeterminowany, więc sobie poradzi. What can I say? I am slut for happy ends for queer poeple. Poza tym mamy ciekawą historię, wielowymiarowe postaci, które wchodzą w złożone relacje, przypomnienie, jak bolesnym procesem jest bycie nastolatkiem, dobrze napisane dialogi i generalnie wyjątkowo dobrą książkę. Polecam.
March 12, 2018
2.5.
Przepraszam, ale to po prostu do mnie nie przemówiło. Szczątkowa fabuła, nienaturalne dialogi, irytujące postacie... Nie polubiłam nikogo przez te wszystkie 374 strony. Naprawdę starałam się zrozumieć zamysł autorki, ale kompletnie do mnie nie trafił. Tośka miałam dość niemal od razu, miałam też wrażenie, że żadna postać nie dostała wystarczająco dużo uwagi. Wszystko działo się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czasem tego nie rozumiałam, bo najpierw Idalia uparcie Tośka nazywa Tosią, a potem jednak nie. Eh.
Przepraszam, ale to po prostu do mnie nie przemówiło. Szczątkowa fabuła, nienaturalne dialogi, irytujące postacie... Nie polubiłam nikogo przez te wszystkie 374 strony. Naprawdę starałam się zrozumieć zamysł autorki, ale kompletnie do mnie nie trafił. Tośka miałam dość niemal od razu, miałam też wrażenie, że żadna postać nie dostała wystarczająco dużo uwagi. Wszystko działo się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czasem tego nie rozumiałam, bo najpierw Idalia uparcie Tośka nazywa Tosią, a potem jednak nie. Eh.
September 7, 2017
A miałam iść wcześnie spać...
Recenzja myślę, że będzie. Jak ogarnę myśli.
Recenzja myślę, że będzie. Jak ogarnę myśli.
June 26, 2023
3.5 ⭐️
September 9, 2017
Wciągnęłam nosem. Mogłoby być ciut więcej opisów Poznania. Wiem, że książka nie o tym, ale tęsknota mną szargnęła. ;)
Tata Marcin to mój osobisty hero, a jak będę duża to zostanę ciotką Idalią z drugiej połowy książki.
Słowem - borze szumiący, dobre to było. :)
Tata Marcin to mój osobisty hero, a jak będę duża to zostanę ciotką Idalią z drugiej połowy książki.
Słowem - borze szumiący, dobre to było. :)
December 16, 2020
4th read, july 2024
też nie wiem dlaczego tyle razy przeczytałem tę książkę but i'm probably gonna do it again
_____________________________________________
3rd read, august 2022
czytałem to teraz trzeci raz i okazuje się, że jednak Daniel jest tu znacznie bardziej irytujący, niż gdy miałem 16 lat i czytałem po raz pierwszy XD
ale dalej lubię tę książkę. może i po części z przywiązania do postaci oraz wspomnienia mnie sprzed dwóch lat, który czytał ją akurat w samym środku własnego gender kryzysu, ale jednak lubię. można jej wiele zarzucić, tak, mógłbym o tym powiedzieć naprawdę sporo i wszystko wymieniać, ale jednak te dwa lata temu naprawdę pomogła mi przejść przez parę rzeczy and i'm happy with that.
also – Leon w tej książce aaaaa
też nie wiem dlaczego tyle razy przeczytałem tę książkę but i'm probably gonna do it again
_____________________________________________
3rd read, august 2022
czytałem to teraz trzeci raz i okazuje się, że jednak Daniel jest tu znacznie bardziej irytujący, niż gdy miałem 16 lat i czytałem po raz pierwszy XD
ale dalej lubię tę książkę. może i po części z przywiązania do postaci oraz wspomnienia mnie sprzed dwóch lat, który czytał ją akurat w samym środku własnego gender kryzysu, ale jednak lubię. można jej wiele zarzucić, tak, mógłbym o tym powiedzieć naprawdę sporo i wszystko wymieniać, ale jednak te dwa lata temu naprawdę pomogła mi przejść przez parę rzeczy and i'm happy with that.
also – Leon w tej książce aaaaa
January 2, 2017
[PL] Ta książka nie jest idealna - choć świetna - ale jest tak ważna, że z miejsca została moim ulubionym YA.
