Hiroko Oyamada (小山田浩子) is a Japanese author. She won the Shincho Prize for New Writers for The Factory, which was drawn from her experiences working as a temp for an automaker’s subsidiary. Her following novel, The Hole, won the Akutagawa Prize.
Żadna ze mnie specjalistka od literatury azjatyckiej. Nie sięgam po nią często (a szkoda przecież!), ostatnio zdecydowanie częściej głównie za sprawą wydawnictwa @tajfuny i tak też się stało niedawno. Najpierw zakochałam się w okładce przy zapowiedzi, stwierdziłam, że muszę to mieć. Później zaczęłam się zastanawiać, czy książka, w której opisy natury odgrywają istotną rolę jest w zasadzie dla mnie, ale gdy wzięłam książkę do ręki w ksiegarni kameralnej i przeczytałam na czwartej stronie okładki: "(...) historii o rodzinie, macierzyństwie, starości, o skomplikowanych relacjach z bliskimi. Hiroko Oyamada jest wybitną obserwatorką codzienności (...) - to nie potrzebowałam więcej. Wzięłam, zaczęłam i przepadłam!
Co w tym "Ogrodzie" się dzieje! To piętnaście opowiadań - każde zamknięte, każde szalenie klimatyczne, żywe, pulsujące, pełne symboliki, ukrytych (często dla mnie niezrozumiałych) znaczeń i motywów. Bohaterami "Ogrodu" są ludzie, niezwykle emocjonująco wykreowani, a przecież nie otrzymują na stronach "Ogrodu" wiele miejsca - jednak czuje się ich, rozumie czasami, chce się ich poznać, obserwować z niemałą ciekawością, którą podsyca dodatkowo ten symbolizm mieszający naturalność z metaforyką, zabierający czytelniczki i czytelników w dziwne rejony doświadczeń literackich, dla mnie dotychczas niepoznane.
Zawsze wydawało mi się, że nie lubię realizmu magicznego, nie lubię mocno wbudowanej w świat realny symboliki, natury będącej równoważnym, pełnoprawnym bohaterem - "Ogród" wszystko to przekreśla. "Ogród" to teksty doskonałe. Doskonałe językowo (przekład!), konstrukcyjnie, nastrojowo, wielowymiarowo, tematycznie. I powtórzę - żadna ze mnie specjalistka od literatury azjatyckiej, z przyjemnością poczytałabym jakieś interpretacje co niektórych opowiadań, by zrozumieć je głębiej, ale nawet to niezrozumienie metafor nie przeszkodziło mi w odczuwaniu ogromnej przyjemności obcowania z tekstem, który zachwyca zarówno literacko, jak i "czytelniczo". Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Oj, wynudziłam się niesamowicie, aż sama jestem zdziwiona. Styl autorki jest niewątpliwie kunsztowny, genialny, obrazowy, jednocześnie pozostając oszczędnym. Coś pięknego. Jednak same opowiadania nie przemówiły do mojej wrażliwości ani nie kupiły mnie wydarzeniami. Nie jest niepokojąco - osobiście czułam tylko zalążek zaintrygowania, który wygasał tak szybko, jak się pojawił. Bardzo niesatysfakcjonujące opowiadania. I nie chodzi o brak rozwiązania, puenty, bo na tych mi nie zależy, nigdy nie zależało, wręcz wolę otwarte, gotowe na interpretację opowiadania, takie trafiają do mnie w szczególności. Ale te były po prostu urwanymi skrawkami czegoś, co samo w sobie jest mało ciekawe. Szkoda.
Twórczość Hiroko Oyamady znalazła w Annie Wołcyrz wspaniałą sojuszniczkę. Angielskie tłumaczenia dwóch poprzednich książek, „The Factory” i „The Hole”, czytałam już kilkakrotnie, za każdym razem zastanawiając się czy ten niepokojący rytm, ta podstępna mgła oblepiająca codzienne czynności i swobodne zabawy z poczuciem zagrożenia, to sprawka samej autorki, czy może raczej efekty uboczne przepisania powieści na inny język. Po przeczytaniu „Ogrodu” stało się dla mnie jasne, że Oyamada z premedytacją urządza w swoich tekstach pokazy psychologicznego absurdu, podszyte wielowątkową tajemnicą i bliską obecnością świata przyrody. Tym bardziej podziwiam mistrzów językowej mimetyki Davida Boyda i Annę Wołcyrz, którzy w pracach Oyamady udają fałszywie nieobecnych, podczas gdy w rzeczywistości notują pełnowartościowy współudział w każdym punkcie, w którym czytelniczka nie może zwolnić wzroku. Bo czytelniczka Oyamady chce wiedzieć, jak zakończy się wyprawa do bankomatu w sklepie, albo czy właśnie oglądany dom zostanie wynajęty przez bohaterów, z którymi można współodczuwać bez pretekstów w postaci imion i cech szczególnych, ale którzy z drugiej strony są wolni od pretensjonalnej anonimowości.
