Fantasy z przymrużeniem oka, antyheroiczna, intertekstualna. Daje się czytać bez szukania nawiązań, świadomych pastiszy i gier kulturowych, zdecydowanie jednak smakuje lepiej, kiedy się je zauważy. Lubię to! (Romuald Pawlak) *** Tytuł antologii nawiązuje do kultowej gry fabularnej „Dungeons & Dragons” („Lochy i smoki”). Głównym bohaterem opowiadań jest Cilgeran – doktorant metodologii nauk barbarzyńskich na Uniwersytecie Wielkobohaterowskim imienia Kelta Niezwyciężonego, przygotowujący rozprawę na Wydziale Nauk Barbarzyńskich w Katedrze Literatury Hybryjskiej. Podczas swoich przygód młody teoretyk bohaterstwa będzie musiał się zmierzyć z takimi wyzwaniami, jak walka o… zaświadczenie do stypendium doktoranckiego, organizacja konferencji naukowej czy nocleg w akademiku.
Zbiór przygód Cilgerana to zabawna satyra na środowisko akademickie, będąca trawestacją znanych legend, podań i baśni. Powinien się on spodobać zwłaszcza fanom twórczości Terry’ego Pratchetta, Douglasa Adamsa i Anny Szumacher.
Krótka forma, lekkie pióro, mix legend i baśni, do tego wędrowka bohaterów i misja do wykonania. Nie, to nie kolejny tom Wiedźmina! To przygody młodego doktoranta i jego studenta "skazanego" na nadrobienie zaległości z przedmiotu w ramach konsultacji. Zabawne połączenie fantasy z akademickim życiem naukowców i studentów. Czyta się z uśmiechem na twarzy.
Życie akademickie w świecie fantasy, czyli ciekawy pomysł na intertekstualne połączenia znanych nam książek, legend i bestiariuszy. W książce poznamy perypetie studentów, doktorantów i profesorów, którzy żyją w świecie bohaterów, antybohaterów i potworów. Główny bohater, którego losy śledzimy, jest teoretykiem bohaterstwa, który pracuje nad tezą doktorską, jednak najpierw musi wykazać się swoją odwagą i inteligencją w praktyce.
Czyta się szybko i przyjemnie, lecz ilość intertekstualnych skojarzeń była czasami zbyt przytłaczająca. Pozycja posiada prosty humor, który mnie cieszył i umilał czytanie (jako fance fantasy i studentce).
W 80% składa się z odniesień i żartów które na miejscu byłyby na sesji dedeczków czy innej jesiennej gawędy. Nie przeczę, zdarzyło mi się całkiem nieźle bawić na takich sesjach, gdzie fabuła pełniła rolę drugorzędną względem improwizacji, ale wydawanie tego jako książki w jakiś sposób zaburza moje poczucie decorum. Przynajmniej zakończenie miło zaskakuje.
Satyra o świecie akademickim, będąca jednocześnie retellingiem znanych baśni, pełna magicznych stworzeń, legend i nawiązań do innych dzieł kultury? TOTALNIE TO BIORĘ. Opowiadania były przezabawne (bo prawdziwe), humor bardzo prosty, ale zdecydowanie działał. Uśmiechałam się i parskałam śmiechem wiele razy, a to raptem 200 stron. Bardzo, bardzo mi się podobało i naprawdę polecam ten zbiór opowiadań. Na mój aktualny zastój czytelniczy (i maraton…) była świetna!
Lubicie bajki? Lubicie Terrego Pratchetta? Jesli w odpowiedzi macie jedno tak, to ksiazka wam sie spodoba. Jesli w odpowiedzi macie dwa razy tak, to ksiazka spodoba wam sie bardzo.
Mamy tu mlodego bohatera imieniem Cilgeran, ktory jest bardziej antybohaterem. W dodatku jest mlodym doktorantem, troche ciapowaty i niezdarny, nie do konca ogarniety, ktory marzy o karierze akademickiej. Okazuje sie, ze zrobienie doktoratu proste nie jest, wymaga wielkiego wysilku, poswiecen i odwagi, bo teoria musi pociagac za soba praktyke. a tutaj praktyka oznacza wyjazdy, a wyjazdy przygody. Cilgeranowi towarzyszy niziolek Rorty. Ten jest bardziej ogarniety, odwazniejszy. Potrafi sie odciac, choc moglby byc bardziej pyskaty, byloby zabawniej. Ciekawa para, wzorem Don Kichota i Sancho Pansy, czy Geralta i Jaskra.
