Kniha Bezcitnost je věnována mámě, sestře, dcerám, našim babičkám, tetičkám a přítelkyním. Směle si ji však mohou přečíst i muži. Máme-li v případě prozaického debutu Martyny Bundy hovořit o ženské literatuře, jde o literaturu syrovou, nesnivou, nemagickou, neupravenou, drsnou, pravdivou a namnoze lidskou. Jde o lakonicky úsečný text, v němž není ani slovo navíc. Autorčin debut lze přirovnat k tematice knih Olgy Tokarczukové, chybí mu však jakýkoli mysticismus. Charakterizuje ho především střet starých vesnických pořádků s městským světem, stejně jako druhé světové války s poválečnou dobou v podobě nového lidového Polska. Kniha pojednává o životě stárnoucí Rozely a jejích tří dcer – Gerty, Trudy a Ildy; každá z nich trpí jistým druhem „bezcitnosti“ a každá z nich má také určitou vnitřní stopku, která hranice oné bezcitnosti reguluje. Bezcitnost není jen dobře napsaná sága o ženách z oblasti Kašub. Je to příběh o těžkých poválečných časech, o venkovských tradicích a rituálech, o nalezení svého místa ve světě, o budování vlastní identity a konečně o štěstí.
This will be a biased and personal review even by my standards. It has everything I’ve been looking for in a book; it’s Polish, it’s a debut, it’s written by a woman (there just aren’t enough good novels written by women in Poland), it’s very well written, it talks about a few generations of women who survived mostly without men, and tried hard not to let themselves feel things.
My sister and I were raised by my mother and my grandmother in a similar ethos. You have to be self-sufficient and feelings, what are those?
My grandmother was taken to hospital and passed away around the time I was reading this book and that made the novel affect me even more as I was down my own reminiscing path. My grandmother was a few years younger than the main characters of the novel (she was only 10 when the Second World War started) but like one of the characters was known in her neighbourhood for riding a motorcycle everywhere, like the other character she married a man she didn’t really love to spite another who jilted her. Like them, she grew up in the country, amongst cows and chickens but went onto become a career-woman. And like the characters, and (my own mother) didn’t have the most charitable view of the world and the people in it.
No one said ‘I love you’. Neither in this book, nor when I grew up. The characters go to lengths to protect themselves and their feelings, which the reader is forced to unpeel herself. The traumatic events are seemingly only glanced over but they persistently linger in the background, like that red iron-shaped scar on Rozela’s stomach. I want more books like that. Books that talk to me about me. And I will be just as forgiving to its faults as I am here.
It’s not a perfect book – the author sometimes resorts to Forrest Gump-like magical realism and uses it as a narrative crutch (like the scene where one of the sisters accidentally wins a motorcycle race, which she accidentally joined). It made me feel as if the author didn’t fully trust herself and her story as it was.
My other complaint was that it was supposed to be a Kashubian book, but it didn’t read like one. Much was made of its location and I have heard some say Bunda will be to the Kashubia what Twardoch is to Silesia, but frankly, this book could’ve taken place anywhere. That the mother didn’t even speak Polish but only Kashubian we learn towards the end and it makes no sense this wasn’t addressed before. If the daughters end up working in Gdynia and other place, they clearly must speak Polish too, but their bilingualism is never mentioned. Neither is the otherness of being part of a repressed (during communist times) ethnic minority.
But as not to end on a negative note, I would also like to point out the animal characters in the book – it’s very difficult to write animals interestingly without going overboard with anthropomorphism and keep their relationships with humans touching and authentic. Bunda hits all the right notes.
Read this book, if you read in Polish. Unfortunately, it’s not available in English (or Kashubian for that matter). And I will be on the lookout for the next novel from Martyna Bunda.
Bardzo się cieszę, że ta - że taka - powieść powstała. Ta opowieść o matce i trzech córkach-siostrach, na tle zmieniającej się kaszubskiej wsi od wojny do lat nieomalże osiemdziesiątych (ostatnia data to 1979) to dobry kawałek herstorii, skupiony nie na czasie historycznym i linearnym ale cyklicznym (co podkreśla podział opowieści na pory roku). Ta powieść doskonale wie, co chce pokazać, i pokazuje to. Pokazuje doświadczenie cielesne (także doświadczenie kobiece) - seksualności, macierzyństwa, przemocy, głodu, bólu - i pokazuje wieś niespokojną i niewesołą. Perspektywa jest niemalże klaustrofobiczna: świat bohaterek zamyka się w kręgu (niewielkiej) rodziny, swojej nawet gdy przemocowej i duszącej, a wtargnięcie innych jest zwykle niebezpieczne (nawet jeśli nie są to krasnoarmiejcy). Mężczyźni (mężowie i niemężowie) pojawiają się i znikają, nawet dzieci są nieco niedookreślone i mogą zniknąć z widnokręgu. Wyprawy do miasta onieśmielają albo kończą się powrotem. Czasami całym światem jest nawet nie dom, a piwnica.