January 5, 2017
Powiedzmy, że 3.5. Faktycznie, czytało się to trochę jak Musierowicz, gdyby Musierowicz nie skamieniała i nie spotworniała.
April 21, 2017
Ta książka to pyszne i zdrowe ciastko dla duszy. Jest pełna emocji, świetnie napisana i mądra. I jak żadna inna przypomina, jak strasznie jest być nastolatkiem.
June 6, 2017
Skończyłam wczoraj wieczorem, ale chyba już wcześniej zaczęłam się zastanawiać, co właściwie mam napisać. Oczywiście poza "no kurczę!". Stanęło na tym, że Fanfik to książka fajna i mądra (moja przyjaciółka wiele lat temu na zajęciach tak tłumaczyła pewnemu doktorowi, dlaczego ceni sobie książki Olgi T., więc można rzec, że dyskursem akademickim się tu posłużyłam ;)).
A mówiąc nieco bardziej serio, to Fanfik zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie. Niby wszystkim się podobał i spodziewałam się, że mi spodoba się również, ale oczekiwałam takiej sobie lekkiej, nieinwazyjnej czytanki. Zamiast tego na zmianę zaśmiewałam się, stresowałam, a nawet i jedną łzę w pewnym momencie uroniłam (z powodu taty. barwo, tata!).
Chociaż nie powiem - nie obyło się bez momentów irytacji i warczenia, bo to jednak o nastolatkach, więc po prostu nie istniała taka opcja, żebym przez to przeszła zupełnie gładko. Ale to nic, bo autorka nie próbowała mi wmówić, że wszystko jest ok i zupełnie bez potrzeby mi się tiki nerwowe włączają, toteż łaskawie to Fanfikowi wybaczam ;) (Miało być serio, ale ewidentnie nie umiem, przepraszam.)
Z czystego lenistwa pozwolę sobie nie rozpisywać się nad tym, co było w tej książce takie fajne i mądre, bo myślę, że doskonale ujęły to już liczne równie mądre i fajne (niech mnie ktoś powstrzyma!) recenzje wcześniejsze od mojej. Od siebie dodam za to, że to był niesamowity time travel do czasów słusznie minionych, czyli do mojego nastolęctwa. Co prawda nie mieliśmy wtedy telefonów z internetem, bo takie z aparatami były już bardzo wow! i ach!, więc wiele rzeczy po prostu nie miało się wówczas szansy zdarzyć... Ale po raz pierwszy od wieków czytałam książkę dla młodzieży i widziałam w niej prawdziwy świat. Może to ze względu na polskie realia, może na kulturę fandomową tak zręcznie wplecioną w narrację, może talent Osińskiej do kreowania złożonych i prawdopodobnych postaci. A może to dlatego, że jak Marcin kazał Tośkowi podać mu imię i nazwisko, adres i telefon Leona, to wewnętrznie krzyczałam: ha! życie! samo życie! ;)
Nieco mieszane uczucia mam względem zakończenia, bo tak ładnie, cukierkowo i idealnie, ale w zasadzie... Po tych wszystkich przejściach bohaterom się chyba należało.
A więc (ach, pomyśleć, że kilkanaście lat temu zostałabym za takie "a więc" publicznie na forum klasy zbesztana) - jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy czytać, to tak, czytać. I wciskać wszystkim znajomym nastolatkom, rodzicom, nauczycielom i innym jednostkom mniej lub bardziej ludzkim. Bo jak mówię, że warto, to warto, o.
