5,5/10
"Stara baśń" opowiada o Polsce czasów pogańskich, jeszcze na wpół legendarnych, a popularne podania o początkach państwa polskiego stara się ubrać w ramy historycznego realizmu. Już z tego jednego powodu powieść Kraszewskiego (którego lubię nazywać "polskim Dumas", bynajmniej z rozrywkowej wartości jego dzieł, raczej z niebywałej płodności jako pisarza) z miejsca stała się klasykiem literatury polskiej i jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem. Nawet zupełnie zapomina się, że "Stara baśń" to utwór otwierający 39-tomowy cykl o historii Polski.
W tym wypadku rozpoznawalność powieści nie idzie w parze z jego jakością. Na szczere uznanie zasługuje stylizacja języka, nieczęsto stworzone na potrzeby "Starej baśni" archaizmy, próba uhistorycznienia zazwyczaj bardzo chaotycznych i infantylnych legend, czy szczegółowe opisy różnych zwyczajów - nocy Kupały, postrzyżyn, pogańskiej uroczystości weselnej i prawa gościnności. Ale to zdecydowanie za mało, gdy fabuła jest niemiłosiernie nudna. Podstawowym zarzutem są postacie, które co prawda mają bardzo jasne określone motywacje, nie mają zupełnie charakteru. Choć Kraszewski stara się jak może, by jego opowieść nie była nudna, ponieważ co rusz wypełnia ją zwrotami akcji i brutalnymi zdarzeniami, a przerw na oddech w formie wspomnianych opisów uroczystości jest bardzo mało, to i tak wszystko co się dzieje w "Starej baśni" w jakimkolwiek punkcie fabuły w ogóle nie zacznie obchodzić czytelnika nawet na małą chwilę.
Do pocztu licznych wad zaliczyć naprawdę nachalny pseudopatriotyzm w wykonaniu Kraszewskiego. Przedstawieni w książce Słowianie, poza nielicznymi antagonistami (np. okrutnym Popielem zwanym Chwostem), są poczciwymi ludźmi miłującymi swoje tradycje, a nade wszystko wolność. Wszystko co złe, przypisuje się tu Niemcom. Wszystko, co pochodzi z Niemiec, jest przeciwko polskiej tradycji, a żelazo i świecidełka tylko psują uczciwych Słowian, a więc przyszłych Polaków. Niemcowi nie należy ufać, więc brak tu nawet tylko trochę pozytywnej postaci, będącej pochodzenia niemieckiego. Nawet pojawiający się na początku powieści Hengo, któremu stary Wisz ufał, okazuje się przebiegłą gnidą (ups, spoiler), a wyśmiewanie Niemców z powodu takiego, iż nie znają naszej mowy, jest bardzo na miejscu. Pewnym wyjątkiem w tym wszystkim są postacie dwóch tajemniczych nieznajomych, niepochodzących z Niemiec a z dalszych regionów, orędowników wiary chrześcijańskiej, którzy działają jako wygodny dla pisarza fabularny wytrych i deus ex machina, bo to pod ich wpływem Piast zostaje władcą Polan. Najgorszy w tym wszystkim jest jednak wątek miłosny, okropnie przestarzały i współczesnym okiem po prostu żenujący, z okropnie głupim zakończeniem. Dziwa nie chce Domana, bo została przyrzeczona bogom i im chce służyć, ale i tak wszyscy jej wmawiają, żeby wzięła biednego chłopa, bo przecież jej będzie dobrze i na pewno jej się odwidzi służba bogom. A skoro Doman nie chce odpuścić, to na pewno przeznaczenie nim kieruje.
Większość wad "Starej baśni" można byłoby zrzucić na karb historycznej stylizacji, bo trudno pisać o tak archaicznych czasach we współczesnym spojrzeniu. Powieść jednak posiada narratora, za pomocą którego Kraszewski nawet nie próbuje dać znać, że nie utożsamia się z myśleniem bohaterów. Ciągłe złorzeczenie na Niemców i pseudoszczęśliwe zakończenie wątku miłosnego, do którego doprowadził wbrew logice i dobremu smakowi, jest tego dowodem.