Islandia – wyspa aktywnych wulkanów i olbrzymich lodowców, gorących źródeł i tysięcy wodospadów. Miejsce, o którym marzą turyści z całego świata. Obszar równy jednej trzeciej powierzchni Polski zamieszkany przez niespełna czterysta tysięcy osób. Odkąd Berenika i Piotr, twórcy IceStory.pl, osiedlili się na Islandii, starają się poznać prawdziwe życie w kraju, który kusi i zachwyca surowym pięknem, ale też wiele wymaga od swoich mieszkańców. Przemierzają wyspę w poszukiwaniu opuszczonych miejsc. Odwiedzili Djúpavík leżący na Fiordach Zachodnich – znajdowała się tam jedna z największych na świecie przetwórni rybnych; dziś mieszka tam garstka osób. Udali się na archipelag Vestmannaeyjar – w 1973 roku wybuch wulkanu Eldfell niemal rozpołowił jedną z jego wysp i zmusił mieszkańców do ewakuacji. Przyglądali się niezamieszkałym od lat terenom na wschodzie wyspy, jeździli tam, gdzie kończą się drogi.
Szepty kamieni ukazują nieznane, nieopisywane w przewodnikach oblicze Islandii. Niczego nie ujmując jej urokowi, dopowiadają niedopowiedziane.
Dawno nie trafiła mi się do przeczytania książka równie męcząca i bezsensowna. Zdarzało mi się przeczytać całą stronę i orientować się, że nie zaabsorbowałam żadnego słowa, a potem wrócić jeszcze raz do tej samej strony tylko żeby zorientować się, że właściwie niewiele straciłam (oprócz czasu). "Szepty kamieni" mają być o nieznanej, opuszczonej stronie Islandii, ale to właśnie ta część książki jest najbardziej nieudana. Jedyne fragmenty, które dobrze mi się czytało to te, które zupełnie zbaczały z tematu i opowiadały o czymś zupełnie innym. Jedyny plus za śliczne zdjęcia, ale bądźmy poważni, jeśli w poważnej książce jedyną prawdziwą zaletą są obrazki, coś chyba jest nie tak.
Książka mi się podobała, ale sprawiedliwie oceniając to takie 3,5. Sporo ciekawostek o Islandii i to nie takie encyklopedyczne. Bohaterowie ciekawi, ale pewnie za chwilę o nich zapomnę. Kilka zdjęć, zabrakło mapy (wiem, że jest google, ale wolę mieć ją pod ręką w książce). Tekst raczej blogowy niż reporterski. Czyta się dobrze, ale brak warsztatu na dłuższą metę bywa zniechęcający. Do czasu lektury tej książki Islandia była na liście miejsc do odwiedzenia, po lekturze z niej wypadła. Jakoś odechciało mi się tam jechać.
Myślę, że przed podejściem do tej książki ważne jest odpowiednie nastawienie. Nie będzie to reportaż dzięki któremu dowiecie się wszystkich najważniejszych rzeczy o Islandii. Zamysłem autorów była podróż do dziewięciu opuszczonych budynków na wyspie i opisanie swoich wrażeń w „Szeptach kamieni”. W trakcie podróży para postanowiła dodatkowo opisać zasłyszane od mieszkańców historie i uzupełnić o odpowiedni kontekst.
Ja o tym kraju wiedziałam niewiele, więc wyniosłam z książki naprawdę sporo ciekawych informacji. Na przykład, zdawałam sobie sprawie, że panuje obecnie moda na Islandię, ale nie wiedziałam że turystyka ma ogromny wpływ na wyniszczenie naturalnego środowiska wyspy. Podobał mi się również rozdział o imigrantach, którzy stanowią obecnie aż 9% mieszkańców wyspy. Co prawda opisy ich codziennego dnia pracy, nieustannego wiatru, poczucia samotności, konieczności przyjmowania antydepresantów oraz postępującego wyniszczenia islandzkiej flory skutecznie zniechęcił mnie do odwiedzenia tego kraju, ale z pewnością sięgnie jeszcze po jakiś reportaż lub dokument, bo na papierze/ekranie wydaje mi się bardzo interesująca.