A mówiąc nieco bardziej serio, to Fanfik zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie. Niby wszystkim się podobał i spodziewałam się, że mi spodoba się również, ale oczekiwałam takiej sobie lekkiej, nieinwazyjnej czytanki. Zamiast tego na zmianę zaśmiewałam się, stresowałam, a nawet i jedną łzę w pewnym momencie uroniłam (z powodu taty. barwo, tata!).
Chociaż nie powiem - nie obyło się bez momentów irytacji i warczenia, bo to jednak o nastolatkach, więc po prostu nie istniała taka opcja, żebym przez to przeszła zupełnie gładko. Ale to nic, bo autorka nie próbowała mi wmówić, że wszystko jest ok i zupełnie bez potrzeby mi się tiki nerwowe włączają, toteż łaskawie to Fanfikowi wybaczam ;) (Miało być serio, ale ewidentnie nie umiem, przepraszam.)
Z czystego lenistwa pozwolę sobie nie rozpisywać się nad tym, co było w tej książce takie fajne i mądre, bo myślę, że doskonale ujęły to już liczne równie mądre i fajne (niech mnie ktoś powstrzyma!) recenzje wcześniejsze od mojej. Od siebie dodam za to, że to był niesamowity time travel do czasów słusznie minionych, czyli do mojego nastolęctwa. Co prawda nie mieliśmy wtedy telefonów z internetem, bo takie z aparatami były już bardzo wow! i ach!, więc wiele rzeczy po prostu nie miało się wówczas szansy zdarzyć... Ale po raz pierwszy od wieków czytałam książkę dla młodzieży i widziałam w niej prawdziwy świat. Może to ze względu na polskie realia, może na kulturę fandomową tak zręcznie wplecioną w narrację, może talent Osińskiej do kreowania złożonych i prawdopodobnych postaci. A może to dlatego, że jak Marcin kazał Tośkowi podać mu imię i nazwisko, adres i telefon Leona, to wewnętrznie krzyczałam: ha! życie! samo życie! ;)
Nieco mieszane uczucia mam względem zakończenia, bo tak ładnie, cukierkowo i idealnie, ale w zasadzie... Po tych wszystkich przejściach bohaterom się chyba należało.
A więc (ach, pomyśleć, że kilkanaście lat temu zostałabym za takie "a więc" publicznie na forum klasy zbesztana) - jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy czytać, to tak, czytać. I wciskać wszystkim znajomym nastolatkom, rodzicom, nauczycielom i innym jednostkom mniej lub bardziej ludzkim. Bo jak mówię, że warto, to warto, o.
November 16, 2017
INSTAGRAM/a>
,,Fanfik" to książka, którą nie sądziłam, że przeczytam, aż trafiłam na nią w bibliotece. A że recenzje były naprawdę pochlebne postanowiłam z ciekawości przeczytać. 😊
I faktycznie już od pierwszy stron bardzo mnie zaskoczyła, bo wcale nie jest tak infantylna jak myślałam, że będzie. 👌 Przede wszystkim porusza bardzo ważne tematy. Głównie poszukiwanie swojego "ja".
Bardzo się przejęłam losem bohaterów i się z nimi zżyłam. Wkurzyło mnie strasznie zakończenie, bo choć w pewnym sensie skończyło się tak jak chciałam to jednak nie do końca. Trudno to wyjaśnić, nie chce spoilerować. 🙊
Nie mniej książka zszokowała mnie trochę, bo akurat tego się po niej nie spodziewałam. Wielki plus za pomysł. 👌
Porównałabym ją do odc. serialu "Szkoła" i do książki "Will Greyson, Will Greyson".
W każdym bądź razie polecam, bo naprawdę jest to dobra lektura. 😊
,,Fanfik" to książka, którą nie sądziłam, że przeczytam, aż trafiłam na nią w bibliotece. A że recenzje były naprawdę pochlebne postanowiłam z ciekawości przeczytać. 😊
I faktycznie już od pierwszy stron bardzo mnie zaskoczyła, bo wcale nie jest tak infantylna jak myślałam, że będzie. 👌 Przede wszystkim porusza bardzo ważne tematy. Głównie poszukiwanie swojego "ja".