Sposób opowiadania wydawał mi się znajomy aż do bólu. Podobne historie mogłyby mi opowiedzieć moje kaszubskie przodkinie, znane mi z rodzinnych (ugrzecznionych jednak) opowieści.
Jedno, co mnie trochę zawiodło, to niewielkie skupienie na kaszubskości. Może się mylę, ale mam wrażenie, że opisana historia mogła by być przeniesiona do innych rejonów Polski bez większych zmian. Brakowało mi detalu dotyczącego języka (pojawia się na przykład wzmianka, że tylko Rotę Rozela śpiewa po polsku - czy w domu bohaterek językiem podstawowej komunikacji jest polski czy kaszubski? Czy płynnie przechodzą z jednego w drugi? Czy język - a przynajmniej nawyki językowe - są jedną z różnic między miastowymi mężczyznami a bohaterkami? I jak wygląda społeczność lokalna pod kątem grup etnicznych (bo w sumie mamy to gdzieś na marginesach, ale narracja się nad tym nie zatrzymuje, co narzuca nam oczywiście perspektywa, ale stanowi znaczące niedopowiedzenie)? (Np.: czy Żydówki były miejscowymi sąsiadkami, czy Rozela je znała, czy były jej obce?)
Ale może to trzeba więcej powieści na ten temat, o tych czasach. We mnie obudziła się trochę chęć powrotu do (sentymentalnej, wiadomo) Fleszarowej-Muskat, by zobaczyć znowu tę Gdynię z morza i marzeń.
(3.5 gwiazdki, byłoby więcej gdyby ten język był bardziej dopowiedziany i kaszubski.)
Bizonyos értelemben ez egy kettősség regénye. Hogy vannak a „kis helyek” és a külvilág. A „kis hely” ebben az esetben egy Szűzlányhegy nevű kasub falu, ahol a történet hősei élnek. A külvilág meg… hát a külvilág az minden, ami nem Szűzlányhegy. No most a „kis helyek” nem egyértelműen jók vagy rosszak, nincs tehát szó a természetközeliség, a picinység költői idealizálásáról – ezek a helyek ugyanis gyakran szigorúak, részvétlenek (akár a természet maga), és képtelenek kielégíteni azokat a komplex vágyakat, amelyek az irodalmi szereplőket rendesen kínozni szokták. Ugyanakkor elmondható róluk, hogy szabályaik viszonylag átláthatóak, megérthetőek*, ellentétben a külvilággal, ami kaotikus és nyüzsgő. Mindez abból fakad, hogy a két létezés időfelfogása totálisan kibékíthetetlen – amíg Szűzlányhegy a lassú időbe van beleragadva, addig a külvilág a gyors idő hona, a kétfajta tempó pedig óhatatlanul súrlódáshoz vezet. Akárhogy is, ha a kötet szereplői akarnak valamit, muszáj kilépniük a nagyvilágba – akár jó vége lesz, akár rossz, ez egyfajta szükségszerűség. Nagyobb baj, amikor a külvilág akar valamit a falutól, mert ilyen irányú vágyait sokszor náci megszállókon, szovjet „felszabadító” harcosokon illetve az államszocialista karhatalom képviselőin keresztül szokta megvalósítani.
Nyilván nem véletlen, hogy Bunda regényében a „kis helyek” képviselői kizárólag nők, az anya és a három nővér – ők azok, akik nem mennek sehová, vagy ha mennek, hát hamarosan visszatérnek. Velük szemben a külvilágot többnyire a férfinem tagjai prezentálják, nemcsak katonák, hanem a férjek is, akik többet vannak távol, mint otthon. Mindez ad valami stilizáltságot a könyvnek, ami egyébként sem annyira lineáris történetnek tűnik, mint inkább anekdoták láncolatának, amelyek illusztrálják, milyen is két ellentétes minőség folyamatos egymásra hatása. De mivel ezek az anekdoták kifejezetten erősen, néha egyenesen pazarul vannak kihegyezve, nekem is inkább tetszett a kötet, mint nem.
* Ám ezzel együtt Bunda paradox módon hajlamos kacérkodni a mágikus pillanatokkal - hogy mást ne mondjak, Szűzlányhegy is gyakran legalább annyira tűnik kolumbiai, mint lengyel településnek.