Polski przekład „Ogrodu” czyta się z niemałą satysfakcją. Tłumaczka zadbała o to, żeby dawno niewyciągane ze słownika rupiecie na moment zrobiły wrażenie na gościach. Przez chwilę „żabsko” wygląda tak, jakby nie było na nim kurzu, jakbyśmy codziennie mówili ze znajomymi o żabskach. Pojawia się też „wróżeganie”, sprzęt leksykalny specjalnego przeznaczenia, swojski acz elegancki, aż szkoda, że fikcyjny.
Na każdą książkę Oyamady czekam z większą niecierpliwością. Nieczęsto przychodzi mi czytać tak niespiesznie komponowane prace, jakby autorka dokładnie podążała za niezawodnym planem własnej ewolucji. Nie mogę odeprzeć od siebie wrażenia, że pełna, ostateczna i monumentalna postać rozwojowa Oyamady jeszcze przed nami. I nie chcę przez to powiedzieć, że autorka przygotowuje do wielkiego finiszu siebie. Raczej chodzi tu o przygotowane mnie, nas: zapamiętaj to sobie, jeszcze ci się przyda, zobaczysz. Jeszcze nie wiesz o co chodzi, ale dowiesz się, obiecuję. Każda książka to kolejna transgresja w mrocznym kierunku oznaczonym tylko orientacyjnie słowami „przyroda” i „intuicja”.
Tym bohaterom, którzy cenią zapach mokrej ziemi, kroją się w prozie Oyamady piękne rzeczy. Ten i ta, którzy zjednają sobie świat w jego przedbetonowej formie, przechodzą na bezpieczną stronę ciemności i uwalniają się od strachu. Znów dla tych, którzy o przyrodzie myślą w terminach ujarzmienia i dominacji, los nie jest już tak łaskawy. Choroba czy śmierć może i są dla człowieka nieszczęściem, ale prawdziwym powodem do niepokoju jest się zapomnieć w pogoni za życiem na akord i przez kilka lat nie odkryć studni we własnym ogrodzie.
Liczę na to, że o „Ogrodzie” będziemy rozmawiać jeszcze długo. Co raz wyłowimy sobie nowo zauważony, a silnie zarysowany motyw. Każda i każdy znajdzie w tej książce swój najjaśniej błyszczący temat. Wiadomo, że na piękne rzeczy najprzyjemniej pogapić się razem. Jeśli przeczytałyście, dajcie znać, co widać po waszej stronie w „Ogrodzie” albo innej książce Hiroko Oyamady. Kto wie, co jeszcze do tej pory ukrywa się przede mną w jej tekstach?
Prostota, minimalizm, przenikliwa obserwacja rzeczywistości, umiłowanie powszedniości to słowa, które w pełni oddają charakter opowiadań Oyamady. Nie każdemu przypadnie do gustu - opowiadania trzymają w napięciu, ale gdy dochodzi do punktu krytycznego to się po prostu urywają, pozostawiając czytelnika w sferze domysłów. Niemniej, była to kolejna odsłona współczesnej literatury japońskiej zaserwowanej w pięknym wydaniu przez Tajfuny.
Niestety ten Tajfun ląduje na listę tych, których lektura nie sprawiła mi przyjemności. Początek zapowiadał się ciekawie, ale z każdym kolejnym opowiadaniem byłam coraz bardziej znudzona i zmęczona tą książką.
