Głośny reportaż o "wampirze z Bytowa" Leszku Pękalskim. Nowe, uzupełnione wydanie, opatrzone wstępem Igora Brejdyganta. W 2019 roku ten seryjny morderca, po 25 latach w więzieniu, miał trafić na wolność. Podejrzany o siedemnaście morderstw został skazany za jedno, a sam przyznał się do prawie siedemdziesięciu. W 1996 roku usłyszał wyrok. Według opinii biegłych Pękalski jest sadystą, nekrofilem i nekrosadystą. Do dziś nikt nie wie, ile zbrodni ma na swoim koncie. Autorka reportażu na podstawie rozmów z Pękalskim, jego bliskimi, biegłymi psychiatrami oraz policjantami opowiada przerażającą historię o jednym z największych zbrodniarzy powojennej Polski. Ze wstępu Igora Brejdyganta: Leszek Pękalski to jedna z najbardziej tajemniczych zagadek nie tylko dla kryminalistyki, ale także dla neurologii, psychiatrii, psychologii, socjologii, filozofii i pewnie dla wielu jeszcze innych dziedzin nauki. Słynne ecce homo użyte w odniesieniu do tej postaci brzmi cokolwiek absurdalnie, a może nawet przerażająco. Ze wszech miar negatywnego bohatera tej książki nie da się zrozumieć, szczególnie jeśli ma się z tyłu głowy powyższą maksymę, a obcując z jednostką, zawsze próbuje się ją przecież rozpatrywać w kategoriach ludzkich. Magda Omilianowicz, rozmawiając z Pękalskim, a potem z wieloma specjalistami z dziedzin, począwszy od kryminalistyki, a na psychiatrii skończywszy, przez cały czas ma świadomość tej niemożności, a jednak za wszelką cenę próbuje pojąć ów przerażający fenomen wymykający się naszym możliwościom poznawczym. Sądzę, że w jakimś sensie ten wysiłek w dążeniu, by zrozumieć Pękalskiego jako człowieka, stanowi jej osobistą próbę stworzenia przeciwwagi dla braku cech ludzkich w okrucieństwie jego czynów. [...] Najbardziej przerażające było stanięcie oko w oko z czymś kompletnie nieznanym i niepojętym, z czarną dziurą człowieczeństwa, z bezkresną otchłanią zła, która jednocześnie była przecież człowiekiem. Ecce homo. Ocalić wiarę w człowieka, to było chyba największe wyzwanie, przed jakim autorka stanęła, konfrontując się z Leszkiem Pękalskim.
Reporterka, autorka artykułów o tematyce społecznej i podróżniczej.
Jej teksty ukazały się m.in. w „Głosie Koszalińskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Przeglądzie”, prasie kobiecej, nowojorskim „Kurierze Plus” i holenderskim „Reve”.
Zrealizowała kilka telewizyjnych reportaży, jest autorką jedenastu książek non-fiction m.in. zbiorów reportaży: „Kalejdoskop”, „Kalejdoskop 2”, „Zakochani”, wywiadów z podróżnikami :„Pod podszewką świata”, przewodnika po Lanzarote „Witajcie w raju”, zbioru podróżniczych opowieści „Się jedzie” i dwóch części wywiadów z niezwykłymi kobietami „Przekraczające granice”. Wydała w Polsce książkę francuskiego pisarza, podróżnika i awanturnika Cizii Zyke - „Tuan”.
Jest laureatką konkursu III Regionalnego Kongresu Kobiet w kategorii media.
Wziąłem się ostatnio za reportaże w formie audiobooków, ponieważ czasu na to jakby więcej, kiedy inne aktywności nie pozwalają na odpowiednie zajęcie się lekturą. Pada więc wybór na reportaż, tym razem true-crime, morderca, ach! Może by tak coś lokalnego? I owszem. Wybór pada na „Bestię. Studium przypadku” Pani Magdy Omilianowicz. Audiobook w czytaniu Pana Krzysztofa Czeczota.
Wampir. Reportaż opowiada o zwyrodnialcu, Leszku Pękalskim, któremu przypisywane jest kilkadziesiąt morderstw i gwałtów, człowieku określanemu jako „Wampir z Bytowa”. Człowiek ten z uszkodzonym mózgiem (nie dowiedziałem się z jakiego powodu) nie do końca rozpoznając społeczne konwenanse, zabija, a potem gwałci (w tej kolejności) kilkadziesiąt osób, większość kobiet, kilku mężczyzn, w dorobku ma także ofiarę będąca sześciomiesięcznym dzieckiem. Makabryczny psychopata, rzec by można, budzi ciekawość. Co oni tam o nim powiedzą, i jak – sprawdzam.