Яка вона, доля жінки? Жінки, що пережила війну? Жінки, що втратила чоловіка, з яким мала 3 дітей? Жінки, що цінує свою незалежність? Жінки, яка віддає себе родині? Жінки, яка обирає не пускати коренів? Жінки, що годує чуже дитя? Жінки, що живе поза шлюбом? Жінки, що після 40 знов закохалась? Яка вона, доля жінки, яка...
Історія Мартини Бунди - це сімейна сага із характером феміністичної прози. Ні, не лякайтесь, книга без пропаганди чи фетишу рівності. Просто вона про чотири жіночі долі, що весь час переплітаються, роз'єднуються, потім знов сплутуються... І тому немає ні початку, ні кінця.
Дуже цікава історія на тлі становлення маленького польского селища у післявоєнні часи. Атмосферна, часом занадто відверта, але ще близька нашому поколінню, нашому українському народу.
Dawno żadna książka mnie tak nie zmęczyła. Przy setnej stronie byłam już tak wyczerpana, że nie byłam pewna, czy w ogóle dam radę dotrzeć do końca. Potoki zdarzeń i faktów, szczegółów i detali, przeplatających się losów wielu (trudnych chwilami do odróżnienia) bohaterów spisane na jedną, męczącą, monotonną melodię nie tylko okazały się trudne do przebrnięcia, ale i postawiły między mną a postaciami ścianę, przez którą niewiele docierało, a już na pewno nie wywołało żadnych emocji. Prawdopodobnie takie było założenie (tytułowa "nieczułość"). Podejrzewam, że autorka postanowiła napisać powieść bardzo "kobiecą" a jednak w sposób nie kojarzący się z kobiecą literaturą, ale, jak dla mnie, to nie wyszło. Wszystkie te historie - a jest tu ich tyle, że można by obdzielić kilka opasłych sag rodzinnych typu "Sto lat samotności", a jeszcze by coś zostało - zostały zmarnowane. W ogóle mnie nie obchodzi wojna, przesiedlanie, gwałty, ciąże, karmienie nieswoich dzieci piersią, ukrywanie Żydów w piwnicy, hodowla świnio-dzików, chodzenie z prośbą do Bieruta, wróżenie z perłowego guzika, obozy, komunistyczne więzienia, noszenie małżonki na penisie i rzeźbienie w wosku. Zdrady, zakazane miłości, niedoszli mężowie, romanse z urzędnikami państwowymi, nieślubne dzieci i ucieczki spod ołtarza. Nic a nic. Przez całą lekturę miałam nieprzyjemne wrażenie, że czytam coś sztucznego i nieprawdziwego. Przez całą lekturę nie potrafiłam zapomnieć, że czytam powieść, coś zmyślonego. Nie dałam się kupić ani na chwilę. Szkoda mi nie tylko tego przemęczonego czasu, ale też potencjału, jaki tu jest - bo cały koncept jest słuszny i sprawiedliwy. Opowieść o kobietach, silnych i niezależnych, delikatnych i słabych, krzywdzonych i krzywdzących, kochających się nawzajem i wspierających. Opowieść o losach rodziny, które chwilami na pewno przypominają losy rodzin wielu czytelniczek i czytelników. Tematy, które nie zawsze są w literaturze w tak neutralny sposób poruszane. Zupełny brak pruderii i zakłamania. Wszystko to na nic, bo zabrakło środków i umiejętności - to się po prostu źle czyta. Za sucho, za szybko, chwilami zbyt naiwnie, za dużo słów. Za mało psychologii, za mało uczłowieczenia postaci. Kolejny raz potwierdza się to, w co wierzę najmocniej - że temat jest sprawą drugorzędną, najważniejsza jest konstrukcja i styl. Najlepszy temat można zepsuć taką pisaniną. I jeszcze coś: gdzie są te Kaszuby? To zaniedbanie jest już karygodne. Podobała mi się tylko jedna rzecz - KURA. Kura, która lubiła, żeby ją huśtać. Cała reszta - do zapomnienia.