(to jest tak dobre, że dawkuję sobie po jedno dwa opowiadania, jeśli dalsze utrzymają poziom pierwszych czterech, pięciu, Ogród ma szansę prześcignąć w moim prywatnym rankingu najnowszej literatury japońskiej Tsushimę Yūko [prześcignęło])
Jest tu coś z Higuchi Ichiyō. I to nie tylko dlatego, że sytuacja wyjściowa przedstawiona we Wróżegnaniu bardzo przypomina Trzynastą noc (「十三夜」). Chodzi mi raczej o to, że w utworach Ichiyō wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Powracające nieustannie wtrącenia w stylu „Mówili o niej…”, „Plotkowali potem, że…” wciąż przypominają, że wybory bohaterek uwarunkowane są przez strach przed osądem otoczenia. Bohaterki Oyamady choć nie mieszkają już w domach z drewna i papieru, a kontakt z rodzicami mają często wręcz symboliczny, są podobnie osaczane często nie tyle przez słowa, co dławiące spojrzenia i myśli, przed którymi nie ma ucieczki: "Kiedy będziecie mieć dzieci?", "Czy jestem dobrą matką"...
U Oyamady w tę sieć utkaną z ludzkich zmartwień przenikają często nagle i niespodziewanie emisariusze ze świata roślin i zwierząt. Nie są to jednak ani proste manifestacje stanu duchowego postaci, ani elementy świata nadprzyrodzonego. Gekony, kraby, pająki po prostu są, w sposób zupełnie naturalny. Nie pełnią roli służebnej wobec ludzi, nie są w żaden sposób podporządkowane ich woli (choć czasem pozwalają się modelować, jak w Wielkim ogrodzie). Ten podziw dla natury przypomina mi trochę Miyazakiego, w bardziej „dorosłym” ujęciu.
Nie można tu nie wspomnieć o tłumaczeniu Anny Wołcyrz. Brak mi słów na oddanie wspaniałości tego przekładu. Te teksty żyją, tętnią, oddychają. Ani razu nie mamy tak częstego przy lekturze polskich wydań utworów japońskich poczucia, że obcujemy z tłumaczeniem. Po przeczytaniu całości od razu chce się zacząć od nowa, wyłowić jeszcze więcej, smakować (Do tego można też się wiele nauczyć, np. tego, że gobō to nasz poczciwy łopian).
Tajfuny zaczęły rok 2021 od dwóch najlepszych jak dotąd pozycji, oby tak dalej てへへ
Jak zapewne większość osób, która sięgnęła po tę pozycję poza Japonią, nie znam ojczystego języka autorki. Z fazy na mangi wiem jednak, że japoński jest językiem dosyć skomplikowanym w piśmie, gdzie można jedno słowo zapisać na więcej niż jeden sposób, tym samym tworząc niemożliwe do przełożenia gry słowne. Podczas lektury często odnosiłam wrażenie, że właśnie coś podobnego zachodziło ze stylem autorki tutaj, jakbym mimo lektury po polsku zderzała się z jakąś barierą językową - przez to chwilami tekst brzmiał jak wrzucony do translatora, choć nie wątpię, że tłumaczka robiła, co w jej mocy, by oddać gry słowne Oyamady. Generalnie lektura posłowia od tłumaczki wyjaśniła moje najcięższe zarzuty wobec polskiego wydania, więc akurat Tajfunom wyjątkowo ufam, że wiedzieli, co robią.
Podobnego kredytu zaufania nie mogę niestety dać autorce - mimo że podobał mi się klimat jej tekstów, plastyczność onirycznych opisów przyrody, nawet zabieg z chaotycznym głosem tłumu, większość tekstów nie tylko pozostawia człowieka z pytaniem "co to, kuźwa, było?", ale też bez żadnej podpowiedzi, ku czemu się zwrócić, próbując interpretować opowiadanie. Chaos dla samego chaosu, jakby sama autorka nie była do końca pewna, co właściwie za niektórymi z tekstów stoi, ale i tak poszła na żywioł, zadowolona z siebie (co nie jest tak złe w przypadku opowiadań, jak w przypadku powieści - tak, Schwab, patrzę na ciebie). Moim największym problemem jest jednak, że ta śmiałość języka i formy nijak nie przekłada się na śmiałość treści. "Ogród" to zbiór prac Oyamady napisanych na przestrzeni kilku lat, publikowanych w różnych czasopismach - a jednak większość tomu jest od siebie nierozróżnialna. Nie chodzi o pewne punkty styczne motywów, bo w sumie można się spodziewać, że coś prace będzie łączyło tematycznie, ale poza drobnymi szczegółami, wiele prac mówi dosłownie o tym samym. Wiadomo, autorzy często miewają swoje nisze, ale w tym przypadku wyglądało to bardziej jakby Oyamada niezbyt miała coś do powiedzenia, a jednak wciąż chciała się pochwalić niebanalnym warsztatem technicznym.