Bardzo się przejęłam losem bohaterów i się z nimi zżyłam. Wkurzyło mnie strasznie zakończenie, bo choć w pewnym sensie skończyło się tak jak chciałam to jednak nie do końca. Trudno to wyjaśnić, nie chce spoilerować. 🙊
Nie mniej książka zszokowała mnie trochę, bo akurat tego się po niej nie spodziewałam. Wielki plus za pomysł. 👌
Porównałabym ją do odc. serialu "Szkoła" i do książki "Will Greyson, Will Greyson".
W każdym bądź razie polecam, bo naprawdę jest to dobra lektura. 😊
November 25, 2016

Czasem zdaję sobie sprawę, jak wiele powtarzających się motywów znajduje się we współczesnej literaturze młodzieżowej. BA! Żeby był w niej tylko ten problem! Głównym minusem zalewających nasz rynek pozycji jest brak realności i wydarzenia, które są przesłodzone i nijak nie mają się do prawdziwego życia czytelnika.
Fanfik jest debiutem literackim Natalii Osińskiej, więc, jakby się uprzeć, ze względu na debiut i polskie korzenie sięgać po tę pozycję nie powinnam. I aż sama się dziwię, że tak często ciągnie mnie ostatnio do łamania mych własnych schematów. Okładka nie bez powodu kojarzy nam się z serią Musierowicz, bo mianem jej nowej wersji nazywana jest Pani Natalia. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ta książka ma w sobie wszystko, czego brakuje we współczesnej literaturze dla młodzieży!
Tosia jest teoretycznie nastolatką jak każda inna dziewczyna w tym wieku. Ma problemy w szkole, nie dogaduje się z rodziną, wciąż nie jest zadowolona z tego, jak wygląda jej życie. Zaczyna eksperymentować, jednak nie zdradzę Wam, na jakim polu to robi. Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością - takich wątków i takiego rozwoju akcji nie spotkałam w żadnej innej książce.
Fanfik jest opowieścią skierowaną typowo do młodzieży i poruszającą tematykę, która dla tej właśnie grupy jest niezwykle istotna. To historia w prosty i przystępny sposób poruszająca trudne tematy związane z dorastaniem i szukaniem własnej tożsamości. Oczywiście, nie ma tu samych plusów. Pewne wydarzenia dzieją się zbyt szybko, a relacje między poszczególnymi postaciami mogą wydać się naciągane. A i właśnie o pozostałych postaciach z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej, poznałabym ich przeszłość, życie i motywację do działań, na które patrzymy. Jednocześnie jest w tej książce coś niesamowicie ciepłego, poruszającego i, najważniejsze - prawdziwego. Nie zawiera ona tradycyjnego romansu czy znanych nam motywów. Natalia Osińska, łamiąc wszelkie znane nam schematy, porusza w przystępny sposób bardzo trudną, choć modną w tych czasach tematykę.
W takich momentach ujawnia się moje wykształcenie pedagogiczne. Bo takie tytuły jak Fanfik, według mnie, powinno się dodawać do kanonu lektur, chociażby uzupełniających. Powinno się ją przynajmniej polecać młodzieży na godzinach wychowawczych czy WDŻ. Bo nie dość, że odbiorca wciągnie się w nią fabularnie, to jeszcze będzie się mógł utożsamić. W powieści tej zawarte jest wszystko, co może spotkać zwyczajnego nastolatka - problemy ze szkołą, miłością, kolegami czy rodzicami, ale i jeszcze więcej. Bo to także historia o samo-zrozumieniu i poszukiwaniu własnego miejsca na świecie - w mniej i bardziej metaforycznym sensie. Mimo że nie każdy z nas, a może i większość z nas nie przeżyła tego, co Tośka, to obserwowanie jej sytuacji pozwala także na dostrzeżenie i zrozumienie różnorodności świata, poznanie perspektywy różnych osób i poruszenie tematów, których, być może, boimy się poruszyć w rozmowie z rodzicami czy nauczycielami.