Chlopaki wedruja zdobywajac kolejne punkty do doktoratu i przezywajac niesamowite przygody. A te przygody to nic innego jak odwrocone, poprzestawiane, powywracane na druga strone znane nam opowiesci. Zaczyna sie od znanej wszystkim opowiesci o Jasiu i magicznej fasoli (Jack and the Beanstalk). Potem mamy moja ulubiona opowiesc "Cilgeran i 40 plagiatorow", ktora juz samym tytulem mowi nam wiele. Mamy tu nie tylko odniesienie do Opowiesci z 1001 nocy, ale rowniez do mitologii egipskiej oraz wyrazne nawiazania do Terrego Pratchetta. A dla tych, ktorzy choc troche znaja jezyk hiszpanski dodatkowy powod do smiechu. Dla nieznajacych jezyka hiszpanskiego: prosze sobie sprawdzic tlumaczenie slow puta i pollo :) Z reguly narzekam na zakonczenia powiesci. Tym razem nie bede. Rozczulajace, cieple i madre. W dodatku w pelni zamykajace cala opowiesc. Bardzo dobre.
Na konic dodam, ze autor jest zwiazany ze srodowiskiem akademickim na codzien. I to tutaj wyraznie widac. Smieje sie, osmiesza i kpi z literatury, z systemu akademickiego i z samego siebie. A czytelnik razem z nim. Bardzo dobry debiut z duzym potencjalem na przyszlosc. Polecam.
This is a collection of linked humorous fantasy short stories, which plays with (chiefly bureaucratic) procedures and norms of higher education and famous works of fiction. The English title is Grants and Dragons, hinting at D&D. While it isn’t exactly a novel, it is nominated as such in 2023 for the Polish SFF fandom award - Nagroda im. Janusza A. Zajdla – an equivalent of Hugo Award. A nice debut novel but not exactly one for re-reads.
The book contains six stories, each plays chiefly with one fiction work, but will allusions for a lot more. The titles may give a hint as to what they use as the main source: Scholarships and giants Cilgeran and forty plagiarists The phantom in the dormitory Grants and dragons Tower of four horns And songs will be left after us
For example, the first story, which introduces the main characters is based on a classic tale Jack and the Beanstalk however, instead of Jack, who used fantasy mail-order to buy beans of questionable quality, to go upward the beanstalk come two unlikely heroes: Cilgeran is a Ph.D. student from the Grand Hero University named after Kelt the Invincible, from the Department of Barbarian Sciences, Chair of Hybrian Literature. He is working on his doctoral thesis on the theory of warfare, the topic is From "Arghhh!" to "Taste it, bastard!". The semantics of battle cries on the example of modern battles. and a hobbit named Rorty Pragmaticbuck, who is short of study credits to finish is BA… and while main pieces of the classic tale, from an ogre to a magic golden harp that plays and sings by itself are present, they are quite different.
The humor is fine, even if sometimes the author tries too hard and allusions are too obvious, from Narnia to Star Wars and the Witcher.
Wyobrażaliście sobie kiedyś życie studenta oraz wszelkie uniwersyteckie sprawy ulokowane w świecie fantastyki? W miejscu, gdzie zamiast studiów o prawie finansowym możecie zgłębiać nauki bohaterskie oraz uczęszczać na konserwatoria o zwyczajach orków i trollów?
Jeśli nie, to zapraszam Was do Uniwersytetu Wielkobohaterskiego, gdzie spotkacie "dzielnego" doktoranta Cilgerana oraz jego - niezbyt zadowolonego i bardziej ogarniętego - kompana podróży Pana Pragmaticbucka. Dwie różne osobowości, które na kartach książki przeżywają wiele ciekawych i zabawnych przygód będące odpowiednikami dość znanych nam już utworów literatury, ale i nie tylko!
Muszę przyznać, że choć cała lektura zamknięta jest w dość małym formacie, to jest naprawdę treściwa i z pewnością zainteresuje nie jednego wielbiciela fantastyki oraz popkultury. Zwłaszcza, że autor nie szczędził porównań do przeróżnych tytułów, które zna prawie większość z Nas. Przyznam, że wyłapywanie tych wszystkich smaczków sprawiało mi swego rodzaju radość i wywoływało uśmiech na twarzy - zwłaszcza jeśli trafiałam na fragmenty związane z moimi ulubionymi dziełami popkultury. Dodatkowo nie czułam się, aby wszystkie te nawiązania wpychane były mi na siłę. Każdy z nich wplątywał się w opisaną fabułę lub też sytuację, w której trwali bohaterowie.
Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że jest to zabawna i swobodnie napisana historia, która jest ciekawym mrugnięciem do typowej literatury fantastycznej. Choć znajdziemy w niej "nieustraszonego" bohatera, jego pachołka oraz przygody pełne okropnych stworów, nawiedzonych domów czy magicznych przedmiotów, to i tak nie stara się być ona choć przez chwilę poważna. Pozwala czytelnikowi zagłębić się w absurdzie uniwersyteckim, fantastycznym oraz magicznym, aby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości - a przyznam, że jako studentka dość dobrze znam uroki studiów i było ciekawie oglądać je przez pryzmat świata fantasy.
