Martwy sezon trwa w najlepsze. Gdy Ustka pustoszeje, na jaw wychodzą kolejne tajemnice. Spokój to stan przejściowy, o czym Magda Garstka wie aż nadto dobrze. Wielka Niedźwiedzica zmaga się z problemami finansowymi, a walka o utrzymanie pensjonatu okazuje się bardzo wyczerpująca. Sytuacji nie poprawiają wypadek ciotki Tamary, która do Ustki przybywa w asyście Cezarego, swojej dawnej miłości, a także goście: Łowcy Duchów oraz pewne nietypowe małżeństwo. To za ich sprawą trzy pokolenia Garstek będą musiały zmierzyć się z kolejnymi trupami i zagadkami… a nic nie przyciąga Garstek tak, jak tajemnica. Wspomnienia, skomplikowane relacje, przeszłość i przyszłość. „Martwy sezon” to prawdziwa uczta dla miłośników zagadek, a także poruszająca opowieść o poszukiwaniu własnej ścieżki, o zaczynaniu od nowa na przekór światu.
Aneta Jadowska przyszła na świat w Radomsku, w 1981 roku. Pierwsze opowiadanie opublikowała w wieku dziewiętnastu lat, w lokalnej gazecie. Jej debiut powieściowy nastąpił w 2012, gdy ukazał się Złodziej Dusz, pierwszy tom planowanej heksalogii.
No niestety ten tom jest słabszy w porównaniu do „Trupa na plaży”. Trochę się miejscami nudziłam, bo fabuła jest zdecydowanie wolniejsza. Tym razem główna zagadka jest nieco odsunięta na dalszy plan, a nawet nie ma jej w pierwszej połowie książki. Jednak tak jak poprzednio nie zabrakło tu wielu naprawdę poważnych tematów, których pani Jadowska nie boi się poruszać. Chociaż czasami jest tego wszystkiego po prostu za dużo. Mamy tu też pewną zmianę w narracji. Pojawia się więcej wątków Marii i Tamary a także ich przeszłości i tajemnic. Książka nie była zła, nadal ją polecam, chociaż zabierając się za nią po prostu liczyłam na prawdziwy kryminał.
Zazwyczaj nie daję takich śmiesznych ocen, ale ta książka na to zasługuje, bo podobała mi się troszkę bardziej niż Trup na plaży i inne sekrety rodzinne, ale nie na tyle, by zasłużyła na całe 4 gwiazdki. Dlaczego? Nie mam pojęcia, po prostu chyba czegoś mi w niej zabrakło, ale nie umiem powiedzieć czego.
Zacznę może od tego, że nie spodziewałam się podzielenia tej książki na dwie części. Naprawdę mnie to zaskoczyło, ale przyznaję, że lepszego rozwiązania być nie mogło. Cała fabuła również jest podzielona jakby na dwie części – kto by się spodziewał. Jednak jak często można spotkać się z takim podziałem w innych książkach, tak tutaj jest on przemyślany i sensowny.
W pierwszej części skupiamy się na tej obyczajowej części historii. Poznajemy nowych bohaterów, dowiadujemy się troszkę o Tamarze – cioci Magdy Garstki – i problemach, które nawiedziły Wielką Niedźwiedzicę i szanowną Marię Garstkę (dlaczego wszystkie kobiety z Garstków mają imiona na ‘M’?). Przyznam, że nie tego się spodziewałam po pierwszym tomie, ale miło mnie to zaskoczyło, bo czytało się to jak piosenkę, a Jadowska poruszyła w tej książce dość ciężkie tematy, których nie owijała w bawełnę, ale jednocześnie opisywała je z taką lekkością i ciepłem, że nie pozostało czytelnikom nic innego, jak tylko uczestniczyć w rozterkach naszych kochanych bohaterów. I to było coś cudownego, za co należą się oklaski autorce.
