Na początku XX wieku pewna gospodyni domowa z hrabstwa Sussex zamówiła pięćdziesiąt kurczaków. W wyniku nieporozumienia przysłano jej pięćset sztuk. Trzy lata później miała ich już dziesięć tysięcy, a hrabstwo stało się największym ośrodkiem produkcji drobiu na świecie. Gdy tematem efektywnego rozmnażania zwierząt zainteresowali się biolodzy, genetycy i chemicy, hodowle szybko zaczęły przypominać masową produkcję.
Wędrówka tusz to zapis dziesiątek rozmów pokazujących mnogość perspektyw – hodowców, pracowników ferm, weterynarzy, aktywistów działających na rzecz praw zwierząt, przywódców religijnych i polityków. Bartek Sabela ze znajomością rzeczy opowiada o procesie produkcji mięsa: od narodzin zwierzęcia przez jego przyspieszony techniką rozwój po szybką – przez wielu uważaną za humanitarną – śmierć. Uważnie wczytuje się w pisma branży hodowlanej i raporty GUS-u, zagłębia w Biblię i prace filozofów. A wszystko po to, by rzetelnie, bez epatowania okrucieństwem i rozpalania emocji opowiedzieć o miejscu zwierząt we współczesnym świecie.
Właśnie tego oczekiwałam od tej książki, czyli szoku, oburzenia, obrzydzenia, współczucia, smutku, zawiedzenia i głębokiej refleksji. Zdecydowanie zachęciła mnie do prób zmiany stylu życia.
Cóż, wybitna lektura. Brak zastrzeżeń do statystyk - wszystkie rzetelne i wiarygodne. Identycznymi statystykami posługujemy się na studiach weterynaryjnych. Merytoryka na jak najwyższym poziomie. Czytałam już wiele książek w podobnym klimacie i w każdej mi czegoś brakowało. "Wędrówka tusz" natomiast zawiera zbiór wszystkich najważniejszych informacji dotyczących hodowli zwierząt. Reportaż bardzo wnikliwy. Idealnie ukazuje patologię przetwórstwa zwierzęcego. Biję pokłony autorowi za ogrom pracy jaką włożył w napisanie tej książki.
Życzę Nam wszystkim aby kiedyś udało się stworzyć wegański świat. Niemniej na chwilę obecną to jedynie utopijne marzenie.
Trudna książka. Dlaczego? Bo obnaża nasze, społeczne przyzwolenie na cierpienie zwierząt. Nie chodzi wyłącznie o jedzenie mięsa, bo to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wykorzystujemy zwierzęta w przemyśle turystycznym, medycznym, kosmetycznym, w sporcie, no i też, oczywiście w branży spożywczej.
Mamy na półkach gotowe, estetyczne, kolorowe i ładnie zapakowane produkty, więc raczej nie zastanawiamy się nad dokładną drogą ich produkcji. Nie wnikamy w to, jak to wygląda w rzeczywistości. W jakich warunkach żyją zwierzęta, dzięki którym otrzymujemy jajka, mleko, mięso, wędliny. Chowamy się za przyjaznym słownictwem, nie chcemy widzieć ani wiedzieć, bo tak jest łatwiej.
Książka nie jest długa, ale za to jest naładowana treściami, które zmuszają do pokornego zwieszenia głowy. Treści są bardzo aktualne. Warto przeczytać, choć lektura u mnie nieco się przeciągnęła. Nie jest to lekka powieść, po którą chętnie sięgałam w każdej wolnej chwili.
Nie wiem, co mogłabym powiedzieć/napisać. Po prostu trafiło w samo serce. Niemożność wyrażenia własnych emocji w pełni sugeruje, z jaką literaturą miałam do czynienia. 💔🐖
Bardzo dobra książka przedstawiająca sytuację zwierząt wykorzystywanych przez ludzi. Główne rozdziały opowiadają o sytuacji kurczaków, krów, świń, koni, ryb, zwierząt na futra oraz zwierząt laboratoryjnych i właściwie każdy z nich to oddzielny reportaż. Treść wszystkich z nich jest szokująca, skala cierpienia zwierząt, zaniedbań, bestialskich praktyk (jak obcinanie zębów/ogonów bez znieczulenia, klatki w których zwierzę nie może się obrócić, brak higieny, rozdzielanie matek od młodych) czy luk w systemie prawnym wykorzystywanych bezwzględnie przez hodowców przeraża. Nawet gorzej niż jak człowiek czyta o aferach w wielkich światowych korporacjach. Wracając jednak do "Wędrówki" nie polecam dla ludzi wrażliwych na obrazowe opisy cierpienia, takiego które aż trudno sobie wyobrazić. Mnie osobiście skłoniło to do obejrzenia reportażu organizacji Otwarte Klatki o hodowli norek i świń. Naprawdę przerażające, co ludzie mogą robić zwierzętom, które jeszcze tak wyraźnie okazują uczucia. W każdym razie dla osób, którzy chcieliby zrozumieć dlaczego obecny poziom konsumpcji mięsa rodzi patologię i jak fałszywe są obrazy szczęśliwych zwierząt, polecam. Ode mnie tylko jedna statystka: 96% wszystkich zwierząt na świecie to zwierzęta hodowlane. Czy dzięki temu na dłużej ograniczę spożycie mięsa, czas pokaże, ale zaczynam czuć coraz większe wyrzuty sumienia przy każdych zakupach.