Nie mogę jednak zapomnieć o fakcie, że cała lektura była dla mnie nieco za krótka, ale najwidoczniej to moje osobiste przyzwyczajenie do grubych książek. A to dlatego, że po dłuższym zastanowieniu, uważam że krótki format o wiele lepiej sprawdza się przy takiego typu historii. No i żałuję, że niziołek Rorty nie był trochę bardziej cięty w stosunku do naszego doktoranta, bo przyznam, że polubiłam gościa.
Zachęcam sięgnąć po ten debiut i samemu sprawdzić świat przemierzany przez Cilgerana i Rortyego!
Zostałam namówiona. ;) Tak, po raz kolejny w ramach wyzwania #polskafantastykafajnajest dałam się skusić na „słodkie słówka”, po których nie mogłam sobie odmówić przyjemności i koniecznie musiałam sięgnąć po Granty i smoki Łukasza Kucharczyka.
Przygody Cilgerna i Rorty’ego Pragmatibucka. Przedstawiam Państwu doktoranta teorii wojowania na Uniwersytecie Wielkobohaterowskim imienia Kelta Niezwyciężonego — Cilgerna, który wraz z nadrabiającym uniwersyteckie zaległości niziołkiem Rortym Pragmatibuckiem nie odmówi żadnemu zadaniu, czy tam innej przygodzie. A to wszystko w imię nauki, czy tam innej pieczątki na zaświadczeniu do stypendium doktoranckiego.
Sześć naszpikowanych humorem opowiadań. Nie przypuszczałam, że podczas czytania sześciu zaczynających się ciekawymi cytatami opowiadań, będę tak dobrze się bawiła, a uśmiech nie spełznie z mojej twarzy jeszcze kilka godzin po zakończeniu lektury.
A ten stan „upojenia uśmiechowego” zawdzięczam formie i niezwykle trafionemu pomysłowi na opowiadania, które dosadnie ukazują rzeczywistość akademicką (w której notabene widać, że autor porusza się jak ryba w wodzie).
Te wszystkie absurdy, druczki, pieczątki i oczywiście terminy połączone z inteligentnym humorem oraz wszelkiej maści nawiązania do znanych legend (Jaś i magiczna fasola), baśni (Baśń o latającym dywanie, Ali Baba i czterdziestu rozbójników, Cudowna lampa Aladyna), istotnych utworów fantasy (Władca Pierścieni, Wiedźmin, Harry Potter, Opowieści z Narni) czy motywów z popkultury (Gwiezdne Wojny), to był po prostu strzał w dziesiątkę.
Strzał, który dopełniali pełni werwy i animuszu bohaterowie, którzy nie zważając na poziom trudności zadania, parli do przodu. Gdyż zobowiązania wobec uczelni i inne cele grantowe, należy wypełnić każdym możliwym sposobem i kosztem. Pamiętając przy tym, że ewentualna śmierć, nie będzie tu żadną wymówką. ;)
Dlatego czytajcie Granty i smoki Łukasza Kucharczyka, bo tak fajnie, lekko i z dystansem napisanych książek (à la Terry Pratchett), ze świecą szukać.
Gorąco polecam!
P.S. Jeżeli zapytalibyście mnie, jakie opowiadanie z szóstki najbardziej przypadło mi do gustu, to chyba postawiłabym na tytułowe Granty i smoki. Niedorzeczne wnioski i niemożliwe badania pod czujnym okiem recenzentów, to było coś. 😅
odkryłam swój nowy ulubiony gatunek. KOMEDIOWE, TANDETNE I KICZOWATE FANTASY. nawiązania do popkultury, których z reguły nie lubię, bo z większością nie łączy mnie absolutnie nic, tutaj kompletnie mnie usatysfakcjonowały. odrobinę tolkiena, trochę wiedźmina, odniesienia do bajek, czy domieszka „narnii”, czyli „cosie”, które UWIELBIAM. choć opisy były krótkie i zwięzłe, tak jednocześnie pozostawiały za sobą szerokie pole do wymalowania magicznej krainy. osobowość głównego bohatera była wybitna; z jednej strony wykształcony w swojej dziedzinie, z drugiej jak gdyby kompletnie nieświadomy tej durnowatej cząstki, która swoją drogą nakładała się na cały humor powieści…Cilgaren i niziołek to mój nowy ukochany duet. wszystkie nazwy krain miały cholerny potencjał na rozbudowanie ich znaczenia w kolejnych częściach, jeśli takowe powstaną, a trzymam za to kciuki. specyficzna książka. nie miałabym pojęcia, komu ją polecić. ktoś by polubił, a jednocześnie stwierdził, że, mimo wszystko, „średniawka”; drugi skrytykowałby za żenujący język i humor. ja osobiście czuję, że urodziłam się do takiej literatury. jak często bywam „elokwentna” w swoich recenzjach, tak - przy tego typu książkach - rzucam ją w zapomnienie. i dobrze mi z tym. chcę więcej abstrakcji w polskiej literaturze fantastycznej; więcej zwariowanych profesorów; więcej szalonych wyzwań i mieszanki popkultury z dzikim fantasy.
