⭐️3/5
Książka łączy słowiańską mitologię ze współczesnością, lecz zawiera zdecydowanie zbyt okrojoną fabułę, w której raz wydarzenia napisane są lepiej, bardziej dokładnie, a innym razem dość nijako, odbierało się wrażenie, że na szybko.
Każda historia pokazuje inne oblicze zła - zarówno to nadnaturalne, jak i wynikające z ludzkich grzechów, obojętności i złych decyzji. Autor porusza tematy religii, relacji rodzinnych i problemów społecznych, takich jak samotność, przemoc czy brak empatii. Opowiadania mają różny klimat: od mrocznych i napiętych po lżejsze, z elementami humoru, który niekoniecznie każdemu przypadnie do gustu.
Przygody bohatera ukazane są w sposób humorystyczny, widać, że autor chciał jak najbardziej odwzorować dialogi, jakie na co dzień mogą toczyć ludzie, lecz chwilami jest to zbyt na siłę i dziwnie się je czyta. Język utworu jest dobrym oddaniem tego, jak zwracają się do siebie ludzie (także użycie wulgaryzmów). Mimo wszystko, bywały momenty, w których autor posłużył się zwrotami, których raczej nikt już nie używa, co dodawało sytuacjom lekki obraz komizmu. W innych przypadkach, opisy zdarzeń były bardzo drastyczne i zdecydowanie wprawiające w dyskomfort.
Jest to lektura dość lekka i ciekawa. Podobał mi się zamysł wprowadzenia stworów z mitologii słowiańskiej jako nośników zła, które ludzie sami sobie wyrządzają oraz momenty z Bezmirem oraz wege wampirem, którzy dodawali “smaczku” całości.
Chwilami miałam odczucia, jakbym uczestniczyła w śledztwie i dochodziła po nitce do kłębka razem z bohaterem, co również przypomniało mi trochę o serialu Ojciec Mateusz, lecz brakowało “tego czegoś “, co bardziej wciągnęłoby w fabułę, która była dość uboga w każdym opowiadaniu. Liczyłam na większe rozbudowanie wątków oraz większą spójność w każdym z opowiadań.
Końcówka książki zachęca do sięgnięcia po następne tomy przygód Marka. Niemniej jednak, pragnęłabym trochę więcej uwagi poświęconej stworom, a nie ludziom tak, aby jak najwięcej się o nich dowiedzieć. Co więcej, przytoczone stwory powinny być faktycznie “żywymi” w mitologii słowiańskiej, a nie wymyślonymi na potrzeby książki (co, mam wrażenie, miało czasem miejsce).