Fanfik może nie jest literaturą obowiązkową, ale na pewno wartą przeczytania. To debiut, który pokazuje, że Polacy też potrafią i który ma się ochotę wcisnąć w dłonie każdemu mijanemu nastolatkowi.
http://secret-books.blogspot.com/2016...
December 27, 2021
1.5/5
Scena urodzinowa? Wspaniała. Scena przedstawienia? Pocieszna. Scena pocałunku? Popłakane. No, pochwaliłem dwadzieścia stron w porywach do trzydziestu, to teraz mogę się z czystym sumieniem poznęcać.
Natalia Osińska naprawdę osiągnęła to, co chciała zasugerować bardzo jeżycjadowa szata graficzna: podobieństwa do Musierowicz istotnie istnieją. Problem w tym, że chyba nie takie, jakich autorka by sobie życzyła — oba cykle łączy fatfobia, mniej lub bardziej zawoalowana mizoginia oraz ten nieznośny, czerstwy styl pisania, który odbiera postaciom jakąkolwiek cząstkę realizmu, zamiast tego robiąc z nich antypatyczne klony. Tosiek jest koszmarny, Emilia i Matylda są koszmarne, ciotka Idalia jest koszmarna. Leon nie jest koszmarny, ale już uspokajam, bo pamiętam "Slash" – tam staje się koszmarny.
Biedna Roksanna nie może nawet złapać w spokoju oddechu, bo narracja wciąż i wciąż przypomina, że dziewczyna jest gruba, krępa, tłusta, potężna i ma żabie oczka. Kogo to obchodzi?
Ciągle tylko histeryczki, głupie baby, babskie kolory, głupi głupie głupie babskie emocje. Trzeba się zachowywać po męsku, jak należy, trzeba być twardym, a nie takim jak te durne rozchichotane idiotki bez osobowości. Dziewczyny nic tylko się malują w sposób synchroniczny, latają za chłopakami i strzelają fochy. No po prostu głupie kozy.
Ciotka Idalia jawi się nam na początku książki jako Zło Wcielone, nie bez powodu zresztą: celowe szukanie lekarzy, którzy przepiszą antydepresanty bez szemrania o jakichś głupich terapiach rodzinnych, wciskanie Tośka w stereotypowo, karykaturalnie wręcz dziewczęce ramy, bycie głuchą na słowa protestu. Potem następuje dramatyczny zwrot akcji, po którym Idalia staję się całkiem inną osobą: kupuje binder, daje pieniądze na nowe ciuchy, strofuje dyrektorkę. Po prostu wzorowa sojuszniczka. Czy kiedykolwiek przeprosiła? Nie.
Może o to Natalii Osińskiej chodziło? Bym jako czytelnik nienawidził każdej jednej postaci przewijającej się przez jej książki? Jeśli tak, to brawo, udało się!
Scena urodzinowa? Wspaniała. Scena przedstawienia? Pocieszna. Scena pocałunku? Popłakane. No, pochwaliłem dwadzieścia stron w porywach do trzydziestu, to teraz mogę się z czystym sumieniem poznęcać.
Natalia Osińska naprawdę osiągnęła to, co chciała zasugerować bardzo jeżycjadowa szata graficzna: podobieństwa do Musierowicz istotnie istnieją. Problem w tym, że chyba nie takie, jakich autorka by sobie życzyła — oba cykle łączy fatfobia, mniej lub bardziej zawoalowana mizoginia oraz ten nieznośny, czerstwy styl pisania, który odbiera postaciom jakąkolwiek cząstkę realizmu, zamiast tego robiąc z nich antypatyczne klony. Tosiek jest koszmarny, Emilia i Matylda są koszmarne, ciotka Idalia jest koszmarna. Leon nie jest koszmarny, ale już uspokajam, bo pamiętam "Slash" – tam staje się koszmarny.