Interesująca, najciekawszy rozdział o fiordach zachodnich i gorączce śledzi.
Jest tu sporo wad, bo książka jest dość chaotyczna, odnosi się do wiedzy, której przeciętny czytelnik nie zna, więc możliwe, że jest kierowana do osób zaznajomionych już z kulturą Islandii. Przykładowo pada zdanie, że jest tutaj tak jak w tej anegdocie o kowalu i zorzy polarnej i ta anedgoda nie jest wyjaśniona o co chodzi, więc biała plama. Dużo jest takich jakby zapychaczy, które nie wydają mi się ważne z perspektywy snucia historii, ale podbijają objętość.
Ze względu na moje dość bliskie związki z Islandią chętnie sięgam po literaturę z i o tym kraju. Ta książka leżakowała długo na czytniku, choć przecież z przyjemnością przeczytałam inną publikację tych autorów. I tak jak poprzednio bardzo przyjemnie czytało mi się i te teksty – punktem wyjścia dla Lenard i Mikołajczaka były opuszczone domy na wyspie. W poszukiwaniu historii ich mieszkańców oraz przyczyn opuszczenia wybrali się w podróż wzdłuż i wszerz w Islandii. I te domy gdzieś w tle majaczą, ale, jak to często bywa, obrany szlak zaprowadził autorów w zupełnie różne rejony, nie tylko geograficzne, ale i reporterskie.
Świetna rzecz, ale mam poczucie niedosytu - podobał mi się styl książki, jej niespieszność, trochę mistycyzmu i tego islandzkiego "oderwania" od reszty świata. Jednocześnie wydaje mi się, że można było zawrzeć w niej o wiele więcej tematów i wątków.
Po tych wszystkich zachwytach spodziewałam się jednak czegoś więcej, ale myślę, że "Szepty kamieni" to dobry początek na poznawanie Islandii poprzez książki.
"Szepty kamieni" zaczęłam słuchać w audiobooku i nie spodziewałam się, że dostanę pewnego rodzaju słuchowisko. Bardzo fajnie zostało zrealizowane czytanie tekstu z odgłosami natury, czy fragmentami rozmów, albo odgłosów przetwórni ryb, w której pracuje jedna z bohaterek reportażu.
Jednak dla przepięknych zdjęć i ciekawości pisowni skomplikowanych islandzkich nazw - sięgnęłam po książkę z biblioteki i to połączenie słuchania i czytanie było dla mnie idealne.
Nie jest to absolutnie przewodnik po Islandii, ani jej historia od A do Z. Tak jak autorzy piszą w podsumowaniu - pomysł na książkę zaczął się od podróży po opuszczonych miejscach, po tej niezbyt turystycznej Islandii, ale poprzez rozmowy z ludźmi i wydarzenia w trakcie pisania tej książki (mieszkanie w Islandii, podczas pandemii powrót do Polski, a potem powrót do Islandii) okazało się, że tę historię opowiadają ludzie, którzy albo się tam urodzili, albo wybrali ten kraj na swój dom, a Berenika i Piotr trafili na nich na swojej drodze.
W mojej pamięci najbardziej zostanie historia hotelu w Djupaviku przerobionego z dawnych budynków fabryki śledzia i że to właśnie tam zjechało Hollywood na kręcenie Ligi Sprawiedliwych ;)
Islandia opisana bez warstwy lukru. Taka jaka jest. Ze swoimi opuszczonymi budynkami, Kapryśną pogodą, nietrafionymi inwestycjami, a jednocześnie tak urzekająca i tajemnicza. Aż chce się tam pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Świetna książka. Czekam na kolejne.
Sporo ciekawostek o Islandii, ale totalnie mnie nie porwało. Głównie było to nużące, a nie wiem jak można opowiadać nużąco o Islandii. Zdecydowanie na minus audiobook, w którym w tle było cały czas słychać dźwięki. Miały one niby urozmaicić słuchanie i przenieść słuchacza wprost na Isalandię, ale mnie bardzo irytowały.
Jak dla mnie to dość pobieżnie zaczepione tematy i historie. Dość chaotyczna. Audiobook w stylu słuchowiska, mnóstwo dźwięków, melodii, fragmentów rozmów, ale niestety dość usypiający i nie potrafił skupić mojej uwagi.
