Z Dziennika pisanego później: "Jadąc przez Banja Lukę, rozmyślałem o niej. Wśród, ruin, grobów i pól minowych. Rozmyślałem o tym, jak leży na wznak między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru. W Banja Luce o tym myślę, gdy pada deszcz i szukam wylotówki na Chorwację, na Węgry, bo już wracam. Myślę o niej w Jajcu i myślę w Travniku. Jak się czasami przewraca na bok w tych wiekuistych brzózkach, w tych piaskach wieczystych, wspiera na łokciu i patrzy na widnokrąg, gdzie się podnoszą pokusy wielkich miast, brylantowe wieżowce, chorągwie z pięknymi herbami firm globalnych i gdzie światło lucyferycznie odbija się od chmur, składając w obcojęzyczne napisy głoszące chwałę nadchodzącego wyzwolenia, które niczym bezlitosna fala zatopi stare, a ocali nowe. Za to ją kocham. Za to patrzenie. Za to leżenie na boku. I sobie obiecuję, że jak tylko wrócę z tych beznadziejnych Bałkanów, to ją zaraz opiszę. Kilometr po kilometrze, hektar po hektarze, gmina po gminie, wymieniając te wszystkie nazwy jak zaklęcia, jak modlitwy, jak litanie, arko przymierza, domie złoty, wieżo z kości gdzieś koło Małkini, gdzieś koło Bełżca".
Andrzej Stasiuk is one of the most successful and internationally acclaimed contemporary Polish writers, journalists and literary critics. He is best known for his travel literature and essays that describe the reality of Eastern Europe and its relationship with the West.
After being dismissed from secondary school, Stasiuk dropped out also from a vocational school and drifted aimlessly, became active in the Polish pacifist movement and spent one and a half years in prison for deserting the army - as legend has it, in a tank. His experiences in prison provided him with the material for the stories in his literary debut in 1992. Titled Mury Hebronu ("The Walls of Hebron"), it instantly established him as a premier literary talent. After a collection of poems Wiersze miłosne i nie, 1994 ("Love and non-love poems"), Stasiuk's bestselling first full-length novel Biały kruk (English translation as "White Raven" in 2000) appeared in 1995 and consolidated his position among the most successful authors in post-communist Poland.
Long before his literary breakthrough, in 1986, Stasiuk had left his native Warsaw and withdrew to the seclusion of the small hamlet of Czarne in the Beskids, a secluded part of the Carpathian mountain range in the south of Poland. Outside writing, he spends his time breeding sheep. Together with his wife, he also runs his own tiny but, by now, prestigious publishing business Wydawnictwo Czarne, named after its seat. Apart from his own books, Czarne also publishes other East European authors. Czarne also re-published works by the émigré Polish author Zygmunt Haupt, thus initiating Haupt's rediscovery in Poland.
While White Raven had a straight adventure plot, Stasiuk's subsequent writing has become increasingly impressionistic and concentrated on atmospheric descriptions of his adopted mental home, the provincial south-east of Poland and Europe, and the lives of its inhabitants. Opowieści Galicyjskie ("Tales of Galicia"), one of several works available in English (among the others are "White Raven", "Nine", "Dukla," "Fado," and "On the Road to Babadag") conveys a good impression of the specific style developed by Stasiuk. A similar text is Dukla (1997), named after a small town near his home. Dukla achieved Stasiuk's breakthrough in Germany and helped built him the most appreciative reader-base outside of Poland, although a number of Stasiuk's books have been translated into several other languages.
Stasiuk erzählt poetisch von Reisen in den Balkan, ein dauerndes Fahren, von Grenzen, schlechten Straßenverhältnissen, Hotels und kommt dabei immer wieder zu Polen.
Zauroczenie...Takie właśnie uczucie towarzyszyło mi już od pierwszych zdań tej prozy. Myśl, która przyszła mi do głowy - " To jest naprawdę genialne". Nie boję się tych emocjonalnych określeń, które teraz tutaj piszę, bo naprawdę tak się czuję po pierwszym spotkaniu z twórczością Andrzeja Stasiuka. "Dziennik pisany później" to dzieło bardzo osobiste, emocjonalne, głębokie, a przynajmniej ja odbierałem go w ten sposób. Czy spodziewałem się właśnie tego? Nie! Sięgnąłem po tą książkę z czystej ciekawości i z powodów czysto przyziemnych. Akurat była promocja, a że już kiedyś zdjęcie tego pana patrzące na mnie z okładki " Życie to jednak strata jest" zaintrygowało mnie i ilekroć rzucało mi się w oczy podczas buszowania najczęściej po księgarni Publio, to pojawiała się myśl, że kiedyś muszę sprawdzić, kto zacz ten słynny Stasiuk. Kiedy zobaczyłem wspomnianą promocję, pomyślałem teraz albo nigdy.
