„Demokracja jest oparta na wiarygodnej informacji, to już wiemy. Jakiś proces odnowy demokracji okazał się też niezbędny, to też juz wiemy. Dokonanie tej odnowy w erze niewiarygodnej informacji będzie projektem na skalę cywilizacyjną i może potrwać dekadę lub kilka.” - dla Anne Applebaum wypieranie dziennikarstwa jakościowego przez tzw. social media jest istotną przyczyną chaosu poznawczego. Media, paradoksalnie zwane społecznościowymi, w rzeczywistości rozbijają wspólnotę, są skutecznym narzędziem manipulacji, prowadzą do zaniku szacunku dla faktów i autorytetów, do ich negowania i odrzucania. A przecież „... trudno sobie wyobrazić odpowiedzialność bez eksperckiej wiedzy i demokrację bez odpowiedzialności.” W rezultacie, wyznaje Applebaum, „Nawet jeśli się nienawidzi Hilary czy Komorowskiego, n i e w i e m ( podkreślenie moje NN), jak można zagłosować na Dudę czy Trumpa, bo to wbrew pojęciu szacunku.”
Powyższy subiektywny wybór cytatów wprowadza, mam nadzieję, kilka ważnych wątków stanowiących treść książki, tematów jakie są mi bardzo bliskie. Matka Polka lubi, jak przyznaje, swój zawód historyka i dziennikarza politycznego, zna świat, ma masę ciekawych przemysleń, potrafi o nich w niebanalny sposób, z pełnym zaangażowaniem pisać i rozmawiać. Wszystkie wiodące polityczno-historyczne wątki ilustruje błyskotliwą analizą źródeł i współzależności obecnej sytuacji w paru krajach. Jest to więc w dużym stopniu cenne uzupełnienie jej „Zmierzchu demokracji”, z paroma ciekawymi przesunięciami akcentów. Przede wszystkim w ocenie zjawisk i ludzi jest dosadna, nie przejmuje się protokołem dyplomatycznym czy to charakteryzując rolę Rosji w manipulowaniu Zachodem, krytykując polski rząd za zaniechanie partnerstwa wschodniego, szczególnie za zmianę polityki wobec Ukrainy, czy to osądzając kompetencje oraz kwalifikacje moralne i intelektualne konkretnych polityków, łącznie z przywódcami państw będących głównym przedmiotem zainteresowania obojga rozmówców, Polski i Ameryki.
Książka nie jest typowym wywiadem-rzeką lecz raczej rozmową przyjaciół świetnie znających swoje poglądy. Paweł Potoroczyn nie ogranicza się do podrzucania tematów, a kiedy rozmawiają o Polsce, bywa, że wchodzi Applebaum w słowo:
AA: „To całe wstawanie z kolan...”
PP: „...przy okazji upadliśmy na głowę...”
Czasami inicjuje lub puentuje jakąś sekwencję tematyczną:
pp: „Polską rządzą cztery straszne deficyty. Deficyt dumy - nie umiemy być dumni, umiemy być tylko pyszni, narcystyczni, ksenofobiczni. Deficyt szacunku - już nikt nic nie szanuje, rozumu, rozumnych, praw ekonomii, rządów prawa. Deficyt wstydu - nikt się już niczego nie wstydzi. I deficyt ironii - nie potrafimy żartować, potrafimy juz tylko szydzić.”
Czy można rozmówcy głównej bohaterki zarzucić, ze nie drąży wątków osobistych z jej życia, czego pewnie są ciekawi czytelnicy? Moim zdaniem, nie. Anne Applebaum z pewnością nie powiedziałaby więcej niż zamierzała, jest na poddawanie się naciskom zbyt doświadczona. Zresztą opowieść o jej życiu zajmuje proporcjonalnie mniej miejsca w książce niż rozważania polityczne ze względu na zwięzłość wypowiedzi o sprawach osobistych, bo nie jeśli chodzi o ich zawartość, liczbę wspomnianych faktów, opisów wydarzeń, ich przyczyn, przebiegu, okoliczności i konsekwencji. W każdym razie jeszcze bardziej ją polubiłam w roli Matki Polki, nie tylko dlatego, że przyszłością Polski bardziej się przejmuje niż Stanów, że Chobielin uznaje za swój jedyny dom, także dlatego, że tak ładnie opowiada na przykład o tym, dlaczego swojego czasu rozważała przejście na katolicyzm. Myślę, że nawet dla osób zbrzydzonych polityką książka będzie ciekawą lekturę, a może również przeciwnikom diagnoz i poglądów Anne Applebaum da co nieco do przemyślenia.