Bardzo dobrze bawiłam się czytając tą książkę, chociaż zaczynając nastawiłam się na coś nieco innego (może dlatego, że nie czytałam opisu XD). Myślałam, że będzie to zwyczajna historia, a był to zbiór opowiadań powiązanych ze sobą za sprawą dwóch głównych bohaterów - chudego, mizernego doktoranta i niziołka, który przywodził mi na myśl postacie z Hobbita.
Opowiadania były osadzone w rzeczywistości stricte studenckiej. Wszystkie ,,misje'' - zabijanie smoków, ratowanie panienek miało służyć jednemu - zyskaniu wysokiego stypendium. Osobiście, w pewien sposób mnie ta książka bawiła, jednak nie wiem, czy przyniosłaby mi tak dużo rozrywki gdybym nie wiedziała z czym się wiąże załatwianie czegokolwiek na studiach XD
Autor wykreował bohaterów w sposób barwny, choć wpisywali się oni w typowe schematy głównego bohatera i jego towarzysza. Mimo to, ich osobowości praktycznie budowały cały komizm dookoła historii.
Muszę jednak przyznać, że podczas czytania cały czas miałam z tyłu głowy myśl, że przypomina mi to Prachetta i Tolkiena :D
3,5 Zaskoczyła mnie ta książka! Była lekka, krótka, ale jednocześnie zabawna i totalnie rozluźniająca. Brakowało mi rozwinięcia postaci, ale wiem, że nie było na to czasu w tak krótkiej pozycji.
Satyra na życie akademickie w wydaniu fantastycznym udała się doskonale. Aluzje i nawiązania jak zwykle: jest ich tyle, że przynajmniej połowa trafi do każdego czytelnika. Najsłabiej jest z tymi wątkami, które wyszły wyłącznie z wyobraźni autora, ale ogólnie więcej się śmiałam niż krzywiłam, więc ode mnie do indeksu klasyczne trzy i pół.
Czy wierzycie w to, że książki niekiedy muszą poleżeć na półce, aby trafić na „ten” moment?
„Granty i smoki” to zbiór kilku opowiadań, które jako całość łączy postać doktoranta teorii wojowania na Uniwersytecie Wielkobohaterskim imienia Kelta Niezwyciężonego. Cilgrenowi na każdym kroku towarzyszy niziołek Rorty, który musi być wiernym kompanem w ramach nadrobienia zaległych nieobecności.
Ten znany wątek ze współczesności nie jest jedynym, jaki Łukasz Kucharczyk wykorzystał w „Grantach i smokach”. Bo autor garściami czerpie z popkultury, z absurdów codzienności nie tylko studentów czy pracowników akademickich, ale również sporo do swojego baśniowego świata, osadzonego gdzieś na początku drugiego tysiąclecia, przeniósł mechanizmów z naszego życia.
Ten motyw studiów i pracy na uczelni przewija się we wszystkich opowiadaniach, bo misją głównego bohatera jest złożenie wniosku stypendialnego, a sam autor jest od lat pracownikiem uczelni. Kucharczyk wszystkie swoje opowieści oparł jednak głównie na motywie drogi, dobrze znanym, chociażby z takiego klasyka jak „Władca Pierścieni” i tutaj też doskonale się to sprawdziło. „Granty i smoki” w większości czytałem podczas przerw między codziennymi zajęciami i zawsze z żalem odkładałem lekturę, bo przygody Cilgrena i Rorty’iego są po prostu bardzo ciekawe! I wydaje mi się, że bez znaczenia jest to, czy klimaty fantasy/baśni są przez Was lubiane.
„Granty i smoki” to nie tylko ironiczne odniesienie się do realiów studiowania w Polsce i pracy na uczelni, czy wyciągniecie absurdów social mediów i internetu. Zbiór opowiadań Kucharczyka to po pierwsze bogactwo nawiązań literackich. Zbudowanie świata przedstawionego z tak wielu różnorodnych elementów, połączonych inteligentnym humorem, było wyzwaniem na miarę wypraw doktoranta Cilgrena i finalnie Kucharczykowi się to udało. I po drugie: autor za pomocą dystansu i ironii pochyla się tu nad problemami współczesności. A szczególnie nad kwestią przyszłości studiowania i instytucji uczelni wyższych w takiej formie, jaką znamy teraz.
