Bombay 1753: Die lebenslustige Elisha Legrant begehrt gegen alle Konventionen der englischen Kolonialgesellschaft auf. Statt gepflegte Konversation zu betreiben, erkundetsie lieber das bunte Treiben am Hafen, die Vielfalt von Farben und Gerüchen auf dem Basar oder die traditionelle Kunst der Kalligraphie. Als Elisha dem Arzt Damien Catrallbegegnet, ist sie fasziniert von seinem medizinischen Wissen und bittet ihn, sie zu unterrichten. Schon bald wird aus den fachlichen Gesprächen mehr – das Paar kommt sich immer näher. Doch Damien ist auf Drängen seines Vaters bereits mit einer reichen Erbin verlobt, eine gemeinsame Zukunft scheint damit unmöglich ...
Gdybym mogła, dałabym 2,5. Autorka nie umie pisać - to mój główny zarzut. Każdy rozdział opatrzony jest jakąś dtà, ale to nie przeszkadza bohaterowi powiedzieć w rozmowie o zeszłorocznych wydarzeniach, że miały miejsce w tysiąc siedemset pięćdziesiątym dziewiątym roku. Serio? Dobrze że powiedział, w którym stuleciu, bo jego córka by się nie domyśliła. Narrator nie wierzy też w to, że czytelnik może zapamiętać jakieś nowe słowo, bo chyba cztery czy pięć razy podaje je razem z wyjaśnieniem co to jest, do czego służy, kto tego używa. Naprawdę, zapamiętałam za pierwszym razem. Z drugiej strony pisze i ziołach leczniczych lub olejkach używając określeń typu "coś na ból głowy". Spodziewałabym się w książce o takim tytule trochę więcej zapachów niż tylko drzewa sandałowego i piżma. Czy to była mięta? Cytryna? A jedzenie? Jakie owoce kandyzowali? Tylko daktyle? Mało! Mało! Lekarz zafascynowany medycyną wschodu nie dowiaduje się o niech prawie niczego, więc ja też się niewiele dowiedziałam. Charaktery są nieoryginalne, dialogi fatalne, historia kolonii przedstawiona nieinteresująco. Jedyne co mogę powiedzieć na plus to to, że szybko się czytało mimo objętości i w drugiej połowie fabuła zrobiła się nawet ciekawa.
Die Kulisse ist wunderschön und voller Farbenpracht. Man kann sich super da hineinversetzten. Die Geschichte ist etwas kitschig, deshalb nur 4 Sterne. Ich bin aber trotzdem froh - trotz kitsch - das es ein Happy End gibt. Ich freue mich auf die anderen Romane von Laila El Omari.