W drugiej części z kolei skupiamy się już bardziej na tej części kryminalnej. Nadal nie jest tak jak w typowym kryminale, że znajdujemy ciało, szukamy poszlak, łapiemy zabójcę, zdobywamy sławę. Nie. Tutaj jest to rozwiązane dość niestandardowo – Pani Aneto, Pani po raz kolejny mnie zaskoczyła tym, gdzie jest ciało i co się z nim stało! – a czytelnik jest zaciekawiony, bo to coś nowego, coś świeżego, coś innego. A przeplatanie tego z obyczajowością, potocznością (język i stylizacja tutaj to jest coś niesamowitego, bo dzięki potocyzmom książkę łatwo się przyswaja, lekko czyta, a sama fabuła promienieje wręcz ciepłem rodzinnym pomimo burej jesieni), problemami życia codziennego i Ptaszyn było zagraniem świetnym! Ileż to razy czytało się kryminał, gdzie detektyw miał już renomę i prawie żadnych problemów!
Chciałam się też odnieść trochę do opinii krążących o Martwym sezonie w internecie, w społeczności książkowej. Nie chcę tutaj robić żadnych problemów, ale mówienie o tym, że wątek romantyczny jest wątkiem przewodnim jest trochę błędne. Bo fakt, jest on tutaj obecny i przewija się przez znaczną część książki, ale to nie jest standardowy wątek. Raczej chodzi w nim o dojrzeniu do miłości, odnalezienia swojej kotwicy w świecie i odzyskaniu starego uczucia, które jest jak półpasiec. Także nie uważam, że należy mówić o czystym wątku romantycznym, jaki znamy z romansów czy młodzieżówek, ale o wątku miłości dojrzałej, powracającej – w końcu miłości jest wiele rodzajów, nie tylko ta romantyczna prowadząca od nieznajomych do małżeństwa. Nie skreślajmy książek tylko dlatego, że ktoś coś powiedział w internecie. Oczywiście jest to tylko moja opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać, ale uważam, że jednak warto to zaznaczyć. Poza tym, to jest książka obyczajowo-kryminalna, a miłość jest ważnym elementem naszej obyczajowości, czyż nie? ;)
1.5 Bardzo się rozczarowałam. Straszne nudy, ledwo to wymęczyłam. Dopiero pod koniec coś się zadziało. Rozkminy bohaterów były nużące przydługie i nic nie wnoszące.
Pierwsza część naprawdę przypadła mi do gustu-było zabawnie, ale momentami również refleksyjnie, poruszony został temat przemocy domowej. Niestety, w drugiej części czegoś mi zabrakło, chyba oczekiwałam więcej humoru a mniej smutku.
To było tak chaotyczne, ale pełne wrażeń! Wątki kryminalne i wątki miłości romantycznej i rodzinnej… Bardzo dużo się działo. Przy okazji ten tom tylko bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że chcę zostać częścią chaotycznej rodziny Garstków!
Powiem szczerze, że kiedy sięgałam po tę serię, to nie spodziewałam się za wiele. Tzn. nie uważałam, że będą to złe książki, tylko raczej takie pełne absurdów i lekko głupkowate. Taka typowa rozrywka i odmóżdżenie. Jednak okazało się zupełnie inaczej. Ta książka to mój nowy ulubieniec. Z jednej strony mamy humor, pozornie absurdalne zagadki kryminalne, a z drugiej wspaniałe relacje międzyludzkie, dobroć i wprost idealne wplecenie tak wielu ważnych spraw i problemów, jakie dotykają ludzi w Polsce. Kilka razy płakałam ze wzruszenia i smutku. Naprawdę polecam. Te książki czyta się bardzo szybko i zdecydowanie warto!
Uwielbiam rodzinę Garstek i zawsze z wielką przyjemnością będę wracać do ich losów. Lekki kryminał z humorem i podjęciem tematu przemocy domowej. Brzmi dziwnie, ale uwierzcie mi, że efekt jest świetny.
Było okej, ale jakoś tak byłam mało zaangażowana we wszystkie wydarzenia mające miejsce w fabule. Wysłuchałam do końca, całkiem nieźle spędziłam czas, ale wolę Jadowską w wersji fantasy *choć Garstki przypominają mi trochę Koźlaczki🖤🤟🏻*
Nareszcie coś ruszyło... Po bardzo długiej przerwie czytelniczej pochłonięta w 2 dni. Bardzo przyjemna, zawierająca zarówno humor, jak i kryminał. Taka do odstresowania się. Nie wiem czy sięgnę po 1 część, ale myślę, że jak na rozpęd to całkiem niezła.