Biedna Roksanna nie może nawet złapać w spokoju oddechu, bo narracja wciąż i wciąż przypomina, że dziewczyna jest gruba, krępa, tłusta, potężna i ma żabie oczka. Kogo to obchodzi?
Ciągle tylko histeryczki, głupie baby, babskie kolory, głupi głupie głupie babskie emocje. Trzeba się zachowywać po męsku, jak należy, trzeba być twardym, a nie takim jak te durne rozchichotane idiotki bez osobowości. Dziewczyny nic tylko się malują w sposób synchroniczny, latają za chłopakami i strzelają fochy. No po prostu głupie kozy.
Ciotka Idalia jawi się nam na początku książki jako Zło Wcielone, nie bez powodu zresztą: celowe szukanie lekarzy, którzy przepiszą antydepresanty bez szemrania o jakichś głupich terapiach rodzinnych, wciskanie Tośka w stereotypowo, karykaturalnie wręcz dziewczęce ramy, bycie głuchą na słowa protestu. Potem następuje dramatyczny zwrot akcji, po którym Idalia staję się całkiem inną osobą: kupuje binder, daje pieniądze na nowe ciuchy, strofuje dyrektorkę. Po prostu wzorowa sojuszniczka. Czy kiedykolwiek przeprosiła? Nie.
Może o to Natalii Osińskiej chodziło? Bym jako czytelnik nienawidził każdej jednej postaci przewijającej się przez jej książki? Jeśli tak, to brawo, udało się!
This entire review has been hidden because of spoilers.
January 31, 2018
Ostatnio przeczytałam "Fanfik" Natalii Osińskiej i bardzo miło spędziłam przy tej książce czas. Opowiada ona historię Tosi, która źle czuje się w swoim ciele i pewnego dnia odkrywa, że lepiej jej jako chłopak. W tej przemianie pomaga jej najlepszy przyjaciel Leon.
Opis fabuły, który znajduje się na tylnej okładce, niestety ma niewiele wspólnego z samą książką. Pewnie więcej osób by po nią sięgnęło, wiedząc jaki temat porusza. Mnie z pewnością to bardzo zachęciło do lektury, bo niewiele polskich pisarzy decyduje się na takie tematy. A szkoda.
Historia opowiedziana jest w ciekawy sposób, więc czyta się ją szybko i przyjemnie. Na pewno zostanie mi na dłużej w pamięci, ze względu na to, że wyróżnia się wśród innych młodzieżówek. Główny bohater Tosiek momentami mnie irytował, ale jestem w stanie przymknąć oko na jego zachowanie. Najbardziej polubiłam Leona, więc już nie mogę się doczekać drugiej części, w której ma być go więcej. "Fanfik" jest lekką i przyjemną książką, którą warto przeczytać, chociażby po to by dowiedzieć się jak polska autorka poradziła sobie z tym tematem. 7/10 ⭐
Opis fabuły, który znajduje się na tylnej okładce, niestety ma niewiele wspólnego z samą książką. Pewnie więcej osób by po nią sięgnęło, wiedząc jaki temat porusza. Mnie z pewnością to bardzo zachęciło do lektury, bo niewiele polskich pisarzy decyduje się na takie tematy. A szkoda.
Historia opowiedziana jest w ciekawy sposób, więc czyta się ją szybko i przyjemnie. Na pewno zostanie mi na dłużej w pamięci, ze względu na to, że wyróżnia się wśród innych młodzieżówek. Główny bohater Tosiek momentami mnie irytował, ale jestem w stanie przymknąć oko na jego zachowanie. Najbardziej polubiłam Leona, więc już nie mogę się doczekać drugiej części, w której ma być go więcej. "Fanfik" jest lekką i przyjemną książką, którą warto przeczytać, chociażby po to by dowiedzieć się jak polska autorka poradziła sobie z tym tematem. 7/10 ⭐
Displaying 1 - 30 of 167 reviews































