"Guarda la cocaina, vedrai polvere. Guarda attraverso la cocaina, vedrai il mondo"
La coca la sta usando chi è seduto accanto a te ora in treno e l’ha presa per svegliarsi stamattina o l’autista al volante dell’autobus che ti porta a casa, perché vuole fare gli straordinari senza sentire i crampi alla cervicale. Fa uso di coca chi ti è più vicino. Se non è tuo padre o tua madre, se non è tuo fratello, allora è tuo figlio. Se non è tuo figlio, è il tuo capoufficio. Se non è il tuo capo, è la sua amante, a cui la regala lui al posto degli orecchini e meglio dei diamanti. Chi la usa è lì con te. È il poliziotto che sta per fermarti, il chirurgo che si sta svegliando ora per operare tua zia, l’avvocato da cui vai per divorziare. Il giudice che si pronuncerà sulla tua causa civile e non ritiene questo un vizio, ma solo un aiuto a godersi la vita. La cassiera che ti sta dando il biglietto della lotteria. Se non è lei, è il parroco da cui stai andando per la cresima, l’assessore che ha appena deliberato le nuove isole pedonali, il parcheggiatore che ormai sente l’allegria solo quando tira. Il ricercatore che sta seduto ora a destra del professore, il vigile urbano che suda moltissimo anche se è inverno, il lavavetri con gli occhi scavati. Tuo cognato che non è mai allegro o il ragazzo di tua figlia che invece lo è sempre. Il costruttore della casa in cui vivi, lo scrittore che leggi prima di dormire, la giornalista che ascolterai al telegiornale. Ma se, pensandoci bene, ritieni che nessuna di queste persone possa tirare cocaina, o sei incapace di vedere o stai mentendo. Oppure, semplicemente, la persona che ne fa uso sei tu.
Roberto Saviano is an Italian writer and journalist. In his writings, articles and books he employs prose and news-reporting style to narrate the story of the Camorra (a powerful Neapolitan mafia-like organization), exposing its territory and business connections. In 2006 he wrote his bestselling book Gomorrah, where he describes the clandestine particulars of the Camorra business.
Lekturą marca 2015 w rawskim DKK* była książka Zero zero zero Roberta Saviano. Jakiś czas temu na klubowym warsztacie gościł prześwietny dokument utrzymany w oryginalnej formie świadectwa, czyli osławiona Gomorra tego autora, więc obiecywałem sobie i tym razem prawdziwą ucztę czytelniczą.
Już od pierwszych stron miałem wrażenie, że to nie ten sam autor. O ile Gomorra wciągała, wręcz zniewalała czytelnika, i pomimo dużej ilości faktów czytało się ją szybko, to przy Zero zero czytelnik co chwilę się zacina. Pod względem stylistycznym Gomorra nie aspirowała do literatury wysokich lotów, ale też nie prowokowała do krytycznych uwag w tym względzie. Wszystko było podporządkowane głównemu celowi, czyli przesłaniu, które niosła, i wypadło to bardzo profesjonalnie. Tym razem mamy do czynienia z jakimiś ciągotkami ku barokowym wręcz językowym zdobieniom, niestety nie tylko że niezbyt z reguły udanym, to miejscami wręcz tak żałosnym, iż trudno dociec co artysta miał na myśli. Momentami mamy nawet do czynienia z fragmentami godnymi humoru zeszytów, a w innych to zwykły bełkot. Czy to Saviano tak się odmienił, czy też zasługa innego tłumacza? Nie potrafię rozstrzygnąć. Na szczęście tragicznie jest tylko momentami.
