Świetna lektura na poprawę humoru. Angielski Jeeves w czeskim wydaniu. W Czechach bije rekordy popularności, przeskakując samego wojaka Szwejka.
Narratorem jest młody arystokrata, który zatrudnia służącego. Bardzo szczególnego służącego, bo Saturnin jest jedyny w swoim rodzaju. Już na początku mamy niesamowity opis, jak pozbył się nieproszonej ciotki i jej synka Milousa z wynajętej barki. Innym razem rozpuścił po mieście plotkę, która spowodowała, że pewnego dnia jego pan otrzymał prośbę dyrektora miejscowego ZOO, aby pomógł w pewnej misji...
Akcja w głównej mierze toczy się w górskiej posiadłości dziadka. Ów starszy pan zaprasza tam na wakacje naszego bohatera ze służącym, córkę przyjaciół pannę Barborę i doktora Vlacha. Do ekipy dołącza, choć bez zaproszenia, ciotka Katerina z synem. Owa dama za wszelką cenę pragnie przekonać dziadka, że jego majątek po śmierci powinien trafić w najlepsze, czyli jej ręce .
Na miejscu obserwujemy, jak młody arystokrata zyskał rywala o względy Barbory w osobie młodego Milousa i jak Saturnin po cichutku odsuwał ten problem od swojego pana. Do tego następuje kilka mniejszych i większych katastrof, i chyba tylko powódź, która zerwała mostek i odcięła posiadłość od świata, grożąc mieszkańcom śmiercią głodową, nie była dziełem Saturnina. Brak prądu, strzelanina, wyprawa dookoła źródeł rzeki, na końcu której okazuje się, że...
Jak na dobrą powieść przystało, kończy się ślubem. O parze nowożeńców nie da się jednak powiedzieć, że są to państwo młodzi.
Zdecydowanie polecam !