Насправді, єдине, що мені не сподобалось в цій книзі - то це назва, а радше, її переклад. Бо це книга не про байдужість, а про нечутливість, чи навіть спробу цю чутливість сховати в панцир байдужості. Тут чотири головних героїні: мама і її три дочки, і кожна зі своєю пам`яттю і травмою війни, яку вони "окутують" і ховають за своїми темпераментами, поведінкою, образами і соромом. Події відбуваються на Кашубах - північно-західному регіоні Польщі, н��далеко від Ґдині. Через маленьке селище Дівоча гора проходять і ті, і інші армії, ховаються свої і чужі, і з усім тим мають дати собі раду чотири жінки в єдиному на все село цегляному будинку. Цей роман про минуле, пережите жінками, і про яке ми не вміємо говорити. Але наслідки відчувають усі. В книзі є чоловічі персонажі, які теж намагаються впоратись із минулим, і з майбутнім, але їх вітальність програє боротьбу з сучасністю, і на рішучі дії, щоправда, пов`язані із втечею, наважується вже наступне покоління "сильної" статі. А панцирі не вічні, і як не ховай, все живе, що вціліо, все одно проллється, і краще пережити це разом. Найбільш живими і емоційними в цьому романі на початках виглядають тварини. І намагання їх виховати (в чомусь успішне, в чомусь ні) - це теж про можливості "панцирю" і свободи. Попри таку нечутливу назву, в книзі багато чутливих і чуттєвих сцен, що робить твір живим і правдивим. Окрім теми досвіду і жіночої солідарності, є ще французький" сюжет, який прекрасно ілюструє різні досвіди Європи в цій війні, і, що важливо, різне сприйняття і розуміння тих подій опісля. Є згадка і про українців... Так, це знову українські хлопці в німецьких мундурах в пошуках євреїв на Кашубах, нічого нового... Книгу варто читати тим, кого цікавить тема війни, жіночого досвіду, і що з тим робити далі. Сподобається любителям сімейних історій. Дуже рекомендую!
Výslovne som sa bavila, musím povedať. Napriek tomu, že sa kniha odohráva v období povojnového Poľska, nechýbajú ani úsmevné momenty. Záver knihy trochu ťahá za kratší koniec, no myslím, že rozprávanie Rozely a jej troch dcér stojí za prečítanie. Drsné, surové, no zároveň ľudské a pravdivé, aj o tom je Bezcitnost.
Rodina saga 3 dcer a ich matky na pozadi polskych dejin a kazdodennych udalosti zivota na dedine. Bezcitnost, ktoru matke dcery vycitaju, sa postupne v kapitolach ukazuje ako crta u kazdej z jej dcer v roznych zivotnych situaciach. Vyborne vykreslene milostne pribehy, traumy, vypalovanie alkoholu a chov prasiat s ofinkami je miestami usmevny ale najma velmi citatelny roman.
Ważne tematy, niezłe postaci i ciekawie zarysowane tło historyczne, ale opowiedziane to wszystko pospiesznie, wiecznie na jedną, gawędziarską nutę, jak gdyby cała powieść była jedną wielką ekspozycją: rozbicie narracji na kilka perspektyw niewiele tu zmienia, a na ponad trzystu stronach tchnie to po prostu ubóstwem środków. Pisząc w nurcie wiejskim, Bunda stara się stylizować język, ale wychodzi to tak sobie - poza lekkimi przewrotkami w składni jest to styl dość przezroczysty, gładki, jak u późnej Tokarczuk: bardzo daleko jej do Grzegorzewskiej, Płazy czy Muszyńskiego. Widać zadzior reporterski, co nie powinno dziwić (np. świetne obrazki z obozów dla przemieszczonych). Nie brak tu scen bolesnych, wzruszających albo zabawnych, ale powieść ta ostatecznie wykłada się właśnie na trudnej do zdefiniowania literackości: wyraźne szwy, postaci o jasno zdefiniowanych funkcjach, chęć powiązania wszystkiego w zbyt ładną całość. Dlatego - mimo wszystkiego, co mnie w tej powieści ujmuje - trzy gwiazdki. PS. Tytuł uważam za wybitnie nietrafiony, ale dział promocji skwapliwie korzysta z jego możliwości (tekst z tyłu okładki), promując chyba jakąś inną powieść niż ta, którą czytałem.
3/10 🤸 ta książka to jedno wielkie bujanie kury czasami za to: kobiety i knury
[Powiedzenie, że ta książka jest o mrokach okupacji to prawie tak jakby stwierdzić, iż "Pan Tadeusz" jest o muchach szlacheckich, co za nieadekwatny opis]
Історія точно не про байдужість і не для байдужих. Це історія про Розелю, її трьох доньок, їхніх чоловіків (мені сподобалося, що вони тут повноцінні герої, а не просто десь на фоні є), онуків, свиней, павичів, воєнних травм та нездатності їх проговорити, особистих драм і багато іншого.
Для мене це дуже чесна історія. З жінками, які змушені постити самі дітей, з жінками, які потрапляють в аб'юзивні стосунки, з жінками, які багато чого забороняють і зляться, коли інша наважується собі дозволити. Про те, що часто ми не цінуємо те і тих, кого і що маємо поряд, коли ховаємо за масками свій біль, коли байдужість (чи ліпше таки знечуленість) лише спосіб якось витримати тяготи життя.