Gomorra, porównania nasuwają się same z siebie, miała wyraźną główną tezę – nowoczesna mafia rodem z Neapolu, której idea ogarnia powoli cały świat, to nie hierarchiczna i skodyfikowana organizacja à la don Corleone, ale luźna sieć doraźnych, przenikających się biznesów różnego kalibru, w której jedynym kryterium jest zysk. Zysk, który jest ostatecznym miernikiem, gdy trzeba uzasadnieniem, gdy trzeba rozgrzeszeniem. Zysk, który sprawia, że z nielegalnymi biznesami łączą się legalne, a mafia niczym nieoperacyjny rak przerasta rynek, gospodarkę, politykę i struktury państwa. I tu dochodzimy do głównego zarzutu wobec Zero zero, przy którym wpadki stylistyczne są mało ważne. Główne przesłanie, które w Gomorze było czytelne i jasne, tym razem ucieka, rozmydla się, trzeba go naprawdę usilnie się doszukiwać, co wcale nie jest łatwe.
W omawianej książce Saviano ukazuje nam potęgę narkobiznesu, która ucieka świadomości większości ludzi, rządów i społeczeństw oraz zagrożenia, które wynikają z ciągłego wzrostu tej branży. Jedynej, która nie obawia się kryzysów, dewaluacji, wojen i zmian prawnych. Opisuje nam historię, która do tego doprowadziła, a więc dzieje karteli z Ameryki Południowej, jak również rolę Stanów, które nie zawsze były ikoną antynarkotykowej krucjaty. Z natury rzeczy książka pełna jest więc przykładów bestialstwa i okrucieństwa szokującego większość czytelników. To przykuwa uwagę jednych odbiorcóww, a blokuje percepcję innych. I rzeczy ważne uciekają.
Wydawać by się mogło, że Zero jest zaprzeczeniem tez Gomorry – narkobiznes, zwłaszcza na wysokich szczeblach, to klasyczna mafia o wyraźnych strukturach i podziale władzy. Niełatwo zauważyć, że to dotyczy tylko pionu od producenta to dystrybutora. Cała reszta, reszta tylko z nazwy, bo w rzeczywistości równie niezbędna jak sam towar, to już schemat luźnych biznesów, najczęściej zalegalizowanych, mających na celu pranie pieniędzy a także wykonywanie innych zadań, bez których całość funkcjonować by nie mogła. Tutaj widzimy już rzeczywistość znaną z Gomorry – uczciwych przedsiębiorców, sędziów, urzędników i bankierów, którym w razie wpadki nawet nie można zarzucić udziału w zorganizowanej przestępczości, gdyż jedynie doraźnie ulegli złu. A jednak bez ich pomocy to zło istnieć by nie mogło. To jednak jakoś ucieka pod natłokiem opowieści o narcos.
Brak struktury, która prowadziłaby czytelnika i porządkowała książkę oraz nadawała jej wymowę jest wielkim niedostatkiem, który sprawia, iż prawie niczym nie różni się ona od zbioru mniej lub bardziej luźno połączonych ze sobą notatek prasowych wrzuconych do pudełka z nadzieją, że czytelnik sam wyciągnie z nich wnioski. Książka przypomina kogoś, kto z chęci podania rozmówcy wszelkich możliwych dowodów jednocześnie zaprzepaszcza szansę na to, by wyartykułować to, co chce nimi udowodnić, gdyż przytłoczony masą faktów odbiorca nie jest już w stanie ogarnąć ich wymowy.
A jaka jest wymowa Zero zero zero? Zasadniczo taka, że po epokach złota i korzeni, ropy i innych, nastała epoka kokainy i syntetycznych narkotyków. To rynek, który odgrywa z każdym rokiem większą rolę w światowej, a zwłaszcza zachodniej gospodarce, który może decydować o wyjściu, lub nie, obronną ręką z kryzysu, który powoduje erozję podstaw demokracji i państwowości, przez co w konsekwencji może być większym zagrożeniem dla naszego świata takiego, jakim go znamy, niż islam czy hegemonistyczne dążenia Rosji albo Chin.
Pomimo więc wszystkich swych wad, jest nowa książka Roberta Saviano niezwykle wartościowa. Porusza tematykę raczej pomijaną w dzisiejszych mediach, a mogącą w niedalekiej przyszłości stać się jednym z najważniejszych problemów Zachodu. Szkoda, że Saviano ledwo to zasygnalizował na samym końcu, tak lekko, że większość zmęczonych czytelników w ogóle tej puenty nie zauważa.