4/5 ⭐ Czytałam to na pewno w bardziej odpowiednim do tego czasie niż pierwszą część i naprawdę mi się podobało. Magda nadal jest Magdą i nadal ją uwielbiam dodatkowo jest tu też więcej Tamary na co zdecydowanie nie mogę narzekać. Maria i jej tajemnice, Czarek, wujek Marek, jednym słowem bohaterowie wykreowani przez Anetę Jadowską w tej serii są cudowni. Nawet ci nieszczęśni łowcy duchów którzy niezmiernie mnie irytowali mieli swój urok. Cała zagadka kryminalna była trochę słabsza niż w "Trupie na plaży" i na początku wydawała mi się nieco naciągana". Jest tu za to dużo głębiej poruszony temat Przystani co uważam, że jest bardzo ważną kwestią.
Powieść obyczajowa z wyraźnym wydźwiękiem feministycznym, z wątkiem kryminalnym. Poruszająca ważny temat, przemocy w rodzinie. Na szczęście osobowość głównej bohaterki, Magdy Garstki, zapewnia trochę luzu i oddechu, bo bywa sympatycznie zabawna. Do tego mamy wątek romansowy, ale zapewniam, że nie ma tu żadnego wakacyjnego romansiku, tylko poważne uczuciowe rozważania dorosłych ludzi. Całościowo bardzo dobra rzecz, autorce dobrze wyszło połączenie obyczajówki z kryminałem.
Już pierwszy tom nie był szczególnie dobry, ale lekki i zabawny z ciekawą zagadką kryminalną (idealny do słuchania przy puzzlach). Drugi miejscami zabawny, ale to nie wystarczy. Całość nijaka i nużąca, a trup pojawiający się dopiero po połowie dostał rozwiązanie żenujące jak mało gdzie.
Ta seria porusza ogromnie ważny temat, jakim jest przemoc domowa. „Martwy sezon” jest bardziej ponury i smutny pod tym względem, niż poprzednia książka i nie rozumiem, dlaczego autorka zafundowała nam takie rozwiniecie wątku.
Niestety tę książkę czytało się trudniej, niż pierwszą część. Przez ponad połowę zastanawiałam się, gdzie ten trup i czemu nikt jeszcze nie otworzył właściwej szafy, by go znaleźć? I co w zasadzie dzieje się w tym pensjonacie? Na szczęście wszystko się w końcu wyjaśnia. A jak się wyjaśnia, to z hukiem.
Przez połowę książki strasznie się nudziłam i nie mogłam się wciągnąć. Jednak z drugiej strony, był to fajny zabieg jeżeli chodzi o takie metaforyczne nawiązanie do fabuły (że niby w Niedźwiedzicy się nic nie dzieje to w książce też). Natomiast jeżeli chodzi o drugą część, to już nie mogłam się oderwać, fajna akcja, przy okazji poruszenie niezwykle ważnego wątku o przemocy w rodzinie, który wyszedł naprawdę dobrze. Zupełnie też się nie spodziewałam, że wzruszę się na tej historii, a jednak jeden z ostatnich wątków mnie rozczulił na maksa.
Po świetnym pierwszym tomie nie mogłam nie sięgnąć po kontynuację! Spodziewałam się dużo więcej humoru, którego sporo było w pierwszej części, jednak nie zawiodłam się otrzymaną treścią - intrygujący wątek kryminalny i znów bardzo silne postacie kobiece. Polecanko, szczególnie w ponure jesienne i zimowe wieczory ❤️
Przez pierwszą połowe książki byłam ogromnie znudzona, ale część 2 (ta bardziej kryminalna) była już o niebo lepsza. Poza tym wspaniali bohaterzy, przyjemny język, cudowny humor Pani Anety, a przy tym słodko-gorzka fabuła. Świetna na jesienny wieczór pod kocykiem. Garstki widzimy się w zimę!
niby nic się nie działo do jakichś ostatnich stu stron, ale tak uwielbiam tę rodzinkę i czuję takie ciepło czytając o ich przygodach, że rekompensuje to brak jakiejś większej akcji🫶🏻