Mnie się bardzo podobało i nawet nie wiecie, jak cieszę się, że mogłem przeczytać i pozytywnie ocenić kolejną książkę akademika z mojej uczelni. Kamień z serca, bo „Granty i smoki” swoje na półce odleżała.
Jak to jest, że ciągle w kółko i bez przerwy popełniam ten sam błąd z przyciągającą wzrok okładką?!? Pomyślałam sobie – no to po prostu musi być historia dla mnie, bo fantastyka w śmiesznej odsłonie to jedna z rzeczy, które uwielbiam. Swoją drogą Pan Łukasz Kucharczyk powinien podziękować Panu Janowi Giemzie za ten artwork, no bo to bomba!
Wracając do „Grantów i smoków”, mamy tu do czynienia z sześcioma krótkimi opowiadaniami, których wspólnym mianownikiem jest Cilgeran, doktorant na Uniwersytecie Wielkobohaterskim imienia Kelta Niezwyciężonego. Jego towarzyszem przygód jest niziołek Rorty Pragmatickbuck. Jak z samego tytułu możemy się domyśleć, będziemy mieli do czynienia z grantem opiewającym na znalezienie ostatniego żyjącego smoka, udanie się na wyprawę w celu ratowania wioski i przy okazji otrzymania zaświadczenia do stypendium. Nie można tym opowiadaniom odmówić humorystycznej nuty, ale bazuje ona często na zapożyczeniach z innej literatury czy popkultury, które potrafiły być delikatne jak np. bohater Foba Bett czy nagroda w rodzaju „co ten zastanie w domu, a czego się nie spodziewa. Ludzie powiadali, że takie roszczenia stały się ostatnio modne na skutek coraz większej bezczelności łowców potworów.” Jednak z drugiej strony w jednym czy dwóch ustępach było tego trochę za dużo, np. kiedy poznajemy klauna z czerwonym balonikiem, który mówi „One pławią się w powietrzu (..), ty też będziesz się pławił”. Nie żebym jakoś nadmiernie broniła Kinga i jego twórczości, ale można to było wykorzystać w inny sposób i zrobić miłego klauna, który nie rozumiałby czemu ludzie się go boją, nieświadomy przedrukowanego wszędzie eseju profesora Stinga o szerokości szczęk istot pozaplanetarnych w kontekście przeżuwania ramion Homo Sapiens i ich kaloryczności. No popłynęłam, ale mniejsza z tym. Całość można przeczytać na raz, bo książka jest dość krótka, a ci konkretni bohaterowie mają prezencję akurat na sześć opowiadań. Przy dwudziestu mogłabym się znudzić, a tak pigułka jest w sam raz. Polecam ;)
Lubicie bajki? Lubicie Terrego Pratchetta? Jesli w odpowiedzi macie jedno tak, to ksiazka wam sie spodoba. Jesli w odpowiedzi macie dwa razy tak, to ksiazka spodoba wam sie bardzo.
Mamy tu mlodego bohatera imieniem Cilgeran, ktory jest bardziej antybohaterem. W dodatku jest mlodym doktorantem, troche ciapowaty i niezdarny, nie do konca ogarniety, ktory marzy o karierze akademickiej. Okazuje sie, ze zrobienie doktoratu proste nie jest, wymaga wielkiego wysilku, poswiecen i odwagi, bo teoria musi pociagac za soba praktyke. a tutaj praktyka oznacza wyjazdy, a wyjazdy przygody. Cilgeranowi towarzyszy niziolek Rorty. Ten jest bardziej ogarniety, odwazniejszy. Potrafi sie odciac, choc moglby byc bardziej pyskaty, byloby zabawniej. Ciekawa para, wzorem Don Kichota i Sancho Pansy, czy Geralta i Jaskra.
Chlopaki wedruja zdobywajac kolejne punkty do doktoratu i przezywajac niesamowite przygody. A te przygody to nic innego jak odwrocone, poprzestawiane, powywracane na druga strone znane nam opowiesci. Zaczyna sie od znanej wszystkim opowiesci o Jasiu i magicznej fasoli (Jack and the Beanstalk). Potem mamy moja ulubiona opowiesc "Cilgeran i 40 plagiatorow", ktora juz samym tytulem mowi nam wiele. Mamy tu nie tylko odniesienie do Opowiesci z 1001 nocy, ale rowniez do mitologii egipskiej oraz wyrazne nawiazania do Terrego Pratchetta. A dla tych, ktorzy choc troche znaja jezyk hiszpanski dodatkowy powod do smiechu. Dla nieznajacych jezyka hiszpanskiego: prosze sobie sprawdzic tlumaczenie slow puta i pollo :) Z reguly narzekam na zakonczenia powiesci. Tym razem nie bede. Rozczulajace, cieple i madre. W dodatku w pelni zamykajace cala opowiesc. Bardzo dobre.