Moja pierwsza podróż czytelnicza na Islandię, która mam nadzieję zakończy się kiedyś podróżą w rzeczywistości. Szepty kamieni przesłuchałam, a dodane w audio pieśni, muzyka, fragmenty rozmów dodały dużo klimatu. Podobało mi się, że na kartach tego reportażu/powieści drogi możemy usłyszeć dużo różnych głosów mieszkańców, imigrantów. Dzięki temu opowieść o Islandii zdaje się być bardziej kompletna i szczera. Natomiast niestety muszę odjąć dwie gwiazdki za dużą chaotyczność, szybkie przeskakiwanie z tematu na temat, które co prawda pozwoliło na czytelnicze zwiedzenie wyspy, ale sprawiło, że dużo fragmentów uciekło mi zwyczajnie, bo było kilkuminutowymi wstawkami, potraktowanymi bardzo pobieżnie. Do tego jeśli chodzi o audiobook, to powolne tempo czytania, miejscami może i robiące klimat, ale najczęściej po prostu nużące i zupełnie niepotrzebne, w moim odczuciu. Podsumowując, trochę zabrakło mi tu czegoś więcej, czegoś bardziej. Ale to dobry początek spotkania z Islandią.
Przemęczyłam. Zupełnie nie pasował mi styl, który być może sprawdza się na blogu, ale w dłuższym tekście był usypiający. Bywało, że przeczytałam kilka stron i nie wiedziałam o czym one były. Być może to kwestia gustu.
Miałam obawy przed rozpoczęciem lektury, bo połączenie słów "bloger" i "reportaż" wywołuje u mnie traumatyczne wspomnienia, ale te na szczęście się nie potwierdziły. W "Szeptach kamieni" autorzy zgrabnie łączą opowieści ludzkie z historią Islandii i naturą, a napisane jest to w bardzo przyjemny do czytania sposób. Polecam osobom zarówno zafascynowanym Islandią, jak i tym, dla których kraj ten jest obojętny - myślę, że nawet i tacy czytelnicy zostaną szybko wciągnięci w tę opowieść.
Jedyne większe zastrzeżenie mam do ostatniej części reportażu, tej o imigrantach. Jest króciutka, a zasługuje na wiele więcej miejsca. Wygląda jak dodana do "Szeptów kamieni" na siłę.
Zacznę od pozytywnych rzeczy: jest w tej książce dużo ciekawostek, ileś wnikliwych obserwacji, a i temat jest przecież ciekawy i można dużo o nim napisać.
A teraz mniej pozytywnie: te wnikliwe obserwacje powtarzają się dosyć często, jest też dużo odniesień do ludzi i miejsc o których przeciętny czytelnik nie będzie miał pojęcia więc to co miało zabrzmieć błyskotliwie często jest po prostu pretensjonalne. A i niestety talentu pisarskiego tutaj nie widzę, jest za to pełno naprawdę okropnych poetyckich odniesień (szepty kamieni, na przykład). Takiego pisarstwa przełknąć nie mogę.
Czyta się szybko, i to był też prezent więc na pytanie czy mi się podobało będę kłamać że bardzo. A tak naprawdę to bym wzruszyła ramionami.
"Szepty kamieni" to książka dla trochę już zaawansowanych fanów Islandii. Nie ma tu podstaw, nie ma nawet mapki pokazującej miejsca o trudnych nazwach, o których mowa w tekście. Tego mi brakowało, jednak doceniam autorów za udaną próbę szerszego spojrzenia, pokazania kryzysu finansowego i efektów masowej turystyki. Zdjęcia ilustrujące książkę pokazują nam mimo to Islandię pustą i piękną, bez ani jednego turysty. To nierówna książka, druga połowa była dla mnie zdecydowanie ciekawsza, ale pamiętajmy, że mamy do czynienia z amatorami, blogerami, którzy napisali książkę i poszło im całkiem OK.