Na minus miejscami aż za emocjonalne podejście autora, (nie wszędzie i często nie z winy autora) pokazywanie perspektywy tylko jednej strony i patologicznych przykładów bez analizy ich reprezentatywności. Żałuję również, że większość statystyk jak liczba ubijanych świń rocznie jest zaprezentowana bez punktu odniesienia do przeszłości. Nie zmienia to faktu, że reportaże są bardzo rzetelne.
Wydaje mi się, że w tej książce przestawione są tematy, które każdy z nas powinień znać. Porusza bardzo ważne kwestie i robi to w sposób naturalny - nie koloryzuje, nie przedstawia jednej perspektywy, autor rozmawia z ludźmi z różnych dziedzin pokrewnych hodowli. Jest to przerażające, bo wydaje mi się, że już dawno powinnam to wiedzieć, a jednak nigdy sama nie czułam potrzeby dowiedzenia się więcej na ten temat... Wszyscy powinni ją przeczytać, zachęca do zastanowienia się nad tym, co robimy, dlaczego to robimy i jak temu zapobiedz
Aktualna, wartościowa i mądra książka jednak bardzo subiektywna i molarizatorska. Z niektórych rozdziałów aż kipi personalne zaangażowanie autora- czuć w nich desperację, co psuło ogólny odbiór poszczególnych rozdziałów i wyprawiało lekturę daleko od kanonu reportażu.
Myślałam że to książka nie dla mnie, nie jem mięsa, pilnuje żeby korzystać tylko z nietestowanych kosmetyków, ale nawet ja, chociaż przecież wszystko to wiedziałam znalazłam tutaj coś dla siebie. Mięsojady, obowiązkowo!
Nie było mi łatwo przez to wszystko przebrnąć i wielokrotnie miałam dość, ale mimo wszystko uważam, że każdy powinien to przeczytać i zastanowić się nad swoimi wyborami.
Dziwna książka - z jednej strony dostajemy naprawdę świetne teksty o tym jak potwornie traktowane są zwierzęta podczas produkcji mleka/jaj/mięsa, które pierwotnie ukazały się w miesięczniku "Pismo", a z drugiej autor postanowił dodać do tego zbioru krótkie reportaże, których jedyną funkcją jest chyba wydłużenie książki. Dodatkowo, mam wrażenie, że jeśli ktoś obejrzał choć jeden dokument o produkcji mięsa na świecie, to nie znajdzie w tej książce absolutnie nic nowego.
Nie zaszkodziłoby gdyby ten reportaż przeczytał każdy miłośnik literatury. Dobrze się to czyta i szybko, trochę jak z alkoholem. No i potem też może być kac. Ciekawe jak skończy się historia jedzenia zwierząt przez człowieka? Bo wydaje się, że na pewnym etapie nie będzie już sensu. Prawda? Ode mnie 5, choć parę rzeczy irytowało. Mimo wszystko, to ważna i potrzebna książka.
"Wędrówka tusz" to pozycja, na którą w Bibliotece Kraków czekałam niemal rok (za mną kolejka kolejnych 10 chętnych). Już samo to jest intrygujące i zachęcające. Dodatkowo interesuje mnie temat szeroko pojętego środowiska, jego dewastacji przez człowieka, możliwości ochrony, a nawet odbudowy. Od kilku lat nie jem mięsa, a aktualnie poważnie rozważam weganizm. Książka zatem idealnie dla mnie i przeczytanie jej to był doskonały pomysł. Jak wyjaśnia autor książka powstała na kanwie zbioru reportaży przygotowywanych przez niego dla magazynu "Pismo" w cyklu "Nasze zwierzobójstwo". jedno ze spostrzeżeń, którymi chciałabym się podzielić to to, że autor nie przedstawia szczegółowych opisów okrucieństwa zadawanego zwierzętom, a jednak książka jest napisana w taki sposób, że doskonale możemy sobie wyobrazić, czy wyczytać między wierszami ogrom cierpienia zwierząt w przemyśle hodowanych na mięso, czy na "farmach mlecznych". Prócz wielu informacji dotyczących sytuacji zwierząt uzyskujemy niezwykle cenne informacje w kwestii wpływu hodowli przemysłowej zwierząt na środowisko, zarówno w wymiarze lokalnym, jak również w globalnym. Dla mnie były to niezwykle cenne informacje. Autor również przytacza przepisy prawa obowiązujące w zakresie ochrony, traktowania i zapewnienia dobrostanu zwierząt. Przywołuje wypowiedzi i stanowiska naukowców, farmerów, hodowców (nieczęsto) i działaczy organizacji pozarządowych na rzecz zwierząt (ci ostatni wypowiadają się bez oporów). Dla mnie pozycja niemal obowiązkowa. Chciałabym zwrócić uwagę na blurb na końcu książki. Redaktor Marcin Kącki napisał: "W tym wstrząsającym kryminale sprawcy i ofiary znani są już od pierwszej strony, tylko lista narzędzi zbrodni i sposoby jej dokonywania pozostają niewyczerpane.".... Książkę gorąco polecam.
