Stanisław Grzesiuk (Polish pronunciation: [staˈɲiswaf ˈɡʐɛɕuk]; 6 May 1918, Małków, Łęczna County - 21 January 1963) was a Polish writer, poet, singer, and comedian. He is notable as one of the few public figures to use and promote the singing style and dialect of pre-war Warsaw after their near extinction in the aftermath of the 1944 Warsaw Uprising.
Stanisław Grzesiuk was born May 6, 1918 in Małków near Chełm. Early in his life his family moved to Warsaw's borough of Czerniaków, a distinct cultural area populated mostly by factory workers and other working poor. After graduating from a local trade school he started work as an electro-technician for various enterprises. After the outbreak of World War II he was arrested by the Germans in 1940 and sent to Germany as a slave worker. However, on April 4 of that year he was sent to Dachau concentration camp for an attempted escape. He was later transferred to Mauthausen-Gusen concentration camp and would spend almost five years there until the camp's liberation by the American army.
Liberated on May 5, 1945, he returned to Poland. Although he survived the Holocaust, his health never recovered and Grzesiuk suffered from serious tuberculosis, which eventually killed him. After the war, Grzesiuk started documenting his pre-war and wartime experiences. In 1958 he debuted with Pięć lat kacetu (Five Years in Concentration Camps), a striking description of his stay in Nazi Germany during the war. The following year he published Boso, ale w ostrogach (Barefoot but with spurs), a description of the pre-war life of Czerniaków, one of the most colorful boroughs of Warsaw. After its publication he became known as the chronicler of life of pre-war Warsaw in numerous songs, including the street ballads for which he became best known. Grzesiuk gained wide popularity as a singer during this period and played a prominent role in various Warsaw traditional-song groups, as a songwriter, singer and banjo player.
In the 1960s he started his work on yet another novel, Na marginesie życia (On the Margin of Life), documenting his struggle against tuberculosis, as well as the Polish post-war welfare services. Stanisław Grzesiuk died January 21, 1963 in Warsaw. His last book was published posthumously the following year.
Jak mnie ten człowiek wkurza! Cwaniak, alkoholik i prymityw, którego żona mówi że odjęłaby sobie jedzenie od ust byle by on nie pił (plot twist - przestaje, ale dlatego żeby pocwaniaczyć dalej). "Na marginesie życia" to książka pełna narzekania na pobyty w sanatoriach, i kolejna z mojej perspektywy próba puszenia się przez autora jak paw. W rzeczywistości ten wycinek jego życia niczym nie wzbogaca czytelnika, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich części.
3,5⭐️ig Szczerze trudno mi ocenić bo z jednej strony ksiazka porusza ciekawy temat i problemy, miejscami wciąga i ciągnie do przemyśleń, ale oprócz tego w większości czytało się to jak typowa lekturę (czyli dosyć średnio…), często szczególnie na początku ksiazki wkurzał mnie narrator (czyli autor bo to autobiografia xd) bc of typical man attidiute typu wolno mu wszystko nic nie jest jego wina wie wszystko najlepiej, white mężczyzna kompleks… ale jestem tez na to wyczulona wiec możliwe ze ktoś inny nawet by tego nie zauważył czytając ta ksiazke✌🏼
3 z 3 autobiograficznej podróży Grzesiuka. Zdecydowanie najsłabsza. Trudno było mi odszukać w tych kilkuset stronach czegoś naprawdę ciekawego i absorbującego. W zasadzie nie potrafię wyjaśnić, co Grzesiuk chciał nam tym tomem przekazać. Przekaz "Boso, ale w ostrogach" napisał się sam, tytułem, obrazował nam jak Stasiek przygotowywał się dzięki życiu ulicznika Warszawy do spędzenia całej wojny w obozach koncentracyjnych. "Przygodę" w obozach opisał za to w "5 lat kacetu", której przekaz jest jeszcze lepiej zarysowany i jesteśmy pełni wiedzy na temat życia obozowego prawdziwego cwaniaka. "Na marginesie życia" za to dzieje się po wojnie, opisuje czas, kiedy Stasiek leczył się na gruźlicę w sanatoriach.. No i to dosłownie. Tutaj już nie działa magia opisywania swoich perypetii z dnia na dzień (jak to miało miejsce np. w opowieściach obozowych) - po prostu nie jest to w żaden sposób interesujące!