Wspaniale niepokojące, symboliczne do tego stopnia, że nie zawsze byłam pewna, czy odczytałam symbolikę opowiadań zgodnie z intencją autorki i czy w ogóle istnieje tu jakiś klucz interpretacyjny. Ten zbiór udowadnia, że literackie sposoby na zmaganie się z codziennością jeszcze się nie wyczerpały. Książka reprezentatywna dla mojego gustu literackiego.
Jeśli zostalibyście postawieni przed dylematem przeczytania tylko jednego opowiadania autorstwa Hiroko Oyamady, a do tego zależałoby Wam na literackiej podróży w stronę metaforycznej narracji subtelnie cieniującej warstwy tekstu, gdzie przejścia między planami i głosami bohaterów – tym co wewnątrz i na zewnątrz – są niemal niedostrzegalne, to bezapelacyjnie powinniście sięgnąć po “Zagubionego w ZOO”. Właśnie tutaj artyzm i maestria zostały zamknięte w utworze płynnym, żonglującym perspektywami i bogatym w gąszcz półsłówek, z których pęcznieją sensy i znaczenia. Obok “Zimowych much” Kajiego jest to chyba najlepszy krótki tekst wydany przez Tajfuny. Gdyby “Ogród” miał zawierać tylko to opowiadanie, wciąż byłby wart swojej ceny.
Co nie oznacza, że cała reszta krótkiej formy pozbawiona jest wartości. Zostaną ze mną również: “Mądry pies”, “Ogromny ogród” i “Kraby”, które zaświadczają o wyjątkowości tej prozy i świetnym ruchu, jakim była decyzja dotycząca wydania Oyamady w Polsce. To nie jest proza do czytania na raz, zdecydowanie nie.
„Ogród” jest mozaiką symboli, jednocześnie chaotyczny jak i spokojny. Być może to właśnie spokój jest chaosem. Hiroko Oyamada opowiada nam historie o relacjach z bliskimi, różnicach pokoleń, które spotykamy podczas codziennej egzystencji. Zachęca czytelnika do wkroczenia w świat ogrodu i spojrzenia z innej perspektywy na niepokój, którym stajemy się my sami.
To pierwsza pozycja Wydawnictwa Tajfuny, która tak strasznie mnie wymęczyła :(
Hiroko Oyamada oczarowała mnie słowem, ale zupełnie nie zachwyciła treścią swoich opowiadań. Mówiąc szczerze, spodobały mi się tylko dwa teksty - ten o studni w ogrodzie i drugi - już nawet nie pamiętam który co jednak o czymś świadczy.
Te opowiadania były dla mnie okropnie dziwne. Nie potrafiłam się nimi cieszyć, bo wzbudzały we mnie wstręt i odrzucenie. Nie rozumiałam, dlaczego autorka buduje we mnie napięcie a nagle kończy całą historię i zostawia mnie tak naprawdę z niczym. Nie podobała mi się wizja otwartych zakończeń. Dla mnie one nie były domknięte. Ja nie po to sięgam po książki, aby samej budować sobie ich koniec. Lubię, gdy wszystko mam podane na tacy. Tak po prostu. Tego nie dostałam od tej pozycji.
Chętnie wypróbowałabym tę autorkę w jakiejś dłuższej formie, aby sprawdzić czy tym razem coś by zaiskrzyło. Nie mówię "nie" jej innym książkom. Zobaczymy, jak to będzie.
Polecam głównie tym, którzy lubią krótką formę, taką nieco mroczną, dziwną, chłodną. Polecam tym, którzy mają coś do czynienia z ogrodem lub są już po kilkunastu pozycjach japońskich autorów i chcą spróbować czegoś nowego.
Zabawne jest, że dwie tak bardzo różne książki jednego wydawnictwa czytalem niemal rownoczesnie. W przeciwieństwie do "Kronik dziwnych bestii", te opowiadania są cudownie bezpretensjonalne, spokojne, wręcz oniryczne. Z zerową ciągotą do fabularnych wygibasów, są wręcz absurdalnie bez-puentowe, co się rzadko zdarza. I nie wiem w zasadzie dlaczego, ale jakoś mnie ujęły tym. Na pewno nie są dla każdego, i zupełnie nie zdziwią mnie głosy które powiedzą, ze to nuda. Rozumiem je. Ale to był mój rodzaj "nudy", comfort read.