„Naprawdę czuło się kiedyś, że Islandia to zapomniana cywilizacja. I nagle firmy zajmujące się marketingiem zaczęły ludziom z całego świata sprzedawać bilety lotnicze, obiecując: ‘Tutaj nie znajdziesz turystów i będziesz mógł poczuć się, jakby nikogo innego nie było na świecie.’. Dziś to nieaktualne”
Gdybym podróżowała, Islandia byłaby na samej górze mojej listy krajów do zwiedzenia. To państwo od zawsze wydaje mi się tajemnicze i zawsze chętnie sięgam po książki, które te jej sekrety starają się odkryć.
Berenika Lenard i Piotr Mikołaczak (twórcy @icestory.pl) osiedlili się na Islandii kilka lat temu i od tego na swoim blogu, jak i w książkach, przybliżają życie w Islandii, które mimo swojego piękna stawia przed mieszkańcami wiele wyzwań.
„Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” to opis podróży autorów po opuszczonych i zapomnianych miejscach. W bardzo plastyczny sposób mówią o wulkanach, starych budynkach, małych, porzuconych wioskach i wysepkach. Docierają do miejsc, w których wydawać się może, że kończy się świat. Wplatają w to wszystko trochę mitologii, odkrywają sekrety i zadają pytania na które odpowiedzi może udzielić tylko natura. I co tu dużo mówić, to była super podróż!
Do czytania książki i jej recenzji zaleca się Sigur Rós...
Biorę na kolana globus. Jest stary i wysłużony, pamięta jeszcze dzieciństwo mojej mamy. Równoleżniki i południki już się wytarły, kolory straciły swój blask. W pokoju jest ciemno, okna są zasłonięte a globus podłączony jest do prądu. W jego wnętrzu jest żarówka, niczym ziemskie jądro rozświetla planetę i uwypukla jej szczegóły. Wyblakły błękit to tradycyjnie oceany, morza, jeziora i rzeki. Zieleń – teraz ledwo ją można odróżnić to stały ląd. Zamykam oczy, słyszę za oknem szum wiatru i deszcz bębniący o blaszany parapet. Kładę dłonie na globusie i obracam nim po omacku. Raz, drugi i trzeci. Pozwalam mu zatoczyć pełne koło i zatrzymuję go palcem wskazującym. Opuszek wylądował w miejscu…
Gdybym teraz miała znów chwycić stary globus i na oślep wskazać miejsce do którego chciałabym się udać nie mogłabym nie oszukać. Z pewnością uchyliłabym powiekę żeby podejrzeć pół okiem gdzie jest to jedno miejsce, które chciałabym wskazać. A przecież gdzie się skarze palcem na globusie, tam się kiedyś pojedzie. Gdybym teraz miała zrobić to samo co robiłam jako dziecko podczas zabawy, ale miałabym wpływ na to c o wybiorę to bez zastanowienia wskazałabym Islandię.
Jeden z najbardziej surowych i zimnych krain. Kilometry pustkowia targanego wichurami, nieprzystępne fiordy i wszechobecne zimno. To nie jest kraj dla tych co lubią wygrzewać się na słoneczku. To nie jest kraj dla tych, którzy szukają na wakacje zatłoczonych rozrywek, kasyn, hoteli i niezliczonej ilości atrakcji. Dzięki książce ,,Szepty kamieni” każdy może przekonać się co Islandia tak naprawdę oferuje.
Prosimy o zapięcie pasów i nie wstawanie ze swoich miejsc.
ICESTORY czyli o tym jak zaczęła się moja przygoda z Islandią.
Nie pamiętam kiedy kliknęłam „Lubię to” pod postem zaproponowanym mi przez facebooka. Plenerowe zdjęcie niby niczego wyjątkowego nie przedstawiało, treści postu też nie przeczytałam specjalnie dokładnie, ale coś sprawiło, że weszłam w profil i przejrzałam resztę. Zostałam na dłużej. Tak poznałam IceStrory – podróżniczego bloga, na którym dwoje pasjonatów dzielą się swoim spojrzeniem na Islandię. Ich pierwsza książka wydana w 2017 roku gdzieś mi niestety umknęła co tylko dowodzi tego, że ich posty śledziłam z mniejszym i większym zainteresowaniem. Zaobserwowałam ich jednak z myślą, że kiedyś tam pojadę. Z nadzieją, że to małe polubienie będzie pierwszym krokiem w realizacji planu o podróży na wyspę.