Mam wrażenie, że książka powstawała bardziej dla samego S.G. jako forma rozgrzeszenia i rozrachunku z samym sobą i swoim życiem. Nie doczekał jej wydania, co jeszcze mocniej wzmaga we mnie ten wniosek.
Perypetie warszawskiego barda znać trzeba, ale można z tej części zrezygnować bo nie wzbogaca nas niemal w ogóle. Jednak nadal jest to styl, który czyta się w zasadzie sam, i chociaż nie dzieje się tutaj absolutnie nic wartego uwagi, to przeczytałem ją w dwa dni. I klawo!
Nie mam wątpliwości, że Stanisław Grzesiuk był niesamowitym człowiekiem o niespotykanej pogodzie ducha, niepoprawnym wręcz optymizmie i niezwykłej niezłomności. Zarówno "Pięć lat kacetu", opowiadające o codzienności w obozie koncentracyjnym, jak i "Boso, ale w ostrogach" tchną poczuciem humoru, tupetem i autentyczną prostotą, że nie sposób oderwać się od lektury. Nie da się jednak ukryć, że to ostatni tom trylogii – "Na marginesie życia" – jest spośród nich najbardziej ponadczasowy i zmuszający do refleksji.
Trzecia część cyklu opisuje zmagania autora ze śmiertelną chorobą, ale w tym przypadku od fizycznych dolegliwości gorsze są społeczne konsekwencje bycia gruźlikiem. Problemy, z którymi musieli zmierzyć się chorzy, nie zmieniły się pomimo upływu lat, a jedyne co uległo zmianie, to grupy, których obecnie te problemy dotyczą – strach wynikający z niskiej edukacji i świadomości, wykluczenie społeczne i dyskryminacja, które zdawały się doskwierać chorym bardziej, niż kłopoty z zatrudnieniem (a co za tym idzie – problemy materialne).
Tak jak szerokim łukiem omijano trędowatych, tak w książce Grzesiuka na margines spycha się chorych na gruźlicę (a dwie dekady po Grzesiuku chorych na AIDS i inne groźne choroby, które wzbudzają powszechny lęk, najczęściej spowodowany niewiedzą np. w temacie ryzyka i sposobów zarażenia). Choć poczucie humoru i wola życia ciągle są u Grzesiuka bardzo widoczne, to równie widoczne jest coraz częściej pojawiające się przygaszenie i rozczarowanie, zwłaszcza tym, jak państwo nie umie poradzić sobie z problemem chorych na gruźlicę – bardzo często byli to ludzie młodzi, którzy nie zdążyli pracować zawodowo odpowiednio długo czy to z powodu wojny, zbyt młodego wieku, by podjąć pracę zarobkową, czy, jak w przypadku autora, przebywania w obozie koncentracyjnym. Po trzech miesiącach spędzonych w sanatoriach, pacjenci najczęściej byli zwalniani z pracy, po zakończeniu leczenia (a właściwie po zakończeniu podleczenia) nikt nie chciał ich zatrudnić. Bez zasiłku lub z minimalną rentą chorzy i ich rodziny byli skazani na wegetację.
Grzesiuk nie byłby Grzesiukiem, gdyby skupił się tylko na najgorszych stronach bycia chorym. Z humorem opisuje pobyty w sanatoriach, relacje z innymi pacjentami, metody leczenia i próby zachowania normalności. Choć wydaje się, że autor pomimo wielu traumatycznych wydarzeń pozostał zadziornym chłopakiem z Czerniakowa, to w jego narracji wyczuwalne jest rozgoryczenie, nawet jeśli nie jego własne, to innych pacjentów. Problemy, z którymi Grzesiuk zdawał sobie radzić i przechodzić nad nimi do porządku dziennego (odejście dawnych przyjaciół, kłopoty finansowe, izolacja społeczna), złamały niejednego chorego i choć autor nie poddawał się, to z pewnością utożsamiał się z innymi zepchniętymi na margines chorymi. Nie polecę Wam lektury "Na marginesie życia". Polecam Wam przeczytanie całej trylogii. To wyjątkowy cykl, który ukazuje życie niezwykłego człowieka, począwszy od dzieciństwa i młodości na czerniakowskim podwórku, przez przeżycie obozu koncentracyjnego, po walkę z nieuleczalną chorobą. To najbardziej autentyczna, do bólu szczera i najpiękniejsza pieśń życia jaką spotkałam w literaturze. Sięgnijcie po nią. Koniecznie.