Narkotyki są w biznesowym sensie jak alkohol. Do czego prowadzi prohibicja Stany Zjednoczone już przerabiały. Szkoda tylko, że nikt nie wyciąga z tej nauczki wniosków. Prawie wszystkie państwa, za nielicznymi wyjątkami, prowadzą z góry przegraną wojnę próbując walczyć z nielegalnym rynkiem narkotyków. Stany odstąpiły od prohibicji zanim mafia stała się silniejsza niż samo państwo. Pytanie, które mi się nasuwa, to czy ten moment już nie minął, jeśli chodzi o narkotyki? Czy aby same lobby przemysłu narkotykowego nie jest zainteresowane w utrzymaniu jego nielegalności? To powoduje straty i zagrożenie, ale zarazem zapewnia stopę zysku, której nie oferuje żaden inny produkt ani żaden inny biznes na świecie.
Dlaczego taki tytuł książki? Niektórzy wiedzą, ale tym, którzy nie, nie zdradzę. Niech doczytają sami.
Zero zero zero jako gotowe opracowanie, jako kompletny i skończony dokument, wypada bardzo słabo. Ta książka nie jest też dla smakoszy z aspiracjami do delektowania się Wielką Literaturą Piękną ani nie poprawi nikomu samopoczucia. Jednak jako kopalnia faktów oraz interesujących ciekawostek i materiału do przemyśleń, jako zbiór pytań domagających się odpowiedzi i dylematów moralnych do rozstrzygnięcia, jest pozycją niezwykle wartościową i absolutnie wartą poznania dla wszystkich, którzy lubią wiedzieć i rozumieć, więc polecam ją każdemu gorąco
recenzja pierwotnie opublikowana na blogu klub-aa.blogspot.com dokąd zapraszam na wymianę wrażeń z lektury i nie tylko
Lekturą marca 2015 w rawskim DKK* była książka Zero zero zero Roberta Saviano. Jakiś czas temu na klubowym warsztacie gościł prześwietny dokument utrzymany w oryginalnej formie świadectwa, czyli osławiona Gomorra tego autora, więc obiecywałem sobie i tym razem prawdziwą ucztę czytelniczą.
Już od pierwszych stron miałem wrażenie, że to nie ten sam autor. O ile Gomorra wciągała, wręcz zniewalała czytelnika, i pomimo dużej ilości faktów czytało się ją szybko, to przy Zero zero czytelnik co chwilę się zacina. Pod względem stylistycznym Gomorra nie aspirowała do literatury wysokich lotów, ale też nie prowokowała do krytycznych uwag w tym względzie. Wszystko było podporządkowane głównemu celowi, czyli przesłaniu, które niosła, i wypadło to bardzo profesjonalnie. Tym razem mamy do czynienia z jakimiś ciągotkami ku barokowym wręcz językowym zdobieniom, niestety nie tylko że niezbyt z reguły udanym, to miejscami wręcz tak żałosnym, iż trudno dociec co artysta miał na myśli. Momentami mamy nawet do czynienia z fragmentami godnymi humoru zeszytów, a w innych to zwykły bełkot. Czy to Saviano tak się odmienił, czy też zasługa innego tłumacza? Nie potrafię rozstrzygnąć. Na szczęście tragicznie jest tylko momentami.
Gomorra, porównania nasuwają się same z siebie, miała wyraźną główną tezę – nowoczesna mafia rodem z Neapolu, której idea ogarnia powoli cały świat, to nie hierarchiczna i skodyfikowana organizacja à la don Corleone, ale luźna sieć doraźnych, przenikających się biznesów różnego kalibru, w której jedynym kryterium jest zysk. Zysk, który jest ostatecznym miernikiem, gdy trzeba uzasadnieniem, gdy trzeba rozgrzeszeniem. Zysk, który sprawia, że z nielegalnymi biznesami łączą się legalne, a mafia niczym nieoperacyjny rak przerasta rynek, gospodarkę, politykę i struktury państwa. I tu dochodzimy do głównego zarzutu wobec Zero zero, przy którym wpadki stylistyczne są mało ważne. Główne przesłanie, które w Gomorze było czytelne i jasne, tym razem ucieka, rozmydla się, trzeba go naprawdę usilnie się doszukiwać, co wcale nie jest łatwe.