Ця книга на моїй полиці була роками, а я боялась читати. Якось із одного відгуку знайомої, мені запам’яталось, що вона про війну і буде боляче. Але на тлі того, що зараз слухаю аудіо книгу проушвіц, вирішила все таки взятись за Байдужість.
Просто на одному подиху! Чудова книга, про життя, про долі чотирьох жінок із однієї сімʼї. Такі різні і такі схожі. І про повоєнну Польщу, про звірства, що витворяли як німці, так і росіяни…
Mocne 4 ⭐️ Niby zwykle historie, zwykłych kobiet, matka i trzy siostry, ich rodziny, które rozrastają się w różny sposób. Wszystko opowiedziane na tle zmieniającej się przez laty Polski. Niby proste i banalne, a jednak tą prostotą trafiające do mnie celnie.
Příběh matky a jejích tří dcer, které se snaží co nejlépe žít na kašubském venkově v době poválečné a dále. Příběh místy hořký, místy smutný, místy nadějný, místy dokonce veselý. Vypráví o silných ženách, kterým možná ani nezbývalo nic jiného, než prát se o svoje místo na slunci. Rozela, která po smrti manžela, dělala vše proto, aby její dcery do vlastního života vstoupily co nejlépe. Rozumná Gerta, která byla vždy připravená zachránit kohokoli z rodiny, ale která nakonec uměla říct dost. Hledající Truda, které bychom možná titulní bezcitnost přisoudili nejjednoznačněji, ale zároveň nám jí mohlo být nejvíc líto. Divoká Ilsa, která se nakonec vydá úplně jinou cestou, než by čtenář čekal. Všechny čtyři uměly přirůst k srdci. A zajímaví byli i všichni muži procházející jejich životem. Poválečné Polsko i s jeho politickými proměnami v letech padesátých, které se této rodiny nakonec netýkají jen okrajově. Ilsa brázdící přímořské lesy na motorce, Gerta tvořící hnědé ubrusy a svíčky, kterými živí celou rodinu včetne matky a sester, Truda, která má talent na čísla a Rozela, která svýma rukama postavila dům. Zaryjí se v hlavě. Stejně tak jako prasata s ofinkou. 4 a půl.
przeczytana na studia, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. niby prosta historia o czterech kobietach, które przeżywają dramaty życia codziennego, ale jednak chwyta za serce. podobało mi się z jakąś łatwością byłam w stanie utożsamić się z postaciami i zrozumieć co przeżywają w danym momencie, mimo, że historia toczyła się lata temu.
3,5⭐️ Czytałam ją na studia i miło się zaskoczyłam. Na początku szło mi opornie, ale po czasie się do tej historii przywiązałam. Może nie jest to coś wyjątkowego, bo to opowieść o czterech kobietach i ich problemach życia codziennego, ale ma swój urok, a pod koniec się nawet wzruszyłam.
„Nieczułość” do literacki debiut Martyny Bundy, którym wpisała się na moją osobistą polskich pisarzy na których kolejne książki niecierpliwie czekam.
To piękna opowieść o zwyczajnym życiu czterech kobiet, matki i jej trzech córek, mocno doświadczanych przez historię. Każda z nich dostała od Bundy piękne kaszubskie imię i mocny charakter, każda z nich jest inna, każda wyrazista, ale daleka od jednowymiarowości. Łączą je niełatwe relacje, a siła ich więzi jest wyczuwalna dla czytelnika. Specyficzne i dalekie od „normy” są ich relacje z mężczyznami, którzy podobnie jak polska historia są w tej opowieści tylko tłem. Język Bundy jest daleki od sentymentalizmu, czasem zimny, a nawet brutalny, choć opisuje intymne, często bolesne sytuacje. Dzięki temu czułam autentyzm tej opowieści, bo wierzę że tylko poprzez stworzenie twardego pancerza, tytułowej nieczułości wobec świata, każda z tych kobiet mogła się z nim zmierzyć. Dawno już nie czułam tak ogromnej sympatii dla książkowych bohaterów, tu zauroczyła mnie każda z trzech sióstr, pomimo (a może właśnie dlatego), że bardzo daleko im do ideału. Czwórka z dużym plusem! Pol gwiazdki odbieram za scenę ze świniobiciem, niepotrzebnie aż tak brutalną moim zdaniem.
Zwykłe - niezwykłe historie czterech kaszubskich kobiet, które dzieli różnica charakterów, pragnień, życiowych aspiracji, wyborów, łączy siła, mocna więź, miłość do domu / wsi - Dziewczej Góry, przyciągającej je, niczym magnes. W tło, przeróżnych ludzkich losów, wpleciona zostaje wielka historia: II wojna światowa, wkroczenie Armii Czerwonej, czasy stalinowskie, a następnie lata powojenne i okres PRL- u, który wymaga od tych kobiet odwagi, hartu ducha, sprytu, lojalności i nieczułości, by nie poddać się przeciwnościom losu.