Od połowy przestałam się denerwować, że nic nie rozumiem i że nie umiem rozpakować ukrytej symboliki tych wszystkich kwiatów i zwierząt, i skupiłam się na czerpaniu przyjemności z pięknych opisów natury i zabawy autorki z formą... i nagle całkiem dobrze się to czytało. Nie będzie to mój ulubiony Tajfun, ale była to ciekawa przeprawa.
Ulubione opowiadania: "Zagubiony w zoo", "Ogromny ogród", "Pająk domowy"
Chyba nie do konca ją zrozumialam albo za bardzo doszukiwalam sie ukrytego sensu. Byla ciekawa, kazde z opowiadan mialo charakterystyczne, dziwne podsumowujace zakonczenie. Jak mowilam czegos mi brakowalo, tego ukrytego drugiego dna, ktorego albo nie zauwazylam albo po prostu nie bylo. No bylo fajnie i to chyba tyle
Nie dla wszystkich, ale dla mnie w punkt. Szczególnie się chyba zakochałam w inności z mojej perspektywy i w tym, jaki niepowtarzalny klimat ma każde z opowiadań. Dodatkowo ciężko mi wybrać ulubione, bo po prostu- No coś niesamowitego. Wyjątkowy zbiór...
Hiroko Oyamada’s novels have been translated into English but I’m happy that Wydawnictwo Tajfuny decided to introduce her short stories “Ogród” (“The Garden”) to Polish readers. I find writing good short stories often more difficult than writing good novels and Oyamada is a true sorceress. She plants words and we see whole magic gardens appear, in which reality mixes with dreams, nightmares and illusions.
Strange flowers, insects, fish, fruit - flora and fauna are in the background which puts human relationships and interactions in the spotlight. Oyamada’s characters often seem oppressed or scared by animals and plants but I see them depressingly trapped in the cobweb of social norms and obligations created by other humans. Oyamada reveals distance between people, marriages in which both people do not actually know one another and find it embarrassing to even make an attempt to get to know each other better. Extreme loneliness within families, assumptions made about others instead of honest conversations, fear of intimacy and an often suffocating realisation that the world around us is incomprehensible, sinister and wants to harm us.
Utterly beautiful language and translation by Anna Wołcyrz deserve an applause. Wołcyrz very creatively translated some supposedly untranslatable words and added to the Polish language words which reflect original meanings and associations very well (e.g. “wróżeganie”). The dialogues sound very natural in Polish and yet let me imagine the conversations in a Japanese context.
This is haunting collection of stories, of which every single one is a gem and would make a phenomenal short film.
„Ogród” Hiroko Oyamada (tł. Anna Wołcyrz) to zbiór piętnastu japońskich opowiadań pełnych natury. Wizyta w zoo, sprzątanie szopy, gekon przyklejony do szyby, zagubiony pies, pajęcze lilie, mrówki, ryby, pająki. Natura odgrywa w „Ogrodzie” bardzo dużą rolę.
Jest to bardzo nieoczywista i niejednoznaczna lektura. To taki typ książki, który dla jednych będzie zachwytem, dla innych zaś dużym rozczarowaniem. Jeśli lubicie interpretować tekst, doszukiwać się ukrytych znaczeń i drugiego dna, to „Ogród” z pewnością będzie dla was fascynujący i ciekawy.
Mnie doszukiwanie się ukrytych znaczeń męczy. Nie tego szukam w książkach. Podobał mi się gęsty klimat, lubię opowiadania które trzymają w napięciu, nie dają jasnych odpowiedzi, ale to już było dla mnie zbyt wiele.
Trafiło do mnie kilka opowiadań o relacjach międzyludzkich, macierzyństwie, rodzinie. Niektóre opowiadania były dla mnie interesujące i wzbudziły we mnie emocje. Większość niestety mnie nużyła i nie była dla mnie atrakcyjna.
Jako całość uważam, że to nie jest to niestety książka dla mnie. Nie są to moje klimaty. Nie jest to ogród, w którym chciałabym spędzać czas 😅