W omawianej książce Saviano ukazuje nam potęgę narkobiznesu, która ucieka świadomości większości ludzi, rządów i społeczeństw oraz zagrożenia, które wynikają z ciągłego wzrostu tej branży. Jedynej, która nie obawia się kryzysów, dewaluacji, wojen i zmian prawnych. Opisuje nam historię, która do tego doprowadziła, a więc dzieje karteli z Ameryki Południowej, jak również rolę Stanów, które nie zawsze były ikoną antynarkotykowej krucjaty. Z natury rzeczy książka pełna jest więc przykładów bestialstwa i okrucieństwa szokującego większość czytelników. To przykuwa uwagę jednych odbiorcóww, a blokuje percepcję innych. I rzeczy ważne uciekają.
Wydawać by się mogło, że Zero jest zaprzeczeniem tez Gomorry – narkobiznes, zwłaszcza na wysokich szczeblach, to klasyczna mafia o wyraźnych strukturach i podziale władzy. Niełatwo zauważyć, że to dotyczy tylko pionu od producenta to dystrybutora. Cała reszta, reszta tylko z nazwy, bo w rzeczywistości równie niezbędna jak sam towar, to już schemat luźnych biznesów, najczęściej zalegalizowanych, mających na celu pranie pieniędzy a także wykonywanie innych zadań, bez których całość funkcjonować by nie mogła. Tutaj widzimy już rzeczywistość znaną z Gomorry – uczciwych przedsiębiorców, sędziów, urzędników i bankierów, którym w razie wpadki nawet nie można zarzucić udziału w zorganizowanej przestępczości, gdyż jedynie doraźnie ulegli złu. A jednak bez ich pomocy to zło istnieć by nie mogło. To jednak jakoś ucieka pod natłokiem opowieści o narcos.
Brak struktury, która prowadziłaby czytelnika i porządkowała książkę oraz nadawała jej wymowę jest wielkim niedostatkiem, który sprawia, iż prawie niczym nie różni się ona od zbioru mniej lub bardziej luźno połączonych ze sobą notatek prasowych wrzuconych do pudełka z nadzieją, że czytelnik sam wyciągnie z nich wnioski. Książka przypomina kogoś, kto z chęci podania rozmówcy wszelkich możliwych dowodów jednocześnie zaprzepaszcza szansę na to, by wyartykułować to, co chce nimi udowodnić, gdyż przytłoczony masą faktów odbiorca nie jest już w stanie ogarnąć ich wymowy.
A jaka jest wymowa Zero zero zero? Zasadniczo taka, że po epokach złota i korzeni, ropy i innych, nastała epoka kokainy i syntetycznych narkotyków. To rynek, który odgrywa z każdym rokiem większą rolę w światowej, a zwłaszcza zachodniej gospodarce, który może decydować o wyjściu, lub nie, obronną ręką z kryzysu, który powoduje erozję podstaw demokracji i państwowości, przez co w konsekwencji może być większym zagrożeniem dla naszego świata takiego, jakim go znamy, niż islam czy hegemonistyczne dążenia Rosji albo Chin.
Pomimo więc wszystkich swych wad, jest nowa książka Roberta Saviano niezwykle wartościowa. Porusza tematykę raczej pomijaną w dzisiejszych mediach, a mogącą w niedalekiej przyszłości stać się jednym z najważniejszych problemów Zachodu. Szkoda, że Saviano ledwo to zasygnalizował na samym końcu, tak lekko, że większość zmęczonych czytelników w ogóle tej puenty nie zauważa.