Le titre s’est finalement avéré trompeur, tel un voile d’insensibilité occultant les cœurs tendres des héroïnes. Les femmes qui jouent les rôles principaux dans ce livre essaient de prendre la vie à bras le corps, elles sont fortes, dures, ingénieuses et indépendantes, mais au fond d’elles-mêmes, elles veulent surtout être aimées par leur mère, leur sœur ou leur partenaire. L’histoire écrite par Martyna Bunda, journaliste qui signe là son premier roman, se déroule en Pologne dans le deuxième tiers du XXe siècle. Elle est racontée sous la forme de quatre biographies féminines imbriquées, celles de Rozela et de ses trois filles qu’elle a élevées dans un village de Cachoubie. Le lieu où se déroule le roman aurait dû être important dans la mesure où il aurait pu justifier les cœurs endurcis des héroïnes, une région balayée par un vent incessant, si fort qu’il plie les habitants au sol, les rendant insensibles et farouches. Mais l’auteur n’a étrangement pas insisté sur cet aspect et j’ai l’impression que l’histoire racontée aurait pu être transposée dans d’autres régions de Pologne sans grands changements. Car finalement, le lieu principal du roman est la maison familiale plus que le pays où elle est bâtie. Quoi qu’il en soit, la froideur de la région a probablement infusé le caractère de Rozela, mais cette dernière est surtout cruellement affectée par la guerre. Non seulement elle risque sa vie en cachant des fugitifs d’un camp, mais elle est aussi brutalement violée par les « libérateurs » soviétiques. Rejetée par les gens de son village en raison de sa naissance illégitime, elle doit se débrouiller seule et ne compter que sur elle-même, ce qui implique à la fois crainte en l’avenir, dureté de caractère et sens du devoir familial. Mais sous la gangue de la méfiance, cette mère et ses filles cachent des cœurs aimables et généreux. Le titre du livre repose sur cette ambivalence, une invitation à plonger dans l’histoire brutale et compliquée de l’entre-deux-guerres et du communisme polonais, dans son endroit le plus inhospitalier où l’amour n’a guère de place, mais où les personnages viennent y chercher un peu de chaleur. La maison familiale est d’ailleurs l’occasion d’une autre ambivalence, celle de la relation ambiguë que les sœurs entretiennent avec elle. D’un côté, elles essaient de s’en éloigner, et de l’autre, c’est là qu’elles trouvent toujours refuge et sécurité. Les biographies enchevêtrées des héroïnes, bien que non chronologiques, sont marquées par le cycle des saisons. Tant le roman dans son ensemble, qui commence et se termine lors d’un enterrement hivernal, que les chapitres individuels, remplis de courts événements dispersés dans le temps et décrits du point de vue de chaque femme, sont liées non seulement par le lieu, mais aussi par le temps. Les différentes perspectives de Rozela, Gerta, Trudy et Ilda, loin de remettre en cause la crédibilité des événements, ne font que se chevaucher et se compléter. Lorsque la focale du récit est réglée sur l’échelle familiale, j’ai trouvé le récit de Martyna Bunda convaincant. La famille n’est en aucun cas une source de souffrance ou d’asservissement. Les protagonistes, qui vivent longtemps sous le même toit et y reviennent sans cesse, n’évitent évidemment pas les conflits, mais en sortent vivants, trouvant une certaine joie dans cette communauté de destin, surtout vers la fin de leur vie. Les relations entre les sœurs sont difficiles précisément parce que chacune d’elles, suivant l’éducation de leur mère, se ferme à l’amour. L’une est incapable d’être une mère même si elle a donné naissance à un enfant, l’autre devient une mère même si biologiquement elle ne l’est pas. Malgré leurs conflits et leur apparente indifférence, elles sont toutes très liées les unes aux autres. Martyna Bunda rend très bien cette sororité et rend un bel hommage à la solidarité féminine, aux mères, aux grands-mères et à leur grande force. Cette solidarité féminine est renforcée par la belle évocation du rôle des femmes dans la transmission familiale. Les femmes sont présentées comme la condition de la continuité de cette transmission et alors que les fils de Truda s’enfuient pour l’Allemagne à bord d’un avion détourné, ce sont les filles de Gerta qui chérissent le souvenir de leurs tantes et de leurs partenaires. Les relations des sœurs avec les hommes sont également difficiles et rudes, elles éclatent en passions inattendues après une série