Przeczytałem kilka dni temu, czytałem przez kilka miesięcy. Czekałem na tę książkę długo, odkąd pojawiła się pierwsza informacja o tym, że reportaże Bartka Sabeli będą zebrane w jedno.
Mimo że przemysłowe wykorzystywanie zwierząt nie jest mi obce jako temat, mimo że czytałem teksty w Piśmie, to i tak ta ich rozszerzona wersja niesamowicie do mnie trafiła.
Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy nie wiedzą, a nawet wiedzą, co dzieje się za zamkniętymi wrotami hangarów i "hodowli". To na pewno jedna z lepszych pozycji w temacie. Po pierwsze, nie ocenia i jest bardzo obiektywna, podpiera się twardymi danymi, a po drugie, pomimo okrucieństwa sączącego się z każdej strony książki, język jest wyjątkowo przystępny. Płynie się przez nią świetnie, ale niestety musiałem pokonywać krótkie odcinki i robić długie przerwy. I tutaj jest trzecia zaleta - sam proces czytania tych tekstów jest jak wykorzystywanie zwierząt przez ludzi - na zewnątrz wszystko jest przyjemne, świetnie napisane, ale gdy uchylisz drzwi i zajrzysz pod litery, to ilość cierpienia przytłacza.
A już sam tytuł mnie rozbawił i zachęcił wybitnie. Oby "Wędrówka tusz" wlazła pod strzechy tak bardzo, jak "dusz".
To dzieło wiekopomne i niezwykle dla mnie ważne. Bałem się je zacząć, zupełnie niepotrzebnie. Tak, jest przeraźliwie smutne i co jakiś czas trzeba książkę na chwilę odłożyć, by ochłonąć. A jednak niedługo potem czyta się dalej, bo od pierwszych stron wiadomo, że te rzeczy trzeba wiedzieć.
To nie tylko suche fakty, lecz i pochwała człowieczeństwa. Doskonały balans krytyki systemu i nas samych, bardzo konstruktywny. Autor nie ocenia—ba, nie jest nawet weganinem—ale nie boi się nazywać po imieniu.
Te słowa chciałbym zapamiętać jak najdłużej:
„Chcę na chwilę wrócić do świata takiego, jaki zna mój dwuletni synek, dla którego każde zwierzę, nawet to pluszowe, jest równorzędną istotą zasługującą na szacunek, dobroć i miłość. Do świata, w którym jest to naturalne i nikomu nie trzeba tego tłumaczyć. Do świata, do którego groza wydajnego przemysłu nie ma jeszcze wstępu.
Synku, mam nadzieję, że gdy przeczytasz kiedyś tę książkę, świat i ludzkość będą już w innym miejscu, a relacje, opisy i liczby w niej zawarte staną się niczym więcej jak odległym koszmarem: pocztówką z późnego antropocenu i schyłkowego kapitalizmu. Tak, my to wszystko robiliśmy.”
Doskonały reportaż. Szeroki kontekst ujawnia faktyczne koszty naszego jedzenia. Nie da się odwrócić wzroku. Czytałam kilka książek o podobnej tematyce. Ta jest chyba najlepsza. Najbardziej przekrojowa. Myślę, że lektura obowiązkowa.