Na konic dodam, ze autor jest zwiazany ze srodowiskiem akademickim na codzien. I to tutaj wyraznie widac. Smieje sie, osmiesza i kpi z literatury, z systemu akademickiego i z samego siebie. A czytelnik razem z nim. Bardzo dobry debiut z duzym potencjalem na przyszlosc. Polecam.
Przygoda – co to takiego? Trochę napięcia, wiele zrządzeń losu, szczypta niefortunnych decyzji i niezapomnianych momentów dzielonych w najlepszym towarzystwie, a nawet więcej. Jej definicja mogłaby właściwie nie mieć końca. Tym właśnie są „Granty i smoki”. Zbiór opowiadań Łukasza Kucharczyka zabierze każdego miłośnika fantasy w niesamowitą podróż przez magiczną fasolę, opuszczone piramidy i temu podobne miejsca, które autor stworzył na nowo, dopisując własne osobliwe postacie, zabawne sytuacje i mowy chwytające za serce. Debiutant wykazał się oryginalnością, nadał nową jakość znanym i uwielbianym przez wielu historiom. A wszystko to okrasił wspaniałą polszczyzną wyniesioną wprost z murów warszawskiego uniwersytetu. Jestem oczarowana „Grantami i smokami”, a przy tym pełna podziwu dla odwagi twórcy, który swoim dziełem zawalczył na arenie polskiego fantasy, zwyciężając bez większego wysiłku. Płynna narracja, przemyślany koncept, bohaterowie, z którymi jest się „za pan brat” to przepis na dobrą lekturę, która umili każdy, nawet najbardziej ponury, wieczór. Serdecznie polecam Wam „Granty i smoki”. Zwróćcie na nie uwagę. We współczesnym świecie, w którym książki – tak jak inne produkty – powstają masowo, łatwo pominąć tę, która naprawdę zasługuję na przeczytanie. Szukajcie więc tej igły w stogu siana! I niech los zawsze Wam sprzyja! 🤎
odkryłam swój nowy ulubiony gatunek. KOMEDIOWE, TANDETNE I KICZOWATE FANTASY. nawiązania do popkultury, których z reguły nie lubię, bo z większością nie łączy mnie absolutnie nic, tutaj kompletnie mnie usatysfakcjonowały. odrobinę tolkiena, trochę wiedźmina, odniesienia do bajek, czy domieszka „narnii”, czyli „cosie”, które UWIELBIAM. choć opisy były krótkie i zwięzłe, tak jednocześnie pozostawiały za sobą szerokie pole do wymalowania magicznej krainy. osobowość głównego bohatera była wybitna; z jednej strony wykształcony w swojej dziedzinie, z drugiej jak gdyby kompletnie nieświadomy tej durnowatej cząstki, która swoją drogą nakładała się na cały humor powieści…Cilgaren i niziołek to mój nowy ukochany duet. wszystkie nazwy krain miały cholerny potencjał na rozbudowanie ich znaczenia w kolejnych częściach, jeśli takowe powstaną, a trzymam za to kciuki. specyficzna książka. nie miałabym pojęcia, komu ją polecić. ktoś by polubił, a jednocześnie stwierdził, że, mimo wszystko, „średniawka”; drugi skrytykowałby za żenujący język i humor. ja osobiście czuję, że urodziłam się do takiej literatury. jak często bywam „elokwentna” w swoich recenzjach, tak - przy tego typu książkach - rzucam ją w zapomnienie. i dobrze mi z tym. chcę więcej abstrakcji w polskiej literaturze fantastycznej; więcej zwariowanych profesor��w; więcej szalonych wyzwań i mieszanki popkultury z dzikim fantasy.
Ciekawy pomysł na historię, mi osobiście niestety nie przypadł do gustu. Z jednej strony mamy obraz środowiska akademickiego przeniesionyna grunt świata fantasy, co jest bardzo zabawnym konceptem. Z drugiej, i to niestety wpłynęło mocno na ocenę, próby upchania jak największej ilości odniesień do dzieł kultury i popkultury w celu wywołania śmiechu, no, przynajmniej uśmiechu na twarzy czytającego. I to dla mnie wyszło niestety sztywno. Jeśli czytaliście Zaklinacza Roberta Szchmidta, to czytając Granty i smoki, miałam właśnie wrażenie, że jest to ksiązka zainspirowana przez twórczość pana Roberta S., ale Zaklinacz robi to zdecydowanie lepiej... Samo pióro pana Kucharczyka w porządku, ale brak mi tutaj jeszcze tej lekkości, która przychodzi z czasem.