d’échecs. Car, malgré l’héritage d’insensibilité que leur mère leur a transmis, chacune d’elles hurle à l’amour et aspire à éprouver de la tendresse dans sa vie tout en en ayant peur. Et contrairement à la froideur du titre, le récit laisse transpirer un esprit d’amusement frivole et d’insouciance qu’on retrouve également dans les scènes mémorables concernant les animaux domestiques qui deviennent des personnages importants du récit. Je ne me souviendrai probablement pas du nom des prétendants des filles, mais je n’oublierai certainement pas la poule qui aimait se faire bercer ou la sœur chevauchant un cochon. Par contre, lorsque Martyna Bunda tente de sortir de la Cachoubie pour se lancer dans les grandes eaux de l’histoire, c’est moins réussi. J’ai trouvé qu’il manquait au roman un souffle et une juxtaposition directe des héroïnes avec des événements historiques se déroulant en Pologne après 1945. Ces dernières sont comme coupées de la grande histoire et la réalité de l’après-guerre les affecte assurément, mais de manière indirecte, à travers les hommes. Non plus ceux qui envahissent et font du mal, mais ceux qui disparaissent, arrêtés par le pouvoir ou fuyants vers l’Occident. La République populaire de Pologne (hormis l’intrigue de l’arrestation de Jan le Gitan) est réduite à quelques anecdotes semi-fantaisistes, en commençant par une visite chez Bierut, le Staline polonais, en passant par le détournement d’avion mentionné plus haut et en terminant par la victoire accidentelle d’Ilda dans une course de moto. Toutes les histoires impliquant des cochons, des poulets et des paons sont bien sûr hilarantes et charmantes, mais elles ne sont finalement qu’un ornement du roman (à l’exception peut-être de l’abattage du cochon). Par ailleurs, j’ai trouvé que le thème du traumatisme vécu par Rozela était également traité de manière assez superficielle. Toute la thérapie aidant Rozela à faire face au syndrome de stress post-traumatique est réglée en une page et reste un secret partagé avec un jeune psychiatre. Avec des phrases rondes et soignées, Martyna Bunda botte en touche en tentant nous convaincre qu’il est délicat de parler de traumatisme. Cette tentative d’aplanir l’histoire fonctionne tout simplement comme la sculpture terne et sans relief de la pierre tombale dans la dernière scène du roman : elle enlève les couleurs et aplatit la perspective. Il aurait été beaucoup plus intéressant que Bunda tente de peindre ce thème selon la méthode d’Edward, le mari de Gerta, en agrémentant la toile de quelques détails gênants. Enfin, je terminerai en parlant de l’écriture de Martyna Bunda que j’ai trouvée cohérente et parfaitement équilibrée, mais finalement lisse et distante. L’excellence linguistique de ce roman est le fruit des qualités journalistiques de l’auteur, mais aussi d’une incroyable habileté à nuancer les nombreux problèmes : écrire de manière à ce qu’il soit question de tout, dans les bonnes proportions, avec un bon rythme, dans une terminologie parfaite et sans registres émotionnels, afin que le roman se tienne à côté du lecteur, sans le manipuler. Cette intention est louable et j’ai apprécié le fait que l’auteur écrive avec son point de vue de femme sans entrer dans les ornières de la sentimentalité, de la tendresse et de l’emphase associées au genre de la « littérature féminine ». Mais en utilisant un discours énormément narrativisé et en évitant les déclarations directes de ses héroïnes, elle en fait des objets plutôt que les sujets de l’histoire. Ce type de narration crée un mur entre le lecteur et les personnages. Nous apprenons à les connaître comme quelqu’un qui nous en a parlé, plutôt que comme quelqu’un qui nous ferait des confidences et deviendrait proche de nous. Évidemment, cette distanciation dans le récit afin d’éviter la sensiblerie est cohérente avec le titre, mais cette qualité a eu pour moi un défaut, celui de m’empêcher d’être emporté par l’histoire et de la percevoir plus intimement. La narration est très bien pensée, remarquablement équilibrée, mais finalement distante et froide. J’aurais préféré un ton plus personnel comme dans "L’art de la joie" de Goliarda Sapienza ou d’autres récits de femmes blessées et fortes à la fois. "Les cœurs endurcis" est un bon livre, bien construit, bien pensé, intéressant dans sa focale familiale, mais qui ne m’a pas pleinement séduit. Merci à Babelio et aux éditions Noir sur Blanc de m’avoir proposé la lecture de ce livre.