„- Zresztą nie chodzi o to, czy zwierzę jest inteligentne, tylko czy jest zdolne do odczuwania cierpienia - dodaje Iżyńska. - W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia na zadawanie cierpienia osobom z niepełnosprawnością intelektualną. Byłoby to niezwykle okrutne i wielce nieetyczne. Tak samo nie powinno być przyzwolenia na zadawanie niepotrzebnego cierpienia przedstawicielom innych gatunków tylko dlatego, że uznajemy, że są mniej inteligentne od nas. Inteligencja nie jest kryterium, które warunkuje, jakie kto ma prawa i czy można mu zadawać cierpienie”. Tamże, s.41
9/10. Kawał świetnego reportażu. Czytając go chciało mi się wymiotować - chociaż przecież większość z tych rzeczy wiem. Bardzo bardzo dobry. Chce go wcisnąć do przeczytania wszystkim znajomym. Bo zwykle czuje, że ludzie patrzą na mnie jak na wariatke gdy mówię dlaczego nie jem mięsa i czują obawę że będę próbowała przekonać ich do tego samego. Ale przecież fakty to fakty. I nie ma we mnie już przyzwolenia na udawanie, że się ich nie widzi. Żałuję tylko tych nielicznych momentów w których rozprawia się o etyce, moralności i pozornej wyższości człowieka. Nie dlatego, że się z nimi nie zgadzam ale bo obawiam się, że mogą niektórych odepchnąć.
Obowiązkowa pozycja dla konsumentów produktów odzwierzęcych, ponieważ pokazuje, w jakich warunkach żyją norki, konie, kury nioski, myszy laboratoryjne, krowy itp itd. Możemy oczywiście odpychać od siebie tę wizję - "przeczytam kiedy indziej", "nie chcę tego widzieć", "nie pokazuj mi tego", "to nie moja wina" - ale każdy z nas głęboko w sercu wie, że to, jaki los sprowadziliśmy my, ludzie, na zwierzęta, jest po prostu podłe. Jeżeli czytasz ten wpis i jesteś osobą, która nigdy nie zmierzyła się z realiami rzeźni, chowu klatkowego czy laboratoriów, to jest znak dla Ciebie, że czas najwyższy je poznać. Tyle zwierzętom jesteśmy winni.
Ostatni rozdział był niezwykle ciekawy, bardzo zgrabnie przedstawiony, obiektywny i profesjonaly. Kawał dobrego reportażu.
Gdyby cała książka była taka, zasłużyła by na 4 gwiazdki, ale wystawiam naciągane 3.
Niestety, przez większość książki autor nie potrafi pisać obiektywnie, nie potrafi pozbyć się moralizatorskiego tonu i narzucania swojej opinii. Wzorcowy "weganizm wojujący" sprawia, że sporo bardzo ciekawych informacji przeplata się z teściami zwyczajnie nużącymi.
ciężko mi się czytało tą książkę, z dwóch powodów - oczywiście z powodu tematu, jaki porusza (lektura upewniła mnie dobitnie, że moja decyzja o wegetarianizmie, którą podjęłam 8 lat temu była prawidłowa i zachęciła mnie do większego zainteresowania się tematem cierpienia zwierząt w hodowlach) ale również z powodu długości reportażu. bardzo ciągnęła mi się pierwsza połowa książki, niektóre fragmenty nie były potrzebne. mimo wszystko, cieszę się, że ją przeczytałam.
Odruchowo palec sięga po to, by dać tej książce 5 gwiazdek. Odruchowo, bo to dobra książka. Bardzo dobra. Natomiast ładunek emocjonalny, stopień okrucieństwa opisany w książce, poparty danymi, rzetelność reportera… to ciężko ocenić w jakiejkolwiek skali. Z jednej strony ogromnie cieszę się, że ta książka powstała i opisuje rzeczywistość, którą na codzień kolorujemy i wypieramy, ale z drugiej strony - jakże bardzo chciałabym, żeby nigdy nie musiała powstać.
Trudna lektura. Niby człowiek wie, że źle traktujemy zwierzęta, a i tak ogrom szkody jaką im wyrządzamy dla własnej wygody jest porażający. Szanuję Sabelę za to, że podjął ten temat. Biorąc pod uwagę, jak ciężko było mi czytać o tym okrucieństwie, mogę tylko próbować wyobrazić sobie, jak ciężko było autorowi napisać tę książkę.
ciężka lektura, nie powiem, popłakałam się - czas powoli wprowadzać weganizm w moim życiu
uważam, że każdy powinien przeczytać, że znajdzie się tam chociaż jeden wątek, o którym nie ma pojęcia (a mowa jest m.in. o kurczakach, krowach, koniach, rybach, przemyśle futrzarskim, zwierzętach laboratoryjnych)
Odczuwam wdzięczność za to, że moje uświadomienie dokonuje się w wersji papierowej a nie cyfrowej. Obraz cierpienia, brutalnych realiów olukrowanego wieloma warstwami ułudy konsumpcjonizmu utyka zadrą we mnie i kłuje, mierzi, drąży coraz większą dziurę. Nie pozwala uciec w przyziemność, w egocentryczny świat własny. I niechaj nie pozwoli.