Trzy czwarte klimatu. Napięcie towarzyszące i podtrzymujące czytelniczą ciekawość i ciągłość słuchania w znakomitej większości tworzy czytający audiobooka Krzysztof Czeczot, który przekonująco „wciela się” w głównego bohatera. Niestety realizacja dźwiękowa reportażu, ale też przecież i sam tekst spowodowały, że momentami jest to właściwie słuchowisko z opisem kolejnych morderstw. Na zasadzie fabularnej akcji, gdzie jest raczej niemożliwe i w mojej ocenie wymykające się formie reportażu – opisanie myśli ofiary/zabójcy w momencie lub chwile przed dokonaniem czynu. Np.: „Tak, ręce mi świerzbią, ładna taka jest, muszę ją mieć” – myśli morderca gwałciciel. W tym samym czasie ofiara sobie swoje myśli „no muszę jechać do Tadka, czeka na mnie, skończyłam robotę w sklepie”. Atrakcyjne dla formy audiobooka, którą (znowuż to powiem) świetnie prowadzi Krzysztof Czeczot, ale jestem przekonany, że gdybym ten reportaż czytał w papierze, a nie słuchał – ocena mogłaby być nieco niższa. Do tego nawet dorobione są krzyki ofiar (!) jako tło w odpowiednich momentach oraz tuptanie (!!) czy inne podobne dźwięki jak szeleszczenie ubrań targanego przez strażników więźnia, co już z kolei zakrawa na lekką przesadę. Reportaż to czy słuchowisko?
Studium bez studium. Określenie reportażu jako studium zła, to na wyrost skonstruowany galop słowno-okładkowy. Było to już podnoszone przez innych recenzentów, ale nie da się ukryć, że do studium trochę brakuje. W książce jest bardzo mało przywołanych ekspertyz czy opinii sądowych, biegłych, psychiatrów. Dobrze, że takie rzeczy się znalazły, ale jednak przeważa warstwa fabularyzowana nad dokumentalną. Więcej tutaj budowania napięcia niczym w thrillerze, niż realnego reportażowania.
Łyżka miodu do beczki dziegciu. Co można jednak przyznać szczerze, jest to reportaż do nienachalnego polecenia. Dobrze zrealizowanego audiobooka posłuchać można, wrażenie thrillerowe będzie, w tekście dostaniemy garść informacji o Leszku Pękalskim. Merytorycznie, trochę o jego przeszłości, zmieniających się opiekunach, a także delikatny rys instytucji, w których przebywał czy patologicznych środowisk, w jakich się wychowywał. Jako materiał na reportaż true-crime bardzo dobrze, bo więcej tam sensacji niż faktów. Na takiego Net*lixa by się nadało.
Braków jednak… Nie koniec. Finalnie odniosłem wrażenie, że materiału na reportaż zebrano za mało, a te luki wypełniono akcją jak z horroru. Informacji o samym procesie też jakby na lekarstwo, a to, że długo trwał, a to, że akt oskarżenia czytano pięć godzin, a to, że czas minął długi, i materiały dowodowe się popsuły, i tak dalej… ale bez treści i króciutko. Informacji o wampirze Leszku Pękalskim w wersji jako np. źródło do wszelkiego rodzaju prac naukowych będzie tu raczej niewiele, a jeśli już to podane fabularnie, z koniecznością weryfikacji.
Nie wiem co powiedzieć na temat tej książki. Jest to historia jednocześnie wciągająca i odrzucająca. Wciąga, bo chce się wiedzieć co dalej, ale głównie jednak odrzucało mnie od głównego bohatera. Nie określiłabym go bestią, ale jednocześnie nie wiem jakie inne słowo mogłoby go określać. Manipulator? Świr? Zboczeniec? Wszystko po trochu. Na pewno jest niebezpieczny i obrzydliwy. Na pewno też lepiej, żeby pozostał odizolowany.