,,Szepty Kamieni czyli historie z opuszczonej Islandii"
Wagowa cegiełka – niepozorna, prosta, ale ciężka. Naładowana wiedzą, której nie znajdzie się w zwykłych przewodnikach. Znajdziemy tu mnóstwo opowieści o życiu – przeszłym i tym co trwa teraz. Historia i legendy mieszają się tu ze zmianami politycznymi i gospodarczymi. Przemiany prawne zlewają się z historiami o śledziach i katastrofach a opuszczone fabryki, farmy i domy tworzą własne klechdy. To z tej książki dowiecie się ile kilometrów ma najdłuższy tunel na Islandii i czyja zgoda na ingerencję w przyrodę jest najważniejsza. Dowiecie się dlaczego jeszcze do kwietnia 2015 roku Islandzkie prawo zezwalało na legalne zabicie Baska na Fiordach Zachodnich. Odkryjecie jaki hollywoodzki film kręcony był na Islandii i co lubią jeść piłkarze z Islandzkiej drużyny narodowej.
Historia, ekonomia, zmiany polityczne i gospodarcze. Turystyka i kryzys finansowy. Przemiany prawne. Ciekawostki, opowiastki, legendy. O elfach, śledziach i opuszczonych farmach. O społeczeństwie, pomocy dla obcych, o zderzeniu cywilizacji. O kobietach i sile. O uzależnieniu od klimatu, emigracja i powrót tam gdzie zostało serce.
Zdjęcia w czerni i bieli dodają książce aury tajemniczości, poświadczają o autentyczności Islandii i o jej surowym klimacie. A na koniec każdego rozdziału czytelnik może znaleźć kod QR odsyłający do specjalnych galerii.
To coś więcej niż reportaż czy przewodnik po kraju. To dowód na istnienie cudów i magii nie ważne jak mrocznej czy tajemniczej. To atlas o lokalności, instruktaż dla podróżników nie tylko takich jak ja (podróżujących najczęściej palcem po mapie lub Podróżników w Wyobraźni) To próba wytłumaczenia dlaczego ta Islandzka wolność tak kusi podróżnych, których na Islandii przecież nie brakuje. To opis zderzenia wyobrażeń i iluzji z surowym i twardym klimatem wyspy. Czasem ma się wrażenie, że jest się samemu pośród głuchej ciszy pustkowia a kiedy indziej hałas sztormu chce udowodnić czytelnikowi swoją siłę i potęgę natury. Tę podróż czytelnik odbywa w towarzystwie ulotnej, ale pierwotnej magii, z Elfem na ramieniu i słonym zapachem w nozdrzach. Z tej podróży czytelnik nie wróci. Zostanie na Islandii dopóki sam nie stanie oko w oko z jej mrocznymi czarami.
Historie z opuszczonej bo nie brak tam wraków i szkieletów – domów, łodzi a nawet samolotu. Historie o tych miejscach i z tymi miejscami w tle. Najsłynniejsze pustostany, niewątpliwie atrakcje turystyczne Islandii. Dlaczego są puste, dlaczego marnieją w oczach i dlaczego ciągle przybywa takich opuszczonych miejsc? Autorzy próbują odpowiedzieć na te i inne pytania w bardzo subtelny sposób, ale i tak czytelnik wyciągnie swoje wnioski.
To książka to pozycja obowiązkowa dla każdego podróżnika, każdego miłośnika dzikiej i surowej przyrody. Poszukiwacza przygód na swój sposób. Jeśli na Islandii go jeszcze nie było, to po lekturze będzie chciał na własnej skórze przekonać się o prawdziwej Islandzkiej gościnności, o prawdach kryjących się pod kamieniami, o historiach przekazywanych wiatrem.
Książka przeczytana dzięki i we współpracy z Wydawnictwo OTWARTE!
Napisana dość chaotycznie i niezbyt sprawnie, ale przed podróżą na Islandię dająca skrawki obrazu tego kraju. Trochę można się z niej dowiedzieć o miłości autorów do opuszczonych miejsc na Islandii, o naturze Islandczyków i właściwie o wszystkim po trochu, bo autorzy bardzo skaczą zarówno po miejscach, jak i tematach. Trochę ładnych zdjęć do tego, by móc choć trochę sobie wyobrazić ten fascynujący kraj. Może opisać można by go było sprawniej, ale generalnie autorzy zachęcili, by tam jechać.