Bardzo dobra książka! Opowieść o czterech kobietach z Kaszub, matce i trójce sióstr. Zaczyna się w 1945 roku, prowadzona jest aż do końca lat siedemdziesiątych. Świetne pokazanie więzów rodzinnych, wzajemnych zależności sióstr i matki, przywiązania do domu, do miejsca, do ziemi. I PRLowskiej rzeczywistości, z jej absurdami i okrucieństwami. Tytułowa nieczułość jest bronią matki i sióstr przeciwko rzeczywistości, ich tarczą. Świetnie opisane życie na wsi, chociaż nie ono jest tu najważniejsze.
„Drei Schwestern, aber ohne die Blautöne, ohne den See, den Himmel und die mal aus dem Wasser, mal aus den Wolken springenden Fische, ohne die seltsam fahlen Blumensträuße und den Namen Astrida. Ohne all die frappanten und schönen Details. Mithin kein bisschen so wie im Leben.“ (Zitat Seite 317)
Inhalt Es ist ein solides Haus, das erste gemauerte Haus in Dziewcza Góra, einem Dorf im polnischen Teil von Pommern, das Rozela 1932 für sich und ihre drei Töchter baut. Es wird zum Zentrum der Familie, Heimat für diese vier Frauen, Rozela, Gerta, Truda und Ilda. Auch wenn das Leben sie teilweise an andere Orte führt, so kehren die drei Schwestern immer wieder in dieses Haus zurück, um schwierige Situationen und Schicksalsschläge im Gleichschritt, Arm in Arm, und mit dem Blick nach vorne zu bewältigen.
Thema und Genre Ein Familien- und Generationenroman, in dessen Mittelpunkt die Frauen stehen. Es geht um das alltägliche Leben auf dem Land in einem sich ständig wiederholenden Wechsel der Jahreszeiten, durch Kriegs-, Nachkriegsjahre und die nachfolgenden Jahrzehnte. Das Kernthema ist jedoch der Zusammenhalt innerhalb dieser Familie.
Charaktere Es sind keine starken Frauenfiguren, aber sie sind unbeugsam und hartnäckig. Die Schwestern sind oft unterschiedlicher Meinung, doch wenn es darauf ankommt, halten sie zusammen. So lange sie lebt, hat die Mutter Rozela das letzte Wort im Haus. „In ihrem ganzen Leben war es so wie an diesem Herbsttag. Drei Töchter hatte sie, die liebte sie alle gleich, aber sie konnte sie nicht alle gleich behandeln.“ (Zitat Seite 260)
Handlung und Schreibstil Die Geschichte dieser Frauen wird abwechselnd erzählt, entweder aus Sicht der Mutter, oder es steht eine der drei Töchter im Mittelpunkt. Manche Ereignisse werden daher aus unterschiedlichen Blickwinkeln geschildert. Die Handlung verläuft großteils chronologisch, greift jedoch auch manchmal vor oder ergänzt mit Rückblenden, und folgt den unterschiedlichen Lebenswegen der Töchter durch Beziehungen, Mutterschaft, Schicksalsschläge und immer wieder auch das kleine Glück guter Zeiten. Wir erleben skurril-humorvolle Episoden, als Ilda im Zorn von ihrem Lebensgefährten, dem Bildhauer, wegläuft, sich auf ihr geliebtes Motorrad schwingt und, ohne es geplant zu haben, ein Motorradrennen gewinnt. Auch Schweine spielen eine Rolle in diesem Roman, wegen der besonderen Kreuzung, die ebenfalls zufällig passiert ist, verboten, dann viele Jahre später als besondere Rasse entdeckt. Die Sprache schildert unaufgeregt, auch die für mich persönlich entbehrlichen Schilderungen des Schlachtens von diversen Tieren erfolgen in einem beinahe zärtlichen Stil.
Fazit Es ist die Geschichte über den Werdegang von Frauen im einfachen, ländlichen Umfeld im wechselvollen 20. Jahrhundert, ihr Leben zwischen Tradition und dem Wunsch nach mehr Freiheit. Ein interessantes Beispiel polnischer Gegenwartsliteratur.
Opowieść o trzech siostrach z kaszubskiej wsi, wchodzących w życie w powojennych realiach. Trzeba przyznać, że świetny debiut!
Zahacza o ważne i trudne tematy, od wojennych przeżyć matki przez nacjonalizację, procesy polityczne, i kolejne lata komunizmu.
Budna umiejętnie żongluje nastrojami - przeplatając realistyczne fragmenty o życiu w latach 50 i 60 z na poły ludowymi, anegdotkami z życia wsi. Jednak przede wszystkim to powieść o kobietach. Wyraziste portrety sióstr i matki świetnie się ze sobą komponują.
Szkoda, że mimo kaszubskiego tła, nie zostało ono w pełni wykorzystane. I jednak wszystko siostrom jakoś się układa mimo przeciwności. Bo czyta się piękną polszczyzną i przetacza przez kolejne perypetie.