Trochę zbija z pantałyku przeplatanka skrupulatnej faktografii i prowadzenia swego rodzaju studium przypadku seryjnego zabójcy z nieco pretensjonalnymi w samym zamyśle fabularyzowanymi fragmentami. Te ostatnie naprawdę można było odpuścić.
Mówił, że była ona ładna. Młoda. I zgrabna taka. Miło się na nią patrzyło zza sklepowej szyby. Stał tam kilkadziesiąt minut, na zewnątrz właśnie, bo wahał się - wejść czy nie wejść? Może co da? Kawałek pasztetowej albo kromkę chleba chociaż? Wyglądała trochę miastowo, kto ją tam wie… Taka panna, to chyba jednak nie, pewnie zarozumiała. Przegoni go zaraz i naskarży starej handlarce. Lepiej nie ryzykować, ludzie nie mają serca dla biedaków, a on przecież – uboga, niedożywiona sierota – nie może zbyt często liczyć na miłosierdzie bliźnich.’
Nieoczekiwanie uśmiech Sylwii rozjaśnia ponury dzień, przedziera się przez wystawę małego kiosku spożywczego, mknie w jego stronę i uderza go niczym obuch. Dla Leszka to jednocześnie sygnał i zachęta. Chwyta klamkę, przekracza próg, staje przed ladą. Dziewczyna patrzy współczująco, uśmiecha się delikatnie, kiwa głową. Dobra ona jest, myśli jeszcze zanim zdąży cokolwiek powiedzieć. Ma ładne oczy, to też przemyka mu przez głowę. Potem prosi o jedzenie. Sylwia się zgadza, widzi doskonale w jakim jest przecież stanie. Wrodzona empatia nie pozwala jej przejść obojętnie obok krzywdy innych, więc nie tylko częstuje Leszka odrobiną jedzenia, ale umawia się z nim w pobliskim lesie; przyniesie mu więcej.
Spotykają się dwa razy. Dwa pierwsze i zarazem dwa ostatnie razy. Sylwia nigdy nie wraca do domu.
**** Mówił, że zabił dużo. Ile? Tego nie wie. No dobrze, może wie; mógłby nawet o tym opowiedzieć, ale jest głodny. Jeśli da się mu jeść, to coś powie. Odkrywa karty powoli. To żmudne śledztwo, któremu towarzyszy… Zapach jedzenia. Był cwany, jednak też przekupny na sposób, przynajmniej ze zdrowego punktu widzenia, śmiesznie głupi. Kto to słyszał, obciążać się ciężkimi zeznaniami za michę gorącej zupy? Śledczych również to dziwi, początkowo nawet nie wierzą, że tak banalny zabieg jak dostarczenie oskarżonemu kilku frykasów, otworzy mu usta w innym celu niż ich pochłonięcie, ale… Próbują. Działa. Leszek Pękalski wypluwa pojedyncze zdania.
Mordował 67 razy. Nie dowierzają. Patrzą na niego. Przed oczami obraz następujący: młody mężczyzna, ubrany niechlujnie. Brudny, zapuszczony, o nieobecnym spojrzeniu, lekko bezmyślnym wyrazie twarzy, postawa przygarbiona, zalękniona. Mowa potoczysta, okraszona jękliwym zaciąganiem i dłuższymi przystankami, by się namyślić, jak powiedzieć to czy tamto. Czarne paznokcie, drżące ręce. Rozczochrane włosy. Strużka śliny w kąciku spękanych ust. Na moje oko, myśli milicjant prowadzący przesłuchanie, chory umysłowo. Jak zabił, to przypadkiem; dziewczyna wytrąciła go z równowagi, rzucił się na nią pod wpływem emocji, udusił. Czas jednak pokaże, że Leszek mówił prawdę. A im więcej mówił, tym stawała się ona coraz bardziej nieprawdopodobna i przerażająca. ****
Magda Omilianowicz w swoim fabularyzowanym reportażu ,,Bestia. Studium zła’’ kreśli opowieść, której chyba nikt nigdy, nie spodziewał się usłyszeć. To na wpół historia rzeka, a na wpół faktyczne sprawozdanie budujące obraz najniebezpieczniejszego, najbardziej brutalnego i bezwzględnego mordercy Polski lat 80. To portret tytułowej Bestii, widzianej z różnych perspektyw, wcale nie złożony jak mogłoby się wydawać, lecz porażająco jasny; to wizerunek drapieżnika polującego na swoje ofiary, kierującego się dwoma popędami – seksualnym oraz ‘żywieniowym’. Wyzuty z emocji wyższych, poczucia moralności, przyzwoitości, jakiegokolwiek ułamka człowieczeństwa, Pękalski zabijał. Wybierał, a w zasadzie sięgał po życia osób przecinających jego własne ścieżki – kobiet, mężczyzn, dzieci. Wszyscy oni, postawieni w roli łownej zwierzyny, świetnie zaspokajali prymitywne instynkty Wampira z Bytowa. A gdy już nie żyli, no cóż… Jak sam mówił – po prostu szkoda.