Lektura Szeptów kamieni sprawia, że na własne oczy pragnie się zobaczyć ten niezwykły kraj, poznać jego mieszkańców i posmakować przynajmniej przez pewien czas wolności, jaką można poczuć tylko tam.
Napewno ta książka wniesie cos nowego w travel-plany podróżników, zamierzających jechac do Islandii. Od pierwszego zdania zahipnotyzowała i przyciągnęła piękną opowieścią o tym tajemniczym kraju. Islandia jak ona jest-bez ozdób. A czy one wogole są potrzebne?
Islandia od kilku lat notuje znaczny rozwój turystyki. Wzbudzająca wielkie zainteresowanie samotna wyspa przyciąga coraz więcej ludzi szukających odosobnienia i chcących poznać niepospolite miejsca. Nadzwyczajne krajobrazy, brak tłumów, a także pragnienie przebywania wśród natury, w której ludzka ingerencja jeszcze nie odcisnęła wyraźnych śladów, mogą łatwo pobudzić wyobraźnię, co potrafi także szybko przekształcić się w chęć odwiedzenia wyspy.
Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak podzielili się z czytelnikami swoją wizją Islandii, którą to przemierzyli z różnych stron, a na każdej z nich chcieli się dowiedzieć trochę o jej historii - konkretnie o historii 21 opuszczonych budynków. Ciekawość tego, co przeminęło i powoli przemija nadal, tego, jakie były motywy różnych ważnych wydarzeń, co je spowodowało, jak żyli ludzie wcześniej, zanim wyspa stała się tak atrakcyjna turystycznie - to wszystko było motorem dla autorów do napisania "Szeptów kamieni". Czego zatem można spodziewać się po tej książce? Zdecydowanie obiektywizmu i szerokiego spojrzenia na sytuacje. Czytelnik otrzymuje nie tylko idealny obraz Islandii, o jakim wszędzie słychać; pokazana zostaje także inna strona tego miejsca. Ta niedostępna, tajemnicza, czasem wręcz odpychająca i bezkompromisowa.
Autorzy na swojej drodze spotykają ludzi różnych narodowości - rdzennych Islandczyków, Amerykanów, a nawet Polaków, którzy wyemigrowali za spokojniejszym życiem. Każdy z nich ma swoją historię i inne spojrzenie na tę samotną wyspę. Często też jest mowa o legendach miejskich, ciekawostkach regionalnych, a przede wszystkim o faktach na temat ludzi, opuszczonych miejsc, kryzysów wszelkiej natury. Widać wyraźnie, że Islandia może porazić swoim pięknem, wzbudzić niespotykane dotychczas uczucie przynależności do czegoś niesamowitego, spowodować odczuwanie wyjątkowej więzi ze światem zewnętrznym i naturą, z drugiej zaś strony może także przytłoczyć, spotęgować osamotnienie, zagubienie. Każdy tę wyspę odbiera na swój sposób, jednak chodzi też o to, aby umieć spojrzeć nie tylko oczami, ale także emocjami - tylko wtedy obraz będzie pełny. Nasuwa się też pytanie, dokąd prowadzi to wszystko, co się obecnie w Islandii dzieje i jakie będą tego konsekwencje?
Reportaż "Szepty kamieni" daje pogląd na Islandię w zupełnie innym wymiarze - Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak nie pokazali wyspy tylko z dobrej, "atrakcyjnej" strony. Wręcz przeciwnie, zostało tutaj zawarte wiele informacji o niepokojach związanych m.in. z rosnącą liczbą turystów. Zachowana jest równowaga, pojawiają się głosy z różnych stron, a także epok; informacje są rzetelne. Książka godna polecenia nie tylko sympatykom podróży!