Narkotyki są w biznesowym sensie jak alkohol. Do czego prowadzi prohibicja Stany Zjednoczone już przerabiały. Szkoda tylko, że nikt nie wyciąga z tej nauczki wniosków. Prawie wszystkie państwa, za nielicznymi wyjątkami, prowadzą z góry przegraną wojnę próbując walczyć z nielegalnym rynkiem narkotyków. Stany odstąpiły od prohibicji zanim mafia stała się silniejsza niż samo państwo. Pytanie, które mi się nasuwa, to czy ten moment już nie minął, jeśli chodzi o narkotyki? Czy aby same lobby przemysłu narkotykowego nie jest zainteresowane w utrzymaniu jego nielegalności? To powoduje straty i zagrożenie, ale zarazem zapewnia stopę zysku, której nie oferuje żaden inny produkt ani żaden inny biznes na świecie.
Dlaczego taki tytuł książki? Niektórzy wiedzą, ale tym, którzy nie, nie zdradzę. Niech doczytają sami.
Zero zero zero jako gotowe opracowanie, jako kompletny i skończony dokument, wypada bardzo słabo. Ta książka nie jest też dla smakoszy z aspiracjami do delektowania się Wielką Literaturą Piękną ani nie poprawi nikomu samopoczucia. Jednak jako kopalnia faktów oraz interesujących ciekawostek i materiału do przemyśleń, jako zbiór pytań domagających się odpowiedzi i dylematów moralnych do rozstrzygnięcia, jest pozycją niezwykle wartościową i absolutnie wartą poznania dla wszystkich, którzy lubią wiedzieć i rozumieć, więc polecam ją każdemu gorąco
To mogła być genialna powieść. Serio. Tak jak seriale na podstawie książek autorstwa Saviano- Gomorra czy właśnie Zero zero zero. Ale nie była...
Mamy przydługi, męczący i co najgorsze prowadzący do nikąd zlepek encyklopedycznych informacji. Większą część czyta się tak, jakby Saviano nie prowadził śledztwa tylko przeglądał artykuły prasowe i po prostu je przepisywał. Oczywiście doceniam czas poświęcony na reasearch. Autor ma ogromną wiedzę, ale jego styl nadaje się bardziej do pisania rozpraw doktorskich niż literatury. Owszem zdarza się, że pojedyncze historie opisane są ciekawie. Najwiekszym poblemem tego reportażu jest nadmiar postaci, miejsc i wydarzeń. No i za częste skakanie po wątkach.
Fabularnie autor poświęca dużo miejsca mafii- meksykańskiej, kolumbijskiej, włoskich, rosyjskiej. Opowiada o dynamicznych zmianach zachodzących w strukturach, drodze od działania z użyciem „ołowiu”, o najsłynniejszych gangsterach w historii. Nie skupia się wyłącznie na handlu „proszkiem”. Przygląda się innym operacjom przynoszącym zyski. Przybliża tematy prania brudnych pieniędzy, czasami bardzo kreatywnych metod przemytu "towaru" do Europy czy operacji policyjnych. Najbardziej przeraża go to jaki wpływ brudne pieniądze wywierają na biznes naftowy czy rynki finansowe.
Podsumowując nie uważam czasu spędzonego z reportażem Saviano za całkowicie stracony. Wolę jednak fabularyzowane powieści dotyczące tej tematyki.
Jak zawsze radzę wyrobić sobie własne zdanie. Może Wam bardziej podejdzie.
3 gwiazdki to absolutne maksimum. Momentami ciekawe, później koszmarnie nudne, wręcz encyklopedyczne, ale ponad wszystko po prostu źle napisane. Niektóre rozdziały zajeżdżają stylem Paulo Coelho, tak jakby autor starał się napisać coś więcej niż historię barona narkotykowego numer 39 a zupełnie nie wiedział jak się do tego zabrać. Przeczytałem ponad połowę i dość już tego cierpienia.