Autorka, pomimo sfabularyzowania historii, nie popada w skrajności. Tu nie ma miejsca na epatowanie niepotrzebną brutalnością, na siłę wyciskanymi z czytelnika emocjami, na naciąganą litość, sztuczne łzy współczucia. Omilianowicz pisze prosto, dosadnie, nie ubarwia rzeczywistości w niepotrzebne frazy, banalne literackie wstawki. Oddaje głos bohaterom dramatu i pozwala prowadzić im nieskrępowane monologi. Dopytuje, uściśla, drąży. Chce doprecyzować to lub owo. Prosi o prawdę, a niekiedy wręcz tej prawdy żąda. I ją dostaje.
Kreśli także tło wydarzeń, niezwykle zresztą istotne. Bo to jest Polska lat 80. Uboga, miejscami bardzo niebezpieczna, bardzo zachowawcza, bardzo skrajna. Mocno środowiskowa, podzielona prostym podziałem: na biedotę, patologię niebezpieczną, różnych takich dziwaków i na drugą jej część: prostych, zwykłych, przyzwoitych ludzi, co do głowy im przyjść nawet nie może, by człowiek człowiekowi takie potworności wyprawiał.
Bije z ,,Bestii’’ niesamowita sugestywność i autentyczność przekazu, niewymuszona lawina emocji, którą da się wydobyć gdzieś pomiędzy wierszami i samoistnie jej doświadczyć. Magda Omilianowicz jednak niczego nie narzuca, w rękach odbiorcy pozostawia ostateczne rozstrzygnięcie tematu.
Ta książka byłaby super, ALE…. kto w reportażu pozwolił na wymyślanie wątków? Wkładanie ofiarom myśli do głowy tuż przed ich śmiercią, nie ma najmniejszego sensu i służy chyba tylko temu, aby upiększyć stylistycznie historię. Historię, w której nie ma takiej potrzeby.
To zdecydowanie lektura dla osób o stalowych nerwach, niewrażliwych na makabrę, przywykłych do scen rodem z najlepszych thrillerów. Z tą różnicą, że ta konkretna opowieść grozy nie jest wytworem czyjejś wyobraźni. I to jest właśnie w tej książce prawdziwie przerażające.
Uf, ta książka daje w głowę. Przyczepię się do fabularyzowanych fragmentów, przez które zaciera się granica co jest prawdą, a co zostało wymyślone przez autorkę. W każdym razie, książka świetna, choć nie jest łatwa i przyjemna lektura.
Szkoda, że to jest prawda, a nie fikcja. Autorka zadaje ważne pytanie: co społeczeństwo może zrobić z takimi osobami jak L. P? Nie ma na nie dobrej odpowiedzi.
2.5 gwiazdki, może jestem trochę za ostra, ale zupełnie nie przekonuje mnie pomysł wplatania do reportażu fabularyzowanych fragmentów (nie najgorszych na świecie literacko, ale i nie aż tak dobrych, żeby uzasadniały tę dziwaczną konwencję). Wolałabym żeby ich miejsce zajęła głębsza analiza pracy śledczych (pan, którego zdjęcie nie wiedzieć czemu znajduje się na okładce, twierdzi, że była "fatalna", ale z samej książki to nie wynika), żeby od czasu do czasu pojawił się ich punkt widzenia zamiast kolejnych zboczonych fantazji Lesia (albo raczej tego, jak wyobraża sobie je autorka). Jeśli reszta tej serii jest w tym samym stylu, to ja chyba sobie odpuszczę i poszukam prawdziwego true crime'u.