Nigdy nie byłam na Islandii, znam ją tylko z pięknych fotografii, blogów, filmów i książek. To kraj piękny, ale też surowy i niebezpieczny. Ten posępny klimat, melancholijne piękno cieszy oko i przyciąga zarówno twórców filmowych, muzycznych, modeli, oraz najzwyklejszych turystów. Są też tacy, którzy decydują się tam zamieszkać. Jaka naprawdę jest Islandia, jak żyło się kiedyś a jak żyje się dziś? Czy jest to miejsce dla każdego czy tylko dla prawdziwych twardzieli?
"Dorastanie na Islandii to nostalgia, wyzwanie."
Autorzy mieszający na Islandii od lat, opisują miejsca, które odwiedzili, oraz ludzi z ktorymi się spotkali. W każdej części wyspy znajduje się coś wartego zwiedzenia, opowiedzenia. Są to jednak miejsca, których nie znajdziecie w przewodnikach turystycznych. Znalazłam w książce historie ciekawe, ale też niektóre dość wstrząsające, a nawet bulwersujące, jak na przykład naganne zachowania niektórych turystów. Szanujmy środowisko i miejsca, oraz ludzi do których się udajemy.
"Dla Islandczyka ważne jest, co będzie za dziesięć, dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat. Szczycą się swoją umiejętnością przewidywania przyszłości, starają się zatem oszczędnie gospodarować źródłami energii, nie wykorzystują natury do końca, dając jej czas na odpoczynek i regenerację."
Polecam wam sięgnąć po tę książkę, warto ją przeczytać.
3.5* Islandia równocześnie odczarowana i zaczarowana na nowo. O gorączce śledzi słucha się z niemal taką samą fascynacją jak o gorączce złota. Nie można się też nie uśmiechnąć słuchając o zdolności Islandczyków do zrobienia atrakcji turystycznej praktycznie ze wszystkiego. Z drugiej strony dobrze pokazana ciemna strona turystyki: tony śmieci, niszczenie dokładnie tej samej dziewiczej przyrody którą przyjechało się podziwiać, bezsensowne "instalacje artystyczne".
Szczerze wolałabym jednak, gdyby Autorzy więcej wnieśli z tego, co jak dowiedziałam się z posłowia było ich pierwotnym zamysłem: pokazania Islandii przez pryzmat 21 opuszczonych budynków. Bo jak to: umieścić "opuszczoną Islandię" w tytule, po czym wstawiać długie kawałki relacji z Reykjaviku, czyli najmniej odludnego miejsca kraju? Poza tym o ile kontekst krachu finansowego 2008 był ważny, wrażenia mieszkających w Islandii obcokrajowców od biedy też, to już porównanie życia w Islandii i Norwegii broni się trochę mniej, a opis pandemii spędzonej w Polsce odfrunął od tematu tak daleko, że zepsuł mi przyjemność ze słuchania reszty książki.
Natomiast dużą przyjemnością były dla mnie dołączone do audiobooka fragmenty piosenek i dźwięków z tła, tak więc tym bardziej każdemu, kto zastanawia się nad sięgnięcie po książkę, polecam wersję audio.
Nie byłam jeszcze na Islandii, a po przeczytaniu książki Bereniki Lenard i Piotra Mikołajczyka, bardziej chcę ją odwiedzić niż nie chcę. :) „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” to książka o tym, jak dziewiczą Islandię zmieniała turystyka, a wcześniej różne wielkie przedsięwzięcia. Reporterzy zabierają nas głównie w podróż po ostępach, zapuszczonych zapomnianych rewirach, która jest wzbogacana spotkaniami z Islandczykami (i nie tylko) opowiadającymi zawsze ciekawe historie. Bardzo podoba mi się ta wędrówka przybliżająca ducha wyspy oraz dowodząca niepodzielnych na całej wyspie rządów natury – nieprzewidywalnej w swych przejawach i zazwyczaj niemożliwej do opanowania, mimo starań. Książka ponadto pozwala przyjrzeć się wielu aspektom ludzkiej działalności – od tradycyjnych wierzeń i dzielnego radzenia sobie w warunkach bardzo surowej przyrody, po chciwe i najczęściej obłędne działania ludzi zapatrzonych w wyniszczający wszystko materializm. Nie jest to może arcydzieło reportażu, ale całkiem przyzwoita i na pewno ciekawa opowieść. Można czytać. :)