Żarty i cytat na cytacie z innych dzieł kultury - lekkie, ale w formie zbioru opowiadań aż nazbyt lekkie i nużące. Chociaż nawiedzony akademik się bronił.
Co za cudo! Dawno się tak nie uśmiałam. Ktokolwiek kto miał styczność z realiami uniwersyteckimi będzie zachwycony tym humorem. Nawiązania do klasycznych baśni i opowieści fantasy też super 🩷
Na nadmiar fantastyki humorystycznej - zarówno tej wydawanej w języku polskim, jak i powstałej w Polsce - nie cierpimy, stąd też z otwartymi ramionami witam rodzimych twórców, którzy mierzą się z tym gatunkiem. A z komedią i pastiszem, jak jest wiadomo - napisać coś, co będzie zabawne dla wszystkich jest rzeczą niemal niemożliwą, stąd też niewielu dotąd pisarzom udało się zdobyć uznanie szerokiego grona czytelników. Czy Łukasz Kucharczyk podołał trudnemu zadaniu i z sukcesem wypełnia tę niszę gatunkową na polu rodzimej fantastyki?
Zacznę od kolokwialnego - "Mnie śmieszy". A że poczucie humoru jest cechą indywidualną, z odbiorem "Grantów i smoków" może być różnie. Jakkolwiek kreatywność, pomysłowość i - mimo czerpania pełnymi garściami z wszech płaszczyzn kultury i popkultury oraz podążanie szlakami przetartymi przez uznanych i kultowych twórców literatury humorystycznej i komedii - jak również oryginalność oraz szeroki wachlarz skeczy i żartów - od absurdu i purnonsensu, poprzez slapstick oraz dowcipy niewybredne, aż do satyry i parodii o bardziej wyrafinowanych formach - sprawiają, że każdy czytelnik, z śladowym nawet zmysłem humoru, znajdzie tu coś dla siebie i uśmiechnie się nie raz. A może nawet zaśmieje się na głos, co zdarzało mi się w trakcie lektury niejednokrotnie.
Lektura "Grantów i smoków" z pewnością zadowoli wszystkich fanów twórczości Terry'ego Pratchetta - choć nie dawajcie wiary pojawiającym się już wzmiankom o tym, jakoby Łukasz Kucharczyk był "polskim Pratchettem" - Douglasa Adamsa, Marcina Wolskiego ("Antybaśnie z 1001 dnia"), czy komiksów Tadeusza Baranowskiego, z którego twórczością łączy autora talent do zabawnych gier słownych...
Przygotujcie się więc na sporą dawkę literackiej komedii i pastiszu, nie spodziewajcie się jednak - skoro już nawiązaliśmy do Pratchetta - że natraficie tu na jakieś głębsze przemyślenia na temat ludzkich charakterów i zachowań - raczej "pstryczki w nos" przedstawicieli środowisk akademickich - czy wyrafinowaną fabułę. Te historyki nie są może jedynie serią skeczy, bo angażują i często zaskakują, ale opowieść zdecydowanie pełni tu rolę służebną względem dowcipu.
Jest to jednak początek kariery a taki, chociażby "Blask Fantastyczny" Pratchetta, w gruncie rzeczy, niedalece się od "Grantów..." różni jeśli chodzi dominację żartu nad fabułą. Czekam zatem na kolejne przygody Cilgarena i niziołka Pragmaticbucka (być może tym razem w formie pełnowymiarowej powieści?) a tymczasem "Granty i smoki" gorąco polecam!
Jak połączyć średniowiecze, magiczne istoty, niziołki, trudy studenckie, klauna z czerwonym balonikiem, dżina z magicznej lampy, słowiańskie demony, dobrze znanego nam kucharza - podróżnika oraz magiczną fasolę i dokonać tego ze smakiem, dobrym gustem i tak by czytelnik nie mógł dobrowolnie odłożyć książki? Nie lada wyzwanie prawda? Wydawać się by mogło, że pokonanie pradawnego smoka, czego notabene dokonali główni bohaterowie, jest łatwiejsze. Zapewne po głowie przebiega wam teraz myśl " takiego heroicznego czynu nie da się dokonać, jedynie arcymistrz pióra byłby w stanie! " Ha! moi mili pożeracze zacnych ksiąg. Zaiste jest to możliwe i nie potrzeba do tego magicznego zaklęcia. Jeżeli pisarz całe serce wkłada w swe dzieło, umysł ma otwarty i nie szczędzi nam dobrego humory to tylko wtedy powstaje tak wspaniała opowieść a dokładniej to 6.