Ostatnia książka w tym roku. Czy to był dobry wybór na zakończenie? Nie wiem. Nie potrafię ocenić tej książki. Myślałam, że nic mnie nigdy tak nie wstrząśnie jak „Jeden z nas. Opowieść o Norwegii.”, ale bardzo, bardzo się myliłam. Postać Pękalskiego jest przerażająca. Historia jest czynów jest tak wstrząsająca, że brakuje mi słów. Tak, książka jest dobrze napisana, ale mimo wszystko nie mogę polecić. Albo inaczej: nie polecam nikomu, kto nie ma nerwów ze stali i kto nie potrafi się odciąć od książki, po jej odłożeniu.
2,5/5 Muszę zacząć od tego, że żadne "studium" zła to to nie jest. Znakomita część książki (ok. 3/4) to po prostu opis kolejnych zbrodni. Mimo, że napisany przystępnie, przez co czyta się szybko, to jednak niczym się nie różni od tony podobnych książek. Dopiero ostatnie kilkanaście stron przedstawia portret mordercy od naukowej strony. Dobrze, że takie fragmenty się w niej znalazły, bo choć nie są odkrywcze to ratują całość. W książce jest kilka powtórzeń (dosłownie po dwa razy opisane są te same zdarzenia?!), a po przeczytaniu połowy ma się momentami wrażenie, że czyta się ciągle to samo. Zakończenie z kolei było dziwne i niepotrzebne. W tego typu literaturze fantazja autorki powinna odejść na bok.
Eh. To mogła być dobra książka. I byłaby jakby z niej wyciąć połowę - tę, która składa się z fabularyzowanych opisów zachowań zamordowanych. Czemu autorka dopisuje im konkretne słowa, reakcje i myśli, gdy wiadomo, że nie było opcji ich poznać? Bo nie tylko nie było świadków (gdy np. szły same przez las), ale jedna z nich, niedawno, okazało się, że była ofiarą kogoś innego. Tak samo dopisuje słowa sprawcy. Tu część mogła być oparta na analizie materiałów, ale część (zwłaszcza z okolicy końca wyroku, gdy autorka nie miała już kontaktu z Leszkiem P.) była po prostu zmyślona. To nie sprawia, że studium staje się bardziej autentyczne, przeciwnie - podważa autentyczność faktycznie wykonanej, dobrej pracy z której składa się pozostała część książki. Szkoda.
Doskonale prowadzona narracja, w której przeplatają się fragmenty fabularne, akta sądowe, wywiady, relacje świadków. Seria na f/aktach to jeden z najlepszych współczesnych cykli literackich w Polsce.
Przygnębiający reportaż fabularyzowany obnażający wady milicji, prokuratury i systemu penitencjarnego. Sprawa dotyczy mordercy (wampira z Bytowa), który na różnych etapach śledztwa przyznawał się do dokonania nawet 90 zabójstw. Udowodniono mu jedno i to za nie został skazany na 25 lat pozbawienia wolności.
Szokująca w swej wymowie, skłania do przemyśleń nad niedoskonałościami systemu opieki społecznej.
Czyta się bardzo dobrze, ale mam wątpliwości, czy fabularyzowanie reportażu to dobry pomysł. Książka robi się przez to dość tendencyjna, co byłoby w porządku w przypadku powieści, ale już nie w reportażu. No i ostatnie rozdziały wyraźnie lobbują za "ustawą o bestiach", która w momencie wydania była świeżą sprawą.
Ostrzegawcza i przerażająca historia chorego człowieka i jego ofiar. Miejscami za dużo jest naturalistycznych opisów zbrodni. Czasami człowiek nie wierzy w to co czyta, tak boli, szczególnie historia z Białegostoku. Warto jednak mieć świadomość, że istnieją na tym świecie ludzie do cna źli, którzy nigdy nie zobaczą swojej winy.
"dobrze, że ma przy sobie torbę, może uda mu się dziecko do niej upchnąć."
To mój pierwszy audiobook, a wcześniej mówiłam audiobookom stanowcze nie. Jednak głos Krzysztofa Czeczota, niepokojąca muzyka i sama historia sprawiły, że wciąż czułam ściskanie w dołku i tchawicy. Nie mogę wierzyć, że to prawda, bo nie będę mogła chodzić po ulicach z taką butą i pewnością siebie. Podziwiam Magdę Omilianowicz za ogrom pracy, a jednocześnie zastanawiam się jak dużo z tego w niej zostało. Jak dużo brudu i czerni.