"Dziennik pisany później" tylko z pozoru jest książką o podroży na Bałkany, nie jest to żaden reportaż czy książka podróżnicza, ale osobista refleksja autora nad człowiekiem, jego popędami, wartościami i sensem którego mniej lub bardziej skutecznie poszukuje. Bałkany stanowią tutaj punkt odniesienia, bo jak pokazuje nam sam autor, to w samym sercu Europy, niedaleko nas, kiedy siedzieliśmy sobie w pracy, przed tv czy chodziliśmy na spacery ludzie się najzwyczajniej na świecie mordowali. Andrzej Stasiuk nie bawi się w kompromisy i nie zastanawia jak zostanie odebrany przez czytelnika. Nazywa rzeczy po imieniu i nie zastanawia sie nad poprawnością polityczną. Mówi głosem, który od dawna kołacze się po mojej głowie. Jest to narracja człowieka wrażliwego, który jednocześnie ukrywa się pod maską człowieka stroniącego od ludzi i ich dramatów.Ta poza "w dupie to mam" prowokuje, a jednocześnie intryguje i skupia uwagę na tym co ma nam do powiedzenia, a ma do powiedzenia bardzo wiele na temat natury ludzkiej i tego jak funkcjonujemy jako ludzie w warunkach stagnacji, pokoju, a czego możemy się po sobie spodziewać w momencie kryzysu. Mimo tego, że jest często oschły i zdaje się być obojętny , to tak naprawdę czuć z każdym wersem jak bardzo Stasiukowi zależy na ludziach, których opisuje. Dokłada on starań, abyśmy o tych ludzkich ofiarach i ich katach pamiętali. Swoim dobitnym językiem przyciąga do pamięci o nich naszą uwagę, odciąga nas od codzienności i marazmu i chwała mu za to.
Stasiuk w swojej książce posługuje się kontrastami. Z jednej strony stawia konsumpcjonizm i brak jakiegoś większego sensu w istnieniu , a po drugiej stronie walkę o przetrwanie i ogromną potrzebę trwania i istnienia. Nie pozwala nam zapomnieć, że ten dramat Bałkanów wydarzył się tuż pod naszym nosem przy naszym narastającym zobojętnieniu i pewnego rodzaju przyzwoleniu jako wspólnoty ludzkiej. Autor w " Dzienniku pisanym później" stawia tezę, że ludzie potrzebują takiej tragedii jaką jest wojna, aby się przebudzić, żeby przypomnieć sobie po co tak naprawdę istnieją i żeby tak naprawdę znowu mieć motywację do zmiany, do rozwoju, do życia. Wojna i spojrzenie na nią uczy dystansu do siebie, do własnych problemów, do własnej stagnacji i konsumpcjonizmu. Przypomina nam co jest ważne, wprowadza nową dynamikę w nasze postawy i uczy nas na powrót pokory do własnego istnienia. Tak naprawdę chcemy sobie o tym przypominać, byle działo się to w sposób kontrolowany i bezpieczny, w postaci telewizyjnej relacji czy internetowego postu.
Podsumowując, autor pokazuje nam jak ważne jest czasami nabranie dystansu, zmiana otoczenia, żeby na nowo zobaczyć rzeczy które stały się niewidoczne dla nas bo przyzwyczailiśmy się że mamy je przed samym nosem. Przestajemy o nich pamiętać i potrzeba nam zmiany perspektywy, aby popatrzeć na te same sprawy w innym kontekście. W tej książce Andrzej Stasiuk dla zmiany perspektywy używa Bałkanów, ale może to równie dobrze być Ukraina, czy Mongolia, ale to jeszcze przede mną w innych jego utworach i już się na te spotkania cieszę. Naprawdę polecam prozę Andrzeja Stasiuka, bo jest to facet który ma dużo do powiedzenia i ma rewelacyjną umiejętność skupiania uwagi czytelnika. Posługuje się językiem dosadnym, emocjonalnym , jednocześnie w wielu momentach językiem wręcz poetyckim. "Dziennik pisany później" to dla mnie początek znajomości z autorem, któremu napewno poświecę dłuższą uwagę, a już teraz kiedy jestem w trakcie czytania wywiadu rzeki - "Życie to jednak strata jest" - wiem że będzie to znajomość bardzo wartościowa.
"... Mój kraj przywykły do łomotu, do dziejowego wpierdolu, do krwiodastwa, jak kania dżdżu wygląda masakry, czuwania, opłakiwania i funaberiów. A niech nas kurwa zabiją, żeby zapamiętali! Jak już niczego nie potrafimy, to się rzucimy pod pociąg dziejów, żeby choć na moment stanął, aż nasze krwawe ścierwo wydostaną i dopiero ruszą. (...) Niech zapomną, ale tak, żeby pamiętali. (...) Dlatego jeżdzę do Srebrenicy, żeby o tym wszystkim myśleć. O mojej ojczyźnie, która płacze za masakrą, ale już nie ma odwagi jak Bałkany i musi opłakiwać stare trupy. Wykopuje z grobów i wlecze przed oczy..."
Pierwsze, ale na pewno nie ostatnie spotkanie z literaturą Stasiuka. Chaotyczne zapiski z Bałkan, które dają obraz kotła, którym ten region jest. Opisy, refleksje, słabość autora jako człowieka, język wyśmienity mimo, że wulgarny. Książka zostawia po sobie ślad. A część polska, to nietuzinkowy, osobliwy opis tego co ciąży nad naszym krajem, kim może jesteśmy. Skłania do refleksji
Wszystko Stasiuka łykam jak Single Barrel Jack Daniels i mniej więcej takie samo działanie: świata zwolnienie i wyostrzenie z ciepłem w środku zimnego.
3.75 zostawiam taką ocenę, bo szczerze żałuję, że sięgnęłam w audio, a nie w papierze. bardzo lubię ten brutalny, gęsty, wyrazisty, ale równocześnie piękny po polsku język prozy Stasiuka. trzecia część trafia bardzo, jest dosadny w swoich twierdzeniach, ale często niesamowicie trafny