A teraz rozłożymy sobie książkę na pierwsze części: 🐉Szata graficzna : sama okładka już nam podpowiada co możemy znaleźć w środku, co jest bardzo chwytliwe bo , nie oszukujmy się, bardzo często to właśnie ona przyciąga czytelnika ; do tego mina niziołka jest bezbłędna (w sumie osiłka też 😂) 🐉Książka nie jest długa bo ma 200 stron, do tego podzielona jest na 6 opowiadań więc płyniemy przez nią z przyjemnością i pełnym zaciekawieniem bo historie są naprawdę dobre 🐉Przed każdym opowiadaniem zostały dodane cytaty z różnych książek, które są drogowskazem do historii (jednak nie jest to aż tak oczywiste, bo autor postarał się o narastające napięcie i sama nie do końca wiedziałam dokładnie jaka postać się tu pojawi) 🐉Wydawać by się mogło, że to taka lekka, śmieszna książka, która zapewnia nam odskocznię od trosk dnia codziennego. I tak i nie, bo znajdziemy w niej głębszą treść, która pozwala nam na chwilę zatrzymać się i zajrzeć do swojej duszy.
Zostawiam was z moim ulubionym fragmentem: "...- A ja zrozumiałem. Zrozumiałem , że słońce każdego dnia wschodzi i zachodzi i nic nie możemy na to poradzić. Możemy jednak wierzyć, że najbliższy zachód nie będzie tym ostatnim, i starać się spełnić nasze obowiązki jak najlepiej. Miecz nic już nie odpowiedział, myśląc sobie, że unikać należy nie tylko złych wiedźm, ale również zbyt sentymentalnych staruszków."
Dziękuję autorowiza możliwość przeczytania książki
This entire review has been hidden because of spoilers.
Granty i Lisioły . Lisioł postanowił podnieść swoje kwalifikacje i napisać rozprawę doktorską. W tym celu zapisał się na Uniwersytet Wielkobohaterski imienia Kelta Niezwyciężonego na Wydział Nauk Barbarzyńskich, Katedrę Pisków Bojowych. W ramach zaliczenia został wysłany razem z kolegą ze studiów doktoranckich do wioski, która zgłosiła zapotrzebowanie na bohatera. Zważywszy na to, że zarówno Lisioł, jak i jego towarzysz, Cilgeran, zajmują się naukowo okrzykami bojowymi, nie powinno być problemu. . Gdy Lisioł przybył na miejsce rozpaczliwego wołania o pomoc, okazało się, że problemem jest wielka łodyga fasoli na środku pola, a konkretnie olbrzym, który z niej schodzi, kradnie warzywa i ucieka z powrotem. Po krótkich negocjacjach ustalono, że w zamian za zaświadczenie do stypendium doktorskiego, Lisioł rozwiąże ten problem. . Jak się jednak okazało rozwiązanie problemu to wielopoziomowy quest. Wymagane są tutaj nawet zdolności kulinarne oraz taneczne podczas deszczu szkła. Wykorzystanie młota mowy motywacyjnej wliczone w cenę. . Pomyśleć, że to dopiero pierwsza przygoda, a czeka Lisioła jeszcze pięć kolejnych, w tym organizacja konferencji naukowej za pomocą łatającego dywanu, bandy plagiatorów i przeterminowanej lampy z dżinem. Nie zabrakło także nawiedzonego akademika, w którym Lisioł starł się z krwiożerczym klaunem, podwieczorkiem u Fauna oraz nagą babą cmentarną. . Jeszcze macie wszystkie włosy na głowie? To tuptamy dalej prosto do wniosku grantowego. Stary profesor wypełnił nierealny do wykonania wniosek na pokonanie smoka, a jak wiadomo, smoki już wyginęły. Kto więc musi dokonać niemożliwego? Oczywiście, że doktorant, czyli Lisioł! Futrzak wyruszył na wielką wyprawę z dwoma mrocznymi recenzentami na plecach, którzy spokojnie mogliby przybić sobie piątkę z Nazgulami. Ech, ciężko dostać stypendium. Zwłaszcza że to wciąż nie koniec wyzwań, ale o reszcie musicie przeczytać już sami! . Książka „Granty i Smoki” autorstwa Łukasza Kucharczyka to studia doktoranckie w pigułce, które powinien zaliczyć każdy przyszły bohater oraz ci, którzy planują użyźnić ziemię w lochach. Sześć różnych przygód napisanych z humorem z pewnością umili Wam czas.