Literatura z gatunku true crime od lat cieszy się u mnie niesłabnącą popularnością. Z jakiegoś powodu uwielbiam sięgać po książki traktujące o prawdziwych zbrodniach, opowiadające biografie morderców. Takie prawdziwe opowieści mrożą mi krew w żyłach zdecydowanie bardziej aniżeli kryminały, choćby najlepiej napisane.
O Leszku Pękalskim już słyszałam, ale nigdy nie zaznajamiałam się bardziej z historią jego zbrodni. Być może dlatego lektura „Bestii” była dla mnie tak fascynująca i trzymająca w napięciu od deski do deski (sic!). Autorka snuje reportaż przeplatany fabularyzowanymi wątkami, które jednak nie kują w oczy i nie przeszkadzają. Trochę pod tym względem przypomina mi styl pisania Przemysława Semczuka, którego szalenie lubię, więc po prostu musiało mi to przypaść do gustu.
Leszek Pękalski został skazany jedynie za jedną zbrodnię, choć podejrzewany był o dziesiątki innych. Co więcej, sam wielokrotnie się do nich przyznawał, przytaczając szczegóły, które mógł znać tylko sprawca, a następnie odwoływał swoje zeznania, co w pewnym momencie zaczęło wprowadzać prawdziwy zamęt wśród śledczych, którzy sami nie wiedzieli już, co jest prawdą, a co wyłącznie wymysłem upośledzonego umysłu.
Autorka ukazuje życie Pękalskiego przez pryzmat jego zbrodni, ale i – mniej lub bardziej – bliskich mu osób. Czytamy zatem urywki z akt toczących się przeciwko niemu postępowań, fabularyzowane opisy zbrodni przeplatane wypowiedziami wychowawców, członków rodziny, czy współpracowników Leszka.
Niesamowitym w tej książce jest to, że autorce dobrze udało się ukazać ten brak empatii, na który zwracało uwagę wielu dziennikarzy, którzy mieli okazję rozmawiać z mordercą. Leszek nie żałował swoich ofiar, żałował samego siebie. Usprawiedliwiał swoje zbrodnie tym, że jest upośledzonym sierotą, którego nikt nie chce i którego zawsze wyśmiewano. Sądził, czy też sądzi, że jest dobry, a jego „grzechy” zostaną wybaczone, bo przecież zawsze było mu tak źle i to wina innych, że skończył tak, jak skończył. I faktycznie, w otoczeniu Pękalskiego można szukać winnych tego, że nie starali się oni pomóc krzywdzonemu przez los, dorastającemu chłopakowi, ale obarczanie ich winą za całą zbrodniczą działalność Leszka jest jednak sporym nadużyciem i próbą wybielenia mordercy.
Poznałam książkę w wersji audiobooka w aranżacji Krzysztofa Czeczota i baaaardzo Wam ten audiobook polecam. Pan Czeczot perfekcyjnie operuje głosem, fenomenalnie wczuwa się w poszczególne postacie i dodaje książce niesamowitego klimatu. Zachęcam Was do zapoznania się z „Bestią” właśnie w tej formie, bo warto bardzo, bardzo, bardzo!
O Leszku Pękalskim czytałam nie raz. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby znów wrócić do zbrodni, które popełnił. Za każdym razem bardzo źle reaguję na jego sprawę. Przeraża mnie, że ktoś taki działał długo, skutecznie i zupełnie niewidocznie.
Reportaż Magdy Omilianowicz jest świetnie napisany. Autorka była pierwszą osobą z zewnątrz, która rozmawiała z Pękalskim. Podziwiam, bo trzeba mieć w sobie siłę i odwagę, żeby stanąć oko w oko z bestią.
Ta książka to nie tylko zbrodnie, ale i historia Wampira z Bytowa. Dziennikarka sięgnęła głęboko aż do dzieciństwa Pękalskiego, jednak nie tłumaczy go, nie usprawiedliwia, ale też nie ocenia w drugą stronę. Po prostu przedstawia fakty. I tu ja się kłaniam nisko, bo to jest już wyższa szkoła reportażu, żeby potrafić trzymać emocje na wodzy w takiej sprawie. Brawo!
Pękalski w 2017 skończył odsiadywać karę, jednak chroni nas przed nim tzw. Ustawa o bestiach, która budzi kontrowersje i sprzeciw u wielu osób. Mnie postać Wampira tak przeraża, że jednak rozumiem co za taką ustawą stoi i po co została stworzona.