Grzesiuk, jakiego polubiłam przy wcześniejszych jego książkach - zabawny, zadziorny, szczery. Ciekawy obraz życia chorych na gruźlicę i powrotu "do żywych" po wojennych wydarzeniach.
Tym razem Grzesiuk zabiera czytelnika do sanatorium dla chorych na gruźlicę. Opowiada o leczeniu, o relacjach między pacjentami, o konfliktach i żartach urozmaicających wielomiesięczną kurację. Jest szczery i bezlitosny, jak zawsze, zarówno wobec siebie, jak i innych. Nie znosi sprzeciwu i niesprawiedliwości, jest wojującym ateistą i komunistą, szybko się denerwuje, bywa agresywny, jest alkoholikiem - pacjent awanturujący się. Grzesiuk ciekawie opisuje to, co mnie w "literaturze sanatoryjnej" interesuje: izolację, życie ze świadomością choroby, czasem w obliczu zbliżającej się śmierci, kontrast świata chorych ze światem zdrowych i, jak autor trafnie określił, bycie "na marginesie życia". Moja ocena wynika w dużej mierze z zainteresowania tematem, bo książka Grzesiuka ma braki. Literacko jest to prosta relacja, właściwie bez podziału na tematy, czy czas akcji. Ale jest w niej auntentyzm i charyzma autora, które sprawiają, że czyta się płynnie i z ciekawością. (O swoich pobytach w sanatoriach i szpitalach pisali także m.in Poświatowska i Białoszewski, Max Blecher, a z fabuł jest oczywiście "Czarodziejska góra" Manna oraz "Zdrój" Barbary Klickiej )
Definitely not as funny as the other two books but considering the health status of the author at the time of writing this book I can imagine that it was meant to be much more grim and serious.
To moje trzecie spotkanie z "trylogią" Grzesiuka i w sumie najsłabsze. Książka jest ciekawa choć z powodu monotonności tematu w połowie zaczyna się dłużyć. Najważniejszym ratunkiem dla kolejnych stron jest lekka ręka do słowa autora oraz przygody Stasia w walce z gruźlicą. Brakuje troszkę opisów tego co się dzieje wokół głównego bohatera i często się łapałem na tym, że moja wyobraźnia krążyła wokół lat osiemdziesiątych a nie pięćdziesiątych. Gdybym był wcześniej świadomy to zamieniłbym w przeciwną stronę chronologię czytania, choć nie wiem czy po "Na marginesie życia" chwycił bym kolejną książkę.
Ostatni tom z biograficznej trylogii Stanisława Grzesiuka, zdecydowanie najbardziej spokojny i refleksyjny, w którym opowiada on o swoich zmaganiach z gruźlicą. Autor ma niezwykłą zdolność opowiadania o rzeczach trudnych z lekkością i humorem. Zdecydowanie polecam również dwa poprzednie tomy "Boso ale w ostrogach" i "Pięć lat kacetu". Nie trzeba znać dorobku artystycznego Grzesiuka, żeby po nie sięgnąć.
W mojej ocenie - najmniej ciekawa książka Grzesiuka. Pozwala poznać trudy codziennego życia ludzi chorych na gruźlicę w powojennej Polsce. Można dowiedzieć się jak wyglądało wtedy leczenie i pobyty w sanatoriach. Warto przeczytać z powodów poznawczych i z sympatii dla autora. Ale osobiście najbardziej polecam Pięć lat kacetu :)
Świetnie napisana, smutna historia. Rzuciło mi się w oczy powtarzające się w wielu sytuacjach poszukiwanie winnego, co jest dość odmienne od tego, jak myślimy teraz.