Przeczytajcie, ale tylko jeśli macie nerwy ze stali. Polecam również audiobooka - realizacja świetna.
Fragmenty pisane prozą z perspektywy ofiar całkowicie wytrącają z rytmu. O ile taka narracja ma sens w rozdziałach z perspektywy Pękalskiego, bo mógł autorce opowiedzieć co w danych momentach czuł i myślał, to dopisywanie wymyślonych przez autorkę odczuć i myśli do ostatnich chwil życia ofiar to jakaś totalna abstrakcja. Podejrzewam, że ten zabieg miał na celu przypomnienie czytelnikowi, że ofiary były prawdziwymi ludźmi, a nie statystyką w książce, jednak uważam, że dla każdego sięgającego po lektury trgo typu jest to oczywiste i takie manewry są zbędne.
Historia Leszka Pękalskiego nie była mi obca - pojawiał się na zajęciach z kryminalistyki, doczekał się także wzmianki w mojej pracy magisterskiej. A jednak portret przedstawiony przez Magdalenę Omilianowicz zapada w pamięć. Niezwykle realistyczny, niepokojący, miejscami wzbudzający odrazę, rzadko litość. Szczególnie polecam książkę w wersji audio - Krzysztof Czeczot w dokonały sposób daje głos bohaterom i samemu Pękalskiemu, zachowując jego specyficzną manierę mówienia. Zapada w pamięć.
Całkiem niezła, chociaż po lekturze „Czarnej” Kuczoka spodziewałam się więcej od całej serii. Jak już zostało wspomniane w pozostałych komentarzach, ni to reportaż, ni to powieść fabularna. Mam wrażenie, że czasami na siłę przeciągana, wiele informacji się notorycznie powtarza.
Określiłabym tę pozycję jako dłuższe wypracowanie. Forma ciekawostki dla osób interesujących się polską kryminalistyką, chociaż jeśli miałaby trafić do zaciekłych hobbystów, prawdopodobnie jest zbyt płytka.
Kasiazka jest napisana jak artykuł, ktory ciagnie sie przez wieeele stron. Niektore informacje sie powtarzaja, co jest bardzo irytujace. Momentami nudna, czasami wciagajaca. Nikomu jej nie polece, niestety. Dawno nie czytalam tam dziadowskiej ksiazki.
Wampir z Bytowa, nieuchwytny przez wiele lat i mający na kartach swojej historii dziesiątki niewinnych ofiar to bestia, której historię opisała pani Omilianowicz. Ta książka to gratka dla osób interesujących się tematyką seryjnych morderców, zbrodni i psychopatów. Nie mam porównania do innych reportaży o takiej tematyce, ale wydaje mi się, że jak najczęściej charakterystyka mordercy opracowana jest dość pobieżnie lub bardzo niedbale, to tutaj informacji jest nawet za dużo.
Morderca działał przez lata, cały czas był nieuchwytny, można rzecz, że nie istniał w świadomości policji jako ktoś, kto mógłby mordować ludzi. Sierota, bardzo zaniedbana i wzbudzająca litość, ale nawet wychowawcy z ośrodków, w których był Leszek czy też zwykli nauczyciele ze szkoły wspominają go jako osobę, która oprócz litości wzbudza również niepokój. Pękalski działał w bardzo prymitywny sposób, ale w każdej jego zbrodni była pełna świadomość czynów, bynajmniej ja tak uważam. On zaczepiając kobietę, idąc za nią, wiedział, co się stanie, jeśli ona mu odmówi, wyśmieje go czy go zignoruje.
Książka nie jest opisana jedynie z punktu widzenia sprawcy. Jak wspominałam, autorka doszła do osób, które w jakiś sposób były blisko z Leszkiem, nawet do jego wuja i tak naprawdę niektórzy z nich mogli mieć podejrzenie, co do niego i powinni byli gdzieś to zgłosić, co mogło uratować kilka kobiet.
Morderstw było kilkadziesiąt, na terenie całej Polski, ale skazany został za jedno, co dla mnie jako osoby prywatnej i tym samym obywatela jest bardzo niepokojące. Lektura napisana bardzo przystępnym językiem, wciąga do ostatniej strony i zmusza czytelnika do przeżywania tych wszystkich emocji zawartych w treści.